 Tytuł książki – „Pepiki. Dramatyczne Stulecie Czechów” – prowokuje czytelnika do zastanowienia się nad źródłami wiedzy o naszym południowym sąsiedzie. Dla „przeciętnego Polaka” Czechy to kraj sielanki, anegdoty, historii pozbawionej wątków męczeństwa, dramatu, zamieszkały przez „Pepików” – pogodnych koneserów piwa, nastawionych konformistycznie wobec wszelkich presji Historii. Książka uzmysławia zatem czytelnikowi jego niewiedzę. REKLAMA
Mariusz Surosz (ur. 1963), z wykształcenia historyk i filozof, z zawodu dziennikarz (współpracował z „Gazetą Wyborczą, „Tygodnikiem Powszechnym”, „Polityką”, „Newsweekiem”) w 17 krótkich esejach przenosi polskiego czytelnika w świat historii Czechosłowacji – historii nieznanej z podręczników. „Pepiki” to sui generis galeria – kolekcja portretów, gdzie kluczem wyboru i ułożenia jest subiektywizm autora, tudzież odkurzona teczka z dawno opublikowanymi artykułami (de facto książka stanowi dosyć przypadkowy zbiór publikowanych „gdzieś-wcześniej” artykułów, połączonych jedynie „oryginalnością” zagadnienia). Tytuł książki – „Pepiki. Dramatyczne Stulecie Czechów” – prowokuje czytelnika do zastanowienia się nad źródłami wiedzy o naszym południowym sąsiedzie. Szybko zdajemy sobie sprawę z selektywności przekazu informacji o Czechach, niskim stopniu zainteresowania się historią, kulturą i współczesną kondycją polityczną tego kraju. Dla „przeciętnego Polaka” Czechy to kraj sielanki, anegdoty, historii pozbawionej (tak eksponowanych w polskiej historiografii) wątków męczeństwa, dramatu, zamieszkały przez „Pepików” – pogodnych koneserów piwa, nastawionych konformistycznie wobec wszelkich presji Historii. Książka uzmysławia zatem czytelnikowi jego niewiedzę. „Walka ze stereotypami”, „odszwejkowywanie” „dehrabalizacja” obrazu Czech to cel szczytny sam w sobie. Szkoda jednak, że Suroszowi nie udaje się ani stereotypów obalić, ani zaprezentować jakiejkolwiek autorskiej interpretacji czeskich dziejów. W „Pepikach” znajdziemy opowieści o twórcach niepodległej Czechosłowacji, bojownikach o jej wolność: Milanie Rastislavie Štefániku, Miladzie Horákovej czy o Janie Patočku, Jiřím Gruntorádzie. Galerię uzupełniają postacie kontrowersyjne: Klement Gottwald, Emil Hácha, Alois Eliáš. Surosz nazywa każdy kolejny rozdział nazwą zawodu, który wykonywała początkowo dana postać z historii XX-wiecznych Czech (np.: Gottwald – murarz). To zabieg ciekawy, pokazujący intencje autora, próbujące połączyć narrację o panteonie narodowym z relacją odbrązawiającą bohaterów. Pomysł ten nie jest niestety oryginalny, a sugeruje wyraźną „inspirację” świetnym „Gottlandem” Mariusza Szczygła…
Surosz stara się zatem pokonać stereotypy dwojga rodzaju. Primo, pokazuje polskiemu czytelnikowi, że Czech to nie tylko rubaszny piwosz-hokeista, ale też kreatywny polityk. Secundo, Surosz przypomina czytelnikom zainteresowanym współczesnej historii tego kraju, że XX-wieczne Czechy to nie tylko Tomáš Masaryk, Edvard Beneš, Václav Havel. Uzmysławia, że poza „awangardą” elitę Czechosłowacji tworzyli ludzie uwikłani w skomplikowane relacje prywatne, zawodowe, a decyzja o poświęceniu się światu polityki najczęściej generowała dramatyczne okoliczności.
W książce znajdują się liczne nieścisłości faktograficzne – co może zniechęcić do lektury zawodowych historyków. Z kolei czytelnik nie będący historykiem, może narzekać na „mechaniczną” narrację – bardziej adekwatną do felietonów w „Mówią Wieki” niż do tekstów publicystycznych skierowanych do szerszego kręgu odbiorców. Wspomnijmy także niewygodnie skonstruowany system przypisów na końcu książki – wydaje się, iż zabieg ten miał na celu odciągnięcie czytelnika od nieoczytania autora, posługiwania się wątpliwym korpusem źródłowym.
Książka wpisuje się w zauważalną modę na Czechy w Polsce i zapewne trafi na regały bohemistów. Zdecydowanie lepiej jest jednak wziąć do ręki reportaże Mariusza Szczygła, niż wątpliwej jakości teksty Mariusza Surosza. |