NarkoMeksyk
-
Kinga Wojciechowska
Prawie 80% kokainy i 90% marihuany [1], która dociera do Stanów Zjednoczonych pochodzi z Ameryki Łacińskiej. Większa część narkotyków produkowana jest w regionie Andów (Boliwii, Peru i Kolumbii), a dalej transportowana przez Amerykę Środkową i Meksyk, by ostatecznie trafić do USA. Waszyngton przyjmuje różne strategie walki z handlem narkotykami, od niszczenia nielegalnych laboratoriów, przez przechwytywanie transportów na granicy, aż po rozmieszczanie sił specjalnych w regionie. Przeszkolone do walki z ruchami partyzanckimi formacje, zorganizowane są w lokalne oddziały zbrojne i stanowią nowy rodzaj interwencji USA w regionie. Mimo to, meksykański rząd nadal wydaje się być bezsilny wobec potęgi narkotykowych mafii.
Walka z korupcją
Ofensywna polityka, zapoczątkowana przez prezydenta Calderona jak na razie nie przynosi większych efektów, mimo że wojna z kartelami narkotykowymi pochłonęła w tym kraju ponad 50 tysięcy ofiar w ciągu 6 lat [2]. Sytuację komplikuje fakt, że kartele są bardzo dobrze zorganizowanymi organizacjami przestępczymi. Do największych i najpotężniejszych w Meksyku należą m.in. Garcia Abrego, Tijuana czy Juarez. Ich zarobki są porównywalne do kartelu z Cali, największego na świecie eksportera kokainy, który według szacunkowych danych zarabia rocznie ok. 30 mld USD [3].
Kartele dysponują zatem olbrzymimi zasobami pieniężnymi i są w posiadaniu bardzo nowoczesnej broni m.in. karabinów i broni przeciwpancernej, które wykorzystują nie tylko do walki z służbami porządkowymi, ale też do zastraszania miejscowej ludności. W samym tylko Ciudad Juarez, najbardziej krwawym meksykańskim mieście, z rąk karteli zginęło już 3111 osób [4]. Głównym czynnikiem sprzyjającym bezkarności meksykańskich karteli narkotykowych jest ponadto korupcja w policji i na najwyższych szczeblach władzy.
Autostrada Północy
Dzięki wzmożonym wysiłkom Waszyngtonu, dotychczasowy szlak karaibski, stanowiący tradycyjną drogę przemytu kokainy z Kolumbii na Florydę, został zlikwidowany. Szybo zastąpił go jednak tranzyt śródlądowy. Meksyk, który wcześniej był tylko pobocznym korytarzem, obecnie stał się najważniejszym punktem przerzutowym dla narkobiznesu, słynną „autostradą północy".
Według danych statystycznych Komisji Krajów Latynoamerykańskich ds. Demokracji i Narkotyków (Latin American Comission on Drugs and Democracy), aż 90% kokainy, która trafia na rynek amerykański, przemycana jest obecnie przez Amerykę Środkową [5]. Jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku, transportowano tędy do Stanów Zjednoczonych niewiele ponad 57% kokainy, produkowanej w Kolumbii i Boliwii. Był to wówczas obok Karaibów tylko jeden z dwóch głównych szlaków przerzutowych. W kolejnych latach sytuacja ta uległa jednak znacznym i szybkim zmianom: w 2000 r. stosunek ten zmienił się na 66% (Ameryka Środkowa/Meksyk) do 33% (Karaiby), w 2003 r. było to już 77% do 22%, by w kolejnym roku osiągnąć stosunek 90% do 10%, który utrzymuje się z niewielkimi wahaniami do dziś. Stany Zjednoczone są też największym odbiorcą narkotyków na świecie.
Wszystkie drogi prowadzą do celu
Narkotyki transportowane są wszystkimi trzema drogami: lądową, powietrzną i morską, przy czym często jeden szlak przerzutowy łączy w sobie kilka z nich, aby trudniej było go namierzyć i zlikwidować [6]. Trasy lądowe wytyczono już w latach 80. ubiegłego wieku, kiedy służyły one głównie przemytowi niewielkich ilości marihuany i kokainy. W tej drodze dużą rolę od początku odgrywali niezmotoryzowani przemytnicy, transportujący narkotyki w plecakach. Poruszają się oni pieszo specjalnymi tunelami przez pustynie, bądź też przemieszczają się pociągami lub autobusami.
Ostatnimi czasy na popularności zyskuje też przemyt droga powietrzną na krótkich odcinkach. Samoloty lądują w jednym z krajów Ameryki Środkowej, gdzie albo następuje przeniesienie ładunku na inny środek transportu, albo organizowany jest kolejny krótki lot do Meksyku [7]. Kartele opłacają przeważnie prywatnych pilotów, głównie byłych wojskowych, bądź też nabywają nielegalne licencje pilota. Z reguły dysponują też własnymi samolotami, których zakup nie stanowi większego problemu. Wiele maszyn jest regularnie reklamowanych w czasopismach, takich jak „Trade-a-Plane”, publikowanym trzy razy w miesiącu. Samoloty można również nabyć po atrakcyjnych cenach na wielu aukcjach. Drodze powietrznej sprzyjają ponadto liczne, często improwizowane lotniska, a także słabe wyposażenie regionalnych sił lotniczych. Ostatnimi czasy narkotyki są też transportowane w ultralekkich samolotach, tzw. mikrolotach, przypominających proste motolotnie. Ich piloci są w stanie zrzucać nawet 115-kilogramowe ładunki na pola uprawne lub porośnięte krzewami pustynie wzdłuż południowowschodniej granic. Silniki owych maszyn są niemal bezgłośne, a pomalowane na czarno skrzydła stają się ledwie widoczne na nocnym niebie [8].
Część narkotyków trafia wreszcie do Stanów Zjednoczonych przez morze Karaibskie. Najbardziej popularny jest tu transport w niezwykle szybkich łodziach motorowych, poruszających się po wodach przybrzeżnych. Choć wymagają one częstego tankowania i mogą przewozić tylko małe ilości kokainy, to jednak mają wielką zaletę - są niewidoczne dla radarów i trudne do zauważenia z daleka [9]. W przypadku przejęcia przez policję, mniejsze ładunki oznaczają też mniejsze straty. Trasy długodystansowe między regionem andyjskim a Meksykiem obsługują natomiast duże statki, które nie wymagają częstego tankowania i w przeciwieństwie do łodzi motorowych mogą przewozić wielotonowe transporty [10].
Co dalej?
Mimo licznych akcji policyjnych, narkobiznes nadal pozostaje największym problemem Meksyku. Dotychczasowa polityka Calderona, wymierzona w walkę z gangami, wydaje się przynosić większe straty niż zyski. Najwyższy zatem czas rozpocząć poważną dyskusję o tym jak przeciwdziałać szerzeniu się narkotykowego biznesu. Wydaje się przy tym, że nowa polityka powinna koncentrować się nie tylko wokół egzekwowania prawa i zwalczania przemytu narkotyków, ale może przede wszystkim wspierać rozwój zaufania społecznego i wzmacniania autorytetu instytucji państwowych. Nie należy przy tym zapominać, iż narkobiznes nie jest problemem wyłącznie jednego państwa. Wręcz przeciwnie, walka z kartelami wymaga skoordynowania wysiłków wszystkich państw, na terenie których działają. W przeciwnym razie będziemy nadal wydawać miliardy dolarów i angażować się w krwawe wojny, podczas gdy kartele pozostaną bezkarne.
---
[1] National Drug Intelligence Center, U.S. Department of Justice, National Drug Threat Assessment 2009; [URL: http//www.justice.gov/ndic/pubs31/31379/3179p]
[2] K. Wasilewski, Meksyk-na drodze do upadku?, Portal Spraw Zagranicznych, Styczeń 2011; [URL: http://www.politykaglobalna.pl/2011/01/meksyk-na-drodze-do-upadku/]
[3] S. Paternostro, Mexico as a Narco-democracy, “World Policy Journal”, Spring 1995; [URL: http://findarticles.com/p/articles/mi_hb6669/is_n1_v12/ai_n28655805/]
[4] K. Wasilewski, op. cit.
[5] National Drug Intelligence Center, U.S. Department of Justice, op.cit.
[6] M. Maroszek, Meksyk – państwo na skraju zapaści?, BIULETYN OPINIE 7/2009, s. 6
[7] United Nations Office on Drugs and Crime (UNODC), Crime and Development in Central America. Caught in the Crossfire, May 2007, s. 46. ; [URL: http://www.unodc.org/documents/data-and-analysis/Central-america-study-en.pdf]
[8] R. Marosi, Ultralight aircraft now ferrying drugs across U.S.-Mexico border, “Los Angeles Times”, 19.05. 2011; [URL: http://articles.latimes.com/2011/may/19/local/la-me-border-ultralight-20110520]
[9] M. Maroszek, op. cit.
[10] S. Meiners, Central America: An Emerging Role in the Drug Trade, “Stratfor”, 26.03. 2009


Wolność w szwedzkim modelu państwa opiekuńczego