Unia musi skoczyć na głęboką wodę - Marzenna Guz-Vetter, Komisja Europejska, wywiad
-
Filip Topolewski i Maciej Konarski
Jak wprowadzenie tzw. Traktatu Konstytucyjnego może pomóc gospodarce Europy wobec globalnych wyzwań i w realizacji strategii lizbońskiej?
Traktat Konstytucyjny prawdopodobnie nie będzie się nazywał Traktatem Konstytucyjnym. Możemy mówić w tej chwili raczej o próbie dojścia do kompromisu w sprawie nowej umowy, nowego traktatu, który porządkowałby istotne kwestie dotyczące funkcjonowania Unii Europejskiej, wprowadzał konieczne uproszczenia jak ustanowienie instytucji ministra spraw zagranicznych, wprowadzenie zbiorowych prezydencji, ograniczenie liczby komisarzy, ale przede wszystkim wprowadzenie zasady tzw. podwójnej większości oraz rozszerzenie obszarów w których decyzje podejmowane są przez przedstawicieli państw członkowskich większością głosów. Aczkolwiek szczególnie wrażliwe kwestie dotyczące polityki podatkowej lub społecznej nadal pozostaną w gestii państw członkowskich.
Ograniczenie możliwości posługiwania się vetem będzie jednak bardzo istotne. Nie tylko usprawni ono i przyspieszy proces decyzyjny ale także ograniczy możliwość uciekania się przez poszczególne państwa do praktyk protekcjonistycznych. Jest to szczególnie istotne wobec wyzwań globalizacji i wzrastającej konkurencji ze strony państw azjatyckich takich jak Chiny i Indie. Istotną kwestią z punktu widzenia umacniania siły gospodarczej Unii Europejskiej jest także to, że uporządkowanie kwestii instytucjonalnych będzie stanowiło istotny warunek dla przygotowania kolejnych poszerzeń Unii Europejskiej. A praktyka dotychczasowych poszerzeń pokazała, że są one niezwykle korzystne dla unijnej gospodarki.
Czy obecne negocjacje nad traktatem nie są przypadkiem zbyt nieprzejrzyste, ukryte w zaciszach gabinetów dyplomatycznych? Czy to nie jest powielanie starych błędów ponieważ traktat został odrzucony przez obywateli Francji i Holandii właśnie z powodu jego niezrozumienia?
Wydaje mi się, że tak. Z punktu widzenia obywatela, nawet tego który trochę interesuje się polityką, toczące się obecnie negocjacje nie są zrozumiałe. Problem polega na tym, że nie bardzo wiadomo jaka byłaby alternatywa. Konwent, który przygotował tekst Traktatu Konstytucyjnego obradował prawie dwa lata, byli tam obserwatorzy społeczni, bardzo dużo się na ten temat pisało i dyskutowało, prowadzono kampanię informacyjną - również w Polsce. Później demokratycznie wybrani szefowi rządów podpisali się pod tym traktatem, jednak w toku ratyfikacji obywatele dwóch państw, Francji i Holandii, powiedzieli nie. Z taką sytuacją nikt do tej pory nie miał do czynienia. To zaskoczyło wszystkich i na obecnym etapie – w sytuacji gdzie z powodów czasowych nie można pozwolić sobie na nowy konwent - powołanie szybkiej konferencji międzyrządowej, której ustalenia byłyby ratyfikowane przez narodowe parlamenty wydaje się jedynym rozwiązaniem. Stąd wynika także wspierany przez Komisje Europejską postulat Niemieckiej Prezydencji aby ograniczyć zmiany do niezbędnego minimum i nie otwierać kwestii (na przykład instytucjonalnych), które mogą okazać się puszką Pandory. Tym bardziej, że pod dyskutowanym obecnie na nowo tekstem Traktatu Konstytucyjnego podpisali się demokratycznie wybrani szefowie wszystkich europejskich rządów a co więcej, większość państw traktat ratyfikowała.
Nie zgodziłabym się z opinią, że Francuzi lub Holendrzy odrzucili traktat ponieważ nie zrozumieli jego tekstu. Właśnie w tych państwach kampania informacyjna była niezwykle szeroka. Problemem okazały się raczej kwestie związane z problemami polityki wewnętrznej oraz niewystarczająca komunikacja dotycząca politycznych i gospodarczych atutów poszerzenia Unii na wschód. Mówiąc w dużym uproszczeniu Francuzi przestraszyli się „polskiego hydraulika” a Holendrzy problemów z asymilacją imigrantów.
Czy sądzi Pani, że rządy tych państw w których referenda zostały przegrane oraz Wielka Brytania zgodzą się przyjąć Traktat bez poddania go referendum?
Referendum jest zawsze bardzo ryzykownym pociągnięciem. Wydaje mi się, że w przypadku tak skomplikowanego tekstu jak Traktat Konstytucyjny, który naprawdę jest trudno zrozumiały dla obywatela, mieszkańcy mają prawo czuć się niedoinformowani. Unia Europejska musi się jednak zdecydować na trudną operację. Należy skoczyć na głęboką wodę i taka jest też opinia Komisji Europejskiej. Trzeba w pewnym momencie zakończyć tą sprawę, znaleźć jakieś rozwiązanie i iść do przodu, gdyż w chwili obecnej brak traktatu blokuje działania UE.
Być może mamy deficyt demokracji w Unii Europejskiej i z tym związane jest owo niedoinformowanie obywateli. Zwróćmy uwagę, że unijne traktaty mają objętość i stopień skomplikowania większy niż konstytucje wielu państw – a te przecież często są od nich ważniejsze. Stąd też – zawarty w Traktacie Konstytucyjnym - postulat zwiększenia roli parlamentów narodowych w procesach decyzyjnych Unii Europejskiej. Unia Europejska nie jest jednak superpaństwem więc nie można od niej wymagać aby miała tak prostą konstytucję jak Stany Zjednoczone.
Są opinie, iż obecnie Polska pełni rolę swoistego hamulcowego w dyskusji nad Traktatem…
Nie wydaje mi się by Polska była hamulcowym dyskusji nad Traktatem. Wręcz przeciwnie, polski rząd jest bardzo aktywnym uczestnikiem tej dyskusji. Trudność polega na tym, że Polska proponuje ponowne otwarcie rozmów nad zasadą ustalania tzw. podwójnej większości uważając, że kryterium demograficzne mierzone liczbą mieszkańców danego kraju powinno zostać zastąpione przez obliczenia na podstawie tzw. pierwiastka kwadratowego. Przeforsowanie tego postulatu będzie trudne ponieważ na obecnym etapie Polska ma tylko jednego sojusznika – Czechy. Jeżeli do czasu czerwcowego szczytu UE nie uda się w tej sprawie uzyskać porozumienia i temat ten znajdzie się na agendzie konferencji międzyrządowej, istnieje niebezpieczeństwo, że konferencja ta szybko się nie zakończy. W tym sensie można powiedzieć, że zgłaszając obiekcje pod adresem zasady podwójnej większości Polska staje się hamulcowym szybkiego porozumienia w sprawie nowego traktatu.
Polska jest jednak pełnoprawnym członkiem UE i znaczącym państwem członkowskim. Komisja respektuje obawy i obiekcje polskiego rządu i uważnie ich słucha. Nieprzypadkowo w ostatnich tygodniach przed czerwcowym szczytem nasiliły się rozmowy i konsultacje oraz wizyty na najwyższym szczeblu rządowym. Nikt w Unii nie ma recepty na nieomylność, Polska nie jest notabene jedynym państwem członkowskim, które zgłasza zastrzeżenia i nowe propozycje w tzw. obszarze instytucjonalnym. Nikt jednak nie ukrywa, że w ostatecznym rozdaniu powinien zwyciężyć zdrowy rozsądek.
Marzenna Guz-Vetter jest szefem Sekcji Politycznej Reprezentacji Komisji Europejskiej w Polsce
Rozmawiali: Maciej Konarski i Filip Topolewski


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz