|
Z państw byłej Jugosławii niepodległość Kosowa uznała do tej pory tylko Słowenia, jedyny członek Unii Europejskiej spośród państw byłej Jugosławii. Co w takim razie zamierza uczynić Chorwacja, uznana za oficjalnego kandydata do członkowstwa w UE? REKLAMA
17 lutego 2008 roku, w dwa tygodnie po tym jak w wyborach prezydenckich w Serbii, zwyciężył dotychczasowy prezydent, prozachodni, Boris Taić, Kosowo ogłosiło swą niepodległość. Decyzja ta wzbudziła nie tylko ogromne oburzenie i zamieszki w Serbii, ale również podzieliła opinię światową. Jako pierwsze państwo niepodległość Kosowa uznał Afganistan, już 18 lutego. W ślad za nim podążyły takie państwa jak Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Polska, Litwa, Austia, Islandia, Kostaryka, itd., zaś zdecydowane stanowisko przeciwko secesji Kosowa zajęły państwa, które borykają się podobnymi problemami z mniejszościami, m.in. Hiszpania, Rumunia, Słowacja i Cypr. Jak już wcześniej zostało wspomniane, Słowenia jako pierwsze i jedyne do tej pory państwo Półwyspu Bałkańskiego, uznało niepodległość Kosowa 5 marca 2008 roku. Słoweński parlament liczbą 57 z 67 obecnych posłów przegłosował uchwałę o uznaniu niepodległości Kosowa, mimo sprzeciwu nielicznej opozycji (tylko 4 posłów głosowało przeciwko, zaś 6 wstrzymało się od głosu) i podzielonej w tej kwestii opinii publicznej. Minister spraw zagranicznych Słowenii Dimitrij Rupel potwierdzając słuszność takiego postępowania stwierdził, iż Kosowo, podobnie jak kiedyś uczyniła to Słowenia, na skutek wzrostu świadomości narodowej wybrało wolność, zaś pozostałe kraje winny ten wybór uszanować i zaakceptować. Zapewniał również, iż decyzja ta nie jest skierowana przeciwko Serbii, a Słowenia liczy na dobre stosunki z tym krajem, gdyż jako członek Unii Europejskiej mogłaby w znacznej mierze pomóc Serbii w staraniach o członkowstwo w tej organizacji. Argumenty te jednak nie przekonały władz serbskich, które i tak wystosowały w stosunku do Słowenii notę protestacyjną i zagroziły zerwaniem stosunków handlowych. Słowenia zawsze utożsamiała się bardziej z Zachodem, aniżeli z pozostałymi krajami Półwyspu Bałkańskiego. Nigdy nie zakorzeniły się tam na szerszą skalę hasła jedności Słowian, iliryzmu, czy też dużo później, federacjonizmu jugosłowiańskiego. Słoweńcy zawsze czuli się odrębnym narodem, nie zaś cząstką większej społeczności. Przez wieki aspirowali do posiadania i utrzymania własnego państwa, toteż nie dziwi fakt, iż dążenia kosowskich Albańczyków spotkały się z ich zrozumieniem oraz uznaniem Kosowa za suwerenne i niezależne państwo w rozumieniu prawa międzynarodowego. Co zaś się tyczy Chorwacji, to oczekiwania jakoby Zagrzeb miał uznać niepodległość Kosowa, są na razie bezpodstawne. Prezydent Stjepan Mesić jest bowiem zdania, iż Chorwacja powinna zachować dobre stosunki z Serbią, Kosowem, jak i pozostałymi krajami regionu, a przedwczesna decyzja o uznaniu niepodległości Kosowa, mogłaby te stosunki w znacznym stopniu popsuć. Dlatego też zaleca wszystkim politykom ostrożność i dodaje, że dzień, dwa, pięć czy dziesięć nie znaczą w takiej sprawie nic, a nieuzasadniony pośpiech zburzyć mógłby z trudem odbudowywane na Bałkanach przyjazne relacje między państwami. W wywiadzie udzielonym dla opiniotwórczego portalu Net.hr wyraża również swoje zdziwienie, iż nikt nie wspomina o związku Miloševicia i jego polityki z dzisiejszą sytuacją w Kosowie. Prezydent Chorwacji przypomina, iż Milošević słynął z radykalnego podejścia do Albańczyków i z opinii, że jeśli się Albańczyka nie uderzy mocno w twarz, to nigdy nie zrozumie tego, co się do niego mówi… Jest jednak jeszcze drugi aspekt chorwackiej batalii o uznanie niepodległości Kosowa. Chodzi mianowicie o różnice zdań między koalicyjnymi partnerami – premierem Ivo Sanaderem z partii HDZ (Chorwacka Wspólnota Demokratyczna) oraz Slobodanem Uzelacem, wicepremierem i ministrem rozwoju regionalnego, który należy do partii SDSS (Niezależnej Demokratycznej Partii Serbskiej). SDSS to partia reprezentująca mniejszość serbską w Chorwacji, dlatego też uznanie Kosowa, odbierane jako zwrócenie się przeciw Serbii, oznaczałoby rozpad koalicji rządzącej i kryzys wewnętrzny w Chorwacji. Na uznanie przez Chorwację niepodległości Kosowa przyjdzie nam natomiast jeszcze trochę poczekać. Związane jest to zarówno z wewnętrzną sytuacją w tym kraju: z brakiem porozumienia rządzących koalicjantów w tej sprawie, lecz także, w nieco szerszym kontekście, z widocznym już kryzysem w Bośni i Hercegowinie, gdzie Republika Serbska coraz głośniej domaga się bowiem samodzielności i niepodległości. Gdyby do tego doszło, kolejny krwawy konflikt na Bałkanach stałby się bardzo realną groźbą. Tak więc wstrzemięźliwość w tej kwestii to zarówno dla Chorwacji, jak i innych krajów byłej Jugosławii, doświadczonych okrucieństwami wojny również na skutek podejmowanych pod wpływem silnych emocji decyzji, dobry znak. |