|
Ukraina zawrzała. Chyba jeszcze nigdy rocznica zwycięstwa w tzw. Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej nie wzbudziła tyle emocji, co w tym roku. We Lwowie doszło do gwałtownych starć nacjonalistów z komunistami, które nikogo jednak nie mogły zaskoczyć. Bo Ukrainę już od dawna trawi symboliczna wojna domowa. Wojna dwóch mitów. REKLAMA
Strona 1 z 3 Gdy 21 kwietnia głosami koalicji rządowej Najwyższa Rada Ukrainy uchwaliła dekret o obowiązku wywieszania 9 maja (w czasie święta zwycięstwa ZSRR nad Niemcami w II Wojnie Światowej, z ukr. Den Peremohi) obok ukraińskich flag państwowych, czerwonych sztandarów nawiązujących do tradycji ZSRR, w końcu nastąpił długo oczekiwany kolejny krok ze strony Partii Regionów. Bo Wiktor Janukowycz szedł po zwycięstwo w ostatnich wyborach prezydenckich z hasłami zrównania języka rosyjskiego z ukraińskim, nadania mu statusu drugiego języka państwowego. Nie odżegnywał się Wiktor Fiedorowicz od spuścizny ZSRR, a przez wielu był nawet uznawany za symbol polityka nakierowanego "na wschód". Jego przeciwnicy polityczni odsądzali go od czci i wiary, nazywali "rosyjskim pachołkiem". Jedną z jego pierwszych decyzji jako prezydenta było skasowanie uchwały swojego poprzednika, Wiktora Juszczenki, który w 2007 roku przyznał tytuły Bohaterów Ukrainy Stepanowi Banderze i Romanie Szuchewyczowi, czołowym działaczom OUN-UPA. Sprawę Janukowycz skierował do sądu, a ten orzekł, że decyzja o uchyleniu dekretu Juszczenki była słuszna, gdyż Bandera i Szuchewycz nie mogli być Bohaterami Ukrainy, gdyż nie byli jej... obywatelami (urodzeni przed wojną, posiadali obywatelstwo polskie). Smaczku sprawie dodaje fakt, że sprawę rozpatrywał sąd w Doniecku, a więc mieście-bastionie Partii Regionów, mateczniku Wiktora Janukowycza. NOWE OTWARCIE Decyzja z 21 kwietnia br. jest kolejnym krokiem Janukowycza i Partii Regionów w sferze ukraińskiej pamięci historycznej. Tym mocniej symbolicznym, gdyż równo rok wcześniej, 21 kwietnia 2010 r. miał miejsce tzw. charkiwskij dohowor, czyli podpisana w Charkowie umowa z Rosją o przedłużeniu stacjonowania rosyjskiej floty czarnomorskiej w Sewastopolu do 2042 r. w zamian za tańszy gaz dla Ukrainy. W zależności od zajmowanej przez polityków stron barykady, przedstawiany był on albo jako zdrada i zaprzedanie się Rosji, albo jako wspaniały biznes, znacznie ułatwiający ratowanie bardzo słabych finansów państwa. Trzeba jednak zaznaczyć, że Wiktor Janukowycz przez długi czas nie podejmował działań z najczarniejszych snów opozycji. Zniknęła sprawa języka rosyjskiego jako drugiego języka państwowego. Dla przeciwwagi względem "umowy charkowskiej" Janukowycz podkreślał chęć przystąpienia do unii celnej z UE, ba, swoją pierwszą oficjalną wizytę jako prezydent złożył w Brukseli. Przez długi czas balansował między światem Unii Europejskiej a Rosją. I co ciekawe, mimo uchwalenia przez ukraiński parlament uchwały o wywieszeniu czerwonych sztandarów na 9 maja, prezydent Janukowycz po dzień dzisiejszy jej... nie podpisał, co obecnie opozycja chce wykorzystać dla jej unieważnienia. Nie zmienia to faktu, że ta uchwała jest pierwszym tak wyraźnym ofensywnym krokiem obecnych władz Ukrainy na polu pamięci historycznej. Bo o ile zniesienie dekretu Juszczenki było pewnego rodzaju odpowiedzią i krokiem cofającym Ukrainę do status quo, obecna uchwała tworzy nową rzeczywistość, wyznacza nowy kierunek w kwestii szukania korzeni współczesnego państwa ukraińskiego. I proponuje kultywowanie mitu ZSRR, a nie OUN-UPA.
|