|
Dla jasności: obecnie w Izraelu nie realizuje się żaden projekt pokojowy. Zatem gdzie tkwi problem? Paradoksalna odpowiedź na tak postawione pytanie może brzmieć następująco: problem w tym, iż nie rządzi prawica. REKLAMA
Strona 1 z 2 Lewica vs. prawica: kontekst izraelski Lewica i prawica, to kategorie, na podstawie których, w uproszczony sposób można ,,poruszać” się po świecie polityki, w prosty sposób tłumacząc zachowania np. ugrupowań politycznych. Przy czym, powyższe pojęcia – co prawda wdrożone w nauki polityczne na gruncie zachodnioeuropejskim – nie zawsze pokrywają się w każdym rejonie geograficznym. Izraelskie kategorie lewicy i prawicy, znacznie różnią się, od powiedzmy ,,tradycyjnego” rozumienia tych pojęć. Oto pod wpływem lokalnych warunków rozwoju państwa, postrzeganie kategorii lewicy i prawicy w Izraelu – szczególnie po wojnie sześciodniowej –przybrało wymiar głównie stosunku do rozwiązania problemu palestyńsko/arabskiego. Na dobrą sprawę, rzecz sprowadza się do tego, w jaki zapewnić bezpieczeństwo państwu Izrael. W myśl dychotomicznego postrzegania przestrzeni politycznej, koncepcje izraelskiego bezpieczeństwa są dwie. Pierwsza, lewicowa – forsowana przez tzw. obóz ,,gołębi” (dove) – zorientowana jest na hasło ,,ziemia za pokój”, oznaczające przekazanie stronie palestyńskiej, co prawda w zmodyfikowanej wersji, terenów zajętych podczas wojny z 1968 roku. Sedno powyższej koncepcji sprowadza się do tego, iż gwarancje pokojowe, które Izraela uzyska w zamian za oddanie (większości) Zachodniego Brzegu Jordanu, Strefy Gazy czy nawet Wzgórz Golan (w tym wypadku Syryjczykom), zapewnią stabilizację i tym samym bezpieczeństwo Izraela. Z kolei biegunowa koncepcja bezpieczeństwa Izraela – forsowana przez tzw. obóz ,,jastrzębi” (hawk) – charakteryzuje się tendencją do ekspansji na terenach zajętych podczas wojny sześciodniowej, wychodząc z założenia, iż przekazanie tych terenów niczego nie zmieni, a wręcz zaogni sytuacje, dając większe możliwości Palestyńczykom, odwiecznie dążącym do usunięcia Izraela z mapy świata. Zatem, brak wiary w pokojowe zamiary Palestyńczyków, prowadzi do prostego wniosku, iż Izrael sam musi sobie zapewnić bezpieczeństwo, m.in. poprzez (militarno-polityczną) kontrolę spornych terenów. Wychodząc z powyższych ustaleń, w automatyczny sposób można założyć, iż izraelskie ugrupowania o profilu lewicowym, będą dążyć do zawarcia ugody ze stroną arabską, zaś partie prawicowe, powinny być raczej niechętne negocjacjom. Jednak czy aby na pewno? Czy rzeczywiście rządy opcji lewicowej w Izraelu, są warunkiem sine qua non do osiągnięcia stabilizacji w tej części świata? Otóż niekoniecznie. Mało tego, wydaje się, iż w ostatnich latach słabość wyborcza i ideologiczne rozdarcie lewicy, żyjącej w cieniu dylematów – z kim rozmawiać? i czy oddać ziemię potencjalnym terrorystom? – powoduje paraliż tej opcji politycznej. Z drugiej strony, presja lewicowego elektoratu, zmusza te partie do ciągłych poszukiwań dróg porozumienia, z których w ostatnich dwóch dekadach wszystkie zakończyły się klapą. Wewnętrznie niespójna i słaba politycznie izraelska lewica, nie jest w stanie przeforsować żadnego znaczącego projektu blisko-wschodniego. Z tego też powodu, wszystkie ważniejsze i wdrożone próby unormowania sytuacji w tym rejonie – przynajmniej w ostatnich latach – wychodziły z prawej strony sceny politycznej. I paradoksalnie, to właśnie prawica może cokolwiek zmienić. Bo nie ulega wątpliwości, iż zmiany w tym rejonie świata są konieczne. Aby zilustrować powyższe ustalenia, posłużmy się izraelskimi przykładami, przy czym, spróbujmy wyobrazić sobie polityków, jako (zręcznych) graczy pokerowych. A jak wiadomo, zręczny gracz pokerowy, powinien posiadać kilka cennych cech: m.in. trzeźwą ocenę sytuacji, umiejętność przejrzenia przeciwnika oraz przewidywanie wydarzeń, gdyż tylko w ten sposób może wygrać rozgrywkę. Nawet przy słabej karcie… Rozgrywka nr 1: Egipski full Menachema Begina (prawica) Co by nie mówić o Beginie, to nie ulega wątpliwości, iż był to prawicowiec z krwi i kości. Gdy w niespełna cztery lata po wojnie Yom Kippur zasiadał na fotelu premiera, miał już opinię charyzmatycznego przywódcy, nieskorego do ugodowości ze stroną arabską. Jednakże, sytuacja w jakiej znalazł się Izrael pod koniec lat 70., daleka była od optymizmu: wrogie nastawienie świata arabskiego objawiało się nie tylko na zewnątrz, poprzez kraje sąsiadujące, ale i wewnątrz, poprzez masy Palestyńczyków zamieszkałych na terenach zajętych przez Izrael. Jako wytrawny gracz polityczny – Begin, musiał wiedzieć, iż kluczem do jakiejkolwiek próby normalizacji sytuacji w rejonie, jest Egipt – najsilniejsze państwo sąsiadujące z Izraelem i czołowy koalicjant wszystkich wojen arabsko-izraelskich. Neutralizacja zachodniego sąsiada, była więc grą wartą świeczki, zwłaszcza jeśli w zamian oferowało się jedynie piaszczyste bezdroża Synaju, co prawda z ropą, ale jak najbardziej warte poświęcenia… M. Begin zagrał po mistrzowsku: oddając Synaj i składając niejasne ,,obietnice” co do przyszłości terenów palestyńskich, uzyskał pokój z najważniejszym z sąsiadów, możliwość korzystania z Cieśniny Tirańskiej, kilka miliardów dolarów od USA. a nawet dostawy egipskiej ropy (rzecz jasna z Synaju). W ten sposób, mając za sobą zarówno prawicę jak i lewicę w Knesecie oraz większość społeczeństwa izraelskiego, prawicowy polityk zrobił pierwszy krok ku normalizacji stosunków na Bliskim Wschodzie. Wyłączenie Egiptu z koalicji państw antyizraelskich, także okazało się ogromnym sukcesem, gdyż od tamtej pory żaden sąsiad Izraela nie odważył się na bezpośredni atak. Rozgrywkę Menachema Begina i Anwara Sadata docenił także Norweski Komitet Noblowski nagradzając ,,graczy” Pokojową Nagrodą Nobla. Zupełnie słusznie, gdyż był to full… przynajmniej w wykonaniu Begina. Rozgrywka nr 2: Pokerowy blef Ehuda Baraka (lewica) Ehud Barak doszedł do władzy dzierżąc w rekach gigantyczny projekt pokojowy, który miał zakończyć dekady sporów arabsko-izraelskich. Był to iście kopernikowski przełom, gdyż Barak, oferował Palestyńczykom tyle, ile nikt inny nigdy w historii Izraela zaoferować nie był skłonny - i pewnie długo nie będzie. Premier zagrał mocno – na miarę królewskiego pokera. Zresztą, nadzwyczajna pewność siebie, była – czy też jest – symptomatyczną cechą tego polityka. A w takiej sytuacji, jedno jest pewne – albo wszystko wygrasz, albo wszystko przegrasz. Stawka była wysoka: prawie cały Zachodni Brzeg Jordanu, Strefa Gazy, część Jerozolimy a nawet Wzgórza Golan. W razie porażki – głowa (stanowisko) premiera.
|