Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Strona główna
Paweł Zerka: Wenezuela czarno-biała Drukuj Email
( 1 głos)




Paweł Zerka   
20.11.2011.

Nie ma socjalizmu w Wenezueli. Są tylko te same absurdy, których swego czasu doświadczył blok wschodni. I dużo retoryki, pięknej i pustej jak wydmuszka.

 

REKLAMA

Déjà vu

Tak chyba musieli czuć się Zachodni korespondenci w PRL. Socjalistyczna rzeczywistość w równym stopniu fascynowała ich, bawiła i przyprawiała o moralny zawrót głowy. Do śmiechu nie było miejscowym, którzy nie mogli tak po prostu wymiksować się z narodowej tragikomedii. Zagraniczni dziennikarze śledzili cały spektakl z loży dla VIP-ów: każdy dzień dostarczał im nowych, pasjonujących materiałów do reportaży; a gdyby nagle poczuli, że sytuacja wymyka się spod kontroli, zawsze mogli wrócić do kraju, by spokojnie i bezpiecznie do emerytury służyć za ekspertów od socjalizmu.

Wenezuela w podobny sposób śmieszy, tumani i przestrasza: zalana portretami Simona Boliwara niczym tani pączek kilogramem lukru; zamydlona pustą retoryką socjalizmu i rewolucji. Odkąd pięć lat temu Hugo Chavez zdecydował się zaprowadzić w kraju nowy ustrój, wszystko obowiązkowo okraszane jest trzema epitetami: socjalistyczne, rewolucyjne, boliwariańskie. Czasami sięga to granic absurdu. W centrum Caracas otwarto ostatnio „socjalistyczną naleśnikarnię”, a gigantyczny bilbord przypomina nam o tym, że to „możliwe było tylko w ramach rewolucji”. Stołeczne metro oblepione jest plakatami z serii „dokonania socjalizmu”, z których możemy dowiedzieć się, że państwowa wytwórnia oleju zwiększyła produkcję o 1200%, a cukrownia zbiła ceny o połowę. Z kolei na ścianie głównego szpitala położniczego przeczytamy bojowe hasło: „Matka Ziemia, matka rewolucja, matki wenezuelskie. To one realizują sen Boliwara”.

Nie należy dać się zwieść: w Wenezueli nie ma żadnego socjalizmu. Natomiast, owszem, jest wiele aberracji dobrze znanych z czasów PRL.

W sklepach spożywczych, poza mąką kukurydzianą, ryżem, juką i całym kalejdoskopem konserw, trudno znaleźć cokolwiek zdatnego do konsumpcji. Po części wynika to z tego, że gospodarka padła ofiarą „holenderskiej zarazy”: eksport ropy naftowej (a Wenezuela jest jednym z jej czołowych eksporterów) sprawia, że zamiast produkować bardziej opłaca się importować. Trudno za to winić obecny rząd. Niemniej, upadek krajowego przemysłu i rolnictwa jest w dużym stopniu dziełem Chaveza, który wydał wojnę drobnym przedsiębiorcom, a nieprzewidywalną i zafałszowaną polityką ekonomiczną odstrasza potencjalnych inwestorów. 

Przeszkodą dla biznesu i nie lada bolączką dla obywateli jest podwójny kurs walutowy. Oficjalnie jednemu dolarowi odpowiada 4,3 boliwara, ale na wyjątkowo sprawnie funkcjonującym czarnym rynku dostaje się zań dwa razy tyle (7,5 – 8,0). Dzięki temu, rząd może wzbić się na wyżyny kreatywnej księgowości: opozycyjni ekonomiści alarmują, że połowa wpływów z eksportu ropy trafia do osobistej sakiewki prezydenta, dzięki czemu może on co i rusz inicjować kolejne populistyczne programy i rozdawać subsydia, żartując sobie „Państwo nie ma pieniędzy? Bujda, popatrzcie co znalazłem pod poduszką!”.

A gdyby któryś z obywateli wpadł na pomysł wyjazdu za granicę, państwo zadecyduje o tym, ile waluty mu przydzielić. Nawet jeśli stać go na 1000 dolarów, może dostać raptem 100. Może wtedy odechce mu się eksplorować zgniły Zachód!

Białe, czarne, szarobure...

Dyskusja na temat Wenezueli jest o tyle trudna, że tutaj „nic nie jest takie, jakim się wydaje”. Chavez miesza z błotem Zachodni kapitalizm, imperializm i kolonializm, aby tym wyraźniej podkreślić swoją odrębność.  A Zachodnia prasa często przegina w drugą stronę, dając się zwieść pseodoideologii El Comandante. W Polsce poznajemy rzeczywistość wenezuelską głównie za pośrednictwem Teodoro Petkoffa: owszem, wybitnego znawcy miejscowej polityki, ale politycznie zaangażowanego i dyrygującego skrajnie opozycyjnym dziennikiem Tal Cual.

Dlatego ktokolwiek pierwszy raz ląduje w Caracas, wiezie ze sobą solidny nadbagaż stereotypów. Tutejsza rzeczywistość nie jest aż tak czarno-biała, za to, niestety, jest -jak w PRL- szarobura. Obie strony na tyle wyostrzyły kontrast, że trudno o prawdziwy obraz. Nie pozostaje nic innego, jak konstruować mozolnie własną narrację na temat Wenezueli, dbając o to, aby przynajmniej była spójna.

Oto dwa fakty, od których, moim zdaniem, warto zacząć. Nie ulega wątpliwości, że Chavez zwrócił uwagę na zaniedbywane przez polityków ważne problemy społeczne: biedę i wykluczenie. Warto też pamiętać o tym, że w 1999 r. doszedł do władzy drogą w pełni demokratyczną – i w znacznym stopniu dzięki temu, że tradycyjne partie zdążyły się doszczętnie skompromitować.

Sęk w tym, że w przypadku Chaveza rzadko kiedy faktyczne dokonania nadążają za szumnymi deklaracjami. Owszem, zainicjował on budowę szpitali dla biedoty, szeroko rozwarł drzwi do bezpłatnej edukacji wyższej, uruchomił sieć sklepów z tanią żywnością oraz program budowy mieszkań dla obywateli żyjących w fatalnych warunkach lub poszkodowanych w wyniku  powodzi. Tyle tylko, że szpitale i sklepy kuleją, jakość nauczania spada na łeb na szyje (odwrotnie proporcjonalnie względem wzrostu liczby absolwentów), a program budowy mieszkań okazał się oderwaną od rzeczywistości fantazją. W tym momencie pracownicy wenezuelskiego MSZ zachęcani są do pracy z domu, bowiem połowę ich budynku zajmują ofiary powodzi czekające na nowy dom...

Dzięki ponętnej retoryce, Chavez nadal cieszy się popularnością w niektórych kręgach społeczeństwa i międzynarodowej lewicy. Ale i w jednym, i w drugim przypadku, owo poparcie wyraźnie słabnie. Po 12 latach rządzenia Chavez nie może już zrzucić na opozycję winy za szalejącą inflację, coraz pustsze pułki w sklepach, coraz częstsze niedobory prądu albo drastyczny wzrost przestępczości i korupcji. Dlatego, gdy wiosną tego roku poinformował opinię publiczną o tym, że zmaga się z nowotworem, wielu komentatorów wietrzyło w tym podstęp.

Dziś już wiadomo, że prezydent naprawdę jest chory, i to poważnie. Co nie zmienia faktu, że historia jego choroby pozwoliła rządowi chwilowo odciągnąć uwagę obywateli od problemów, z którymi nie potrafił sobie poradzić. W kraju, gdzie każdy śledzi co najmniej trzy telenowele naraz, choroba prezydenta stała się jedynym istotnym tematem do dyskusji.

Ale okres ochronny Chaveza powoli dobiega końca. W przyszłorocznych wyborach prezydenckich będzie musiał zmierzyć się z odnowioną i zjednoczoną opozycją, oraz rosnącym społecznym niezadowoleniem. Czy ma szansę wygrać? Czy, w razie przegranej, będzie gotów oddać władzę? Czy Wenezueli grozi wojna domowa? O tym wszystkim, w następnym odcinku...

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu Pawła Zerki: http://notyzbogoty.blogspot.com

Drukuj Email
 
Powiązane tagi:

Osoby:  Hugo Chavez  
Panstwa:  Wenezuela  
To przykre, że niektórym wszystko kojarzy się z PRL-em, a raczej jego odległym od rzeczywistości czarno-białym obrazem. Owe "niektóre kręgi społeczeństwa" Wenezueli to jego większość. Nawet jesli autorowi się to nie podoba. A propos PRL-u i "kręgów", czy podobnej retoryki nie stosowano właśnie u nas za PRL-u?
V.C., 2011/11/21 06:18
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

W trakcie nieformalnego spotkania Rady Europejskiej w Brukseli (23.05) przywódcy państw UE nie znaleźli porozumienia w sprawie środków koniecznych do osiągnięcia wzrostu gospodarczego w Europie.
więcej...
Unia Europejska zaskarżyła Argentynę przed Światową Organizacją Handlu (WTO), zarzucając krajowi z Ameryki Południowej stosowanie niedozwolonych ograniczeń w imporcie.
więcej...
Fala kryzysu finansowego, która w 2009 roku przelała się ze Stanów Zjednoczonych na kontynent europejski uderzyła w najsłabsze punkty gospodarek państw Unii Europejskiej, pogarszając sytuację w sektorze bankowym i/lub powodując zadłużenie finansów publicznych ponad progi...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny