Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Grzegorz Mazurczak: Libijski kalejdoskop


10 marzec 2011
A A A

Po ostatnich sukcesach rebeliantów libijskich impet ich działań wyraźnie osłabł. Muammar Kadafi zdążył otrząsnąć się z szoku i przy pomocy lojalnych sił zatrzymał marsz buntowników na Trypolis. W ostatni wtorek zapowiedział nawet odzyskanie zajętych przez rebeliantów miast leżących na zachód od stolicy.

Po pełnych powstańczego wigoru dniach nastąpił pat, w wyniku którego Libia, pod warunkiem zachowania względnej równowagi sił obu stron konfliktu, może zostać na stałe podzielona między lojalistów na wschodzie i rebeliantów na zachodzie. Będzie to tym bardziej realne, im dłużej świat będzie się zastanawiał nad własna rolą w tym konflikcie.

Wydaje się, ze buntownicy osiągnęli już szczytowy punkt swojej kampanii, teraz  muszą na zimno, bez emocji przemyśleć swoją sytuację, dowiedzieć się jak zorganizować linie zaopatrzenia i nie stać się łatwym celem dla samolotów bojowych na otwartym pustynnym terenie. Dopóki Kadafi będzie dysponował libijskim niebem, jego przeciwnicy będą w dużym niebezpieczeństwie.

Prezydent Barack Obama i premier Wielkiej Brytanii David Cameron uzgodnili nawet plan, który zakłada podjęcie wszelkich możliwych działań w stosunku do Libii. W praktyce sprowadza się on jednak tylko do zgody na wprowadzenie strefy zakazu lotów, by zapobiec atakom samolotów Kadafiego na rebeliantów i ludność cywilną. Plan ten, obecnie najbardziej realny do wprowadzenia, popiera również Francja

Zgodnie z wtorkowym oświadczeniem Białego Domu, obaj przywódcy zgodzili się, że ich działania muszą mieć na celu zakończenie przemocy, jaka ma miejsce w Libii i doprowadzenie do jak najszybszego wyjazdu Kadafiego z kraju. Obama zasygnalizował też możliwość udzielenia realnej pomocy przeciwnikom Kadafiego. Jednak na razie są to tylko słowa. I nie wiadomo czy to źle czy dobrze.

Pomysłowi zablokowania libijskiego nieba sprzyjają również niektóre kraje arabskie. Na wtorkowym posiedzeniu Konferencji Islamskiej (OIC) w Jeddzie, Sekretarz Generalny tej organizacji, Ekmeleddin Ihsanoglu wezwał ONZ a ściślej Radę Bezpieczeństwa do wprowadzenia strefy zakazu lotów nad Libią.

W sobotę, ministrowie spraw zagranicznych państw arabskich skupionych w Lidze Arabskiej, również zastanawiali się nad możliwością wprowadzenia strefy zakazu lotów nad Libią, mając przede wszystkim na względzie ochronę ludności cywilnej przed atakami z powietrza. Pomysł ten ma więc spore poparcie państw chcących coś zrobić dla zwykłych Libijczyków, jednocześnie nie angażując się zbytnio w ich konflikt.

Unia Europejska również przychyla się do szybkiego uchwalenia zakazu lotów, ustanowienia embarga na sprzedaż ropy naftowej, zablokowania kont reżimowych oraz opanowania spodziewanej fali uchodźców. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek przyznał w radiu TOK FM, że wszystkie te tematy będą poruszane w najbliższych dniach na wszelkich forach decyzyjnych UE, ONZ i NATO.

Czy jednak zakaz lotów zostanie w końcu uchwalony przez Radę Bezpieczeństwa, ciągle nie wiadomo. Szczególnie że Rosja, mająca w niej prawo veta, prezentuje raczej niechętny stosunek do pomysłów ingerowania w sprawy libijskie. Wprawdzie zachodni politycy uważają, że ustanowienie strefy zakazu lotów nie wymaga mandatu ONZ, jednak przyznają też, że woleliby go mieć.

Kilka godzin temu poinformowano jednak, że pomimo tradycyjnie ostrożnej oceny reżimu libijskiego, Rosja zdecydowała się zawiesić realizację wielomilionowych kontraktów na dostawę broni do Libii. Jest to decyzja dużej wagi, znacznie osłabiająca dotychczasową pozycję Kadafiego. Tym samym Rosja pragmatycznie dołączyła do krytyków działań Kadafiego.

Oprócz tragedii ludzkich rozgrywających się w Libii i dywagacji świata o możliwych scenariuszach zakończenia konfliktu, najważniejsze dla globalnego rynku i odbiorców paliw jest to, że produkcja libijskiej ropy naftowej, przez szalejącą w kraju przemoc i zamęt polityczny, spadła o ok. 90%.

Pomimo, że produkcja libijskiej ropy naftowej nie ustała zupełnie, to straty spowodowane znacznym jej spadkiem są ogromne. Libijska, państwowa spółka nafto-gazowa Sirte Oil Company, produkuje obecnie jedynie około 9500 baryłek dziennie, co w porównaniu z normalnym poziomem produkcji wynoszącej około 95.000 baryłek dziennie, mówi samo za siebie.

Wprawdzie reżim nadal sprzedaje ropę, jednak są to już mniejsze ilości niż to wcześniej bywało. Po uchwaleniu embargo strumień libijskiej ropy wyschnie całkowicie, przyczyniając się między innymi do dalszego wzrostu cen, nie tylko na libijskich na stacjach benzynowych.

Libijska rebelia wywołała też masowy exodus pracowników zagranicznych z Libii. O ile pracownicy firm zachodnich, z pomocą swoich rządów, stosunkowo łatwo opuścili kraj, to pracownicy ościennych krajów mają z tym duże kłopoty.

Zgodnie z informacjami Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji, od początku konfliktu aż 224 661 imigrantów dotarło do granic Libii, głównie tych z Tunezją, Egiptem i Algierią, często nie mogąc przedostać się dalej.

We wtorek, przedstawiciel Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca oznajmił, że żołnierze lojalni wobec Kadafiego w zeszłym tygodniu zablokowali około 30 tysięcy pracowników chcących przedostać się do Tunezji. Wielu z nich zmuszono do powrotu do pracy w Trypolisie.

Żołnierze Kadafiego zmusili też do powrotu na opuszczone miejsca pracy wielu obywateli Bangladeszu, Egiptu i Afryki Subsaharyjskiej. Przy tej okazji odbyła się demonstracja zwolenników Kadafiego, którzy entuzjastycznie reagowali na hasła powrotu zagranicznych pracowników na ich stanowiska pracy.

Sytuacja w Libii oraz reakcje świata zewnętrznego na ten konflikt, przypominają coraz bardziej saddamowski Irak. Począwszy od pomysłu utworzenia strefy wolnej od lotów, funkcjonującej kiedyś nad Kurdystanem poprzez embargo na ropę, aż po luźny na razie zamysł interwencji wojskowej, której cień już widać na wodach Morza Śródziemnego.

Nikt nie popiera tego, co dzieje się w Libii. Jednak perspektywa powtórki z Iraku, do tego w Amerykańskim wydaniu, każe uważnie przypatrywać się rozwojowi wydarzeń. Jedyną nadzieją jest to, iż USA, po porażkach w Iraku i Afganistanie nie będzie chciało angażować się w następną awanturę. Ważne jest, by uniknąć pokusy bezpośredniej interwencji wojskowej w Libii.

Walka o demokrację w świecie arabskim, zawsze kończy się kataklizmem, czego Irak, ciągle nie mogąc wyjść z permanentnego kryzysu, jest najlepszym przykładem.  Możemy nie uznawać tyranii i dyktatorów, jednak nie możemy angażować się w konflikty, zmieniając bieg nie naszej historii. Każdy naród ma prawo kształtować swój świat na swoją, nie nasza miarę, czego Libii należy teraz życzyć.