Agata Szostakiewicz: Grunt to przepływ informacji (komentarz)
Konflikt na linii prezydent - minister Sikorski wciąż trwa. Zastanawiające jest jednak czego w końcu dotyczy. Polityki zagranicznej czy chęci dopieczenia nie lubianemu ministrowi?
Minister Sikorski co i raz podpada prezydentowi Kaczyńskiemu. Czym jest to spowodowane. Czy odejściem swojego czasu Sikorskiego z PiS i przejściem na drugą stronę barykady do PO? Czy minister jest po prostu kozłem ofiarnym obecnego rządu, jedyną osobą, na którą sztab prezydenta może wylać swoje smutki? Przypomnijmy, że właśnie wobec kandydatury Sikorskiego na ministra spraw zagranicznych prezydent miał największe wątpliwości. Poza tym w kuluarach słychać, że pozycja Sikorskiego w rządzie nie jest zbyt silna więc może prezydent strategicznie uderza w najsłabsze ogniwo łańcucha.
Kancelaria Prezydenta rzuca kłody pod nogi Sikorskiemu, które niestety odnoszą odwrotny skutek. Poczynając od słynnego faksu, a raczej godziny jego przyjścia po pilne wezwanie do Polski ze spotkania ministrów spraw zagranicznych UE w Brukseli, kancelaria za wszelką cenę chce udowodnić brak szacunku i lekceważenie Sikorskiego względem prezydenta. Niestety zarzuty jak bumerang powracają do kancelarii, ponieważ minister ma wszystko na swoje usprawiedliwienie.
Konflikt na linii prezydent- minister wydaje się wynikać z niedowartościowania prezydenta Kaczyńskiego. Sikorski na niedowartościowanego nie wygląda. Prezydent chciałby czynnie uczestniczyć w polityce zagranicznej państwa. Byłby zapewne szczęśliwy jakby tylko w jego gestii polityka zagraniczna była. Niestety robi to w dość opaczny sposób. Ściąganie ministra spraw zagranicznych z ważnego spotkania w UE tylko po to, żeby zapytać się o stanowisko rządu w sprawie amerykańskiej tarczy antyrakietowej jest po prostu niestosowne. Wynika to po pierwsze z kompletnego braku zaufania do obecnego rządu, po drugie niestety z braku przepływu informacji w Kancelarii Prezydenta. Zgadzam się z ministrem Sikorskim, że wszelkie informacje o wizytach zagranicznych znajdują się na stronach ministerstwa lub w codziennych gazetach. Wiem, bo sama z nich korzystam. Nie twierdzę, że obowiązkiem prezydenta jest codzienne ich przeglądanie, ale nie bez powodu ma sztab ludzi, którzy mają go o takich rzeczach informować. Tłumaczenie pani Fotygi, że Sikorski mógł spokojnie zakończyć lunch i dopiero powrócić do kraju jest niepoważne. Jeżeli pani minister dzwoni i mówi, że sprawa jest pilna to nie pozostawia cienia wątpliwości co do ważności sprawy i konieczności pojawienia się u prezydenta ministra. Jeżeli pani minister wie co mówi musi zacząć bardzo dokładnie ważyć słowa i komunikaty jakie przekazuje w świat. Po komentarzu minister Fotygi wyszło na to, że Kancelaria Prezydenta chciała z Sikorskiego zrobić przysłowiowego głupka, jakim minister z pewnością nie jest. Dlatego też powrócił, aby okazać szacunek jak sam mówi. Zachował się dyplomatycznie i kontynuować żenady nie zamierzał. Co lepsze posłowie PiS liczyli na to, że nie wróci i będą mogli znowu go linczować. I czy to nie jest szukanie haków? Jest to celowe prowokowanie, które ma chyba za cel postawienie obecnego rządu pod ścianą i zdobyciu na tym kapitału politycznego w przyszłych wyborach prezydenckich.
Niestety to nie pierwsza wpadka prezydenckiej kancelarii. Konieczne byłoby usprawnienie prac biura. Może przyspieszony kurs zarządzania przebiegiem informacji w firmie. Po pierwsze szefa trzeba informować wielokrotnie, ponieważ nawał obowiązków obniża jego percepcję. Po drugie należy pamiętać, że wydając komunikat mówimy ustami szefa więc wszelki wpadki, niedomówienia idą na niekorzyść szefa, nie jego biura. Po trzecie w sytuacjach ekstremalnych interweniuje sam szef. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że prezydent nie ma telefonu do premiera i wicepremierów i odwrotnie. Żyjemy w XXI wieku, technologia jest na bardzo wysokim poziomie, a SMS praktycznie nic nie kosztuje. Jak możliwe, że informacja krąży godzinę między biurami prezydenta i rządu i co najważniejsze nie dociera do celu.
Pan prezydent musi przestać obrażać się jak „mała dziewczynka”, a zacząć rządzić. Rząd to nie jego kumple z podwórka tylko osoby, z którymi jest zmuszony współpracować, bo tak wybrał naród. Najciekawsze jest to, że właśnie posłowie PiS-u powtarzają cały czas , że prezydenta rząd nie lubi i nie informuje. Może jest odwrotnie. Może prezydent od nie lubianych osób wiadomości nie czyta.



Stefan Bratkowski nie żyje.
Prezydenci chcą zacieśnić współpracę polsko-słowacką