Białoruska milicja odmówiła wszczęcia śledztwa ws. porwania działaczek FEMEN
Białoruska milicja odmówiła wszczęcia śledztwa w związku z doniesieniami aktywistek ukraińskiego ruchu FEMEN, przebywających na Białorusi w grudniu 2011 r. Według relacji ukraińskich działaczek, zostały one porwane i były zastraszane i maltretowane przez funkcjonariuszy białoruskiego KGB.
Przedstawiciel białoruskiej milicji w obwodzie Gomelskim, Andriej Mazepin stwierdził, że "w toku sprawdzenia informacji o tym, że wobec wspomnianych obywatelek Ukrainy popełniono czyny bezprawne, informacje te nie znalazły potwierdzenia. Wszczęcia dochodzenia w tej sprawie odmówiono". O decyzji poinformowała agencja "Biełta".
Przedstawicielki ruchu FEMEN w połowie grudnia przybyły na Białoruś dla przeprowadzenia performance. Wystąpiły one przed budynkiem białoruskiego KGB topless, przykleiwszy sobie wąsy. Uczestniczki akcji trzymały plakaty z napisami "Wolność dla więźniów politycznych" i "Niech żyje Białoruś". Później ruch poinformował, że uczestniczki akcji zostały pojmanie przez funkcjonariuszy białoruskiego KGB. Feministki twierdzą, że zostały wywiezione do lasu, oblane paliwem i grożono im, że zostaną podpalone. Ostatecznie zostały porzucone w lesie nagie i bez dokumentów.
Według aktywistek FEMEN, po dotarciu do najbliższej wioski mogły wezwać pomocy i poinformować o swoim położeniu. Organizacja FEMEN oświadczyła, że porwanym Ukrainkom ogolono również włosy na głowach. Do poszkodowanych obywatelek Ukrainy udał się przedstawiciel ukraińskiej ambasady na Białorusi. Nocą z 21 na 22 grudnia 2011 r. aktywistki wróciły na terytorium Ukrainy. Szef KGB Białorusi Wadim Zajcew wkrótce po incydencie w imieniu kierowanej przez siebie instytucji odrzucił wszystkie oskarżenia ze strony FEMEN, nazywając je "ordynarną prowokacją".
Na podstawie: belta.by, lenta.ru, pravda.com.ua


Wspólna platforma dyskusyjna Ukrainy, Gruzji i Mołdawii