Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Paweł Świeboda: Europa - plan przetrwania Drukuj Email
( 0 głosów)




Paweł Świeboda   
02.10.2011.

Europa jest na rozdrożu. Wszyscy to wiedzą. Istnieje nowe pokolenie Europejczyków, którzy nawet nie pamiętają Europy pewnej siebie i pełnej optymizmu, Europy, która kroczy naprzód z podniesioną głową. Pocieszamy się, że projekty europejskie zawsze rozwijały się w kryzysach. Żaden z nich nie był fatalny w skutkach. Europa przetrwała je wszystkie i twierdziła, że wyszła z nich silniejsza. 

 

REKLAMA

Tymczasem prawda jest bardziej złożona. Wszystkie kryzysy przyniosły cenne lekcje, ale także zasiały ziarna obecnych problemów. Wszystkie kryzysy wymagały politycznych kompromisów, które zostawiły po sobie trujący osad. Proces zatruwania, nieodczuwalny na co dzień, trwał jednak nadal i teraz, nieoczekiwanie, daje się we znaki.

„Zarządzanie kryzysowe” stało się zwyczajnym sposobem postępowania. Jest wiele przyczyn tego zjawiska, które jednak umykają codziennym dyskusjom podczas gaszenia kolejnych pożarów. Europa to projekt polityczny. Jako taki, stale potrzebuje udowadniania swojej wartości dodanej. W projekt europejski wbudowana jest ontologiczna wątpliwość, która nie występuje w państwie-narodzie, obecnie traktowanym już jako oczywistość i fundament systemu politycznego. Eurobarometr badający opinię mieszkańców kontynentu regularnie zadaje im pytanie czy ufają Europie. A nikt nawet nie pomyśli o zapytaniu obywateli czy nadal ufają swojemu krajowi, czyli, na przykład, Niemcom, Danii lub Polsce. Byłoby to uznane za pomysł rewolucyjny lub wręcz zdradziecki. Nie mamy wystarczająco dużo odwagi, aby uważać siebie za europejskich patriotów. 

Mandat działania: klucz do rozszyfrowania przyszłości Europy

Głównym kanałem poprzez który Europa otrzymała swój mandat działania jest jej wydajność i dostarczanie dóbr. Uniemożliwienie wojny na kontynencie, wdrażanie czterech fundamentalnych zasad wolności poruszania się i dostarczania dobrobytu gospodarczego, którego ukoronowaniem miało być utworzenie wspólnej waluty, euro. W przeszłości miały już miejsce próby wprowadzenia bezpośredniego mandatu działania poprzez generalne wybory do Parlamentu Europejskiego, w roku 1979, jednakże obywatele Europy nigdy wystarczająco nie zaakceptowali Parlamentu jako ciała czyniącego z Europy pełnoprawne państwo. Często wydawali się oni bardziej świadomi ograniczeń kompetencji Parlamentu, niż polityczne elity w ich krajach. Chris Patten słusznie napisał, że Parlament Europejski „nie może uniknąć sprawiania wrażenia, że jest parlamentem wirtualnym, debatującym w wirtualnych językach interpretacji i reprezentującym wirtualny elektorat, zorganizowany w wirtualne grupy ideologiczne i odłączony od świata polityki poszczególnych krajów".

Obecnie, kwestia mandatu działania nabiera znów znaczenia, co najmniej z dwóch powodów. W najbliższej przyszłości potrzebne będą decyzje wymagające wykraczania poza prymitywną analizę kosztów i korzyści. Jeżeli euro ma zostać ocalone, ludzie będą musieli zgodzić się na decyzje, które mają swoją cenę: coś za coś. Co gorsza, skala tej ceny nie będzie znana jeszcze przez jakiś czas. Po drugie, nie widać już praktycznie „świeżych, zielonych pastwisk”. Przed Europą najprawdopodobniej rysuje się teraz długi proces dostosowywania się do post-kryzysowego świata, w którym to okresie raczej nie zobaczymy wielkich cyfr świadczących o wzroście. Następny kryzys, po aktualnym kryzysie, czai się już za rogiem i jest to kryzys demograficzny, w którym sieć rynku pracy zaczyna kurczyć się, a rośnie wskaźnik zależności obywateli.

Kryzys politycznego przywództwa w Europie jest kryzysem demokracji, która nie zdołała sprostać wyzwaniom ery informatyzacji, globalizacji i złożoności problemów wynikających z postępu w dziedzinie rozwoju ludzkiego i postępu technologii. Demokracja to jeszcze jedno zjawisko, które traktujemy jak oczywistość. Helmut Köhl, w okresie swoich rządów, mógł powiedzieć, że to, co jest dobre dla Luksemburga, jest też dobre dla Niemiec. Czasy zmieniły się jednak.

Dzisiaj wypowiedzenie tego samego zdania nie jest już możliwe. Obywatele są bardziej świadomi swoich interesów i praw. Żądają bardziej otwartego i uczciwego podejścia.

Dekonstruowanie znaczenia słowa „wzrost”

Europejski dyskurs cierpi na tym, że jest całkowicie zdominowany paradygmatem wzrostu gospodarczego. Pomimo wysiłków, aby spojrzeć szerzej na dobro społeczeństw, polityka na kontynencie jest zakładnikiem makroekonomicznego dyskursu na temat „dostarczania wzrostu”. Na razie brak jest nawet zrozumienia faktu, że takie nastawienie jest również jednym z czynników, dla których wiele krajów wpada w pułapkę nadmiernego zadłużenia i "życia ponad stan".

Nie oznacza to, że należy tłumić konsumpcję, ale należy ją na nowo wprowadzić w zrównoważone ramy. Nie oznacza to również, że dynamizm gospodarczy staje się mniej ważny, ale raczej to, że wzrost nie jest czymś, co można wcześniej zaprogramować za pomocą wzoru matematycznego. Jeżeli dyskusja dotyczy jedynie luk do natychmiastowego wypełnienia, a nie ludzkich potrzeb, oczekiwań, aspiracji, a także ludzkiej twórczości i innowacyjności, trudno jest zakładać, że w ślad za tym będzie następował wzrost.

Odzyskiwanie „wartości dodanej” Europy

Wyzwanie dotyczy tego jak utrzymać osiągnięcia UE, które są niekwestionowane i mają szeroki zasięg, począwszy od wypracowania równych praw, a na czystych plażach wokół linii brzegowej kończąc, a jednocześnie przeformułować projekt tak, aby pasował do nowego porządku świata, jaki wyłania się z kryzysu. 

Nie ulega wątpliwości, że najbardziej udanym projektem integracji gospodarczej w Europie jest rynek jednolity, wdrażany od roku 1992. Rynek jednolity wyróżnił Europę na świecie. Stworzył unikalną, porównywalną przewagę. Mario Monti podjął heroiczny wysiłek w celu ożywienia projektu, a polska prezydencja w UE, wraz z Komisją Europejską, starają się tęideę podsycać, chociaż jej realizacja napotyka wciąż wiele trudności.

O wszystkim rozstrzygnie euro

Niezależnie od tego czy było to planowane czy też musiało się tak stać, osiągnęliśmy etap, w którym rozwiązanie kryzysu w strefie euro określi scenariusz „końcowej rozgrywki” dla Europy. Z uwagi na to, że nie wchodzi w grę opcja „kontynuacji, jak gdyby nigdy nic”, istnieją trzy możliwe scenariusze do rozważenia. Pierwszy to rozpad euro, ze wszelkimi konsekwencjami dla rynku jednolitego i solidarności europejskiej. W tym scenariuszu, który mieści wszystko oprócz powrotu konfliktu zbrojnego w Europie, będziemy musieli znów powrócić do deski kreślarskiej.

Inny możliwy scenariusz to skok naprzód w stronę większej integracji podatkowej, uzupełniającej unię pieniężną. Główną trudnością związaną z tym ostatnim scenariuszem jest przejście od punktu A do B i wdrożenie unii podatkowej wbrew sceptycznie nastawionej opinii publicznej. Można powiedzieć, że wiele innych procesów zostało zapoczątkowanych bez dawania posłuchu opinii publicznej. Żaden z nich jednak nie miał tej skali i ważności, jakich obecnie wymaga sytuacja. Żaden z nich nie był również przeprowadzany w warunkach nadmiernej czujności opinii publicznej i gwałtowności reakcji ze strony mediów, nie mówiąc już o złożonych, wzajemnie przecinających się interesach, o które toczy się gra.

Dla uzupełnienia obrazu, należy wspomnieć też o trzecim scenariuszu, który jest politycznym obszarem z tabliczką „wstęp wzbroniony” – czyli o kombinacji dwóch powyższych scenariuszy. Oznacza on załamanie się strefy euro oraz podjęcie natychmiastowego wysiłku wznowienia gry w mniejszym kręgu uczestników. Opcja ta nie jest atrakcyjna ani technicznie ani politycznie. Jeżeli okaże się ona jedyną ścieżką naprzód, nie będzie to niczyim zwycięstwem.

Przeformułowanie „metody europejskiej”

Niezależnie od wyniku, charakter Unii Europejskiej zmieni się nie do poznania. Nowa UE prawdopodobnie będzie miała kod DNA obserwatora z sąsiedzkiej grupy patrolowej i trenera piłki nożnej. Pierwszy zapewni dyscyplinę, drugi będzie dbał o to, by gra toczyła się dalej. Istnieją wyraźne elementy tej ostatniej postawy we wszystkim, na co UE zgodziła się w ostatnich miesiącach, począwszy od reformy Paktu Stabilizacji, a na „Europejskim okresie oceny” (European Semester) i Pakiecie Euro Plus kończąc. A wiele jeszcze przed nami. Państwa członkowskie będą patrzyły sobie wzajemnie na ręce i obserwowały co się dzieje. Będzie to Europa oparta na logice „ufaj i sprawdzaj”. „Tresura” jest mniej widoczna, jeżeli przesłania ją pył kryzysu strefy euro. Jednakże, na poziomie UE wyłaniają się także użyteczne elementy, na przykład, nowe Europejskie Partnerstwa Innowacyjne albo połączenia energetyczne. 

Kryzys euro sprawił, że zdaliśmy sobie sprawę z rozmiaru, w jakim w Europie wszystko jest wzajemnie powiązane. Medium, dzięki któremu procesy poruszają się lub zostają zatrzymane nazywa się „zaufanie”. Jeżeli zaufanie zostaje nadszarpnięte na jednym kluczowym obszarze, jest tylko kwestią czasu zanim to samo nastąpi w innym miejscu systemu. Musi to być niepokojący sygnał, jeżeli dotyka on polityki szeroko uznawanej za jedno z największych osiągnięć UE, takich jak obszar Schengen, Europa bez wewnętrznych granic. Zaufanie niekiedy wymaga upewnień. To właśnie spowodowało, że niektóre państwa członkowskie zaczęły domagać się łatwiejszego tymczasowego wprowadzania na nowo kontroli wewnętrznych granic. Możliwe, że jest to konieczna korekta w celu ochrony szerszego dobra. Z drugiej strony, inni mogą słusznie niepokoić się ewentualnym pojawieniem się spirali ciągnącej w dół, ponieważ brak zaufania przekształca się w bardziej lub mniej otwartą niechęć.

 Z innej perspektywy patrząc, możliwe, że jest to cud, że tak mało problemów wystąpiło w historii systemu Schengen, pomimo faktu, że UE przeżywa oczywiste problemy w egzekwowaniu zewnętrznej granicy i w ustalaniu wspólnej polityki migracyjnej. Schengen można porównać do strefy euro w takim sensie, że elementy konstrukcji zostały uznane za wystarczające do ostatecznego sukcesu projektu, pomimo ich oczywistych braków.

Spójność kulturowa i społeczna: ukryty atut

W porównaniu z innymi gospodarkami, zarówno zaawansowanymi, jak i wschodzącymi, cechą wyróżniającą Europę jest jej przywiązanie do spójności społecznej. Fundamentalne dla procesu powojennej odbudowy państwo opiekuńcze bezprecedensowo zmienia się w trakcie kryzysu. Europejski model społeczny często postrzegany jest jako ciężar dla gospodarki kontynentu. W przyszłości, nawet jeżeli zostanie on znacząco zmieniony, może stać się źródłem przewagi konkurencyjnej Europy, podczas gdy inni gracze, w tym główni konkurenci Europy, tacy jak USA i Chiny, z trudem radzą sobie z zapaścią zaistniałą wskutek nasilonych napięć społecznych. Europa nie powinna wylewać dziecka z kąpielą. 

Europejski stosunek do migracji jest jeszcze jedną ze strategicznych kwestii, na które trzeba znaleźć odpowiedź. Bardzo często Europa chciałaby mieć to, co najlepsze z obu światów. Grupa Refleksji nad Przyszłością Europy, z Felipe Gonzálezem jako przewodniczącym, doszła do wniosku, że w celu zrekompensowania konsekwencji zmiany demograficznej dotyczącej przyszłej podaży pracy, „w ostatecznym rozrachunku potrzebny będzie zysk netto ok. 100 milionów ludzi”. Równocześnie, odczucia większości mieszkańców Europy wobec imigracji są coraz bardziej negatywne. W niedawnym badaniu Ipsos, ponad 65 procent Hiszpanów, Włochów i Brytyjczyków zgodziło się, że w ich krajach „jest zbyt wielu imigrantów”. Ludzie obawiają się nadmiernej presji na usługach publicznych, takich jak służba zdrowia i edukacja.

Pod presją opinii publicznej, jeden przywódca po drugim deklarują śmierć wielokulturowości”, co zarówno Angela Merkel, jak i David Cameron uczynili w ostatnich kilku miesiącach. Niezależnie od tego czy wyrażali oni własne przekonania czy też ulegli presji partyjno- politycznej, podpisali się pod wizją, która wykracza poza państwo liberalne, a w której to wizji imigranci nie tylko muszą nauczyć się lokalnego języka i zaakceptować zasady konstytucji, ale muszą również przyjąć wartości i zwyczaje składające się na kulturę większości. Przyczyny tej reakcji oraz przyczyny oddolnych protestów w różnych europejskich miastach, które miały miejsce tego lata, są odmienne. Jak zauważył Jürgen Habermas, znajdują swoją kumulację w postaci bezradnego systemu politycznego, który coraz bardziej zamyka się w sobie. Im bardziej kurczy się przestrzeń dla działania rządu i im łatwiej klasa polityczna ustępuje temu, co wydaje się jej nieuchronną koniecznością gospodarczą, tym mniej występuje zaufania ze strony opinii publicznej, mówi nam Habermas.

Świat jako wybawca

Przez kilka dekad jednym z czynników sprawczych integracji europejskiej było zagrożenie z zewnątrz w postaci dominacji sowieckiej. Obecnie, zagrożenie istnieje wewnątrz Europy i jest nim ryzyko implozji. Wyzwanie ze strony świata zewnętrznego ma bardziej rozproszony charakter. Czy jest to ryzyko powiększania się arsenału nuklearnego, ataku terrorystycznego czy przybywania nielegalnych imigrantów, trudniej jest stworzyć na podstawie tego ryzyka narrację wewnętrznej konsolidacji. Złożoność i sama liczba czynników ryzyka wywołują poczucie dezorientacji.

Europa entuzjastycznie wskoczyła do pociągu globalizacji i uczyniła otwartość na handel i inwestycje kluczową zasadą swojej doktryny. Pomysły utworzenia organów kontrolujących zagraniczne inwestycje zostały odrzucone, jako przeciwne głównym zasadom europejskim. Europa narzuciła sobie ambitny reżim w celu zaradzenia zmianom klimatycznym, przy jednoczesnym dodaniu elementów europejskiej konkurencyjności. Czas pokaże czy to podejście będzie skuteczne na dłuższą metę. Aby było skuteczne, Europa będzie musiała biec zamiast iść. Jeżeli przyszłością jest gospodarka niskowęglowa, a Europa chce opanować technologię i know-how dzięki którym będzie można ją urzeczywistnić, będzie musiała wyprzedzić konkurencję, a to wymaga nadzwyczajnych inwestycji i kreatywności.

Dla wielu wschodzących potęg globalizacja oznacza pierwszą w historii sposobność realizowania suwerenności, której do niedawna albo były pozbawione albo same z niej zrezygnowały, czego przykładem są Chiny. Podczas gdy Europa eksperymentuje z gromadzeniem i dzieleniem suwerenności, reszta świata odkrywa zalety suwerenności, nawet jeżeli są one w naturalny sposób ograniczone przez siły grawitacji rynku. Polityka zagraniczna Europy będzie musiała polegać na dopasowaniu do siebie tych dwóch odmiennych światów.

Zamysłem „Wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa” jest zapewnienie ukoronowania rozwoju Europy. Traktat Lizboński jest szeroko postrzegany jako traktat polityki zagranicznej. Innowacje, takie jak tworzenie wspólnej służby dyplomatycznej, miały ją urzeczywistnić.

Obecnie panuje kompletnie inny nastrój, kiedy to na presje i zakłócenia danego czasu nakłada się nieudolność zarządzania i brak przekonania do tego, co się robi, co prowadzi do chaotycznej polityki zagranicznej, niezdolnej sprostać wyzwaniom chwili. Być może jednak jest to przypadek, w którym „trzeba dać czasowi czas”. Faza embrionalna rozwoju nowej polityki zagranicznej UE na pewno będzie naznaczona wieloma trudnościami. Od zapomnienia może ocalić ją odzyskanie poczucia historycznego kierunku. Najbliższe sąsiedztwo Europy przechodzi zmiany, które nawet dyplomaci-wizjonerzy wykluczyli, jako graniczące z szaleństwem. Transformacja w świecie arabskim jest otwartym zaproszeniem dla Europy do budowania trwałej więzi z jednym z najważniejszych strategicznych regionów świata. Europa posiada wiedzę o transformacji, a dodatkowo Europa Środkowa ma świeżą pamięć własnego przejścia przez ten proces. Byłoby ogromnym paradoksem, gdyby Europa nie wsparła w odpowiedni sposób wysiłku państw arabskich na ich drodze do dołączania do wspólnoty narodów demokratycznych.

Bezpieczeństwo: nie ma „jazdy na gapę”

Po doświadczeniach wojen bałkańskich Unia Europejska wprowadziła „Wspólną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa”. Dla niektórych państw członkowskich UE konflikty w południowo-wschodnim zakątku Europy miały charakter formujący. Sprawiły, że kraje te chciały potem zaangażować się w działania wojenne w Libii. Inne kraje, w tym Niemcy i Polska, z inną przeszłością, zdecydowały się pozostać na uboczu. Nieuchronne jest, że w przyszłości Europa będzie podążała naprzód w mniejszych grupach, jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa i obronności. Jest to naturalne, jeżeli weźmiemy pod uwagę odmienne kultury strategiczne. Nie powinno to jednak oznaczać, że niektóre kraje będą „jeździły na gapę” kosztem aktywności innych.

Europa ma genetyczny problem z bezpieczeństwem i polityką obronności. Europie, utworzonej w celu oddalenia wojen wewnątrz kontynentu, trudno jest angażować się w wojny toczące się poza jej granicami. Przywódcy USA mają wiele racji mówiąc o niebezpieczeństwach europejskiego pacyfizmu. Kiedy dochodzi do wydatków na obronność, Europa angażuje się w „wyścig na dno”. Nie może to dłużej trwać bez widocznych konsekwencji, nie tylko jeśli chodzi o osłabioną zdolność do przenoszenia sił zbrojnych w każdy rejon świata, ale także osłabioną zdolność do prowadzenia obrony terytorialnej.

Czy jest ktoś chętny chwycić za ster?

Ciągle doskwierający brak przywództwa w Europie nie jest spowodowany jedynie niezdolnością najważniejszych polityków do poruszania naszej wyobraźni, ale także istnieniem frustrująco dużej milczącej większości. Europa usypia ludzi. Robi bardzo wiele rzeczy dla rządów narodowych. Udają one czujny sprzeciw wobec Europy, jednakże bardzo często lubią kiedy ich problemy rozwiązywane są przez anonimową „Brukselę”. Jeżeli te rozwiązania okażą się dobre, i tak przypiszą sobie zasługę z ich powodu. A jeżeli okażąsię złe, zawsze będzie na kogo złożyć winę

Przywództwa nie należy oczekiwać wyłącznie od „tych samych delikwentów”. Z powodów historycznych, jak również z uwagi na ich polityczną i gospodarczą „siłę ognia", Niemcy i Francja są szczególnie odpowiedzialne za przyszłość Unii Europejskiej. Jednakże, w organizacji skupiającej dwadzieścia siedem państw, jest wciąż wiele miejsca na idee, innowacje i pomocną dłoń przyjaciół.

Aby mogło to zaistnieć, małe i średnie kraje powinny czuć się swobodnie jako partnerzy w grze oraz udziałowcy w europejskiej umowie. Hasło „jedność w różnorodności”, które stanowi motto Europy i jest oficjalnym językiem jej traktatów, powinno zostać odnowione. Przez lata Europa próbowała osiągnąć zbieżność i spójność terytorialną. Portugalia i Grecja miały być jak Kraje Beneluksu lub Niemcy, jeśli chodzi o sposób działania ich gospodarek oraz o ich konkurencyjną przewagę. Ten projekt połączenia w jedno doświadczeń poszczególnych krajów nie zdał egzaminu. W przyszłości „jedność w różnorodności” będzie musiała oznaczać akceptację nieuchronnych różnic pomiędzy państwami członkowskimi oraz budowanie lokalnych silnych stron, bardziej niż aplikowanie pozornie magicznej mieszanki „bycia tym samym” na całym obszarze.

Zapiąć pasy

W przeszłości obawiano się zagrożeń dla Europy ze strony zewnętrznego wroga, pandemii lub broni masowej zagłady. Żadne z powyższych nie zagroziło jednak istnieniu Unii Europejskiej. Paradoksalnie, sztuki tej dokonało wewnętrzne zagrożenie.

 Istnieje wiele oznak kryzysu wieku średniego w Europie, spowodowanego „wichrami historii”, ale także dużą liczbą kompromisów zawartych w przeszłości. Poczucie rozczarowania w europejskiej debacie jest wszechogarniające. Założenie dla Europy było takie, że jej przyszłość nie może zbytnio różnić się od przeszłości, ponieważ przeszłość została wypracowana poprzez miesiące negocjacji, w których poczyniono wiele ustępstw.

Zwykle istnieją dwa rozwiązania kryzysu wieku średniego: pogodzić się z nim, cieszyć sięwnukami, przestać walczyć z upływem czasu lub, przeciwnie, zacząć uprawiać sport, lepiej się odżywiać, podróżować, dbać o siebie. Europa jest rozdarta pomiędzy tymi dwoma scenariuszami. W tej chwili kompletnie nie wiadomo, który z nich wybierze. Powinniśmy mieć nadzieję, że dokona właściwego wyboru. Nowa Europa może wciąż być naszą przyszłością, a nie tylko chwalebną przeszłością.

 

Raport otwarcia podczas sesji Europa, przyszłość, solidarność organizowanej w ramach Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie.

Paweł Świeboda jest Prezesem demosEUROPA – Centrum Strategii Europejskiej.

Drukuj Email
 
Powiązane tagi:
  
Organizacje:  Unia Europejska  
Region:  Europa  
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

W trakcie nieformalnego spotkania Rady Europejskiej w Brukseli (23.05) przywódcy państw UE nie znaleźli porozumienia w sprawie środków koniecznych do osiągnięcia wzrostu gospodarczego w Europie.
więcej...
Unia Europejska zaskarżyła Argentynę przed Światową Organizacją Handlu (WTO), zarzucając krajowi z Ameryki Południowej stosowanie niedozwolonych ograniczeń w imporcie.
więcej...
Fala kryzysu finansowego, która w 2009 roku przelała się ze Stanów Zjednoczonych na kontynent europejski uderzyła w najsłabsze punkty gospodarek państw Unii Europejskiej, pogarszając sytuację w sektorze bankowym i/lub powodując zadłużenie finansów publicznych ponad progi...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny