Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Łukasz Kobeszko: Serbsko-chorwacka burza nad "Burzą"

Łukasz Kobeszko: Serbsko-chorwacka burza nad "Burzą"

03 sierpień 2008
A A A
Rocznica operacji "Burza" ("Oluja") obchodzona 4 i 5 sierpnia wciąż budzi ogromne kontrowersje i jest odmiennie postrzegana w Zagrzebiu i Belgradzie. Chorwaci uważają ją za wyzwolenie okupowanych ziem, Serbowie - za zbrodnię wojenną.

Przy niemal każdej rocznicy ofensywy militarnej "Burza", pomiędzy Chorwatami a Serbami wybuchają gorące spory na temat interpretacji wydarzeń, które miały miejsce w pierwszych dniach sierpnia 1995 roku w regionie Krajina, leżącym obecnie we wschodniej Chorwacji przy granicy z Bośnią i Hercegowiną. Podobnie stało się w tym roku - podczas gdy władze i media chorwackie czciły państwowe święto "Dnia Zwycięstwa i Dziękczynienia dla Ojczyzny", ich serbskie odpowiedniki wspominały zabitych i wypędzonych w wyniku chorwackiej akcji. Czy łatwo jest dzisiaj, kilkanaście lat po tragicznych sierpniowych dniach w Krajinie ustalić, która ze stron miała w tym konflikcie rację? Czy Serbowie i Chorwaci będą kiedyś zdolni napisać wspólną wersję historii rozpadu socjalistycznej Jugosławii? Gdy bliżej przyjrzymy się historii operacji "Burza", nam Polakom tak nieodwołalnie kojarzącej się z racji kryptonimu z jedną z największych operacji Armii Krajowej podczas II wojny światowej, pomimo upływu czasu pozytywna odpowiedź na tak postawione pytania wydaje się wciąż mało możliwa.

W serwisie "YouTube" pod hasłem "Oluja" znajdziemy dziesiątki filmów. W zależności od tego, kto umieścił te materiały, będą one sławić "zwycięstwo chorwackiego oręża nad wielkoserbską agresją" bądź pokazywać "holocaust krajińskich Serbów dokonany przez potomków ustaszów". W komentarzach do filmów wciąż obecne są inwektywy i wzajemne pretensje przedstawicieli obydwu narodów. Określenia "serbski czetnik" lub "chorwacki ustasz" należą w tych internetowych dyskusjach do najbardziej łagodnych epitetów... Czy odtworzenie dzisiaj już historycznych wydarzeń z sierpnia 1995 pomoże w zrekonstruowaniu prawdy? Czy w konfliktach bałkańskich z lat 90. możemy w ogóle znaleźć jakąś jedną prawdę? Czy może jest ich wiele - prawda serbska, chorwacka, bośniacka lub kosowska? Czy nawet zsumowanie tych wszystkich cząstkowych prawd przyniesie odpowiedź na te w większości retoryczne pytania? Spróbujmy wrócić do początku...

Barykadowa secesja w środku lata.

Korzeni ofensywy "Burza" należałoby doszukiwać się w procesach towarzyszących rozpadowi federalnej Jugosławii na przełomie lat 80. i 90. minionego stulecia. Na mieszanych pod względem ludnościowym, chorwacko-serbskich terenach ówczesnej Socjalistycznej Republiki Chorwacji (będącej wtedy częścią składową federacji jugosłowiańskiej) leżącej wzdłuż granicy Socjalistycznej Republiki Bośni i Hercegowiny, zwanych Krajiną doszło w 1988 roku do pierwszych napięć etnicznych pomiędzy Chorwatami a Serbami. Według ostatniego w Jugosławii powszechnego spisu ludności przeprowadzonego wiosną 1991 roku, Serbowie stanowili ponad 52 proc, a Chorwaci 36 proc. mieszkańców części składowych Krajiny:  regionów Lika, Banja, Kordun oraz północnej Dalmacji i Slawonii.

Gdy wiosną 1990 roku we wszystkich republikach Jugosławii przeprowadzono pierwsze od 1945 roku wolne wybory parlamentarne, w Chorwacji wygrała je głosząca hasła samostanowienia narodowego Chorwacka Wspólnota Demokratyczna (HDZ), założona przez pierwszego prezydenta niepodległej Chorwacji, Franjo Tuđmana. Jednym z pierwszych posunięć nowych władz republikańskich w Zagrzebiu była deklaracja suwerenności Chorwacji (nie oznaczająca jeszcze  wystąpienia z Jugosławii). W obliczu coraz wyraźniejszego dążenia Chorwatów do secesji z federacji jugosłowiańskiej, miejsowi Serbowie wypowiedzieli posłuszeństwo republikańskim władzom w Zagrzebiu. W lecie 1990 roku, w samym środku sezonu turystycznego, gdy nad Adriatyk zmierzał z Europy sznur autokarów i samochodów wypełnionych wczasowiczami, krajińscy Serbowie zablokowali wiele dróg i autostrad, stawiając na nich barykady z opon, betonowych prefabrykatów oraz drzew i kamieni. Chorwaci nazwali ten ruch tzw. Barykadową rewolucją (chorw. Balvan revolucija). Na obszarach zamieszkalych przez większość serbską, miejscowa ludność zrywała z budynków urzędów flagi i symbole chorwackie, zawieszając w ich miejsce flagi Jugosławii lub stare, przedwojenne barwy królewskiej Jugosławii. Niszczono chorwackie tablice drogowe z napisami w alfabecie łacińskim zamieniając je na tablice pisane cyrylicą. Jako że duża część miejsowej  ludności dysponowała bronią (w Jugosławii istniał szeroko rozbudowany, zdecentralizowany system obrony cywilnej przypisany niezależnie do każdej republiki, a nawet gminy, w którym większa część dorosłej ludności mogła być szybko powołana do gotowości bojowej), na serbskich barykadach pojawili się uzbrojeni strażnicy. W niektórych miejscach chorwaccy policjancji zostali zaatakowani. Już wówczas doszło do pierwszych, na razie jeszcze stosunkowo ograniczonych starć zbrojnych. Padły pierwsze ofiary, najczęściej zabijane skrytobójczo. Czynniki rządowe w Zagrzebiu potraktowały bunt Serbów jako bardzo poważne zagrożenie secesji części terytorium Republiki Chorwacji.

W arcyciekawym filmie dokumentalnym "Śmierć Jugosławii" (oryg. The Death of Yugoslavia) nakręconym w połowie lat 90. przez telewizję BBC pokazano, jak już wówczas konflikt był odmiennie pokazywany przez media chorwackie i serbskie. O ile zagrzebska telewizja prezentowała satyryczne kreskówki przedstawiające pijanych śliwowicą Serbów, ubranych w stroje hajduckich rozbójników i strzelających na oślep z ustawionych na austostradach barykad, o tyle z Belgradu nadawano materiały o niebezpieczeństwie powrotu do władzy w Zagrzebiu "chorwackich nazistów dążących do ostatecznego rozwiązania problemu serbskiego w Chorwacji". Chorwaci ostrzegali przed secesją i wskazywali na niebezpieczeństwo naruszenia integralności terytorialnej Republiki Chorwacji, natomiast Serbowie informowali o "terrorze Chorwatów wobec krajińskich Serbów" i o nowo odkrywanych chorwackich magazynach z bronią, która jest przygotowywana w celu przeprowadzenia rzezi ich rodaków.

Eskalacja nienawiści.

Do lata 1991 roku trwała cicha wojna podjazdowa pomiędzy Zagrzebiem a zbuntowanymi gminami serbskimi. Unikając eskalacji konfliktu w czasie gdy toczyła się delikatna gra polityczna o przyszłośc Jugosławii i jej dotychczasowych części składowych, władze w Zagrzebiu unikały rozwiązania siłowego. W grudniu 1990 roku na obszarach objętych serbską irredentą powołano do życia tzw. Serbski Autonomiczny Region Krajina (serb. SAO Krajina), a marcu 1991 roku 99 proc. miejscowych Serbów odpowiedziało twierdząco na pytanie referendum: "czy jesteś za tym, aby Serbski Autonomiczny Region Krajina został przyłączony do Republiki Serbii, Jugosławii i Czarnogóry oraz wszystkich innych  pragnących zachowania Jugosławii". Krajińscy Serbowie zbojkotowali również referendum w Chorwacji z maja 1991 roku, w ktorym większość głosujących opowiedziało się za opuszczeniem federacji jugosłowiańskiej.

Wynik tego referendum jak i następujące po nim ogłoszenie przez Chorwację i Słowenię opuszczenia Jugosławii 25 czerwca 1991 roku stanowiły bezpośrednią przyczynę ataku Jugosłowiańskiej Armii Ludowej (JNA) na obydwie republiki. Rozpoczął się on dzień później, 26 czerwca 1991 roku. W wyniku działań armii federalnej, do wybuchu otwartej wojny pod koniec czerwca 1991 roku doszło również w Krajinie. Region stał się areną ciężkich walk pomiędzy wojskami federalnymi i wspierającymi ich paramilitarnymi Wojskami Serbskiej Krajiny (VSK) oraz oddziałami ochotników, a z niedawno utworzonym Wojskiem Chorwackim (HV) oraz jednostkami chorwackiej policji i ochotników. W wyniku działań wojennych trwających do stycznia 1992 roku doszło do czystek etnicznych, zabójstw cywilów oraz przesiedleń i niszczenia mienia mieszkających w Krajinie Chorwatów. Niszczono domy, mordowano całe rodziny, burzono kościoły katolickie i cerkwie prawosławne. Szczególną brutalnością wsławiły się serbskie oddziały paramilitarne, takie jak dowodzone przez Željko Ražnjatovića "Tygrysy Arkana" (serb. Arkanovi Tigrovi) lub "Białe Orły" (serb. Beli Orlovi).

W grudniu 1991 roku krajińscy Serbowie powołali do życia kadłubowe, nieuznawane przez społeczność międzynarodową (poza rządem w Belgradzie) państewko pod nazwą Republika Serbskiej Krajiny (RSK). Na jej czele stanął prezydent Milan Babić.

Tragiczny rozejm.

Porozumienie o rozejmie, które na początku 1992 roku podpisali na podstawie planu specjalnego wysłannika ONZ i byłego sekretarza stanu USA Cyrusa Vance`a ówcześni prezydenci Chorwacji i Serbii Franjo Tuđman oraz Slobodan Milošević zawarto według zasady określanej w prawie międzynarodowym terminem uti possidetis. Polega ona na tym, że obydwie walczące strony zachowują ziemie zdobyte przez siebie podczas konfliktu zbrojnego. Przyjęcie takiego rozwiązanie faktycznie usankcjonowało dokonane czystki etniczne i wypędzenia ludności. Z terenów Serbskiej Republiki Krajiny została praktycznie usunięta zamieszkująca tam od wieków ludność chorwacka. Do większości niezniszczonych chorwackich domów znajdujących się na obszarach zajętych przez Serbów szybko wprowadzili się nowi, serbscy mieszkańcy. Aktywna była wciąż policja i zdemoralizowane oddziały paramilitarne, które zastraszały nielicznych pozostałych Chorwatów oraz torturowały ujętych podczas walk jeńców.

"Spis ludności" przeprowadzony w Republice Serbskiej Krajiny w 1993 roku podawał, że ludność parapaństwa tworzyło wówczas 91 proc. Serbów, 7 proc. Chorwatów oraz 2 proc. pozostałych mniejszości etnicznych.

Do lata 1995 roku armia chorwacka podejmowała kilkukrotnie próby odbicia części terytoriów zajętych przez Serbów. Najpoważniejszą z nich była operacja "Kieszeń Medżacka" (chorw. Medački džep) przeprowadzona jesienią 1993 roku w regionie Lika. Podczas tej ofensywy doszło ponownie do szeregu naruszeń międzynarodowych konwencji prowadzenia wojen. Zginęło kiludziesięciu serbskich cywilów oraz zniszczono kilkaset serbskich domów. Niecałe dwa miesiące temu, sąd w Zagrzebiu skazał jednego z dowódców operacji, generała Mirko Noraca na 7 lat więzienia za współudział w zbrodniach wojennych.

Cisza przed "Burzą"?

Ówczesne władze Chorwacji z jej pierwszym prezydentem Franjo Tuđmanem twardo stały na stanowisku pełnej reintegracji Krajiny z resztą kraju. Kilku chorwackich generałów -  między innymi Ante Gotovina, Ivan Čermak oraz Mladen Markač opracowało plan zbrojnej ofensywy wyzwalającej region spod władzy Serbów. Główną zasadą przyświecającą operacji miał być swoisty blitzkrieg - błyskawiczna ofensywa wojskowa, która miała zaskoczyć Serbów, związanych wówczas z jednej strony przeciągającym się już od 3 lat krwawym konfliktem w Bośni, a z drugiej - sankcjami ekonomicznymi Zachodu wobec władz Slobodana Miloševića, oficjalnie popierającego Republikę Serbskiej Krajiny.

Wstępem do operacji "Burza" była trzydniowa ofensywa "Błysk" (chorw. Bljesak) przeprowadzona na początku maja 1995 roku. Ponad 7 tysięcy żołnierzy chorwackich w błyskawicznej akcji militarnej zajęło funkcjonujący od 1991 roku tzw. Serbski Autonomiczny Region Zachodniej Slawonii, leżący na północy od Krajiny. Na chorwacki atak zdezorientowani Serbowie z Krajiny zdążyli jedynie odpowiedzieć desperackim ostrzałem rakietowym Zagrzebia. Chorwacka stolica została wówczas zbombardowana po raz pierwszy od jesieni 1991 roku, gdy rakietowy ostrzał armii jugosłowiańskiej siedziby chorwackich władz omało co nie zgładził prezydenta Franjo Tudmana i kilku jego najbliższych współpracowników. Majowa ofensywa "Błysk" zakończyła się stuprocentowym sukcesem i umożliwiła Chorwatom zajęcie jeszcze bardziej dogodnej pozycji wyjściowej do dalszych działań zbrojnych na obszarze Krajiny.

Widząc spektakularny sukces Chorwatów, wspierający krajińskich Serbów Slobodan Milošević wraz z władzami w Belgradzie zaproponowali drugiemu już z kolei, rządzącemu od 1994 roku prezydentowi Serbskiej Republiki Krajiny, Milanowi Martićowi pomoc humanitarną oraz doprowadzenie do kompromisu z Chorwatami. Miał on polegać na wynegocjowaniu z Zagrzebiem autonomii dla krajińskich Serbów w ramach Chorwacji. Martić odrzucił jednak propozycję Miloševića (zwaną "Planem Z-4"). Istnieją przypuszczenia, potwierdzane w relacjach lub pamiętnikach wielu aktórów ówczesnych wydarzeń na Bałkanach, w szczególności Chorwatów, iż ówczesny prezydent Serbii zadeklarował, że będzie w stanie przyjąć w Serbii uchodźców z Republiki Serbskiej Krajiny. W związku z tym, prezydent samozwańczego państwa krajińskich Serbów miał wezwać swoich rodaków do niestawiania oporu nacierającym wojskom chorwackim, spakowania najważniejszego dobytku i wyruszenia w stronę Republiki Serbskiej w Bośni. Inne relacje głoszą, że po operacjach armii bośniackich Serbów przeciwko muzułmańskim enklawom w Republice Serbskiej w Bośni (z których najbardziej tragiczną był atak na Srebrenicę w lipcu 1995 roku zakończony największym pod II wojnie światowej ludobójstwem na Starym Kontynencie), prezydent Republiki Serbskiej Krajiny liczył na pomoc ze strony Radovana Karadžića i wojsk generała Ratko Mladića i być może nawet - w nieodległej przyszłości na włączenie Krajiny do Republiki Serbskiej w Bośni. Inna ewentualność może być taka, że w sprawie exodusu krajińskich Serbów doszło do tajnego porozumienia pomiędzy Tuđmanem a Miloševićem, który w zamian za zrzeczenie się na rzecz Chorwatów Krajiny mógł oczekiwać od chorwackiego prezydenta poparcia pomysłu podziału Bośni pomiędzy Serbów a Chorwatów. Tym tłumaczy się brak odpowiedzi na chorwacką ofensywę ze strony armii ówczesnej Nowej Jugosławii (federacji utworzonej w 1992 roku przez Serbię i Czarnogórę). Reakcji odwetowej ze strony armii jugosłowiańskiej obawiała się wówczas część chorwackich dowódców.

W czasie operacji "Burza" serbska prasa, zarówno ta związana z obozem rządzącym skupionym wokół "Slobo" oraz tytuły opozycyjne ostro piętnowały nieudolną i defensywną ich zdaniem politykę kierownictwa krajińskich Serbów, zarzucając im brak kwalifikacji do pełnienia urzędów.

Przebieg ofensywy.

Operacja "Burza", przez wielu analityków uważana za jeden z przełomowych momentów wojen bałkańskich w latach 90. rozpoczęła się wkrótce po zapadnięciu zmroku, 4 sierpnia 1995 roku. Na dzień przed atakiem doszło jeszcze do ostatniej próby dyplomatycznego rozwiązania konfliktu. Podczas spotkania w Szwajcarii, Chorwaci postawili krajińskim Serbom ultimatum, żądając doprowadzenia do błyskawicznej i pokojowej reintegracji Krajiny z Republiką Chorwacji. Serbowie zdecydowanie odrzucili stanowisko Zagrzebia.

W operacji militarnej trwającej zaledwie 36 godzin wzięło udział prawie 150 tysięcy żołnierzy chorwackich, wspieranych przez 280 czołgów, kilkaset wyrzutni artyleryjskich, kilkadziesiąt rakiet oraz samolotów i helikopterów. Z jednostkami chorwackimi współpracowało prawie 25 tysięcy żołnierzy Armii Bośni i Hercegowiny (ABiH), a głównie oddziały złożone z bośniackich Chorwatów. W chwili rozpoczęcia ofenysywy przed kamerami telewizji chorwackiej wystąpił prezydent Franjo Tuđman, który wezwał krajińskich Serbów nie biorących udziału w walkach do nieopuszczania domów i zapewnił, że ich prawa jako mniejszości etnicznej w Krajinie będą przez nadchodzącą administrację chorwacką w pełni respektowane. Tuđman zgodził się również na otworzenie korytarza dla uchodźców chcących udać się do Republiki Serbskiej w Bośni. Armia chorwacka przygotowała ofensywę bardzo profesjonalnie, a telewizja stale prezentowała konferencje prasowe Sztabu Generalnego, które pokazywały postępy w operacji wraz ze szczegółowymi mapami ruchów wojsk.

Na przeciwko Chorwatów stanęło potencjalnie 40 tys. żołnierzy Republiki Serbskiej Krajiny i wspierających je 10 tys. bośniaków dowodzonych przez Fikreta Abdića, separatystę z Bośni zwalczającego muzułmańskie władze w Sarajewie i często współpracującego z Serbami. Siły serbskie nie podjęły jednak w zasadzie żadnych poważniejszych działań kontrofensywnych.

Jednocześnie Zagrzeb rozpoczął szeroką akcję dyplomatyczną w Europie Zachodniej i USA na rzecz poparcia bądź życzliwej neutralności swoich działań. Wieczorem, 5 sierpnia 1995 roku, a więc na zakończenie pierwszego dnia ofenysywy "Burza" również ambasador Chorwacji w Polsce wystąpił w prestiżowym wówczas programie publicystycznym "Puls Dnia" emitowanym codziennie wieczorem w programie I TVP, gdzie odpowiadał na pytania popularnego do dzisiaj dziennikarza Bogdana Rymanowskiego. Ambasador wyjaśniał, że Chorwaci mieli w świetle prawa międzynarodowego pełne prawo do "odbicia okupowanych terytoriów".

Wielu chorwackich dyplomatów uzasadniając akcję "Burza" powoływało się także na ustalenia tzw. komisji Badintera (od jej szefa, francuskiego polityka socjalistycznego Roberta Badintera), która po wybuchu wojny w Jugosławii w 1991 roku przyjęła plan, aby kształt granic państw powstałych na gruzach federacji jugosłowiańskiej był tożsamy z granicami dawnych republik tworzących federację. Zamiarem chorwackich władz było również jak najszybsze przeprowadzenie akcji zbrojnej, aby postawić społeczność międzynarodową przed faktem dokonanym, ale także - co do dzisiaj podkreślają Chorwaci - zminimalizowanie ofiar wśród cywilów.

W późniejszym okresie jeden z głównych dowódców akcji generał Ante Gotovina przyznał, że operacja "Burza" odbyła się przy logistycznym i komunikacyjnym wsparciu ze strony sił NATO, jakkolwiek po dziś dzień ze strony Paktu Północnoatlantyckiego nie potwierdzono ani nie zdementowano tych doniesień. Faktem pozostaje jednak, że 4 sierpnia 1995 roku wieczorem, tuż po rozpoczęciu operacji, samoloty NATO patrolujące przestrzeń powietrzną na pograniczem chorwacko-bośniackim, które wówczas ONZ uznało za strefę zakazaną dla lotów wszystkich stron konfliktu, zniszczyły rakietami dwa serbskie radary lotnicze w okolicach miast Knin i Udbina. W ciągu kilku najbliższych godzin miały one znaleźć się w centrum chorwackiej ofensywy. Według późniejszych relacji dowódców NATO, lotnictwo Paktu zniszczyło radary z uwagi na fakt, że natowskie samoloty zostały przez nie wzięte na celownik i groziło im zestrzelenie. Inną okoliczność stanowi też to, iż po lipcowym ataku na Srebrenicę, wojska NATO przyjęły bardziej ofensywną postawę wobec sił serbskich w Krajinie i Bośni. Zaowocowała ona już 28 sierpnia 1995 roku zmasowanymi atakami lotniczymi na pozycje bośniackich Serbów. Przeszły one do historii jako Operacja Deliberate Force, która faktycznie doprowadziła do ostatecznego zakończenia konfliktu w Bośni i rozpoczęcia negocjacji zakończonych podpisaniem porozumienia pokojowego w Dayton późną jesienią 1995 roku.

Już 5 sierpnia oddziały chorwackie zdobyły miasto Knin i większość obszarów północnej Dalmacji. Kolejny dzień był następnym pasmem sukcesów Chorwatów, którzy zajęli miejscowości Slunj, Petrinia oraz rejony wokół bardzo dzisiaj popularnych turystycznie Jezior Plitvickich. 6 sierpnia do Knina przybył tryumfalnie prezydent Franjo Tuđman, który zawiesił chorwacką flagę nad górującą nad miastem starododawną twierdzą.

7 sierpnia oddziały chorwackie i bośniackie zdobyły miasto Velika Kladuša, będące "stolicą" samozwańczej Republiki Zachodniej Bośni, na której czele stał wspomniany wyżej bośniacki separatysta Fikret Abdić. Tego samego dnia wieczorem, chorwacki minister obrony Gojko Šušak ogłosił zakończenie operacji zbrojnej, aczkolwiek niewielkie walki w niektórych regionach Krajiny toczyły się jeszcze następnego dnia.

Oficjalnie podany przez Chorwatów bilans strat po ich stronie wyniósł 174 zabitych żołnierzy.

Łańcuch "efektów ubocznych".

Najbardziej rzucającymi się w oczy relacjami z operacji zbrojnej "Burza" przekazywanymi przez światowe stacje telewizyjne nie były jednak obrazy walk, lecz nieodłączne dla bałkańskich wojen kolumny uchodźców na wozach i traktorach, tym razem uciekające z Krajiny w stronę Republiki Serbskiej w Bośni. Oficjalne dane podawane wówczas przez władze Chorwacji mówiły o 90 tysiącach serbskich uchodźców, podczas gdy Serbowie podają liczbę prawie dwukrotnie wyższą, oscylującą pomiędzy 190 a 220 tys. osób. Zbliżone do Serbów dane przekazują Amnesty International (AI), Międzynarodowy Trybunał ds. Zbrodni Wojennych w b. Jugosławii (ICTY) oraz telewizja BBC.

Mniejsza część Serbów zaryzykowała ucieczkę w stronę Serbii właściwej - grupy uchodźców dotarły do prowincji Wojwodina na północy kraju, inne z kolei, po wielu perturbcjach znalazły się w Kosowie. Ponowna eskalacja konfliktu serbsko-chorwackiego uderzyła również w chorwacką mniejszość zamieszkującą Wojwodinę - szacuje się, że z powodu napiętej atmosfery pomiędzy obydwoma słowiańskimi narodami, w sierpniu 1995 roku północną serbską prowincję opuściło od 800 do 1000 Chorwatów. Była to druga fala chorwackiego uchodźstwa z Wojwodiny od początku wybuchu wojny serbsko-chorwackiej w 1991 roku. Wielu Serbów zbiegłych z Krajiny w 1995 roku po dziś dzień żyje w prymitywnych ośrodkach dla uchodźców urządzonych w starych kempingach bądź kompleksach budynków na terenie całej Serbii.

Niestety, wbrew zapewnieniom o prowadzeniu humanitarnej akcji wojskowej, w czasie operacji "Burza" doszło do kolejnych tragedii. Chorwacki Komietet Helsiński podaje, że podczas dowodzonej przez generałów Ante Gotovinę, Ivana Čermaka i Mladena Markača ofensywy śmierć poniosło 677 serbskich cywilów. Zródła serbskie podają liczbę większą, wahającą się pomiędzy 1700 a 2500 zabitych. Sporządzony przez Trybunał w Hadze akt oskarżenia przeciwko chorwackim generałom zarzuca im m. in. palenie i obracanie w kompletną perzynę całych miejscowości wraz z ich infrastrukturą. Wojska chorwackie zniszczyły również kilkanaście serbskich cerkwi prawosławnych. W wielu miejscowościach Serbowie opuścili domy już w pierwszych godzinach operacji.

W listopadzie 1995 roku, stacjonujące w Chorwacji siły pokojowe ONZ UNCRO potwierdziły śmierć 128 cywilów i zniszczenie ponad 73 proc. zabudowy wokół miasta Knin. W latach następnych, chorwacka administracja Krajiny podała do wiadomości, że odnalazła masowe groby z ciałami prawie 3 tys. Chorwatów, zamordowanych podczas istnienia Serbskiej Republiki Krajiny w latach 1991-95. W czerwcu bieżącego roku, kanadyjski generał Andrew Leslie oświadczył podczas rozprawy przeciwko generałowi Ante Gotovinie przed sądem w Hadze, że podczas całej operacji "Burza" mogło w sumie zginąć od 10 tys. do 25 tys. cywilów, wliczając w to Serbów, Chorwatów, a także innych narodów zamieszkujących w regionie Krajiny - Bośniaków, Rusinów, Ukraińców, Węgrów, Czechów i Słowaków.

Owoce "Burzy".

Według Zagrzebia głównym sukcesem operacji "Burza" było doprowadzenie do scalenia administracyjnego niemal wszystkich ziem chorwackich. Republika Serbskiej Krajiny przestała istnieć, a na większości opuszczonych przez Serbów obszarach osiedlili się Chorwaci. Operacja "Burza" była ostatnim etapem chorwackiej "Wojny Ojczyźnianej" (chorw. Domovinski rat) toczonej w latach 1991-95, w której zginęło ponad 13 tys. Chorwatów. Po zakończeniu operacji, pomiędzy Chorwatami a Serbami nie doszło już do żadnych większych walk.

Dwaj główni aktorzy polityczni operacji "Burza" - Franjo Tuđman i Slobodan Milošević nie żyją - pierwszy od 9, a drugi od 2 lat. Reszta głównych bohaterów wydarzeń skończyła przed haskim i chorwackimi sądami. Dochodzenie w sprawie zbrodni popełnionych podczas "Burzy" rozpoczęły one w rok po śmierci prezydenta Tuđmana, w 2000 roku. W grudniu 2005 roku hiszpańska policja aresztowała na Wyspach Kanaryjskich ukrywającego się generała Ante Gotovinę. Jego ujęcie stanowiło jeden z kluczowych warunków do rozpoczęcia procesu integracji Chorwacji z UE. Proces Gotoviny przed Trybunałem w Hadze jest obecnie w toku. Przed haskim sądem toczy się również proces pozostałych dowódców "Burzy", generałów Ivana Čermaka i Mladena Markača. Zarzuca im się zbrodnie wobec serbskiej ludności cywilnej i kierowanie masowymi czystkami etnicznymi oraz wysiedleniami.

O ludobóstwo na Chorwatach zostali z kolei oskarżeni główni przywódcy kadłubowej Republiki Serbskiej Krajiny. Jej pierwszy prezydent Milan Babić został w 2004 roku skazany w Hadze na 13 lat pozbawienia wolności. Na kilka dni przed nagłą śmiercią w Hadze Slobodana Miloševića w marcu 2006 roku, Babića znaleziono martwego w celi tego samego więzienia Scheveningen. Sekcja zwłok wykazała samobójstwo. Następcę Milana Babića na stanowisku prezydenta Krajiny Trybunał skazał w czerwcu ubiegłego roku na 35 lat więzienia. Wciąż ukrywa się poszukiwany przez Hagę premier Krajiny Goran Hadžić. O nakłanianie do popełniania zbrodni wojennych w Krajinie oskarża się również pozostającego w Hadze od 2003 roku lidera Serbskiej Partii Radykalnej (SRS) Vojislava Šešelja. Liderom krajińskich Serbów podobnie zarzuca się kierowanie czystkami etnicznymi, torturowanie i mordowanie jeńców i cywilów oraz niszczenie mienia.

Od kilku lat władze Chorwacji realizują zakrojony na szeroką skalę program zachęcający serbskich uchodźców do powrotu na ziemie zajęte przez Zagrzeb w wyniku operacji "Burza". Niestety, do dzisiaj nie doczekano się masowych powrotów. Na przeszkodzie stoją zarówno kwestie własnościowe - w wiekszości dawnych serbskich domów mieszkają obecnie Chorwaci jak i zwykły ludzki strach. Z drugiej strony trzeba przyznać, że podczas serbskich rządów w Krajinie, wiele domów chorwackich przeszło w ręce Serbów, więc powrót Chorwatów do części z nich był aktem sprawiedliwości dziejowej.

Przedstawiciele serbskich Chorwatów odgrywają obecnie istotną rolę w rządzącej krajem koalicji centroprawicowo-ludowo-liberalnej, na której czele stoi obecny lider założonej przez Franjo Tuđmana Chorwackiej Wspólnoty Demokratycznej (HDZ), a zarazem premier Ivo Sanader. Przedstawiciel serbskiej mniejszości pełni w tym rządzie funckję wicepremiera. Początek normalizacji stosunków pomiędzy Belgradem a Zagrzebiem rozpoczął się jeszcze za życia Franjo Tuđmana i Slobodana Miloševića, zaledwie rok po ofensywie "Burza", w 1996 roku. Anno Domini 2008 obydwa kraje, w róznym stopniu zaawansowania, oczekują na integrację z UE. W bieżącym roku, na szczycie NATO w Bukareszcie, Chorwaci otrzymali oficjalne zaproszenie do członkostwa w Pakcie.

Burza nad "Burzą".

Pomimo zmiany sytuacji politycznej na Bałkanach, spór o losy "Burzy" wciąż trwa i ma się dobrze. Najczęstszą okazją do jego odnawienia stają się kolejne rocznice ofensywy. Chorwackie święto narodowe, jakim jest rocznica "Burzy" od lat niezmiennie jest obchodzone z dużą pompą. Także i w tym roku, 5 sierpnia, centralne uroczystości odbyły się w mieście Knin. W bieżącym roku, po raz pierwszy Dzień Zwycięstwa i Dziękczynienia dla Ojczyzny obchodony jest również jako Dzień Chorwackich Weteranów wojny z lat 1991-95. W knińskich uroczystościach wzięli udział premier Ivo Sanader, przewodniczący chorwackiego parlamentu (Saboru) Luka Bebić, wicepremier i minister ds. rodziny, solidarności międzypokoleniowej i weteranów wojennych Jadranka Kosor, szef sztabu generalnego armii generał Josip Lucić oraz przedstawiciele episkopatu chorwackiego Kościoła katolickiego. W godzinach wieczornych, mszę świętą w intencji ojczyzny w obecności najwyższych władz odprawił w knińskim kościele pw. św. Antoniego biskup Ante Ivas. Podczas kazania, chorwacki hierarcha wezwał do pojednania i rezygnacji z nienawiści, ale również stanowczo zaprotestował przeciwko nazywaniu ofensywy "Burza" akcją zbrodniczą.

Zwycięstwo podczas "Burzy"chorwaccy liderzy polityczni określali w tym roku jako "jeden z najbardziej doniosłych dni w historii Chorwacji". "5 sierpnia 1995 roku jest wszechchorwackim wielkim zwycięstwem narodu i państwa, rocznicą której nie można zapomnieć. Zwycięstwo to zostało odniesione pod wodzą i dzięki wizjonerstwu prezydenta Franjo Tuđmana i uczyniło Chorwację dumnym krajem, który był w stanie rozpoznać właściwy moment historyczny, zorganizował swoje instytucję i armię i zakończył walkę, która rozpoczęła się w 1990 roku, gdy postanowiliśmy stworzyć nowoczesne, demokratyczne państwo" - mówił 5 sierpnia w Kninie przewodniczący chorwackiego parlamentu, zwracając uwagę, że zwycięstwo operacji "Burza" zapobiegło powtórzeniu się na chorwackich ziemiach "nowej Srebrenicy".

Przewodniczący chorwackiego parlamentu zaprotestował także przeciwko twierdzeniom władz Serbii, że Chorwaci powinni przeprosić za zbrodnie towarzyszące operacji "Burza". Kilka dni temu sugestia taka padła z ust prezydenta Serbii Borisa Tadića. Serbski lider powiedział 3 sierpnia, że "rocznicę chorwackiej ofensywy w ktorej zginęło prawie 2 tys. Serbów mój naród obchodzi jako dzień smutku i żałoby".

"Kolejna rocznica "Burzy" powinna być okazją, aby Chorwacja raz jeszcze zrobiła wszystko co w jej mocy i przeprowadziła wszystkie niezbędne dochodzenia w sprawie zbrodni popełnionych podczas tej operacji. Nie chodzi tu tylko o współpracę z Trybunałem w Hadze, lecz także o konkretną pracę chorwackich instytucji państwowych w celu wyjaśnienia losów wszystkich ofiar tamtych dni. To warunek dla zbudowania prawdziwie europejskiego społeczeństwa w naszym regionie" - mówił na konferencji prasowej serbski prezydent.

"Wielokrotnie przepraszałem za zbrodnie popełnione przez Serbów wobec innych, sąsiednich narodów. Niestety, nigdy do tej pory nie słyszałem, żeby liderzy tych państw ze swojej strony przeprosili za zbrodnie, które ich obywatele popełnili na Serbach" - tłumaczył w Belgradzie Boris Tadić.

Na odpowiedź Chorwatów Boris Tadić nie musiał czekać długo. "Chorwacja może przeprosić, ale za wszystko co zrobiła na terytorium Serbii. Ale w sierpniu 1995 roku nie weszliśmy na terytorium serbskie, lecz broniliśmy naszej Chorwacji" - mówił 5 sierpnia w Kninie przewodniczący chorwackiego parlamentu. Jego słowa przerywały burzliwe owacje.

"Nie dopuścimy, aby ktokolwiek rzucał oszczerstwa pod adresem ofensywy "Burza". Ta operacja przeszła do historii i do podręczników wojskowości" - do słów przewodniczącego parlamentu dołączył się chorwacki premier Ivo Sanader.

Do nowego rozdziału sporu o "Burzę" właczył się także przebywający z oficjalną wizytą w Mongolii prezydent Chorwacji Stjepan Mesić. "Jeżeli prezydent Tadić wypowiada się na temat "Burzy", powinien pamiętać, iż bunt serbskich obywateli w Chorwacji w 1990 i 1991 roku był organizowany przez Belgrad, skąd nadjeżdżały czołgi i ochotnicy obsypywani kwiatami. To Chorwatom została wypowiedziana wojna, a nie odwrotnie" - komentował Mesić.

Chorwacki prezydent przypomniał również, iż jako głowa państwa wielokrotnie przepraszał za zbrodnie, które jego rodacy popełnili podczas wojen towarzyszących rozpadowi Jugosławii.

"Wszystkich, którym Chorwaci uczynili jakieś zło już przeprosiłem. Dziwię się, że doradcy Tadića nie zwrócili mu na ten fakt dostatecznej uwagi. Skoro on nie śledzi tego co ja robię, niech  chociaż robią to jego doradcy" - stwierdził w Ułan Bator Stjepan Mesić.

Inaczej w Kninie, inaczej w Belgradzie.

4 i 5 sierpnia Belgrad uczcił serbskie ofiary "Burzy" nabożeństwem żałobnym w cerkwi pw. św. Marka znajdującej się w parku Tašmajdan w centrum stolicy, nieopodal siedziby parlamentu (Skupsztiny). Modlitwom przewodniczył prawosławnyn biskup Atanasije, a uczestniczyli w nich wysocy rangą politycy koalicji rządzącej - wicepremier Jovan Krkobabić, wiceprzewodniczący parlamentu (a w poprzednim rządzie wicepremier) Božidar Đelić, a także politycy opozycji oraz serbski następca tronu książę Aleksander Karađorđević wraz z małżonką. Obecni byli także liderzy kosowskich Serbów. Po nabożeństwie, grupa około 200 demonstrantów przeszła pod ambasadę Chorwacji, gdzie skandowano hasła "Nie dla UE!", "Republika Serbskiej Krajiny!" oraz "Burza - zbrodnia bez kary!".

Próba diagnozy.

Czy więc w świetle wszystkich przedstawionych powyżej okoliczności jesteśmy dziś w stanie przyznać rację którejś ze stron sporu? Wydaje się to niemożliwe. Do rozwiązania problemu nie wystarczą przesłanki historyczne. Krajina od XVI do XIX wieku była obszarem buforowym pomiędzy Cesarstwem Habsburgów a Imperium Otomańskim, na którym osiedlali się zarówno Chorwaci, Serbowie, Wołosi, Romowie jak i inni członkowie innych narodów środkowoeuropejskich. Następnie włączono ją do Chorwacji pozostającej w składzie dualistycznej monarchii austro-węgierskiej pod berłem Budapesztu. Po zakończeniu I wojny światowej weszła w skład Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców (SHS), przemianowanego później na Jugosławię. Na krótko przed wybuchem II wojny światowej stała się automiczną prowincją pod nazwą Banovina Chorwacka, a po zajęciu przez Hitlera Jugosławii w 1941 roku została przekazana marionetkowemu państwu ustaszów - Niezależnemu Państwu Chorwackiemu (NDH), kierowanemu przez Ante Pavelića. Symbolem reżimu ustaszów stała się eksterminacja Serbów, Żydów i Romów dokonana w obozie koncentracyjnym w Jasenovacu, w którym według różnych danych zginęło od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy sąsiadów Chorwatów. W czasie wojny, na terenach Krajiny działał zarówno stricte serbski partyzancki ruch czetników jak i ogólnojugosłowiański ruch narodowowyzwoleńczy dowodzony przez Josipa Broz-Titę. Działali w nim zarówno Chorwaci jak i Serbowie. Po utworzeniu socjalistycznej Jugosławii region wszedł w skład jugosłowiańskiej Chorwacji. Kolejne konstytucje Jugosławii, z 1963 i 1974 roku dawały krajińskim Serbom szeroką autonomię.

W tym miejscu dochodzimy do kwestii prawnej, która równiez budzi kontrowersje. Chorwaci stoją na stanowisku, że powojenna Jugosławia, jako państwo dysponujące suwerennością i integralnością terytorialną potwierdzoną przez Kartę Narodów Zjednoczonych, zgodnie ze swoim najwyższym ustawodawstwem posiadała możliwość, aby jej poszczególne republiki związkowe mogły opuścić federację. Granice nowych państw powstałych na gruzach Jugosławii powinny opierać się, zgodnie ze wspomnianymi już w tym artykule postanowieniami tzw. komisji Badintera na granicach dawnych republik związkowych federacji jugosłowiańskiej. Na tej podstawie chorwaccy Serbowie z Krajiny mają prawo do jak najszerszego stopnia autonomii, lecz nie do secesji. Co ciekawe, podobna argumentację stosuje dziś Serbia wobec problemu Kosowa głosząc, że w świetle ostatniej ustawy zasadniczej Jugosławii z 1974 roku wraz z jej późniejszymi zmianami, Kosowo miało charakter okręgu autonomicznego, a nie republiki, więc nie dysponowało w świetle prawa międzynarodowego prawem do ogłoszenia jednostronnej niepodległości.

W świetle tej interpretacji, bunt krajińskich Serbów w 1990 roku przeciwko władzy Zagrzebia miał charakter secesjonistycznej irredenty w podobny sposób jak bunt kosowskich Albańczyków przeciwko władzy Belgradu od początku lat 90. Można się zastanawiać, jak potoczyłaby się historia rozpadu Jugosławii, gdyby zarówno krajińscy Serbowie jak i kosowscy Albańczycy wybrali bardziej umiarkowaną i pragmatyczną drogę do wywalczenia, bądź zachowania autonomii politycznej.

Serbski punkt widzenia stara się zrównywać prawo Chorwatów do secesji z Jugosławii z prawem chorwackich Serbów do secesji z Chorwacji, co jednak nie jest tożsame i może brzmieć nielogicznie w kwestii stosunku Belgradu do Kosowa. Konsekwencją tego interpretacji byłoby przyznanie takich samych praw do secesji chorwackim Serbom jak i kosowskim Albańczykom.

W końcu pojawia się ostatni argument - o odpowiedzialność moralną za zbrodnie popełnione w czasie wojny z lat 1991 - 95. Wobec przedstawionych powyżej faktów i wyroków międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości nie da się żadnej ze stron przedstawić jako absolutnie "dobrej" i "złej". Nie pozostaje nic innego jak zgodzić się ze słowami specjalnego wysłannika ONZ w Bośni Tadeusza Mazowieckiego, który w połowie lat 90. jako jeden z pierwszych polityków zachodnich przyznał otwarcie, że podczas wojny w b. Jugosławii wszystkie strony konfliktu dopuszczały się zbrodni wojennych. Ważenie ciężaru i wielkości zbrodni staje się zawsze bardzo ryzykowne i jest po prostu niemoralne.

Krwawy konflikt serbsko-chorwacki którego kulminacją, ale i miejmy nadzieję ostatecznym zakończeniem była ofensywa "Burza" był wielką tragedią dla obydwu narodów. Zburzył na trwale wielki i ambitny projekt jedności południowych Słowian symbolizowany nazwą "Jugosławia". Pozostawił po sobie widoczne do dziś gołym okiem emocje i żale. Pocieszające jest jednak to, że pokój pomiędzy, jak napisał to słynny jugosłowiańsko-chorwacki pisarz Miroslav Krleža "jednym narodem, który podzielił wspólny język: serbsko-chorwacki" trwa już 13 lat, a kolejne burze nad "Burzą" mają już tylko charakter wzajemnego odbijania piłeczki przez polityków z obydwu miast nad wodami Sawy. Póki trwa nawet najostrzejsza wymiana zdań i debata, wszystko pozostaje w normie...