|
Różnorodność kulturowa jest faktem. Jednak czy w wyniku tej różnorodności musi koniecznie dochodzić do konfliktów? Już sam termin „zderzenie” zakłada ich występowanie. A gdyby tak zastąpić go słowem „spotkanie” i zastanowić się, czy pomimo oczywistych różnic możliwe jest jednak pokojowe współistnienie cywilizacji. Rozmarzyłam się?Według Samuela Huntingtona po tym jak zimnowojenny układ przeszedł do historii miejsce rywalizacji supermocarstw w polityce globalnej zajęło starcie cywilizacji. Wiele konfliktów, do których doszło w ciągu ostatnich dwóch dekad potwierdza jego teorię. Zastanawiałam się jednak, czy różnice między cywilizacjami muszą do nich prowadzić. Aby to sprawdzić proponuję podróż do Londynu. Jedną z zalet życia w tym mieście jest jego wielokulturowość. Stolica Wielkiej Brytanii to miejsce, w którym spotykają się wszystkie cywilizacje świata(1). Obok siebie żyją tutaj przedstawiciele kultury afrykańskiej, buddyjskiej, chińskiej, hinduistycznej, islamskiej, japońskiej, latynoamerykańskiej, prawosławnej i zachodniej. REKLAMA
Strona 1 z 2 Ta różnorodność kulturowa jest atrakcyjna. Obyczaje, stroje, muzyka, potrawy itd. charakterystyczne dla poszczególnych grup kulturowych to jakby nowy świat, który otwiera przed nami swoje drzwi. Z jednej strony ten „inny świat” nas intryguje, często fascynuje, z drugiej strony natomiast – z jego przyczyny dochodzi do konfliktów. Dlaczego? „Ludy i narody (…) określają się w kategoriach pochodzenia, religii, języka, historii, wartości, obyczajów i instytucji” – pisze Huntington. Myślę, że współcześnie dwie z tych kategorii – historia i religia są uznawane za źródła konfliktów. Przypatrzmy się im bliżej. Historii nie można zmienić. Nie powinno się o niej zapominać, lecz starać się tak żyć, aby tragiczne wydarzenia z przeszłości już się nie powtórzyły. Pogodzenie się z tym, co się wydarzyło i wyciągnięcie lekcji na przyszłość to trudne zadanie, ale jedyne słuszne jeśli chcemy żyć w pokoju. Pozostaje religia. I to właśnie ona w ciągu ostatnich kilku lat uznawana jest za źródło konfliktów, przede wszystkim między cywilizacjami islamską a zachodnią. Ale czy na pewno winę ponosi właśnie religia? Mieszkając w Londynie już od kilkunastu miesięcy miałam okazję poznać wielu muzułmanów, m.in. z Afganistanu, Pakistanu, Jemenu, Arabii Saudyjskiej, Somalii, Maroka. Wszyscy, z którymi rozmawiałam twierdzili, że islam jest religią pokoju. I wiem, że tak jest. To nie tylko ich słowa mnie przekonały, ale przede wszystkim sposób życia, postępowania. Dwie główne cechy, które charakteryzowały poznane przeze mnie osoby, oczywiście poza wyznawaną religią, to przywiązanie do wartości rodzinnych i szacunek dla innych. Nigdy nie spotkałam się z objawami niechęci czy nienawiści. Oglądając wiadomości telewizyjne, czy słuchając audycji radiowych, nierzadko jednak powoli nabieramy przekonania, że muzułmanie to przesiąknięci nienawiścią terroryści-samobójcy. A tak nie jest.
|