|
Czasem prawda o pewnych wydarzeniach wychodzi na jaw dziesiątki a nawet setki lat po nich. Do tego czasu skazani jesteśmy na domysły, przypuszczenia i mętne hipotezy. Tak jest również w przypadku zdarzeń omawianych w tej pracy. Dzisiaj w dobie ultratajnej ,,wojny z terroryzmem” zmuszeni jesteśmy często rekonstruować wydarzenia na podstawie informacji rozrzuconych jak fragmenty rozbitego lustra. Być może dlatego informacje, które zebrałem w tym skromnym opracowaniu są tylko nieśmiałą próbą – opisania historii działań siatki Osamy bin Ladena w Afryce. A szczególnie kilku mniej znanych epizodów z jej dziejów. REKLAMA
Strona 2 z 5 „Blackhawk down” W styczniu 1991r. w Somalii upadł komunistyczny reżim Siada Barre. Stanowisko tymczasowego prezydenta objął Ali Mahdi Mohammed z klanu Hawije. Nie uznał tej decyzji sekretarz głównej organizacji rebelianckiej Mohammed Farah Aidid z klanu Habr Gedir. Doprowadziło to krwawej wojny domowej toczonej pomiędzy kilkunastoma klanami, rodami i lokalnymi ugrupowaniami. W roku 1992 oddziały amerykańskie wylądowały w blasku reflektorów i pod okiem kamer na somalijskich plażach – to był początek operacji ,,Przywrócić Nadzieję” dzisiaj wspominanej głównie jako jedno z największych nieporozumień lat ’90-tych. Państwa arabskie szczerze wtedy wierzyły w możliwość zamienienia Morza Czerwonego w ,,arabskie jezioro.” Dlatego też Saudyjczycy zainwestowali mnóstwo pieniędzy najpierw we wspieranie reżimu Barre a później w budowanie tam struktur organizacji muzułmańskich. Przykład udanej secesji muzułmańskiej Erytrei nastrajał ich pozytywnie do tego pomysłu. Dlatego też również w Somalii pojawiło się mnóstwo podejrzanych saudyjskich fundacji. Większa część pieniędzy dla reżimu Barre przechodziła przez ręce somalijskiego pośrednika Muhammada Szajcha Usmana. W 1991r. Usman przeszedł na stronę Aidida. W tym czasie watażka Aidid poczuł się zagrożony przez wojska USA-ONZ. Czuł on, że wspierają one jego największego rywala Mahdi Muhammmeda. Wobec tego rozpoczął on serię ataków na siły międzynarodowe. Zwrócił w ten sposób na siebie uwagę At-Turabiego. Zarówno sudański reżim jak i jego irańscy protektorzy byli bowiem bardzo zaniepokojeni obecnością wojsk USA o rzut kamieniem od Chartumu. At-Turabi marzył o zbudowaniu bloku państw islamskich stanowiących barierę wokół jego kraju. Ogromne znaczenie miała przy tym Somalia ze swoim długim wybrzeżem. Sudańczycy nie wahali się więc z udzieleniem pomocy Aididowi, mimo że nie był on nigdy fundamentalistą. Marzył im się własny Bejrut... W czerwcu 1993r. na konferencji w Chartumie postanowiono wciągnąć Amerykanów w walki partyzanckie i ,,zrobić im drugi Wietnam”. W międzyczasie przerzucono do Mogadiszu setki fundamentalistów i uruchomiono program szkolenia milicji Aidida. Bin Laden zorganizował trasy przerzutu z wykorzystaniem partyzantów z etiopskiego plemienia Oromo, którzy zmienili pod jego wpływem orientację z nacjonalistycznej na fundamentalistyczną. W międzyczasie uruchomił swoje jemeńskie kontakty ,by pod naciskiem swych gospodarzy dokonać jakiegokolwiek antyamerykańskiego zamachu terrorystycznego. W efekcie 9 XII 1992 r. doszło do wyjątkowo nieudolnych zamachów na hotele w Adenie, w których mieli przebywać żołnierze amerykańscy udający się do Somalii. Żaden Amerykanin nie zginął w tych atakach, gdyż zdołali oni opuścić zaatakowane hotele kilka dni wcześniej. Tymczasem siły Aidida zaangażowały się w szereg coraz lepiej przygotowanych zamachów przeciwko wojskom ONZ. Wszystkiego osobiście doglądał najbliższy współpracownik bin Ladena Ajman Az- Zawahiri. Do największego starcia doszło 3 X 1993r. Wywiadowi USA podrzucono informację, o pobycie w hotelu ,,Olympic” w Mogadiszu dwóch wysokiej rangi współpracowników Aidida. Wysłano do akcji 100 amerykańskich żołnierzy. Weszli oni w zasadzkę. Zestrzelono 2 helikoptery UH-60 Blackhawk. Amerykanie zorganizowali obronę wokół szczątków śmigłowców. Nacierało na nich 1000 Somalijczyków i arabskich ,,afgańczyków” bin Ladena. Zginęło 18 Amerykanów, 78 zostało rannych, 1 dostał się do niewoli i został odbity po 10 dniach. Straty somalijskie to jakieś 300 zabitych i co najmniej 700 rannych. Świat obiegły zdjęcia motłochu wlokącego ciała amerykańskich żołnierzy – wobec tego Kongres wezwał prezydenta Clintona do wycofania wojsk z Somalii. Według bin Ladena zdarzenie to pokazało ludziom, że muzułmanie są w stanie pokonać USA. Plany amerykańskiej akcji najprawdopodobniej przedostały się do fundamentalistów poprzez ONZ. Rakiety użyte w tej akcji przywiózł powiązany z ISI terrorysta Maulana Masood Azhar na pokładzie samolotu kupionego w 1993r. przez bin Ladena od Pentagonu. Abu Umar Al.-Amriki W roku 1995 afrykańska siatka bin Ladena wyznaczyła sobie ambitny cel: zabójstwo prezydenta Egiptu Hosni Mubaraka. Powodów było wiele. Egipt nie był przyjaźnie ustosunkowany do Sudanu i przeszkadzał At-Turabiemu w eksporcie rewolucji islamskiej. Ponadto był sojusznikiem znienawidzonego przez fundamentalistów rodu As Saud i USA. Rząd Mubaraka brutalnie zwalczał fanatyków ze Stowarzyszenia Braci Muzułmanów – co miało wielkie znaczenie jeśli się weźmie pod uwagę dużą liczbę egipskich fundamentalistów w Al.-Qaedzie. Wystarczy przypomnieć, że najbliższy współpracownik bin Ladena dr Az- Zawahiri to przywódca egipskiego Jihadu i uczestnik spisku na życie Anwara Saddata. Inny jego wysokiej rangi współpracownik - Ahmed Szauki al.-Istanbuli to z kolei brat zabójcy Saddata. Egipskiego prezydenta miano pozbawić życia 26 V 1995r. tuż przed otwarciem obrad szczytu państw afrykańskich w Adis Abebie. Zamach zyskał pełną aprobatę At-Turabiego, co wyrażało się chociażby w oddelegowaniu do wsparcia operacji wysokiego rangą agenta sudańskiego wywiadu Sirdż Muhammada Husajna. Przygotowaniami zajęli się bezpośrednio Az-Zawahiri i al.-Istanbuli. Według planu miano dokonać zasadzki na prezydencki konwój na ulicach Adis Abeby. Limuzyna Mubaraka ostrzelana zostałaby za pomocą karabinów maszynowych i granatników. Przewidywano, że prezydencki wóz może się przedrzeć przez korytarz ogniowy, wówczas miał on zostać staranowany przez wypełnioną materiałami wybuchowymi ciężarówkę. Na wieść o śmierci Mubaraka miano dokonać w Egipcie szeregu krwawych ataków terrorystycznych w zamyśle ich planistów mających doprowadzić do wybuchu powszechnego powstania fundamentalistycznego. Jednakże plan nie wypalił. Prezydencka kawalkada ruszyła zbyt wcześnie. Zespół uzbrojony w granatniki nie zdołał przybyć na czas a kule z kałasznikowów tylko zadrapały opancerzone limuzyny. Kierowca Mubaraka postąpił wbrew regułom i z wielką szybkością odjechał tą samą drogą na lotnisko. Podjęta w chwili paniki decyzja uratowała prezydentowi życie, gdyż 100 metrów od miejsca zasadzki nadal czekała ciężarówka z materiałami wybuchowymi. Wobec tego wstrzymano wywołanie powstania fundamentalistycznego. Odpowiedzialność za nieudany zamach wzięła na siebie organizacja Al.-Dżami’a al.-Islamija kierowana przez powiązanego z bin Ladenem ,,ślepego szejka” Abdela Omara Rahmana – odsiadującego wyrok za zamach na WTC z 1993r. Na przełomie 1997 i 1998 roku doszło do poważnego kryzysu w stosunkach amerykańsko-egipskich. Związany on był w dużej mierze z tzw. Incydentem Abu Umara al.-Amrikiego. W pierwszej połowie listopada 1997r. Ajman Az-Zawahiri miał się bowiem spotkać w obozie pod Peszawarem z człowiekiem znanym jako Abu Umar al.-Amriki (,,al.- Amriki” znaczy ,,Amerykanin”). Był on uznawany za Amerykanina arabskiego pochodzenia i pełnił rolę emisariusza CIA. Fundamentalistyczni przywódcy upierają się, że al.-Amriki obiecał, że rząd USA nie będzie zapobiegać dojściu do władzy fundamentalistów w Egipcie jeśli ci się wstrzymają od ataków na wojska amerykańskie w Bośni. Zaproponował też, że może przekazać Al.-Qaedzie 50 milionów dolarów. Al.-Amriki już w latach ’80-tych działał otwarcie jako emisariusz CIA udzielając wsparcia bin Ladenowi w Afganistanie. Podczas jednego ze spotkań z Az-Zawahirim pod koniec afgańskiej wojny miał omawiać z nim przyszłość Az-Zawahiriego w egipskim ruchu fundamentalistycznym. Al.-Amriki zasugerował mu wtedy, że ,,potrzebowałby on 50 mln $, by rządzić Egiptem.” W połowie grudnia 1997r. Mubarak dowiedział się o sprawie. Niezależnie od tego czy informacje które posiadał odpowiadały prawdzie, wywołały ona jego uzasadnioną wściekłość. Rządowe gazety zaczęły pisać o tym, że CIA chce zdestabilizować Egipt i wspiera w tym celu terrorystów. Rząd w Kairze odmówił poparcia dla bombardowania Iraku i nawiązał bliższe stosunki z Teheranem. Jednocześnie jednak nie mógł przesadzać z okazywaniem niechęci do Amerykanów- fundamentaliści byli dla niego zawsze większym wrogiem a tylko gospodarcza i wojskowa pomoc USA ratowała go przed destabilizacją państwa. Niezależnie od tego czy incydent z Abu Umarem Al.-Amriki się wydarzył czy nie, na trwale popsuł on stosunki amerykańsko-egipskie.
|