Niektórzy marksiści postrzegają konflikt izraelsko-arabski jako walkę ,,uciskanych Arabów” przeciwko ,,faszystowskiemu państwu Izrael, będącego psem łańcuchowym imperializmu”. Tak zwana myśl trzeciopozycyjna wskazuje raczej na konflikt pomiędzy ,,pragnącymi dominować nad światem syjonistami” a ,,dzielnie stawiającymi im czoła Arabami”. Libertarianie uważają natomiast, że obie strony tej wojny są złe, bo w ogóle uciekają się do stosowania przemocy zamiast wspólnie pomnażać majątek zarabiając na turystach i miękkich narkotykach. Poglądów na naturę powyższego konfliktu jest tyle ilu ludzi się o nim wypowiadających. Derrida i Foucault powiedzieliby pewnie, że wszyscy oni mają rację, gdyż prawdy obiektywnej nie ma. W tym eseju nie będę się jednak zajmował tak złożonymi kwestiami filozoficznymi. Spróbuje zweryfikować tezę mówiącą o tym, że konflikt izraelsko-arabski wpisuje się w teorię o zderzeniu cywilizacji autorstwa Samuela Huntingtona.
REKLAMA
Strona 1 z 4 Według Samuela Huntingtona Islam ma krwawe granice. Czciciele proroka bezwzględnie walczyli, bądź walczą z katolikami w Indonezji i na Filipinach, buddystami w Tajlandii i w Birmie, prawosławnymi w Kosowie i w Bośni, monofizytami w Egipcie i Etiopii, z ateistami i prawosławnymi w Rosji oraz we Francji - i wreszcie z żydami w Izraelu. ,,Prawdziwi muzułmanie” twierdzą, że wszyscy ludzie są wyznawcami islamu - tylko nie zawsze o tym wiedzą, więc trzeba im to uświadomić za pomocą jihadu. Walka o ich dusze toczy się cały czas. Można co prawda zawierać z niewiernymi rozejmy, ale tylko w celu złapania oddechu przed atakiem. Sprawa wydaje się więc przesądzona. Zły islamski fundamentalizm próbuje siłą wedrzeć się na tereny niewiernych - w tym na teren Eretz Israel. Wystarczy włączyć telewizję, by się o tym przekonać. Zobaczymy zamaskowanych hamasowców z wyrzutniami rakiet defilujących w Strefie Gazy i krzyczących: ,,Śmierć Ameryce! Śmierć Izraelowi! Allahu Akbar!”. Wydaje się, że mogę zakończyć ten esej w tym miejscu. Nic z tego! ,,Na wojnie wszystko jest proste, ale nic nie jest łatwe” - napisał Clausewitz. Miał świętą rację... Evolla idolem nacbola Gdy przyjrzymy się bliżej wrogim Izraelowi państwom, zobaczymy, że nie stanowią one islamskiego monolitu. Być może najbardziej nieprzejednana w swej nienawiści do ,,syjonizmu” jest Syria. Jednakże nie rządzą nią prawowierni muzułmanie. Kraj ten jest bowiem własnością sekty alawitów, która okupuje najwyższe stanowiska w Damaszku. Są oni co prawda spokrewnieni doktrynalnie z fatymidami, druzami i assasynami202, ale za ,,dobrych muzułmanów” uznać ich nie można. Zwłaszcza po tym, jak syryjski prezydent Hafez Assad wymordował za pomocą gazu trującego i czołgów co najmniej 20 tysięcy mieszkańców miasta Hama, stanowiącego bastion Bractwa Muzułmańskiego (trzeba mu przyznać, że mordował ekumenicznie - bez względu na religię ofiar). Poza tym Assad obrażał islam lokując na średnich szczeblach administracji rządowej nestoriańskich chrześcijan, a sunnitów wrzucając na najniższe stanowiska. Assad był po prostu ,,bezbożnym socjalistą” sprzymierzonym z Kremlem (choć nie gardzącym sojuszem z Waszyngtonem - tak jak to było podczas pierwszej wojny w Zatoce). Assad należał zresztą do tej samej partii co Saddam Husajn - Baas, czyli Arabskiej Partii Odrodzenia Socjalistycznego. Z Saddamem łączyła go też niechęć do muzułmańskich fundamentalistów. Można by powiedzieć wiele złego o ,,rzeźniku z Bagdadu”, jednakże należy pamiętać, że był on technokratycznym przywódcą socjalistycznym, który w latach 80. zbierał pochwały od USA ,,za modernizację kraju”. Saddam dbał o to, by w jego kraju nie dyskryminowano kobiet - błyskotliwa kariera pani ,,Dr Wąglik” może o tym zaświadczyć. I poza tym ten człowiek powstrzymywał rządzony przez ajatollahów Iran oraz darzył wielką estymą Ronalda Reagana.
|