|
Obserwacja globalnych tendencji może prowadzić do wniosku, że demokracja uchodzić ma we współczesnym świecie za ustrój reprezentujący najważniejsze wolności i broniący podstawowych dla człowieka wartości. Niestety, rzeczywistość prowadzi do wniosków nierzadko zgoła przeciwnych. REKLAMA
Strona 1 z 3 Wstęp Demokracja okazuje się być ustrojem nie wszędzie najwłaściwszym do wdrażania, a przynajmniej nie w pożądanej przez społeczność zachodnią postaci. Tragiczne doniesienia z Iraku, bądź pozostawiające wiele do życzenia próby podejmowane w krajach afrykańskich, skłaniają do refleksji nad faktem, czy braki edukacyjne, różnice świadomościowe, odrębności kulturowe i odmienne tradycje nie sprawiają, że demokracji nie da się zaszczepić na dowolnym gruncie. Co więcej, można też wyrazić wątpliwość, czy owy ustrój jest w rzeczywistości ustrojem najbardziej wydolnym i najlepiej funkcjonującym. Myślę, że analiza sytuacji, z którą mieliśmy do czynienia w mijającym półwieczu w Peru, może wnieść wiele cennych uwag do dyskusji na ten temat. Caudillo demokratą? Przed przejściem do zasadniczej kwestii niniejszego artykułu, tj. przemian politycznych w Peru zachodzących na przełomie ostatnich trzech dekad, warto najpierw scharakteryzować po krótce, czym jest demokracja. Zasadniczo definiuje się ją jako ustrój polityczny, w którym władzę sprawuje społeczeństwo poprzez swych przedstawicieli i jako formę organizacji życia społecznego, w której wszyscy uczestniczą w podejmowaniu decyzji i szanują prawa i wolność innych ludzi [1]. Z hasłem demokracji nierozłącznie wiążą się pewne idee i wartości, których poszanowanie i ochronę uważa się za naturalne i niekwestionowane. Są wśród nich: suwerenność narodu, zachowanie praw mniejszości, podział władz i wzajemna miedzy nimi równowaga, pluralizm oraz rządy prawa. Szczególne znaczenie mają: wolność, równość i sprawiedliwość, uczestnictwo społeczne w życiu kraju czy świadomość obywatelska. Obywatele korzystają ze sprecyzowanych w odpowiednich dokumentach i aktach normatywnych praw i wolności, a jednocześnie mają do spełnienia pewne wymogi i nakazy, narzucone w formie obowiązków obywatelskich. Demokracja jest więc systemem, w którym określone warunki muszą zostać spełnione przez dwie strony – tak przez elitę rządzącą, jak przez społeczeństwo. Wymaga to nie tylko umiejętności, pewnej kultury czy stopnia wykształcenia, ale również wiąże się z tradycjami, zaszłościami historycznymi, a nawet – czego Peru może być przykładem – uwarunkowaniami geograficznymi. Łatwo jest krytykować kraje latynoamerykańskie za niespełnianie podstawowych demokratycznych norm i zasad. Jednak złożony zestaw czynników sprawiał i sprawia, że wysiłki ku ustanowieniu tegoż systemu często kończą się fiaskiem. Biorąc pod uwagę Peru, wśród takich czynników wyszczególnić można kwestie społeczno-kulturowe takie jak: heterogeniczność etniczna, trudności w osiągnięciu integracji narodowej, nieidentyfikowanie się z ojczyzną, braki w wykształceniu i świadomości społecznej. Z drugiej strony stoją problemy ekonomiczno-polityczne: korupcja, kryzysy gospodarcze ujawniające nieudolność rządzących czy nieumiejętność tych ostatnich w radzeniu sobie z destabilizującymi państwo grupami partyzanckimi i terrorystycznymi. Wszystko to sprawia, iż demokracja często zostaje zdyskredytowana w oczach narodu, co z kolei może wzmacniać pozycje sił zbrojnych albo rodzić postawy populistyczne. Czy więc we współczesnym Peru możemy mówić o demokracji? Czy historia najnowsza dowodzi, że rzeczywiste wysiłki w stronę jej ustanowienia były podejmowane, a jeśli tak, co można powiedzieć o ich skuteczności? Czy jest to najlepszy ustrój dla tego andyjskiego kraju? Przedstawiając poniżej wydarzenia ostatniego trzydziestolecia, postaram się wywołać refleksje nad tymi zagadnieniami. Jako cezurę czasową chciałabym przyjąć lata 1968-2000. Wybór roku 1968 wydaje się zasadny, jako, że wydarzenia, które wówczas nastąpiły, nie tylko stanowiły pewne novum w stosunku do przeszłości, ale również w znacznym stopniu przemieniły kraj, a ich wpływy pozostały zauważalne przez wiele kolejnych lat. Rok 2000 z kolei to ucieczka prezydenta Fujimoriego i symboliczne zakończenie dekady, której niejako patronował [2]. W roku 1968 miał w Peru miejsce wojskowy zamach stanu. Samo zdarzenie nie było na tamtym obszarze rzeczą ani nową, ani wyjątkową. Nie tylko w samej Ameryce Łacińskiej podobne przypadki występowały z niezwykłą częstotliwością. Trzeba pamiętać, że również inne rejony świata doświadczały wojskowych rewolt i autorytarnych rządów. Wśród przykładów znaleźć można nie tylko politycznie niedojrzale kraje afrykańskie, ale również liczne państwa Europy, czasem o długiej tradycji demokratycznej. Jednak zamach z roku 1968 nosił znamiona odróżniające go od przewrotów dotychczasowych. Pierwsze reżimy, z którymi spotykamy się w andyjskim państwie, sprawowały władzę już w pierwszych latach po uzyskaniu niepodległości. Stan taki wynikał z uwarunkowań politycznych, które powstały na kontynencie po wycofaniu się z niego Hiszpanii. Zostawione niejako samym sobie, dawne kolonie utrzymać chciały porządek, stabilność, wewnętrzny spokój. Za predestynowanych do dokonania tego uważali się kolejni caudillo. Byli to często bohaterowie wcześniejszych walk o wolność i niezależność, którzy organizowali coraz to nowe bunty i zamachy, by sięgnąć po władzę. Opieranie się na armii dawało im siłę i respekt, a uleganie interesom i naciskom elit – czyli wielkich właścicieli ziemskich i zamożnych Kreoli –umożliwiało sprawowanie rządów. Zjawisko caudillismo dewaluować zaczęło się dopiero z otwieraniem się na świat zewnętrzny i wynikającym z tego pojawieniem się pod koniec XIX wieku nowych elit – klas średnich oraz kupców i przedstawicieli przemysłu. Mimo teoretycznego celu, jaki stawiali sobie uzurpatorzy, ich działania nie prowadziły do stabilności i wzmocnienia kraju. Przeciwnie – rozbijały go od środka utrudniając nie tylko rozwój, ale i normalne funkcjonowanie. Na trudności te nałożyły się i inne. Przede wszystkim ciężko mówić o funkcjonowaniu państwa w sytuacji, gdy brakuje społecznego utożsamiania się z nim. A niestety należy przyznać, że identyfikacja narodowa była zdecydowanie słaba. Nie trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę przebieg i uwarunkowania procesów narodotwórczych w Peru [3]. Jeśli uwzględni się czynniki budujące definicje narodu zauważa się, że żaden z nich nie jest w przypadku Peru spełniony w dostatecznym stopniu. Wątpliwe jest zastosowanie czynnika posiadania spójnego terytorium narodowego, gdy kraj podzielony jest na trzy rozlegle regiony, miedzy którymi występują znaczne i wieloaspektowe zróżnicowania. Miedzy nadmorską Costą, andyjską Sierrą i wschodnią Selvą, zwaną tez Montaną [4], występują różnice w gęstości zaludnienia, składzie etnicznym ludności, sposobach zarobkowania oraz warunkach geograficznych i klimatycznych. Dodając do tego trudności komunikacyjne i braki infrastrukturalne uznać można, że tworzenie pojęcia jedności narodowej na bazie jedności terytorialnej nie jest tu zabiegiem uzasadnionym. Podobnie ma się rzecz w przypadku przekonania o wspólnocie pochodzenia. Idee „wspólnoty krwi” kwestionuje nie tylko skomplikowana struktura etniczna. Rzecz komplikują dodatkowo różnice w wykształceniu i zajmowanych pozycjach społecznych czy zamieszkiwanie określonych terytoriów geograficznych [5]. Kontynuując, trudno udowadniać istnienie tradycji historycznych wspólnych Kreolom i Indianom, jak również powoływać się na jedność kulturową, bo uniemożliwia to choćby równolegle występowanie trzech języków (oficjalnego – hiszpańskiego, którym posługiwali się głównie biali i Metysi oraz języków keczua i amara, używanych przez Indian), różnice w sposobie ubierania się, organizacji społecznej czy podejściu do środowiska naturalnego. Odmienna muzyka, religia, wzorce rodzinne – to wszystko raczej dzieliło niż niosło jedność narodową. Na koniec warto wspomnieć jeszcze o różnicach świadomościowych, co do samej idei przynależności do organizacji państwowej, jak również o dywersyfikacji społecznej na poziomie ekonomicznym. Odnośnie drugiej kwestii – Indianie parali się głównie rolnictwem, opierali prace na formach kolektywnych i produkowali ekstensywnie, zasadniczo dla celów konsumpcji własnej. Biali zajmowali miasta i reprezentowali wzorce kapitalistyczne, co w związku z małą ruchliwością społeczną utrwalało podziały i animozje społeczne. Co do świadomości narodowej można ogólnie stwierdzi, że wśród Indian pojawiały się czasem odwołania do dawnej kultury i wielkości imperium Inków, z reguły jednak ich działania były niespójne i rozbite regionalnie. Z drugiej strony stali Kreole, którzy starali się ugruntowywać poczucie odrębności narodowej Peru, jednocześnie jednak nie czynili koherentnych i systematycznych wysiłków by doprowadzić do homogenizacji i konsolidacji wewnętrznej. Jak więc da się zauważyć, stabilność kraju nie była łatwa do osiągnięcia nie tylko ze względu na poczynania caudillos, ale też właśnie z powodu braku spójności społecznej i przepaści utrzymującej się przez wiele lat miedzy elitami dominującymi nad ludnością rdzenną, upośledzoną ekonomicznie i politycznie. Niestety nie są to jedyne problemy burzące równowagę państwa. Dodać można jeszcze interwencje zewnętrzne i nierozwiązane spory graniczne. To właśnie tego typu konflikt doprowadził do przełomu, podczas którego, w ostatnich latach XIX stulecia, pojawiły się pierwsze znaczące tendencje antymilitarystyczne w Peru [6]. Sporem tym była wojna z Chile, występująca w literaturze pod nazwą „Wojny o Saletre” lub „Wojny o Pacyfik”. Ten czteroletni konflikt zakończył się w 1883 roku udowadniając słabość armii i jej nieużyteczność w działaniu, do którego de facto została stworzona; była zanadto zajęta wewnętrznymi rozruchami i przepychankami, a nie dysponowała wystarczającą siłą by odeprzeć ataki sąsiada i przeciwstawić się jego zadaniom. Wydawało się, że epoka silnej dominacji armii dobiegła w ten sposób końca. Już zresztą nieco wcześniej powstała pierwsza partia typu nowoczesnego. Była to Partido Civil, reprezentująca klasę średnią, której to przedstawiciel Manuel Prado został w roku 1872 pierwszym cywilnym prezydentem Peru. Dopiero jednak po klęsce w wojnie z Chile, społeczeństwo było do tego stopnia zawiedzione nieudolnością armii i zdeterminowane by ją ukrócić, że zdobyło się w 1895 roku na bunt i osadzenie na prezydenckim fotelu Nicolasa de Pieroli z partii, jak sama nazwa wskazuje, cywilnej – Union Civica. Należy zauważyć jednak, że tak jak rząd Prado cechowała znaczna niestabilność i ciągła obawa przed wojskowym zamachem stanu, tak władza cywilna po 1895 roku bazowała w dużym stopniu na porozumieniach i ustępstwach względem sił zbrojnych [7]. Armia pozostała więc znaczącą siłą wewnątrz państwa, choć jej działania ulegały zmianom. Od momentu uzyskania niepodległości, po rok 1930, jej ewolucja zachodziła w następującym kierunku [8] – epoka „pierwszego militaryzmu”, czyli okres konfliktów caudillos i rządów sprawowanych najczęściej przez wojskowych; okres tworzenia przez armie partii politycznych oraz wystawiania, a potem umacniania władzy prezydentów cywilnych; okres zauważenia zmian społecznych na przełomie lat 20. i 30. oraz chęć spełnienia nowych oczekiwań. Przeprowadzony w roku 1930 kolejny przewrót militarny w sposób znaczący zmienił system polityczny Peru i dopuścił do władzy szersze rzesze obywateli. Życie polityczne nadal wyglądało jednak jak sinusoida, raz przynosząc niedługie okresy demokratyzacji, raz ustanawiając znów dyktaturę generałów. Znaczącym przełomem tegoż czasu jest rok 1962. Miał wówczas miejsce kolejny golpe de estado [9], którego celem było ukrócenie przemian demokratycznych rozpoczętych w roku 1956 i kontynuowanych pod hasłem convivencia, to jest współistnienia armii z wrogą jej dotychczas partią APRA (partia powstała w roku 1924, ale na terenie Peru zaczęła funkcjonować w latach 30. jako PAP, tj. Partido Aprista Peruano). Przesilenie roku 1962 było wynikiem dojrzewania w łonie armii elity, która zaczęła zauważać dysonanse występujące w społeczeństwie, gospodarce i polityce. Kształtowała się nowatorska koncepcja bezpieczeństwa narodowego, które osiągnąć dało się jedynie po przeprowadzeniu odpowiednich, szeroko zakrojonych reform. Zamach stał się początkiem okresu, kiedy siły zbrojne odpowiadać będą za wielopłaszczyznowo rozumiane bezpieczeństwo i rozwój. Akcja nie wyniosła do władzy niedoświadczonego watażki. Przeciwnie – stworzyła sformalizowany rząd junty, która z jednej strony rozpoczęła politykę represji i silnej ręki, z drugiej jednak za konieczne uważała gruntowne reformy systemu rolnego, finansowego i partyjnego. Do przeprowadzenia swych planów chciała wykorzystać polityka cywilnego i w 1963 rolę tę przyjął Fernando Belaunde Terry z reformistyczno-populistycznej partii Accion Popular. Początkowe poparcia dla prezydenta wkrótce jednak wygasło. Stało się to za sprawa trudności eksportowych oraz będących tego konsekwencją kłopotów gospodarczych. Ponadto zaczęły wówczas dawać się we znaki działania destabilizacyjne generowane przez ruchy chłopskie i lewicowe. Kwestia wystąpień chłopskich była niewątpliwie skutkiem niezrównoważonych stosunków panujących miedzy zamożnymi przedstawicielami rodów oligarchicznych a spauperyzowaną ludnością wiejską. Sytuacja ta była motorem takich zjawisk, jak niekontrolowane strumienie migracyjne płynące ku dużym, modernizującym się ośrodkom miejskim, jak również gwałtownych wystąpień przeciwko posiadaczom ziemskim. Znaczna koncentracja ziemi w rękach nielicznych, bogatych latyfundystów była reliktem pamiętającym jeszcze czasy zwierzchności kolonialnej Hiszpanii [10], a opór przeciwko niej wynikał z kwestii ubóstwa chłopów, poczucia niesprawiedliwości i wyzysku. Zważywszy, ze ludność wiejska z reguły była jednocześnie indiańska, na problem dodatkowo nakładała się kwestia etniczna. Pod koniec lat 60. akcje siłowego zajmowania ziemi obszarników zaczęły się nasilać, a proponowane przez rząd Belaunde ograniczone reformy nie były skutecznie realizowane [11]. W tym samym czasie Peru zaczęły też dotykać pierwsze akcje partyzanckie organizowane przez lewackich guerilleros, przeprowadzane pod szyldem Armii Wyzwolenia Narodowego i Ruchu Lewicy Rewolucyjnej. Zachwianie spokoju sprawiło, że nagle zapomniano o demokratycznych wartościach i swobodach obywatelskich. Rząd zwrócił się o pomoc do armii, która tradycyjnie już wkroczyła bezpardonowo by ratować kraj. Rebelie wprawdzie szybko zdławiono, jednak uświadomiono sobie, że skuteczne wprowadzenie reform może się powieść tylko przy bezpośrednim zaangażowaniu sił militarnych.
|