|
O powstających w Polsce nowych Instytutach Konfucjusza oraz rosnącym zainteresowaniu Chinami i językiem chińskim w naszym kraju z dr hab. inż. Markiem Tukiendorfem, prorektorem ds. nauki Politechniki Opolskiej rozmawia Aleksander Kobyłka. REKLAMA
Strona 1 z 2 W trakcie odbywającej się w Pekinie w dniach 11-13 grudnia konferencji zrzeszającej przedstawicieli Instytutów Konfucjusza z całego świata, doszło do podpisania umów dotyczących otwarcia trzech kolejnych Instytutów w Polsce (pierwsza tego rodzaju placówka znajduje się w Krakowie). Jak udało się doprowadzić do podpisania umowy przewidującej uruchomienie Instytutu przy Politechnice Opolskiej?
Po pierwsze, od ponad roku prowadzimy intensywne rozmowy z politechniką w Pekinie. W listopadzie 2006 roku podpisaliśmy umowę o współpracy z tą uczelnią, a zaraz później zaprosiliśmy do współpracy lektorkę języka chińskiego, która od początku semestru zimowego pracuje z naszymi studentami. W tej chwili języka chińskiego uczy się 200 osób. Chętnych jest coraz więcej, a zatrudniając tylko jednego lektora, nie byliśmy w stanie sprostać temu zapotrzebowaniu, dlatego należało jakoś tę kwestię rozwiązać. Z drugiej strony zaczęliśmy rozwijać współpracę naukową. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego rozesłało w maju tego roku korespondencję zachęcającą do wspólnego poszukiwania grantów związanych ze współpracą. Jest ono skłonne współfinansować podróże i akomodację zarówno naszych profesorów jadących do Chin, jak i chińskich odwiedzających Polskę. Nasza uczelnia złożyła tego rodzaju wnioski, również do zaakceptowania przez stronę chińską.
Dlaczego Politechnika zdecydowała się na współpracę właśnie z Chińczykami?
Wynika to z pewnego rodzaju instynktu oraz umiejętności przewidywania powstających trendów. Już po pierwszej podróży do Chin można się zorientować, że jest to kraj bardzo dynamicznie się rozwijający. Za tym idzie wspaniała infrastruktura, architektura, nowoczesne budynki czy samochody. Niestety nie mają one zbyt wiele wspólnego z polską myślą techniczną co, naszym zdaniem, warto byłoby zmienić.
Nie ukrywajmy jednak, Opole nie jest dużym ośrodkiem akademickim, a powstanie tu drugi Instytut Konfucjusza w Polsce. Postronny obserwator mógłby spodziewać się, że będzie on zlokalizowany chociażby w Warszawie, a jeśli nie, to w Poznaniu czy Wrocławiu.
W Poznaniu i Wrocławiu również powstaną podobne Instytuty, ponieważ równolegle umowy zostały podpisane przez przedstawicieli Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Z uwagi na kolejność alfabetyczną, Opole faktycznie będzie siedzibą drugiego ośrodka w Polsce. To jest dowód na to, że nie w liczbie leży siła. Znaczenie ma potencjał intelektualny oraz sposoby pobudzania zainteresowania. Nie wiem czy istnieje druga uczelnia w Polsce, która kształci 200 studentów języka chińskiego, jako języka nowożytnego, drugiego języka. Nie mówię naturalnie o studiach sinologicznych, gdyż to jest zupełnie odrębna kategoria. Studenci wybierają świadomie tę umiejętność porozumiewania się w języku chińskim. Dlaczego? Przeważnie mają instynktowne wyobrażenia o tym, że w Chinach można znaleźć pracę, że to jest świetna przygoda życiowa. Mam wrażenie, że obecnie trudno znaleźć lepsze połączenie niż wykształcenie techniczne i znajomość języka chińskiego.
Z własnych doświadczeń wiem, że właściwie w całej Polsce istnieje również wielki popyt na język chiński. Te wyobrażenia i stereotypy o Chinach, o których Pan mówił, niestety nadal pokutują i funkcjonują zarówno w mediach, jak i w potocznej wiedzy. Zaczynają jednak powoli być konfrontowane z rzeczywistością, a obiegowe opinie powoli ustępują rzetelnym informacjom. Myślę, że właśnie w tej kwestii rola Instytutów może być bardzo znacząca.
Tak jest w istocie, zwłaszcza, że istnieją ludzie, którzy postrzegają w nich ogromną szansę wzajemnej promocji. Z jednej strony istotne jest promowanie wiedzy o Chinach w Polsce, ale z drugiej jest to doskonała okazja, aby eksportować swoje własne osiągnięcia. Jednym ze statutowych zadań Instytutów Konfucjusza, obok promowania języka i kultury chińskiej, jest również budowanie pomostów biznesowo-ekonomicznych. A zatem są to nie tylko chińskie ośrodki w Polsce, ale również magnesy przyciągające tych, którzy chcą zrobić coś na chińskim rynku. Chińczycy, z którymi miałem do czynienia, wykazali się dużą wiedzą o Polsce, a takie nazwiska jak Chopin, Kopernik czy Curie-Skłodowska są w Chinach dość powszechnie znane. Trzeba również pamiętać, że wejście Polski do strefy Schengen spowoduje duże zainteresowanie chińską turystyką w Polsce – to jest światełko dla firm turystycznych, które natychmiast powinny podjąć działania na rynku chińskim. Swobodny przejazd pomiędzy Polską a resztą krajów Unii Europejskiej może być ważnym czynnikiem zwiększającym atrakcyjność przyjazdów do Polski.
Wspominał Pan wcześniej o pomocy ze strony ministerstwa, a także o możliwościach nawiązania współpracy biznesowej z Chinami. Czy w związku z tym Politechnika otrzymywała jakieś wsparcie ze strony władz szczebla centralnego lub samorządowego?
Na szczeblu samorządowym otrzymaliśmy bardzo istotne wsparcie ze strony pana marszałka województwa opolskiego Józefa Sebesty oraz prezydenta miasta Opola Ryszarda Zembaczyńskiego. Pan marszałek był ze mną w Pekinie na konferencji organizowanej przez Politechnikę i otwierał ją wspólnie z rektorem Politechniki Pekińskiej, będącym zarazem wicemerem Pekinu. Okazuje się, że w dzisiejszym świecie styk władzy i nauki jest czymś oczywistym. Co z naszego punktu widzenia pozwala na bardzo bezpośrednie aplikowanie nauki i teorii do praktyki rynku.
Czy wobec tego zaangażowania, władze województwa i Opola liczą na to, że w związku z zacieśnieniem współpracy uda się zachęcić chińskich inwestorów po podjęcia inwestycji w regionie?
Dokładnie takie jest wyobrażenie zarówno Marszałka Sebesty, prezydenta Zembaczyńskiego, jak również moje - jako negocjatora i opiekuna merytorycznego ze strony Politechniki - oraz rektora naszej uczelni prof. Jerzego Skubisa, dzięki którego przeczuciu, z wyprzedzeniem podjęliśmy te działania. Po raz pierwszy do Chin udałem się jako pewnego rodzaju zwiadowca, który miał zbierać informacje dotyczące zapotrzebowania na tego rodzaju współpracę. Dzięki tej intuicji z początkiem marca zatrudniliśmy lektorkę języka chińskiego, a kilka miesięcy później w Polsce zrobiło się głośno o Chinach. Stało się tak pod koniec maja, kiedy okazało się, że Polska będzie współorganizatorem mistrzostw Europy w piłce nożnej Euro 2012. Zrodziły się wówczas obawy, że może zabraknąć pracowników potrzebnych do budowy koniecznej infrastruktury i możliwe, że będzie trzeba ściągać ich właśnie z Chin. A kto będzie nimi kierował, jak nie nasi inżynierowie, którzy będą się mogli z nimi porozumiewać w języku chińskim?
Zastanawiając się nad Instytutem w Opolu, myślałem, że to może być jedna z podstawowych przyczyn jego powstania. Może niekoniecznie doprowadzi on do znajdowania pracy przez Polaków w Chinach, ale mógłby działać w drugą stronę - chińskie firmy inwestujące w Polsce, które chcą wejść na rynek europejski, a nasz kraj jest dobrym przyczółkiem do tego rodzaju działań, mogą potrzebować polskich pracowników, którzy znając międzynarodowe realia będą dobrze wykształconymi specjalistami, a jednocześnie będą mogli porozumiewać się ze swoimi pracodawcami właśnie w języku chińskim.
Tak, to prawda, choć nie zgodzę się z tym, że Chiny są wystarczająco nasycone kadrą europejską. Faktycznie młodych Europejczyków jest bardzo wielu w nowoczesnych chińskich miastach, jednak na każdym otwartym, konsumenckim rynku, a takim jest rynek chiński, zawsze istnieje miejsce, by wejść na niego z nowymi produktami i nowymi pomysłami. W Chinach tak właśnie jest, ale podstawą dla tego rodzaju działań jest znajomość języka.
|