|
W Polsce zostawili rodziny, przyjaciół i znajomych. Od kraju dzieli ich ponad dwa tysiące kilometrów i tak naprawdę tylko to na emigracji ich łączy... REKLAMA
Strona 1 z 4 Na co dzień pozostają im tylko telefony do rodziny, pogawędki przez Skype'a oraz ciesząca się sporym zainteresowaniem Cyfra Plus. Nie wszystkim jednak techniczne cudeńka są w stanie zastąpić to za czym tęsknią najbardziej. A poza najbliższymi brak im przede wszystkim poczucia prawdziwej wspólnoty i żywego kontaktu z polską kulturą. O to wszystko w angielskim Northampton nader trudno, bowiem polskość zazwyczaj oznacza tu wrogość.
Do tego, że przebywający za granicą Polak zazwyczaj zdany jest tylko na siebie nie trzeba nikogo przekonywać. Zawiść, egoizm, niezdrową konkurencję i zachowania antypatyczne przywieźliśmy z Polski a poza jej granicami demonstrujemy je nad wyraz szczodrze. Solidarność i zwykła ludzka życzliwość towarzyszą nam tylko w obliczu szczególnych wydarzeń oraz podczas zbiórek pieniężnych na cele charytatywne. Powstańcze zrywy, robotnicze strajki, sąsiedzka pomoc w walce z „powodzią stulecia” 1997 roku czy wreszcie WOŚP - to tylko niektóre tego przykłady. „Narodowe dramaty mamy już za sobą, po cóż więc bez końca to wspominać i odgrzebywać przeszłość, komu to potrzebne. Umiesz liczyć, licz na siebie”- mówią zagadnięci przeze mnie młodzi ludzie, którzy więzi z rodakami okazują już tylko podczas skoków Małysza, występów Kubicy czy też meczów narodowej reprezentacji w piłce nożnej. Ich życie coraz częściej podporządkowane jest nowemu - ekonomicznemu systemowi wartości, w którym nie ma miejsca na wzniosłe ideały i budowanie jakichkolwiek międzyludzkich więzi. A tych z pewnością prędzej czy później będzie im brakować. Wielu polskich emigrantów przekonało się na własnej skórze czym jest w istocie pomoc rodaka na obczyźnie. „Pamiętaj - jak ci nie zaszkodził, to już ci bardzo pomógł”- tej i kilku innych wskazówek udzielił mi kiedyś pewien stary góral, który nieraz doświadczył „polskiego altruizmu”. Minęło kilka lat i to smutne, ale niestety nad wyraz prawdziwe powiedzenie na stałe wpisało się już do „katechizmu polskiego emigranta”, a w rzeczywistość Northampton wpasowało się wręcz idealnie. Polacy jako nieliczni spośród wielu narodowości przebywających w northamptońskim tyglu, nie umieją i bardzo często nie chcą stworzyć pomiędzy sobą żadnych więzi, a integracja z brytyjskim społeczeństwem również wychodzi im nie najlepiej. Nic strasznego jeśli chodzi o tych, którzy przyjechali tu na kilka lub kilkanaście miesięcy by podreperować domowy budżet i zasmakować życia na Wyspach. Można ich jeszcze zrozumieć - niedługo wyjadą, lecz w przypadku pozostałych wyrażających głośno swą chęć zakotwiczenia w mieście na stałe, naprawdę trudno o entuzjazm. Daleki od niego jest także Jakub, który podobnie jak wielu Polaków czuje się w Anglii rozdarty i osamotniony. „Jedna noga w Northampton, druga we Włocławku” - śmieje się chłopak zapytany o miejsce, które wybrałby na swoje przyszłe życie i po chwili rozmowy wyjaśnia. „Wiesz ja tu jestem ze względów finansowych, ale duchem nadal pozostaję w Polsce. Kto wie czy nie zdecydowałbym się pozostać w Northampton na stałe, gdybym czuł się tu rzeczywiście dobrze. Na razie to nie jest to. Owszem strona finansowa jest bardzo ważna, ale nie wyobrażam sobie dalej życia praktycznie w izolacji. W Polsce czuję, że jestem częścią jakiegoś środowiska. Mam wielu przyjaciół i znajomych. Tu zaś poza kilkoma kolegami od kufla i telewizora nie mam nikogo z kim mógłbym po prostu pogadać, gdzieś się spotkać i razem posiedzieć. Z Anglikami co najwyżej mogę napić się piwa. To tyle. Co innego jakby coś się w mieście działo. Jakieś fajne imprezy, przeglądy kina polskiego - cokolwiek - jakieś życie kulturalne. Czy to tak trudno zorganizować? Może i ludzie byliby bardziej na siebie otwarci, stworzyliby jakąś społeczność. Na pewno by na tym tylko zyskali. A tak co? Pójdę na mecz do polskiego klubu, wysłucham tych wszystkich pseudopatriotycznych gadek zakrapianych alkoholem, a następnego dnia koledzy sprzed telewizora nawet nie pomogą mi w pracy. Po prostu wrogość i mentalna apatia”.
|