Wenezuelskie wojny medialne
Pojęcie „czwarta władza” znane jest od XVIII wieku i mimo, że do dziś nie zyskało formalnego statusu na miarę monteskiuszowskiego podziału władzy, nie straciło na aktualności, a nawet zyskało na sile. Najogólniej rzecz biorąc, odnosi się do wolności i niezależności tzw. mass mediów, czyli środków masowego przekazu, jak prasa drukowana, radio, telewizja, a dziś również Internet. W państwach demokratycznych stanowią one kolejne ogniwo systemu wzajemnej kontroli, obok władzy ustawodawcze, wykonawczej i sądowniczej. Bez wątpienia posiadają ogromną moc oddziaływania i wpływania na opinię publiczną, co sprawia, że różne środowiska i grupy interesu starają się ograniczać ich niezależność. Wbrew pozorom zjawisko cenzury występuje niezależnie od reżimu politycznego. W pierwszej kolejności ograniczenia wyznaczają, rzetelność dziennikarska i ramy prawa. W przypadku mediów publicznych cenzura może mieć wymiar ideologiczny w zależności od opcji rządzącej. W odniesieniu do mediów komercyjnych przeważnie decyduje kwestia finansowej opłacalności, choć i tu wolność bywa zewnętrznie ograniczana, poprzez licencjonowanie działalności wydawniczej, audiowizualnej i nadawczej.
Kształtowanie się wenezuelskiego rynku medialnego
Region latynoamerykański jest niezwykle wdzięcznym poletkiem analiz współzależności mediów i władzy, która bardzo szybko dostrzegła jej propagandowy potencjał. W latach 30. i 40. XX w. cotygodniowe audycje radiowe mieli choćby Eduardo Chibas kubański polityk, Jorge Eliécer Gaitán polityk kolumbijski, czy Lázaro Cárdenas prezydent Meksyku. Obecnie z podobnej formy „kontaktu z ludem” korzysta prezydent Wenezueli, Hugo Chávez w ramach niedzielnych transmisji autorskiego programu Aló Presidente.
Telewizja cieszy się największą popularnością w państwach latynoamerykańskich, głównie przez wzgląd na masowy wymiar i przystępny przekaz. W Ameryce Łacińskiej przyjął się północno-amerykański model telewizji prywatnej, a nie publiczny, jak to miało miejsce w Europie. [1] Również tu sprawdziło się powiedzenie: „kto ma telewizję, ten ma władzę”. Jest to swoisty rząd dusz i niemal nieograniczona możliwość manipulowania opinią publiczną. Dlatego też władze, poprzez udzielanie stacjom komercyjnym koncesji na nadawanie na falach publicznych, rezerwują sobie prawo kontroli nad ich „niezależnością”. [2]
Nie inaczej rzecz się ma w Wenezueli, będącej dziewiątym państwie, w którym uruchomiono stację telewizyjną. Patronem przedsięwzięcia był w 1952 roku Marcos Pérez Jiménez, sprawujący dyktatorskie rządy w tym kraju w latach 1952-1958. Szybko dostrzegł on potencjał nowego środka przekazu. Po obaleniu dyktatora, gdy rozpoczął się okres budowania nowego państwa, prywatni nadawcy telewizyjni postanowili jak najkorzystniej uregulować relacje z nową władzą. Nieformalny układ, obowiązujący do czasu objęcia stanowiska prezydenta przez Hugo Cháveza w 1998 roku określano puntofijismo, od nazwy willi Punto Fijo, należącej do Rafaela Caldery, polityka i dwukrotnego prezydenta Wenezueli. Doszło tam do podpisania porozumienia, które miało obowiązywać początkowo pięć lat, ale ostatecznie stało się podstawą organizacji politycznej i gospodarczej kraju na kolejnych czterdzieści lat. Umowa zakładała pokojowe współistnienie elit politycznych i gospodarczych oraz wzajemne uznanie wpływów.
Lata 70-te przyniosły znaczący wzrost dochodów z wydobycia ropy naftowej. By zwiększyć wpływy do budżetu państwa, w 1975 roku postanowiono nawet o nacjonalizacji przemysłu naftowego. Dodatkowe środki finansowe pozwoliły rządowi na nowe inwestycje, m.in. zakup Kanału 8, który przemianowano na Venezolana de Televisión. Stacja stała się oficjalną platformą rządowej propagandy i szybko wpisała się w krajobraz wenezuelskiego rynku medialnego. Władze nie potrzebowały już czasu antenowego stacji komercyjnych, co spotkało się z dużą aprobatą nadawców prywatnych. Nic dziwnego, że zależało im na konserwacji owego stanu współzależności. Trudno się więc dziwić, że stacje radiowe i telewizyjne aktywnie zaangażowały się w budowanie porozumienia za czasów prezydentury Rómulo Betancourta, między zbuntowanymi wojskowymi a rządem. Podobną postawę media prezentowały podczas tzw. Foquismo, nieudanej próby zamachu stanu z 1986 roku. Nierzadko stosowano także autocenzurę w relacjonowaniu wydarzeń, jak podczas Caracazo w 1989 roku, gdy zatajono fakt ostrzelania przez wojsko manifestujących.[3] Kolejnym przykładem starań o utrzymanie status quo było poparcie środków masowego przekazu dla prezydenta Carlosa Andresa Pereza podczas nieudanego puczu wojskowego z 1992 roku na czele, którego stanął podpułkownik Hugo Chávez. Gdy w 1998 roku wybrano tego ostatniego na prezydenta, media oczekiwały podtrzymania zasad puntofijismo. Twórca Boliwariańskiej Republiki miał jednak inne plany, i szybko doszło do bezpardonowej wojny między władzą a mediami, której konsekwencje obserwujemy do dziś.[4]
Chávez vs. media
Jednym z głównych założeń Rewolucji Boliwariańskiej była walka z elitami i układem, wśród których wrogiem numer jeden okazały się korporacje medialne. W obliczu zerwania puntofijismo doszło do nieformalnego porozumienia między Grupą Cisnerosa z RCTV, a także stacjami Televen, Globovisión, CMT, Meridiano TV i La Tele oraz 10 gazetami, m.in. „El Nacional”, „El Impulso”, „El Nuevo País”, „El Mundo”. Powstała koalicja kontrolowała ok. 95 % wenezuelskiego rynku medialnego. Szansa na wykorzystanie tak ogromnego potencjału nadarzyła się w już 2002 roku, gdy doszło do zamachu stanu, nazywanego „medialnym” przez wzgląd na rolę jaką odegrały w nim środki masowego przekazu. Głównymi inicjatorami były cztery stacje: Globovisión, RCTV, Venevisión i Televen, nazwane później Czterema Jeźdźcami Apokalipsy.
Bezpośrednim impulsem do rozpoczęcia wojny było zwolnienie 24 kierowników PDVSA za błędy administracyjne, malwersacje i inicjatywy niezgodne z polityką rządu. Strajk zapowiedziała organizacja związków zawodowych, i co zaskakujące, również organizacja pracodawców wenezuelskich. Słabością protestu była niewielka skala, gdyż de facto nie wzięło w niej udziału ok. 80% przedsiębiorstw. Siłą mediów wyreżyserowano jednak całe wydarzenie. I tak, 9. kwietnia 2002 roku o 9.00 telewizja pokazała obrazy pustych ulic i zamkniętych sklepów, mające wyolbrzymić skalę strajku. W rzeczywistości nagrania wykonano kilka godzin wcześniej. Kolejnym etapem wojny były fałszywe doniesienia o kryzysie i słabości władzy, wzbogacone nawoływaniami do otwartej walki z demokratycznie wybranym prezydentem.[5] Jeszcze tego samego dnia banki zamroziły możliwość wypłat do poziomu 100 000 boliwarów (45 USD), na wzór argentyńskiego corralito, co tylko wzmocniło poczucie paniki w społeczeństwie. Wydarzenia tego dnia były skrzętnie rejestrowane przez kamery Venevisión, usytuowane od rana w strategicznych miejscach miasta, z najlepszym widokiem na pałac prezydencki, gdzie miały rozegrać się najbardziej dramatyczne wydarzenia. Główną arena starcia było centrum Caracas, gdzie zgromadzili się przeciwnicy Cháveza wyposażeni w amerykańskie flagi na znak sprzeciwu wobec radykalnej retoryki prezydenta. Naprzeciw nim stawili się zwolennicy prezydenta, chaviści, którzy ustępowali jednak ilościowo swoim przeciwnikom, głównie przez filtr informacyjny narzucony przez media.
Zaangażowane w pucz jednostki policji wtargnęły tego dnia do siedziby stacji państwowej Venezolana de Televisión uniemożliwiając transmisję przez kolejne 48 godzin.[6] Prywatne stacje początkowo zamiast programów informacyjnych transmitowały filmy, telenowele oraz kreskówki. Gdy blokowanie przepływu informacji stało się niemożliwe, prezentowano relacje wybiórcze bądź nieprawdziwe i wyreżyserowane. Wyemitowano m.in. obrazy zwolenników prezydenta strzelających do bezbronnych demonstrantów, gdy w rzeczywistości strzały oddawano w kierunku pustej ulicy. Donoszono również o ofiarach śmiertelnych wcześniej niż się w rzeczywistości pojawiły. Pominięto natomiast milczeniem powrót do władzy Hugo Chaveza, co mało miejsce już w dwa dni od zamachu.
W 2010 roku portal venezuelanalysis.com ujawnił niepokojące dokumenty, z których wynika, że Departament Stanu USA przekazał 40 mln USD w latach 2007-2010 na rzecz grup opozycyjnych wobec Hugo Chaneza, w tym 4 mln dla mediów niesprzyjające władzy. Podobne doniesienia budzą wątpliwości w kontekście możliwego wcześniejszego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w medialny konflikt w Wenezueli. [7]
Ograniczenia swobody mediów, regulacja rynku
Po powrocie do władzy Hugo Chaveza konieczne okazało się podjęcie działań, by w przyszłości nie dopuścić do podobnych nadużyć. Jednym z pierwszych przedsięwzięć było skrócenie czasu, na który wydawano licencje do 5 lat. Po raz ostatni nadano je w 2007 roku, co oznacza, że wygasną zaraz przez zakończeniem kadencji prezydenta Chaveza, pod koniec 2012 roku. Licencji nie przedłużono wówczas RCTV, co spotkało się z potężną falą protestów w całym kraju. Większość nadawców złagodziło jednak retorykę. Prezydent porozumiał się też wówczas z dotychczas opozycyjnym magnatem medialnym, Gustavo Cisnerosem właścicielem stacji Venevisión i ogromnego holdingu Organizaciones Cisneros. Dla uniknięcia konsekwencji, biznesmen zgodził się przyjąć złagodzoną, wręcz neutralną wobec rządu linię programową. [8] Talk show „Fox News approach” zastąpiono programem astrologicznym, podobnie stało się z kilkoma innymi krytycznymi wobec prezydenta programami opiniotwórczymi, które wymieniono na opery mydlane. Konieczne były i inne ustępstwa. W 2007 roku doszło do zwolnienia aktorki, Fabioli Colmenares za udział w strajkach studenckich, sprzeciwiających się nieprzedłużeniu koncesji na nadawanie na falach publicznych RCTV, a wraz z nią i innym skrajnie anty-chavistowskim stacjom telewizyjnym oraz 32 stacjom radiowym. [9] Oportunistyczna postawa nie przysporzyła Cisnerosowi wielbicieli, a opozycja krytykuje go za koniunkturalizm i hipokryzję względem postawy jaką prezentował przed 2002 rokiem.
Wciąż niepokorna RCTV przez trzy lata nadawała za pośrednictwem sieci kablowej do 2010 r., kiedy to wraz z kilkoma mniej znanymi stacjami odmówiła transmisji komunikatów rządowych, do czego była zobowiązana na mocy Ustawy o Odpowiedzialności Społecznej Radia i Telewizji z 2004 roku. W konsekwencji, nakazano wykluczyć buntowników z oferty sieci kablowych, co nastąpiło z dniem 23 stycznia 2010 roku. W niełaskę popadło również Globovisión, kolejny z Jeźdźców Apokalipsy, którego oskarżano o podżeganie do zamachu na prezydenta oraz współpracę z USA w próbie jego dokonania. W 2011 roku Narodowa Wenezuelska Komisja Telekomunikacyjna (CONATEL) nałożyła na stację karę w wysokości 2 mln USD za wzniecanie niepokojów i podżeganie do buntu, co doprowadziło stację niemal na skraj bankructwa.[10]
Gwałtowne poruszenie wywołała również propozycja rządu z 2009 roku wprowadzenia nowego prawa [11], zgodnie z którym „na karę pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do czterech lat, można skazać każdą osobę, która rozpowszechnia drogą mediów nieprawdziwe informacje, stanowiące zagrożenie dla interesu państwa, moralności, zdrowia psychicznego, porządku publicznego, niepodległości, czy instytucji”. [12] Projekt został jednak szybko odrzucony przez Zgromadzenie Narodowe [13]. W grudniu 2011 roku weszła w życie inna, znowelizowana Ustawa o odpowiedzialności społecznej radia, telewizji i mediów elektronicznych (RESORTE). Zawarto w niej niejasne sformułowania ograniczające wolności mediów i rozszerzające istniejące regulacje na nadawców radiowych i Internet. Ustawa nadała też duże uprawnienia CONATEL, między innymi do zarządzania usługami cyfrowymi oraz nakładania kar lub zawieszania realizowania usług nadawczych.[14]
Rynek medialny w Wenezueli
Nie sposób nie zauważyć kto zyskał najbardziej na walce władz z niepokornymi stacjami. W przededniu medialnego zamachu stanu w Wenezueli obowiązywał duopol dwóch grup medialnych, Organización Cisneros (Venevisión) i 1BC (RCTV)., zarządzanego przez rodziny Bottome i Granier, gdzie RCTV miało dominującą pozycję na rynku krajowym. Wynikało to ze strategii jaką przyjął jej Dyrektor Generalny, Marcel Granier notabene mąż kuzynki żony Cisnerosa. Granier skupił się na rodzimym rynku, podczas gdy Cisneros stopniowo rozszerzał działalność na rynkach zagranicznych. Dziś Venevisión zajmuje pierwszą pozycję w Wenezueli, a majątek Grupy Cisneros szacuje się na 6 mld USD. Gustavo A. Cisneros nie mieszka już w Wenezueli, wraz z rodzinom przebywa w jednym ze swoich domów w Nowym Jorku, Hiszpanii lub na Dominikanie. [15]
Obecnie na falach publicznych nadają Venevisión (kontrolowana przez Grupo Cisneros), Univision i Televisión de Venezuela (Televen). Pozycje dominującą zajmuje Grupa Cisneros, do której należy ok. 70 stacji w 39 krajach, a także inne przedsiębiorstwa, dalece wykraczające poza rynek mediów. [16]
Ważną pozycje na wenezuelskim rynku telewizyjnym zajmują też stacje państwowe, cieszące się, z oczywistych przyczyn, największą przychylnością władz. Dwie z nich są zarządzane przez Ministerstwo Władzy Ludowej ds. Komunikacji i Informacji: Televisora Venezolana Social, nadające na częstotliwości odebranej RCTV i Venezolana de Televisión, gdzie co niedziele wyświetlane jest sławne Aló Presidente. Obie mają zasięg krajowy, natomiast inicjatywą wykraczającą dalece poza granice kraju, był zrealizowany w 2005 roku projekt telewizji, będącej medialnym ramieniem organizacji ALBA, Nueva Televisora del Sur (TeleSur). Umowę o współpracy przy tworzeniu kanału podpisały, Boliwia, Ekwador, Kuba, Nikaragua, Argentyna, oraz Wenezuela, która zobowiązała się ponieść największy ciężar finansowy przedsięwzięcia. Ramówkę stacji stanowią głównie programy informacyjne oraz formaty typu talk-show. Znajdziemy tam również reportaże, programy edukacyjne, rozrywkowe oraz dokumenty prezentujące różnorodność krajów latynoamerykańskich.[17]
Międzynarodowa ocena wolności mediów
Zgodnie z dorocznym raportem dot. Praw Człowieka w Wenezueli [18], publikowanym na stronach Departamentu Stanu USA z 2010 roku i raportem Freedom House na rok 2011 media w Wenezueli oceniono jako zależne od nacisków władz. [19] Raport głosi: „mimo, że wolność słowa jest [w Wenezueli] konstytucyjnie zagwarantowana, nieustannie dochodzi do arbitralnych gróźb, zatrzymań, nakładania wysokich grzywien i surowych kar oraz szafowania licencjami, umożliwiającymi nadawanie na falach publicznych”. Freedom House potępił także ustawę z grudnia 2010 roku dotyczącą zwiększenia kontroli nad radiem i Internetem. Ale to nie wszystko. W raporcie czytamy też, że "rynek mediów papierowych również napotyka znaczące ograniczenia. […] Zgodnie z zarządzeniem władz, na 30 dni zakazano publikowania obrazów noszących znamiona przemocy, po tym jak dwie gazety: El Nacional i Tal Cual opublikowały zdjęcia z kostnic w Caracas, mające zobrazować skale morderstw w stolicy kraju. […] W obawie przed represjami dziennikarze nierzadko unikają poruszania drażliwych dla władz tematów, poddając się swoistej samo-cenzurze, by uniknąć ewentualnych nieprzyjemności”.
Z drugiej strony autorzy zauważają też, że „wartym podkreślenia jest finansowanie ze środków publicznych dostępu do rynku mediów dla mniejszościowych grup społecznych, które do tej pory nie potrafiły wybić się w warunkach dominacji kilku największych nadawców prywatnych. […] Jak dotąd Internet nie stał się przedmiotem znaczących ograniczeń, jednak w marcu 2010 roku, prezydent Hugo Chávez oświadczył, że sieć nie powinna być azylem dla niczym nieograniczonej wolności wypowiedzi”. Niewątpliwie opinie umieszczane w Internecie podlegają regularnej kontroli ze strony władz, a w zależności od charakteru wypowiedzi, autorom anty-chavistaowskich nawoływań grożą dotkliwe represje.
Podsumowanie
Niewątpliwie wszelkie doniesienia o ograniczaniu swobody mediów powinny budzić niepokój i stanowczy sprzeciw społeczności międzynarodowej. Nie należy jednak zapominać o kontekście „medialnych wojen” toczonych w Wenezueli od 2002 roku. Nadużycia jakich dopuścili się potentaci medialni, głównie „Czterej Jeźdźcy Apokalipsy”[20] nie mają sobie podobnych w historii najnowszej żadnego z państw regionu. Głosy potępienia i wszelkie raporty finansowane z budżetu USA, dotyczące rynku medialnego w Wenezueli, należy czytać przez pryzmat ideologicznego konfliktu między obu krajami. Warto też pamiętać, że Hugo Chávez, chętnie nazywany w zachodnich mediach dyktatorem, jest w rzeczywistości prezydentem w demokratycznych wyborach głosami większości wenezuelskiego społeczeństwa. Niepokojące są również dowody finansowego wsparcia przez USA niedemokratycznych działań opozycji, takich jak wspomniany zamach stanu w 2002 r. Wydaje się więc, że ocena sytuacji na rynku medialnym w Wenezueli jest kwestią dość skomplikowaną, w której należy brać pod uwagę cały szereg czynników, zaś wina obecnego spolaryzowania środków masowego przekazu w tym kraju leży po obu stronach barykady. [21]
----------
[1] Cañizález A., Lugo-Ocando J., The media in Venezuela: the revolution was televised, but no one was really watching, [w:] Lugo-Ocando J., The Media in Latin America, New York 2008, s.198
[2] A. Fijałkowska, TeleSur - integracja czy indoktrynacja? [w:] Krzywicka K.(red.), Dwieście lat niepodległości Ameryki Łacińskiej. Perspektywa historyczna i wyzwania współczesności, Lublin, Wydawnictwo UMCS, 2012 (w druku)
[3] Ibdem. S. (w druku)
[4] Cañizález A., Lugo-Ocando J., The media in Venezuela: the revolution was televised, but no one was really watching, [w:] Lugo-Ocando J., The Media in Latin America, New York 2008, s. 200-203
[5] McNulty N., Media In Venezuela: Facts and Fiction, “Covering Activism and Politics in Latin America”, 17/08/2009, [URL: http://upsidedownworld.org/main/venezuela-archives-35/2059--media-in-venezuela-facts-and-fiction]
[6] A. Fijałkowska, TeleSur - integracja czy indoktrynacja? [w:] Krzywicka K.(red.), Dwieście lat niepodległości Ameryki Łacińskiej. Perspektywa historyczna i wyzwania współczesności, Lublin, Wydawnictwo UMCS, 2012 (w druku)
[7] Golinger E., Documents reveal multimillion-dollar funding to journalists and media in Venezuela, “Venezuelanalysis.com”, 15/07/2012, [URL: http://venezuelanalysis.com/analysis/5495]
[8] A. Fijałkowska, Gawrycki M., Wenezuela w procesie (r)ewolucyjnych przemian, Warszawa, Scholar, 2010, s.51-60
[9] Venezuela country profile, “BBC News” [URL: http://news.bbc.co.uk/2/hi/americas/country_profiles/1229345.stm#media]
[10] Globovision Fined $2 Million by Venezuela National Telecommunications Commission “Freedom House”, 19/10/2011, [URL: http://www.freedomhouse.org/article/globovision-fined-2-million-venezuela-national-telecommunications-commission] brak autora
[11] Venezuela media bills would harm freedom of expression, “Committee to Protect Journalists”,14/12/2010, [URL: http://cpj.org/2010/12/venezuela-media-bills-would-harm-freedom-of-expres.php], brak autora
[12] Grant W., Venezuela mulls tough media law, „BBC News”, 31/07/2009, [URL: http://news.bbc.co.uk/2/hi/8177862.stm]
[13] Venezuela's troubled media, “Aljazeera”, 14/08/2009, [URL: http://www.aljazeera.com/programmes/listeningpost/2009/08/2009814105043427586.html], brak autora
[14] Raport 2011, Freedom House, [URL: http://www.freedomhouse.org/report/freedom-press/2011/venezuela?page=251&year=2011&country=8163]
[15] Romero S., Media Mogul Learns to Live With Chávez, 5/07/2007, [URL: http://www.nytimes.com/2007/07/05/world/americas/05venez.html?_r=3&n=Top/News/World/Countries%20and%20Territories/Venezuela&oref=slogin]
[16] McNulty N., Media In Venezuela: Facts and Fiction, “Covering Activism and Politics in Latin America”, 17/08/2009, [URL: http://upsidedownworld.org/main/venezuela-archives-35/2059--media-in-venezuela-facts-and-fiction]
[17] A. Fijałkowska, TeleSur - integracja czy indoktrynacja? [w:] Krzywicka K.(red.), Dwieście lat niepodległości Ameryki Łacińskiej. Perspektywa historyczna i wyzwania współczesności, Lublin, Wydawnictwo UMCS, 2012 (w druku)
[18] Bureau of Democracy, Human Rights, And Labor, 2010 Human Rights Report: Venezuela, “U.S. Department of State”, 18/04/2011, [URL: http://www.state.gov/j/drl/rls/hrrpt/2010/wha/154523.htm]
[19 ] Raport 2011, Freedom House, [URL: http://www.freedomhouse.org/report/freedom-press/2011/venezuela?page=251&year=2011&country=8163]
[20] A. Fijałkowska, Gawrycki M., Wenezuela w procesie (r)ewolucyjnych przemian, Warszawa, Scholar, 2010, s. 53
[21] Venezuela's troubled media, “Aljazeera”, 14/08/2009, [URL: http://www.aljazeera.com/programmes/listeningpost/2009/08/2009814105043427586.html], brak autora



Wolność w szwedzkim modelu państwa opiekuńczego