Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Paweł Feręszkiewicz: Euroland na szóstkę, czyli nowy pomysł na przezwyciężenie kryzysu

Paweł Feręszkiewicz: Euroland na szóstkę, czyli nowy pomysł na przezwyciężenie kryzysu


08 grudzień 2011
A A A

Europejski kryzys finansowy w pełni, a wśród najważniejszych państw strefy euro kolejny pomysł ratowania wspólnej waluty i gospodarek najbardziej zagrożonych kryzysem. Propozycję, przedłożoną przez niemieckie ministerstwo finansów, nazywa się elitarną. Jednak ekskluzywność podczas kryzysu nie kojarzy się najlepiej.

Berlin, Paryż, Helsinki, Amsterdam, Luksemburg i Wiedeń to stolice państw członkowskich, którym warto zaufać. Mianowicie chodzi o nowy pomysł Niemiec w sprawie tzw. „obligacji elitarnych”, zwanych również „obligacjami Triple-A”. Jak informuje niemiecki dziennik „Die Welt” sześć państw strefy euro, miałoby emitować wspólne obligacje, będące pomocą nie tylko dla nich samych, ale też najbardziej potrzebujących państw UE. Obliczono, iż wysokość oprocentowania wahałaby się w granicach 2 – 2,5 proc., czyli bardzo porównywalnie do obecnie emitowanych niemieckich obligacji państwowych. Do takiego pomysłu skłoniła z pewnością możliwość przekazania środków, uzyskanych z emisji, na Europejski Fundusz Stabilizacji Finansowej (EFSF), który po ostatnich wypłatach ma zbyt nadszarpnięty budżet. Emisja elitarnych obligacji, to także stworzenie zapory przed niebezpieczeństwem jakim jest dalsze osłabienie strefy euro. Powyższy krok, według ministerstwa finansów, pozwoliłby na uspokojenie rynków i uniknięcie nerwowych ruchów ze strony inwestorów.

Jak nie przez drzwi, to oknem

Ministerstwo finansów, niedługo po prasowych doniesieniach zdementowało informacje na temat nowego instrumentu. Jednak „nieproszona” odpowiedź ministerstwa na przeciek, wywołała niemałą dyskusję. Da się słyszeć opinie, iż niemiecki urząd mógł to zrobić celowo. Samo podanie do wiadomości publicznej informacji, dotyczącej tak poważnego działania jakim jest emisja obligacji, musi budzić zaufanie na rynkach zagranicznych. Powstałe spekulacje przyczyniły się zatem do uspokojenia sytuacji i pozytywnej reakcji świtowych giełd. Poza tym odbyło się to we właściwym czasie, gdyż na tydzień przed spotkaniem przywódców państw europejskich. Pozwoli to dać wytchnienie decydentom dać czas do namysłu zainteresowanym stronom. Potwierdzono również, że przeciek zostanie przedyskutowany. W jak elitarnym gronie czas pokaże.

Największy oddźwięk w całym zamieszaniu, ma podkreślana ekskluzywność. Obrany kierunek to jednak nie podział Europy na dwie prędkości, które to pojęcie można było słyszeć przez kilka ostatnich miesięcy. Bardziej chodzi o dotarcie do pozaeuropejskich państw, że stary kontynent to nie tylko Portugalia, Włochy i Grecja, ale przede wszystkim konkurencyjna gospodarka z bardzo dobrze funkcjonującym eksportem. Sama kanclerz podkreśliła, w swoim expose w Bundestagu (2.12), że jej zamiarem nie jest podział Europy. Określając to innymi słowami, chodzi o stworzenie grupę, która może przeciwstawić się niesprzyjającym warunkom. Państwa o najwyższej wiarygodności nie chcą dzielić Europy, a jedynie wyłonić kandydatów, które są gotowe przyjąć na siebie najsurowszą dyscyplinę finansową. W pewien sposób widać, odkładanie czegoś nie do odłożenia i zbytnie pieszczenie się. Zachowanie Niemców w kwestii przecieku, przypomina trochę chęć wyrzucenia rozrabiającego zbira z lokalu. Nie można tego zrobić przez odnowione drzwi, dlatego taniej będzie starym oknem. Drzwi w tym wypadku to państwa z najwyższą wiarygodnością, natomiast okno symbolizuje południe Europy - z tradycjami, jednak bez adekwatnych zabezpieczeń.

Choć poszukiwanie złotego środka trwa, wydaje się, że nie musi to być odkładane w nieskończoność. Jednak z pewnością Niemcom bliżej do elitarnych, niż do stabilizacyjnych obligacji proponowanych przez Komisję Europejską (KE). Niemcy jak ognia boją się wspólnych papierów wartościowych, co komentuje się jako niechęć wobec kolejnej próby poniesienia długów innych państw. Drugim wyznacznikiem twardej pozycji Niemiec jest obrona niezależności Europejskiego Banku Centralnego (ECB) i brak zgody na zalanie pożaru w strefie euro. Mówi się, że na dwóch frontach jeszcze nikt nie wygrał, ale póki co obrona wewnętrznej i europejskiej stabilności, z punktu widzenia Berlina wygląda na skuteczną.

(S)tarcia wewnątrzpaństwowe i europejskie

Odnosząc się do propozycji elitarnych obligacji przedstawiciele opozycji w Bundestagu popierają i zarazem bojkotują pomysł ministerstwa finansów. Z kolei sekretarz partii koalicjanta Christian Lindner (FDP), bardzo krytycznie odnosi się do pomysłu jakichkolwiek obligacji. Niezależnie od pochodzenia i przeznaczenia papiery dłużne nie rozwiążą kryzysu. Czyżby tylko ECB miał uruchomić swoje mechanizmy, według prezesa Federalnego Banku Emisyjnego Jurgena Starka, projekt obligacji elitarnych bez ingerencji banku centralnego, ma szansę przetrwać. Najważniejsze, aby doprowadzić do wiarygodnego programu konsolidacji finansów państwa o najniżej wiarygodności, a w perspektywie można nawet myśleć o stworzeniu Unii Fiskalnej. Zastrzegł też, iż dyskutowanie na temat działań ECB zagraża pełnionym funkcjom i osłabiają jego pozycję jako gwaranta niezależności finansowej.

Patrząc z perspektywy rządu, spekulacje dotyczący nowego instrumentu są na rękę nie tylko strefie, ale też samym Niemcom, gdyż przybliżają do coraz mocniej akcentowanej zmiany Traktatu Lizbońskiego. Za możliwym forsowanie obligacji elitarnych w przyszłości, przemawiają wcześniejsze wypowiedzi ministra finansów Wolfganga Schaeuble, który nie dyskredytuje funkcjonowania unii dwóch prędkości. Schaeuble może nie wyłamuje się z argumentacji prowadzonej przez Angelę Merkel, ale mimo wszystko osłabia, w pewien sposób, jej wizerunek jako przeciwniczki wspólnych obligacji. Można odczytywać, że w oczach kanclerz, mur ochronny z obligacji elitarnych, rysuje się jako wielki buldożer niszczący wszystkie walące się budynki na swojej drodze.

Dużo większy spór trwa pomiędzy Brukselą, a Berlinem, w którym chodzi o wcześniej zaproponowane obligacje stabilizujące. W tym kontekście nowy „elitarny” projekt jawi się jako kolejny, czwarty już wariant do wyboru. Rozmowy zaostrza Agencja Finansowa RFN z siedzibą we Frankfurcie, która miałaby odgrywać najważniejszą rolę w projekcie elitarnych obligacji. Na tym tle tworzy się kolejny punkt zapalny, wokół którego trzeba będzie tworzyć zabezpieczenia i nowe argumenty na obronę swoich tez. Zarówno Bruksela jak i Niemcy nie odpuszczą swojego stanowiska, zbyt wiele mogą stracić. To z jednej strony fragmentacja, a z drugiej elitaryzm. Na dzień dzisiejszy nie sposób wyłonić jednego konkretnego rozwiązania, które będzie skuteczne, a jednocześnie pasujące do punktu widzenia zainteresowanych ośrodków decyzyjnych. Należy pamiętać, że kolejne szczyty podburzają niepewność i sprawiają, iż umacnia się przekonanie o związanych rękach dwóch wojujących strony. Zatem może dlatego pomysł Niemiec i obligacji dla najbogatszych, aby przemycić meritum europejskich ustaleń, pod peleryną skrywającą interesy kanclerz Merkel.

Historia najlepszym doradcą

Dość delikatne, nawet może zbyt infantylne kroki z najnowszym pomysłem obligacji są zaplanowanym zadaniem. Niemcy po przespaniu swojej największej szansy i wzięciu pełnej odpowiedzialności za ratowanie eurolandu, ważą teraz każdą decyzję i nie warto liczyć tu na jakąkolwiek przypadkowość. Zwracając uwagę na elitarność, kontestuje się pomysłem z lata 80. XX wieku, a mianowicie strefę Schengen. Początkowo należały do niej Francja, Niemcy i Beneluks, by w latach kolejnych rozszerzyć jej zasięg. W tym kontekście nabierają sensu słowa płynące z koalicji rządzącej, iż nie chodzi o rozczłonkowanie UE, a raczej o stworzenie rdzenia państw, których zadaniem jest nie rozłam, a zespolenie pozostałych części wspólnoty. Pomóc w tym mają uzyskane środki finansowe z emisji obligacji. Patrząc dzisiaj na strefę euro trudno dostrzec innych poważnych kandydatów, poza elitarną szóstką. Oby po zakończonym egzaminie z finansów europejskich, można będzie ich pracę również ocenić na sześć.