|
Wywiad z Markiem Cichockim, doradcą prezydenta ds. Traktatu Konstytucyjnego UE, reprezentującym Polskę w negocjacjach tekstu Deklaracji Berlińskiej. REKLAMA
Strona 1 z 3 Jak ocenia Pan podpisaną 25 marca br Deklarację Berlińską z punktu widzenia realizacji polskich interesów? Może należałoby zacząć od tego, że Deklaracja od początku miała dla Polski duże znaczenie z tego względu, że jest to pierwszy dokument, na który mieliśmy wpływ całościowy - jako pełnoprawny członek UE, jako największe państwo spośród „nowych członków”. Jest on ważny z dwóch powodów – po pierwsze ma znaczenie historyczne ze względu na 50. rocznicę Traktatów Rzymskich. Jest to pierwszy dokument opracowany przez 27 państw, podczas gdy Traktaty Rzymskie były zaczątkiem integracji zaledwie sześciu krajów. Po drugie jest to dokument o znaczeniu politycznym, gdyż od początku był traktowany przez prezydencję niemiecką jako rozbieg do dyskusji nad Traktatem Konstytucyjnym. Jednak ani prezydent Kaczyński nie podpisał Deklaracji Berlińskiej, ani w Berlinie nie była obecna minister spraw zagranicznych, pani Fotyga. Szczyt nieformalny w Berlinie na którym została podpisana Deklaracja Berlińska nie przewidywał obecności żadnego z ministrów spraw zagranicznych państw członkowskich, była to kwestia protokolarna. Natomiast wybór sposobu przyjęcia dokumentu leżał w gestii prezydencji niemieckiej. W UE - jeżeli państwo sprawuje prezydencję - inne państwa starają się możliwie nie przeszkadzać, nie wchodzić w kompetencje. Możemy tylko oceniać i jeżeli już byśmy oceniali to wydaje mi się, że trochę szkoda, że tak się stało. Myślę, że lepiej byłoby gdyby dokument został podpisany przez wszystkie państwa członkowskie. Wówczas jego znaczenie polityczne byłoby inne. Jednak tak jak powiedziałem, taką formułę wybrała prezydencja niemiecka. Można powiedzieć tylko, że gdyby Polska sprawowała prezydencję byłoby to zrobione inaczej. Byłoby 27 podpisów? Myślę, że tak. Byłoby to bardziej odpowiednie. Niektórzy podkreślają, że taki sposób przyjęcia Deklaracji Berlińskiej podkreśla wspólnotowy charakter dokumentu. Myślę, że powód był inny. Zdaję się, że po prostu chciano uniknąć kontrowersji. Czy w przyszłości nie spotęguję to dystansu państw bardziej eurosceptycznych do idei Traktatu Konstytucyjnego? W treści Deklaracji Berlińskiej nie ma nic aż tak bardzo kontrowersyjnego, żeby ktoś miał się od niej dystansować. Według mnie Deklaracja jest bardzo dobrym dokumentem jak na unię 27 państw. Jest to pierwszy dokument po wejściu do UE naszego regionu i doświadczenia tego regionu zostały tu dosyć silnie podkreślone. O tyle szkoda, że jeżeli podpisałyby go wszystkie państwa to wtedy siła polityczna tego dokumentu byłaby większa. Prezes Fundacji DemosEUROPA Paweł Świeboda twierdzi, że w Deklaracji Berlińskiej zabrakło konkretów na temat Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa, wspólnej unijnej armii, polityki energetycznej, ekologii. Pan Świeboda jest doskonałym dyplomatą więc doskonale rozumie jaka jest logika tego typu dokumentów i że to nie są dokumenty, które zawierają szczegółowe propozycje. Jest tam część poświęcona wyzwaniom konkretnym – m.in. polityki energetycznej, ekologicznej, a także część poświęcona migracjom, wyzwaniom wspólnej polityki zagranicznej. Ale wszystko to są ogólne hasła. Tak, ale Deklaracja Berlińska miała za zadanie przede wszystkim pokazać, że 27 bardzo zróżnicowanych państw jest w stanie wspólnie wypracować dokument, który rysuje pewną zgodę co do tego co jest ważne a co nie – taką rolę pełni czwarta część Deklaracji. Wiadomo, że z polskiej perspektywy ważniejsze jest bezpieczeństwo energetyczne, dla innych państw ważniejsze są kwestie klimatyczne. My inaczej na te sprawy patrzymy. Wiadomo też, że część państw – także Polska – inaczej interpretuje kwestię wspólnej polityki zagranicznej czy obronnej niż np. Irlandia, która pod tym względem jest bardzo zachowawcza. W przypadku Irlandii mówienie o wspólnych europejskich siłach zbrojnych jest poważnym problemem politycznym. Można osiągnąć tu pewne porozumienie w zakresie pewnych ogólnych propozycji. Jeśli chodzi o Deklarację Berlińską nikt nie oczekiwał, że będą tam zawarte jakieś konkretne propozycje, gdyż to jest rola traktatu, nie deklaracji.
|