Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Maciej Konarski: Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem (komentarz) Drukuj Email
( 5 głosów)




Maciej Konarski   
20.02.2008.
Niepodległość Kosowa jest prostą i nieuniknioną konsekwencją wojny, jaką w 1999 roku rozpętało NATO w obronie jego albańskich mieszkańców. Społeczność międzynarodowa musi teraz wypić piwo, które sama nawarzyła.
REKLAMA
Deklaracja niepodległości Kosowa i jej dość przychylne przyjęcie przez większość państw Zachodu nie powinny być dla nikogo zaskoczeniem. O tym jak bardzo nierealna była wizja „wieloetnicznego i wielokulturowego Kosowa, pozostającego w ramach serbskiego państwa” można było bowiem przekonać się już latem 1999 roku, gdy pod okiem wkraczających do Kosowa wojsk NATO albańska Armia Wyzwolenia Kosowa (UÇK) rozpoczęła masowe pogromy miejscowych Serbów (i innych mniejszości etnicznych) oraz niszczenie wszelkich śladów ich liczącej 1500 lat obecności w Kosowie. Ponad 270 tysięcy Serbów oraz 80 tysięcy Czarnogórców, Romów, Muzułmanów, Goranców, Turków i innych nie-Albańczyków zostało wyrzuconych z Kosowa, resztę de facto uwięziono w nielicznych, pilnie strzeżonych przez siły NATO enklawach. O dawien zdominowana przez Albańczyków prowincja stała się niemal jednorodna etnicznie, a lata konfliktów na co najmniej dziesięciolecia zatruły stosunki pomiędzy obydwoma narodami i uniemożliwiły ich jakiekolwiek współistnienie w ramach jednego państwa. Trudno było też oczekiwać, że zwycięska (nie bójmy się użyć tego słowa) UÇK dobrowolnie pozwoli sobie odebrać owoce sukcesu.

Niepodległość Kosowa jest więc prostą i nieuniknioną konsekwencją „pierwszej wojny w obronie praw człowieka”, a świadczyć o tym może chociażby łatwość z jaką zaakceptowała ją większosć Europy. Kolejne lata, w których status Kosowa pozostawał „zawieszony” były w zasadzie jedynie grą na czas i próbą znalezienia rozwiązania, które pozwoli społeczności międzynarodowej wyjść z twarzą z kosowskiej awantury. Nie można bowiem było otwarcie przyznać, że wstyd za bezczynność w Sarajewie, Srebrenicy i Vukovarze sprawił, iż Zachodowi „myślenie zastąpiły bomby” (Owen Harries), a „dobrzy” Albańczycy okazali się tyle samo warci co „źli” Serbowie. Problemu nie udało się jednak jak w przypadku Bośni zamieść pod dywan. Z każdym rokiem Albańczycy byli coraz bardziej zniecierpliwieni przedłużającym się okresem przejściowym i coraz gwałtowniej domagali się niepodległości.

Można dziś załamywać ręce nad precedensem jaki tworzy Kosowo dla siłowych rozwiązań sporów terytorialnych. Można jak prawicowi publicyści biadolić nad losem serbskich „braci Słowian” i ze źle ukrytym rasizmem odmawiać muzułmańskim „obcym kulturowo” Albańczykom prawa do własnego państwa. Faktem jest jednak, że nikt nie zaproponował żadnej realistycznej alternatywy, która mogłaby zostać zaakceptowana przez wszystkie strony konfliktu. Uczynienie z Kosowa międzynarodowego protektoratu i, jak ma to miejsce w przypadku Bośni, zamrożenie problemu na „wieczne później”, nie było żadnym rozwiązaniem.

Społeczność międzynarodowa musi więc teraz wypić piwo, które sama nawarzyła. De facto sprowadza się to do nadzorowania procesu jego dochodzenia do pełnej niepodległości i kontynuowania obecności wojskowej w Kosowie.

Pocieszające jest jedynie to, iż niepodległość Kosowa kończy okres zawieszenia i rozmycia odpowiedzialności za stan prowincji więc Hashim Thaçi i inni kosowscy liderzy nie będą już mogli wykręcać się od odpowiedzialności za bezpieczeństwo i poziom życia mieszkańców prowincji. Jak słusznie zauważyła moja koleżanka z łamów portaluFlaga, hymn i euforia po uzyskaniu niepodległości nie wystarczą do tego, aby stworzyć sprawnie funkcjonujące państwo”. Zarówno Zachód, jak i kosowscy przywódcy potrzebują siebie wzajemnie. Ci pierwsi nie mogą dopuścić aby Kosowo stało się, jak ktoś to ongi zgrabnie określił, „pierwszym upadłym państwem w Europie”, a ci drudzy potrzebują zachodnich pieniędzy aby nowe państwo mogło w ogóle funkcjonować. Kosowscy politycy to pragmatycy, bliżsi mafijnym donom w rodzaju Toto Riny niż fanatykom pokroju Bin Ladena, więc raczej zdają sobie z tego sprawę. Społeczność międzynarodowa nie wycofa się z kolei z prowincji na pierwszy sygnał o kłopotach, gdyż podobnie jak w Iraku, nagły odwrót nie mógłby przynieść niczego innego prócz chaosu i kolejnego rozlewu krwi. W tym obustronnym instynkcie samozachowawczym tkwi więc największa nadzieja na to, że z kosowskiej katastrofy da się coś jeszcze uratować.
Drukuj Email
 
Serbia zbiera owoce swojej polityki jaką prowadziała w latach 90-tych. Ale teraz mogą posypać się inne niepodległości: Serbowie w Bośni, Abchazja, Południowa Osetia... I tego się boję. Ale nie jestem przeciwnikiem niepodległosci Kosowa. Zwolennikiem też. Tam chyba kazde rozwiązanie jest złe...
chicken, 2008/03/05 07:13
Zamrożenie problemu na „wieczne później”, zazwyczaj nie jest nigdy dobrym rozwiązaniem. Nie ulega wątpliwości także stwierdzenie „Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal” też jest nieodpowiednie. Ludzka natura wcześniej czy później domaga się swego. Zamrażanie problemów, zamiatanie pod dywan, ukrywanie i innego rodzaju mamienie często daje odmienne i w przyszłości bardziej gwałtowne i brutalne rozwiązania. Kosowo aby nie stało się wylęgarnią separatystów i innych grup zbrojnych szukających zemsty, odwetu, poszukujących zachodniego poziomu życia potrzebuje finansowych inwestycji. To tak jak 10 osób po dniu pracy siedzi przy stole. Osiem osób zasłużyło na obiad ciężką pracą, dwie nie zasłużyły bo nic nie robiły a nawet przeszkadzały. Wprawdzie tym dwóm osobą nic się nie należy, ponieważ swoim postępowaniem nie zasłużyły na to, jednak bądźmy realistami kto tak myśli i postępuje według tego że obiad się nie należy jest wielkim głupcem.
Marcin Mlekodaj, 2008/02/23 06:53
A mogę wiedzieć Magdo gdzie go widzisz?
machis, 2008/02/22 02:52
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

W trakcie nieformalnego spotkania Rady Europejskiej w Brukseli (23.05) przywódcy państw UE nie znaleźli porozumienia w sprawie środków koniecznych do osiągnięcia wzrostu gospodarczego w Europie.
więcej...
Unia Europejska zaskarżyła Argentynę przed Światową Organizacją Handlu (WTO), zarzucając krajowi z Ameryki Południowej stosowanie niedozwolonych ograniczeń w imporcie.
więcej...
Fala kryzysu finansowego, która w 2009 roku przelała się ze Stanów Zjednoczonych na kontynent europejski uderzyła w najsłabsze punkty gospodarek państw Unii Europejskiej, pogarszając sytuację w sektorze bankowym i/lub powodując zadłużenie finansów publicznych ponad progi...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny