|
W połowie sierpnia czwórka studentów afrykanistyki Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadziła w Tanzanii badania terenowe. Poniżej zamieszczamy ich relację z podróży szlakiem afrykańskich sułtanów… REKLAMA
Strona 4 z 4 Obok muzeum znaleźliśmy cmentarz z grobami sułtanów. Żal nawet o tym pisać... Wyglądają gorzej niż zapomniane cmentarze w Polsce... Członkowie rodu królewskiego leżą wśród kamienia odpadającego z ich własnych sarkofagów obrośniętych chwastami… Oby zanzibarskiego konserwatora zabytków tam pochowano!  Nieopodal znajduje się fort wybudowany przez Portugalczyków, przebudowany przez Arabów; wzmocniony przez Brytyjczyków, po tym jak go razem z Niemcami zbombardowali. Obecnie mieszczą się tam rzędy straganów z pamiątkami i małą pracownią malarską, w której przeprowadziliśmy krótki wywiad z dzieckiem podpatrującym starców kopiujących widokówki.
Z najwyższego pietra muzeum rozpościera się przepiękny widok na port z dziesiątkami cumującymi dhow (żaglówki rybackie). Z daleka przestrzeń ta wydaje się wypełniona spokojem, ciszą, gdy jednak wejdzie się na teren przystani: setki ludzi przenoszących na plecach ogromne ciężary, worki, skrzynie i deski.
Nadbrzeże Zanzibaru wypełniają kramy z owocami morza i sokiem z trzciny cukrowej, wyciskanym przy tobie i podawanym za grosze z lodem i limonką. Pod nogami biegają koty. Wieczorem wyrzuca się im resztki ryb. Wtedy zwierzęta gromadzą się w bandy po kilkadziesiąt i niezwykle sprawnie pałaszują odpadki.
Nad samym brzegiem luksusowe hotele i cumujące jachty – my jednak znaleźliśmy nocleg jeszcze lepszy. Zatrzymaliśmy się u muzułmanek, które polecono nam w hotelu. Absolutne bezpieczeństwo dla bagaży, moskitiery, toaleta za minimalną stawkę. W koszta (10 USD) wliczone śniadanie „europejskie”: omlet, kawa, dżem, owoce.
Dwa dni na błądzenie po zakamarkach Stone Town to wystarczająco. Ze zdziwieniem zaczynamy orientować się w topografii miasta... pozbawionej punktów orientacyjnych - meczety i szkoły koraniczne co kilkaset metrów dwoją się i troją w oczach, większych budynków brak, a wieża katedry anglikańskiej przysłonięta jest rozlatującymi się dachami kamienic.
Udało nam się także odbyć wycieczkę na wschodni kraniec wyspy do Makunduchi. Po drodze mijaliśmy plantacje goździków, podstawę sukcesu gospodarczego wyspy w połowie XIX wieku. Raz do roku Makunduchi zamienia się w centrum kultury zanzibarskiej – nam jednak udało się dziwnym przypadkiem trafić na dzień powszedni wioski złożonej z dwóch koszmarnych, tasiemcopodobnych bloków (jeden nazywa się „California”, a drugi „Pentagon”) oraz serii lepianek.
Plaża jednak zrekompensowała gierkowski krajobraz. Kilometr od brzegu woda dochodzi zaledwie do kostek. Kobiety w kangach zbierają wodorosty z minipoletek wydzielanych palikami. Na widnokręgu fale rozbijają się o rafy.
Z żalem zostawiamy tętniące życiem miasto. Postaramy się wrócić tu za rok na Zanzibarski Festiwal Filmowy… albo po prostu przyjechać, by napić się z poznanymi artystami… soku z trzciny cukrowej!
Fot. Cyprian A. Kozera
Projekt „Jak kultury lokalne reagują na globalizację” został sfinansowany przez Międzywydziałowe Koło Afrykanistyczne Uniwersytetu Warszawskiego, Radę Konsultacyjną UW oraz Fundację UW. Patronat medialny nad przedsięwzięciem objął Portal Spraw Zagranicznych. W badaniach terenowych zrealizowanych w lipcu, sierpniu i wrześniu w Kenii, Tanzanii i Ugandzie uczestniczyli: Cyprian A. Kozera, Marta Miłkowska, Błażej Popławski, Katarzyna Szeniawska.
|