Tydzień pod znakiem procesu Breivika
W poniedziałek (16.04) rozpoczął się 10-tygodniowy proces Andersa Behringa Breivika odpowiedzialnego za zamach bombowy w Oslo oraz masakrę na wyspie Utoya 22 lipca 2011 roku. Norweski sąd będzie starał się odpowiedzieć na pytanie: czy skazać zamachowca na 21 lat więzienia, czy może odesłać go do zamkniętego zakładu psychiatrycznego?
W poniedziałek (16.04) Anders Breivik przywitał ławników oraz rodziny ofiar gestem zaciśniętej pięści, a następnie zadeklarował: "Nie uznaje tego sądu, ponieważ otrzymał on swój mandat od norweskich partii politycznych, które wspierają politykę mutlikulturalizmu". Zamachowiec utrzymuje, że działał w samoobronie i choć przyznaje się do zarzucanych mu czynnów, to w sensie kryminalnym jest niewinny. Ponadto udało mu się doprowadzić do zmiany ławnika, który dzień po zamachu na swoim koncie facebook'a napisał, że sprawca masakry zasługuje na śmierć.
Począwszy od drugiego dnia procesu sąd nie zezwolił na obecność kamer na sali rozpraw. Tego dnia Breivik rozpoczął swoje zeznania przed sądem. Przeczytał oświadczenie, w którym nazwał swoje czyny "najbardziej wyrafinowanym i spektakularnym atakiem politycznym w Europie od czasu II Wojny Światowej" oraz podkreślił, że jego działania miały na celu wyłącznie "ochronę jego kraju".
Środa (18.04) stała pod znakiem oddzielania prawdy od fikcji. Sąd starał się m.in. ustalić powiązania Breivika z innymi grupami o charakterze ksenofobicznym. Zamachowiec przyznał, że w 2002 roku w Londynie wziął udział w kongresie założycielskim "Templariuszy". Odmówił jednak dalszych wyjaśnień argumentując, że wszystkie informacje opublikował w zamieszczonym w Internecie manifeście. Ponadto twardo odżegnywał się od sugestii jakoby zmyślił tę, jak i inne, historie. Ostateczną konkluzją Breivika było stwierdzenie, że jedyną sprawiedliwą alternatywą jaką może zakończyć się jego proces jest uniewinnienie lub kara śmierci.
Otwartość procesu budzi jednak spore kontrowersje. To, że zabójca 77 osób może swobodnie wypowiadać swoje rasistowskie poglądy naprzeciw rodzin swoich ofiar jest dla wielu obserwatorów szokujące. "To owszem cyrk, ale to cyrk niezbędny" - tłumaczy norweska profesor prawa Ragna Aarli podkreślając, że przejrzystość stanowi jeden z filarów systemu sądownictwa w Norwegii. Dla części poszkodowanych nie usprawiedliwia to jednak sytuacji, w której za sprawą procesu media stają się tubą propagandową dla ekstremistycznych poglądów. "W ten sposób on dostaje to czego chciał i dlatego nie chcę być częścią tego procesu" - deklaruje Hildegunn Fallang, jedna z ocalałych z masakry na wyspie Utoya.
Na podstawie: guardian.co.uk, independent.co.uk, rt.com, tvn24.pl



Saulius Skvernelis nowym premierem Litwy