Zmarł buddyjski mnich torturowany w chińskim areszcie
-
IAR
W Tybecie zmarł w rodzinnym domu mnich buddyjski Jamyang Jinpa. W roku 2008 został aresztowany przez władze chińskie. Przez kilka tygodni przetrzymywany był w nieludzkich warunkach po tym, gdy wraz z grupą tybetańskich mnichów odważył się opowiedzieć przebywającym w Tybecie zagranicznym dziennikarzom o represjach i szykanach stosowanych przez chińską administrację wobec Tybetańczyków.
W kwietniu 2008 roku do klasztoru Labrang Tashikyil , w którym mieszkał Jinpa, przybyła grupa zagranicznych dziennikarzy, którzy chcieli dowiedzieć się, jak przebiegały w Tybecie antychińskie protesty Tybetańczyków zapoczątkowane w marcu tamtego roku. Grupa mnichów zdecydowała się na ujawnienie prawdy i opowieść o pokojowym proteście i krwawej rozprawie z protestującymi. Po spotkaniu z dziennikarzami wszyscy mnisi z wyjątkiem Jinpy uciekli z klasztoru i ukrywają się do dzisiaj. Jinpa został aresztowany. Jak informują tybetańskie władze na wychodźstwie, był wówczas torturowany i znalazł się na granicy śmierci.
W tym stanie został przekazany rodzinie, która przez trzy lata walczyła bezowocnie o przywrócenie mu zdrowia. Jest drugim mnichem z klasztoru Labrang, który zmarł po przesłuchaniach prowadzonych przez chińskie służby bezpieczeństwa. Tybetański duchowny Bagdro - autor książek o chińskich prześladowaniach w Tybecie, mówiąc o swoich publikacjach przypomina: "Pisałem o tym, jak wielu ludzi zabito, jak wielu zmarło w roku 2008 po 10 marca". Tego dnia wybuchły w Tybecie antychińskie protesty. W trakcie ich tłumienia zginęło w Lhasie około 80 osób, a w innnych częściach Tybetu od 50 do 100.


Sydney: terrorysta przetrzymywał zakładników w kawiarni, dwie osoby zginęły