Paweł Świeboda: Putin rzuca Europie rękawicę
-
Paweł Świeboda
Niby wszyscy od dawna wiedzieli co się święci. Władimir Putin tylko pozornie usunął się na kilka lat na drugą linię, w rzeczywistości cały czas pociągał za sznurki. Od kilku miesięcy krążyły spekulacje o kimś trzecim kto mógłby zostać, podobnie jak kiedyś prezydent Miedwiediew, wyjęty z kapelusza i wystawiony jako kandydat obozu władzy. Ewidentnie jednak, wobec spadającego poparcia dla całego kremlowskiego establishmentu zapadła decyzja, że ryzyko byłoby zbyt duże. Putin musiał wrócić.
Najważniejsze jest teraz pytanie czy w Rosji na pewno wraca stare, czy też powoli idzie nowe, któremu powrót starego może pomóc. Światła w tunelu wszyscy szukają w aspiracjach nowej klasy średniej, w coraz mniejszym stopniu zaspokajanych stylem działania ekipy rządzącej. Pytanie za milion dolarów to co miałoby z tego konkretnie wynikać? Czy Putin otworzy się teraz na nowe środowiska i zacznie je stopniowo dopuszczać do większego wpływu na rzeczywistość? Czy też wykorzysta kryzys jako alibi i mocniej dociśnie śrubę?
Nigdy nie dowiemy się zapewne jaką rolę w wyjściowej decyzji Putina o respektowaniu rosyjskiej konstytucji i nie ubieganiu się o trzecią pod rząd kadencję odegrał Zachód, a zwłaszcza Unia Europejska. W relacjach Rosji z Unią było już różnie. Najpierw, w latach dziewięćdziesiąych, był okres romantycznego uniesienia, gdy Europie wydawało się, że Rosja może stać się jej lustrzanym odbiciem, rządzonym według tej samej logiki, drugą częścią "europejskiego domu". Później przyszedł okres biznesowych konszachtów w wykonaniu Niemiec i Francji, gdy stałym elementem gry były wspólne wypady do sauny prezydenta Putina i kanclerza Schrödera. Od dwóch-trzech lat trwa trzeci okres - pragmatycznego realizmu. W szeregach UE jest więcej zgody co do natury zjawiska, jakim jest Rosja. Punkt widzenia Polski i innych nowych krajów członkowskich jakoś tam się przebił do głównego nurtu myślenia, a my sami staliśmy się bardziej kooperatywni i mniej wojujący. W Unii dominuje bardziej realistyczna, pozbawiona nadmiernych oczekiwań ocena sytuacji. UE i Rosja potrafią teraz twardo negocjować, co widać było w lecie, gdy wsparcie inwestycyjne dla przemysłu samochodowego stało się istotną przeszkodą w rozmowach na temat rosyjskiej akcesji do Światowej Organizacji Handlu.
Główny problem polega na tym, do jakiego stopnia relacje Unii z Rosją będą nadal grawitować wokół ropy i gazu. Stosunek Putina do Zachodu był zawsze funkcją ceny surowców energetycznych. W 1999 roku tygodnik The Economist martwił się na pierwszej stronie co będzie z koncernami naftowymi, gdy cena ropy spadnie do pięciu dolarów za baryłkę, co wówczas wydawało się realne. Nic dziwnego, że po atakach terrorystycznych 11 września 2001 roku, Putin wyraził pełną solidarność ze Stanami Zjednoczonymi. Hossa na rynku energetycznym przyszła później, co szybko nadało nadało Putinowi animuszu i zadziorności. Przynajmniej tandem z Miedwiediewem pozwolił Putinowi na dwutorową politykę. On mógł na potrzeby krajowe krytykować do woli Zachód za "nowe wojny krzyżowe" w świecie arabskim, a Miedwiediew mógł go na potrzeby zachodniego odbiorcy przykładnie karcić. Teraz sprawy się skomplikują.
Swoim powrotem na główną scenę Putin mówi Europie, że ma w głębokim poważaniu jej poglądy i preferencje. Do tego ma oczywiście pełne prawo. Tym bardziej, że Europa jest w kryzysie, a więc pozornie można z nią zrobić wszystko. Rosyjscy ministrowie uznali nawet za stosowne skarcić UE za zbyt wolną reakcję w sprawie kryzysu w strefie euro. Hulaj dusza, piekła nie ma!
Paradoksalnie, ta rękawica rzucona Europie może jej dobrze zrobić i zmobilizować do działania. Już zresztą widać pierwsze efekty. Kontrola służb antymonopolowych Komisji Europejskiej w biurach Gazpromu to rzecz jak dotąd bez precedensu w relacjach z Rosją. Premier Putin już wcześniej protestował, że Gazprom jest dyskryminowany. Szef Komisji Europejskiej rezolutnie odpowiadał, że to chyba dobrze, gdy Gazprom jest traktowany tak samo, jak Microsoft, której pozycji rynkowej Komisja często się przygląda.
Co powiedziawszy, Putin ma chwilę oddechu w sprawach energetycznych. Niemiecka decyzja o zamknięciu w najbliższych latach elektrowni jądrowych przełoży się na większy popyt na rosyjski gaz. Na szczęście jednak, Europa długofalowo chce na poważnie wzmocnić swoje bezpieczeństwo energetyczne, co relacjom z Rosją i samej Rosji może tylko wyjść na zdrowie. Zanim to nastąpi czeka nas kolejny okres szorstkiej przyjaźni.
*Paweł Świeboda jest Prezesem demosEUROPA - Centrum Strategii Europejskiej


Politycy chwalą, rolnicy ganią. Umowa Unii Europejskiej z Australią wzbudza kontrowersje
Holandia chce się zbroić, ale bez unijnych planów
Europejscy rolnicy mierzą się z wieloma problemami
Zatrzymanie imigracji przez Tunezję to nie tylko koszt finansowy