|
Po ciężkiej chorobie w wieku 65 lat zmarł prof. Stefan Meller, wybitny dyplomata, b. ambasador RP we Francji i Rosji, b. Minister Spraw Zagranicznych. Poniżej zapis rozmowy, którą redaktorzy Psz.pl przeprowadzili we wrześniu 2007 r. REKLAMA
Strona 1 z 2 Podsumujmy politykę zagraniczną niepodległej Polski. Czy udana integracja ze strukturami zachodnimi oznacza, że była ona dotąd prowadzona optymalnie? Przecież integrację z UE i NATO osiągnęły praktycznie wszystkie kraje naszego regionu. Czy można było wywalczyć więcej? Po 1989 roku, ogólne nastawienie było takie żeby jak najszybciej dojść do zachodnich struktur unijnych i NATO-wskich, do tego co się nazywało kiedyś wolnym światem, ale to nie było ewidentne. Kraj był w rozsypce gospodarczej, więc jak tu wejść do UE? Wiadomo było, że jeśli ma nastąpić wielkie przyśpieszenie – mam na myśli reformy Balcerowicza – to odbędzie się to kosztem życia społecznego. Terapia faktycznie była niezwykle gwałtowna. Trzeba też pamiętać, że Ci którzy myśleli o przyszłości Polski w opozycji - w latach 80 a i wcześniej - myśleli raczej o polityce, o czystej polityce. Czyli mówiąc najprościej jakie warunki muszą być spełnione by przejąć władzę. Gdyby nie reforma Balcerowicza do Unii byśmy nie weszli. Balcerowicz i jego zespół przeorali życie społeczne i gospodarcze kraju. A te reformy miały znaczenie dla polityki gospodarczej. Mówię o tym dlatego, żeby powiązać sprawy zagraniczne ze sprawami krajowymi. Polityka zagraniczna to nie jest zupełnie odrębny świat, nie można w niej działać w oderwaniu od spraw kraju. Bardzo wiele sił politycznych i gospodarczych w kraju wcale nie było tak entuzjastycznie nastawionych do tego parcia na zachód. Wiele w tym było powodów psychologicznych: jeśli łódź jest zakotwiczona w fatalnym miejscu to jednak jest zakotwiczona i wiadomo co będzie jutro. Gdy się wyjmuje kotwicę to można popłynąć do przodu albo wylądować na mieliźnie. Tak samo z UE i NATO: opieka sowiecka – przekleństwo – ale w co się właściwie pchamy, dokąd idziemy? Były rozmaite pomysły np. „NATO bis”. I to się nie brało z niechęci do „zachodu”, ale z pewnych obaw, obaw jak zabezpieczyć kraj przed wichrami. 1989 r. to początek tąpnięcia Związku Sowieckiego, to jest to co nazwano jesienią ludów, czyli powstawanie nowych państw, które nie wiadomo w jakim kierunku będą szły. Po wtóre – jak się zachowa zachód? Przyzwoicie czy nieprzyzwoicie? Wezmą nas czy nie? Do tego jeszcze widać było tarcia między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Jak się zachować wobec tej sytuacji? A więc z grubsza wiedzieliśmy jaki kierunek, ale nie zawsze dokładnie jak reagować, jak się zachowywać. I wreszcie rzecz niezwykle istotna: sąsiedzi – wszyscy sąsiedzi. W 89 roku mieliśmy trzech sąsiadów: ZSRR, Czechosłowację i NRD, a chwilę potem siedmiu. Wiele osób dziwiło się gdy ministrem został Krzysztof Skubiszewski. Bardzo widoczna stała się jego koncepcja: gdy idzie się w kierunku nieznanego trzeba sprawdzać jak to nasze „zakotwiczenie” ma się do „zakotwiczenia” sąsiadów. Nie tylko jak oni postrzegają nasza „łódkę”, ale też czy nie mają zamiaru w nocy wyrwać kotwicy. Skubiszewski zrobił gigantyczną robotę – pracę u podstaw ,bez której nie byłoby dzisiejszej Unii. Rzeczy były skomplikowane bo dotyczyły aspektów prawnych naszych stosunków z nowopowstałą Litwą, czy Ukrainą, czy za chwilę zjednoczonymi Niemcami. Z każdym z tych państw, a także z Rosją, mieliśmy poważne napięcia w przeszłości i to nie tylko po 1945 roku, ale niezależnie od tego czy istniała polska państwowość czy nie. Sięgały one przynajmniej w głąb XIX wieku. Na ten klasyczny układ zaboru rosyjskiego w którym żyli Polacy pozbawieni państwa, Ukraińcy również mający swoje race państwowe, Litwini którzy zyskiwali tożsamość narodową po części w opozycji do Polski, nałożył się okres międzywojenny kiedy część obecnego terytorium ukraińskiego należała do Polski, okres poważnych napięć z Ukraińcami i Litwinami. Na tle tego wszystkiego II wojna światowa, która w tej części Europy ma charakter prawie wojny domowej. I tak nagle wszyscy uzyskują niepodległość, nie wiadomo było w którą stronę będą podążali. Powiem brutalnie – uzyskanie niepodległości oznaczało, że nie ma już kurateli moskiewskiej, nie ma tej niewolącej czapy, która zamraża konflikty jeśli chce. Byłem w grupie negocjującej układ z Litwinami – oni bali się takiej zbiorowej polskiej pamięci historycznej. Tego, że się pojawi ktoś, kto krzyknie: „na Kowno” a reszta krzyknie: „Wodzu na Kowno”. Albo i na Wilno. I stąd mieliśmy rozmaite napięcia na początku. Z Niemcami rzecz była bardzo skomplikowana, bo w pamięci była II wojna – częściowo zakończona a częściowo nie. Zakończona była prawnie – chociaż nie do końca bo granica nie była uznana – ale psychologicznie nie była zakończona, przynajmniej w świadomości starszych pokoleń. Z Rosją konfuzja kompletna – czy to Rosja czy Związek Sowiecki. Z kim właściwie graniczymy, w jakim kierunku ten kraj pójdzie? Ostatecznie Polska zakończyła jednak z sukcesem negocjacje ze wszystkimi partnerami. To wszystko działo się na tle wojny, która wybuchła w byłej Jugosławii. Wojna, która początkowo była domową, potem zamieniła się w międzypaństwową, w której każde państwo zaczyna obstawiać – jedni Serbów inni Chorwatów. Chorwacja graniczy z Austrią czyli już z Europą Środkową. „Stara” Europa bała się, że ten mechanizm konfliktu dziewiętnastowiecznego, narodowego, może się odtworzyć w naszej części świata na bazie istniejących stereotypów. Polskie granice w ciągu setek lat zmieniały się co chwila. Na pytanie gdzie jest Polska, jak ktoś się spóźnił to źle pokazywał na mapie. Z jednej strony możemy być dumni, że Polska Jagiellońska to model wielokulturowy, wieloreligijny, a z drugiej strony nierzadki był ogląd Polski międzywojennej jako beczki prochu z mniejszościami narodowymi, nie zawsze zadowolonymi z tego, że są w Rzeczpospolitej. Przykład: najsilniej rozbudzona ukraińska świadomość narodowa jest na zachodniej Ukrainie bo tam żywioł ukraiński rozwijał się w opozycji do polskiego. Także to był ten fundament do opanowania – dogadać się z sąsiadami, pokazać się Europie jako partner poważny, godny zaufania i taki, który świadomie bądź nieświadomie nie staje się źródłem konfliktu. Rosjanie manipulują swoim stosunkiem do Polski nie tylko z powodu samej Polski, ale też jej położenia. Można operować pojęciem Polska jak się nie chce operować innymi pojęciami. Na przykład: zachód, Unia... Polska, w pewnym sensie, świetnie wyczerpuje taki zestaw negatywnych domniemań.
|