|
Jak można ocenić pierwszy rok sprawowania funkcji ministra spraw zagranicznych przez Annę Fotygę? Myślę, że mamy pod dostatkiem rozmaitych krytycznych, a nie zawsze sprawiedliwych opinii pod adresem pani minister Anny Fotygi oraz generalnie obecnego rządu. Uważam, że rzeczywiście nie jest najlepszym ministrem. Niemniej jednak faktyczny ośrodek decyzyjny, jak sądzi większość komentatorów, został przesunięty do pałacu prezydenckiego, podczas gdy działania pani minister mają charakter wykonawczy. Tak to trzeba by rozpatrywać – jako polską politykę zagraniczną, nie bezpośrednio pracę Anny Fotygi. Zastrzegając, że można sobie wyobrazić lepszego ministra spraw zagranicznych. Przede wszystkim chodzi o dochodzące z różnych kierunków sygnały dotyczące tłumienia aktywności. Nie odbyło się spotkanie Europejskiej Szóstki na szczeblu dyrektorów politycznych, które było planowane w Warszawie. Zauważamy nadmiernie emocjonalne reakcje na wybryki niemieckich mediów, czy ograniczanie możliwości wyjazdów polskich dyplomatów w rozmaite miejsca. Nie jest popularnym ministrem zarówno wśród swojego personelu jak i społeczeństwa. REKLAMA
Strona 1 z 3 Jakie by Pan wyróżnił podstawowe sukcesy i porażki polskiej polityki zagranicznej w minionym roku? Oceniając polska politykę zagraniczną, co jest łatwiejsze niż ocena dokonań samej Pani Minister, uważam, że w ostatnich miesiącach jest prowadzona dobrze. Odnieśliśmy wszelkie istotne sukcesy, jakie można było osiągnąć. Mamy umowę z Litwą na temat udziału w budowie elektrowni jądrowej w Ignalinie, podobnie podpisane porozumienie z tym krajem odnośnie mostu energetycznego. Wiąże ono także inne kraje bałtyckie, gdyż nie jest to tylko polsko – litewska inicjatywa. Mamy udaną inwestycję w Możejkach w trudnej sytuacji, gdyż przy dość podejrzanych okolicznościach pożaru oraz odcinania dostaw ropy. Można wyróżnić również dobre stosunki z Ukrainą, wskazując m.in. na uroczystości w Pawłokomie, co jest sukcesem starań prezydenta. Wreszcie obsadzenie przez p. Jacka Saryusza – Wolskiego funkcji przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego odbyło się przy wyraźnie deklarowanym wsparciu rządzącego PiS-u. Odnosząc się do wyróżnionych osiągnięć, jak Pan widzi rolę Polski w regionie z perspektywy ostatniego roku? W obecnych warunkach nasza polityka zasługuje na najwyższą ocenę. Należy jednak spojrzeć na owe warunki, przede wszystkim trudną sytuację po wyborach zarówno w Czechach (brak rządu przez osiem miesięcy) jak i na Węgrzech (zamieszki po taśmach Gyurcsány’ego). Widać także problemy słowacko – węgierskie, gdyż rząd słowacki skłonny był do wchodzenia w konflikt z węgierską mniejszością narodową na Słowacji, co także utrudniało budowę współpracy regionalnej. Pamiętajmy o wizycie Putina w Czechach i na Węgrzech, jako widocznej próbie rozbicia solidarności regionalnej, połowicznie udanej. Możemy tutaj wskazać na pewne porażki, ale trudno obarczać naszą dyplomację winą za decyzje rządu węgierskiego. Relacje z Niemcami zaś są wybitnie trudne z kilku powodów. Przede wszystkim z uwagi na politykę wcześniejszego rządu niemieckiego. W przeciwieństwie poprzedników, rząd kanclerz Angeli Merkel czyni gesty pojednawcze, które powinny być przez polską stronę podchwycone i rozwinięte. Trudność polega na tym, że nadal poruszamy się na poziomie retoryki i symboli. Jednak kwestia gazociągu północnego pozostaje niezmienna od czasów G. Schroedera i to jest główny problem. Ten polityk zmienił dwa główne filary niemieckiej polityki zagranicznej, mianowicie proamerykanizm i współpracę z Polską jako głównym partnerem w regionie. Polityka Warszawy i Berlina w latach 1990-tych była w zasadniczych kwestiach dalece zbieżna (rozszerzenie NATO i UE, silna obecność USA w Europie). Za Schroedera Niemcy utraciły zdolność wchodzenia w konflikt polityczny z Rosją. Zdolność, którą za H. Kohla posiadały i zademonstrowały tak w kwestii rozszerzenia NATO, jak i popierając Chorwację i Słowenię, przeciw Serbii w wojnach jugosłowiańskich. W taki sposób patrząc, odpowiedzialność za stosunki wypada jednak inaczej – to nie Polska zmieniała swoją politykę. Należy zauważyć pogorszenie relacji polsko – niemieckich, ale nie z naszej winy. Oczywiście pomimo faktycznych błędów, np. odwołania szczytu Trójkąta Weimarskiego oraz nadmiernej reakcji na publikacje jednej z niemieckich gazet. To może obciążać panią Fotygę, gdyż dopuściła do takich reakcji – sytuacja była raczej do wygrania. Jednak jest to otoczka, a nie istota problemu.
|