Grzegorz Mazurczak: Irak nadal zabija
W poniedziałkowym ataku rakietowym przeprowadzonym w bagdadzkiej dzielnicy Baladiya, zginęło pięciu żołnierzy amerykańskich. Był to najtragiczniejszy od co najmniej 2 lat atak na Amerykanów.
Pomimo dużego spadku poziomu przemocy w porównaniu z latami 2006-2007, obecny atak pokazał jak bardzo sytuacja w Iraku odbiega od normalności. Akty agresji występują tu prawie codziennie, chociaż na ogół są kierowane przeciwko lokalnym irackim siłom bezpieczeństwa. Tym razem ucierpieli Amerykanie.
Stany Zjednoczone nie podały żadnych szczegółów dotyczących śmierci Amerykanów, jednak irackie służby bezpieczeństwa poinformowały, że Amerykanie zostali zabici we własnej bazie Loyalty Camp, w następstwie ataku rakietowego. Przy okazji ostrzału, zginęło też dwóch napastników, gdy jedna z rakiet przedwcześnie eksplodowała na ciężarówce stanowiącej platformę wyrzutni.
W sierpniu zeszłego roku amerykańskie siły oficjalnie zakończyły działania bojowe w Iraku, planując całkowite wycofanie swoich wojsk (ok. 47 tysięcy) do końca tego roku. Amerykańscy żołnierze są teraz angażowani przede wszystkim w szkolenie irackich sił bezpieczeństwa oraz pomagają w prowadzeniu operacji antyterrorystycznych.
W zeszłym roku ofiary śmiertelne wśród Amerykanów przebywających w Iraku zdarzały się już sporadycznie. Ostatnio w maju zginęło dwóch żołnierzy USA. Nie oznacza to jednak, że tak samo dobra sytuacja jest w szeregach sił irackich. Tu jest dużo gorzej.
W poniedziałek, w centrum Tikritu zginęło co najmniej 13 osób, gdy zamachowiec samobójca, kierując samochód w stronę grupy irackich żołnierzy, zdetonował znajdujący się w nim ładunek. Takie sytuacje zdarzają się tu prawie codziennie i nie wpływają dobrze na morale Irakijczyków.
Jest więc prawie pewne, co potwierdzają zarówno urzędnicy amerykańscy jak i iraccy dowódcy wyższego szczebla, że amerykańska obecność w Iraku, chociażby tylko doradcza czy szkoleniowa, będzie konieczna jeszcze bardzo długo. Wymagają tego potrzeby bezpieczeństwa Iraku.
Dlatego też rząd premiera Al-Malikiego od dłuższego czasu zastanawia się, czy jednak oficjalnie nie poprosić Waszyngtonu o przedłużenie terminu ostatecznego opuszczenia Iraku przez Amerykanów. Ostatecznie to oni są sprawcami całego, nie do końca usprawiedliwionego zamieszania.



Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje