|
W 2011 r. władze w Waszyngtonie stoją przed zadaniem wyciągnięcia wniosków z trudnej lekcji, jaką były wydarzenia ubiegłego roku na Półwyspie Koreańskim. Na półmetku kadencji administracja Baracka Obamy sprawia wrażenie zagubionej. REKLAMA
Strona 1 z 3 Ostatnie tygodnie 2009 roku w relacjach amerykańsko-koreańskich upłynęły pod znakiem pozorowanych kroków Korei Północnej. Podczas grudniowej wizyty specjalnego przedstawiciela USA Stephena Boswortha w Pjongjangu, północnokoreańskie władze przekonywały, że są otwarte na dialog z Waszyngtonem. Pomimo deklarowanej atmosfery serdeczności zauważalna była wyraźna różnica stanowisk. Koreańczycy dali do zrozumienia, że są najbardziej zainteresowani rozmowami na temat traktatu pokojowego i uzyskania pomocy gospodarczej. Natomiast Amerykanie podkreślali kluczowe znaczenie denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego i wznowienia rozmów sześciostronnych. W rezultacie wizyta Boswortha zakończyła się przyjęciem ogólnikowych treści, które nie przyniosły żadnych zmian na linii Pjongjang-Waszyngton. Optymiści wyrażali jeszcze nadzieję na podtrzymanie atmosfery dialogu, lecz przeważały krytyczne głosy. Przedstawiciel Korei Południowej ds. nuklearnych Wi Sung-Lac stwierdził wręcz, że nie należy oczekiwać jakiegokolwiek przełomu w polityce Korei Północnej.
Pomimo krytycznych uwag na temat grudniowej wizyty Boswortha, w pierwszych tygodniach 2010 roku władze w Pjongjangu podtrzymywały wrażenie, że są skłonne do dialogu. W styczniu Korea Północna zwróciła się do USA z propozycją rozpoczęcia rozmów na rzecz zawarcia traktatu pokojowego, który zakończyłby wojnę koreańską. Północnokoreańska oferta została jednak natychmiast odrzucona zarówno przez USA, jak i Koreę Południową, które zgodnie orzekły, że działania Pjongjangu powinny być skierowane przede wszystkim na likwidację broni nuklearnej i powrót do mechanizmu sześciostronnego. W amerykańskim oświadczeniu nie zabrakło również uwag dotyczących kwestii łamania praw człowieka w Korei Północnej. Sprzeciw USA wobec północnokoreańskiego pomysłu sprawił, że pod koniec stycznia północnokoreańska artyleria przeprowadziła kilkudniowy ostrzał obszarów położonych w pobliżu spornej granicy morskiej na Morzu Żółtym Południowokoreańskie władze oceniły wówczas, że kroki Pjongjangu miały na celu wywarcie presji na Waszyngtonie w sprawie zawarcia traktatu pokojowego.
Chociaż styczniowy ostrzał pokazał, że Korea Północna nie zamierza rezygnować z polityki szantażu, to jednak pozory dialogu utrzymały się jeszcze w lutym. W deklaracji z obchodów 68. urodzin Kim Dzong Ila północnokoreańskie władze zapowiedziały zakończenie wrogich stosunków z USA, poprawę relacji z Koreą Południową i wznowienie rozmów na rzecz jak najszybszego zjednoczenia. Kilkanaście dni później Stephen Bosworth zawitał do Seulu, gdzie oznajmił, że USA są gotowe wznowić rozmowy z Koreą Północną. Oceniano, że pozytywna reakcja Waszyngtonu związana była z uzyskaniem domniemanych gwarancji ze strony Pekinu na rzecz jak najszybszego przekonania Pjongjangu do powrotu do rozmów sześciostronnych. Amerykański optymizm ponownie został sprowadzony na ziemię przez Koreańczyków z Południa. Jak później się okazało, Wi Sung-lac słusznie powątpiewał w szczerość północnokoreańskich słów. Ostatecznie nie doszło do żadnych rozmów, a wraz z nadejściem marca relacje amerykańsko-północnokoreańskie weszły w fazę trwającego do dziś konfliktu.
Niecały miesiąc po deklaracji o końcu wrogich relacji z Waszyngtonem, północnokoreańskie władze oświadczyły, że Koreańska Armia Ludowa jest „w pełni gotowa do wysadzenia” Korei Południowej i USA. Groźby Pjongjangu stanowiły reakcję na informacje o zbliżających się amerykańsko-południowokoreańskich manewrach wojskowych. Pomimo przestróg Korei Północnej ćwiczenia zostały przeprowadzone zgodnie z planem i w ciągu 11 dni wzięło w nich udział 18 tys. amerykańskich i 20 tys. południowokoreańskich żołnierzy. Pjongjang uznał manewry za prowokację, a Seul i Waszyngton argumentowały, że ćwiczenia były wcześniej zaplanowane i miały charakter defensywny. Atmosfera wzajemnej wrogości pogłębiła się na tyle, że po kilku dniach Korea Północna oskarżyła USA i Koreę Południową o spiskowanie w celu obalenia północnokoreańskiego reżimu. Po kilku miesiącach do retoryki Korei Północnej powróciły groźby o użyciu broni nuklearnej. Jednak nie atak nuklearny, a inne wydarzenie na kilka miesięcy zmieniło sytuację na Półwyspie Koreańskim.
|