|
Spektakularny wzrost gospodarczy Chin odbywa się olbrzymim kosztem środowiska naturalnego, w tym także zasobów wód. Ich nadmierna eksploatacja, powszechne zanieczyszczenie i narastające konflikty o wodę to cena, jaką chińskie społeczeństwo (i przyroda) płaci za realizację marzeń o zasobnym i potężnym kraju. Coraz więcej ekspertów wyraża przekonanie, że brak dostępu do czystej wody stanie się wkrótce jednym z głównych czynników hamujących dalszy rozwój Państwa Środka. REKLAMA
Strona 1 z 2 Zasoby wodne Chin: ubóstwo w bogactwie
Całkowite zasoby wodne Chin w 2009 r. oszacowano na 2418 km3, co daje temu krajowi wysoką szóstą pozycję na świecie, po Brazylii, Rosji, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i Indonezji. Jednakże w przeliczeniu na jednego mieszkańca zasoby te wynoszą już tylko 1812 m3, co plasuje Państwo Środka na odległym miejscu w rankingu światowym. Wraz z postępującym przyrostem ludności, a także zmianami klimatycznymi zasoby wody per capita w Chinach systematycznie maleją; dla porównania, jeszcze w 1997 r. wynosiły one 2253 m3 na osobę [5]. Chiny zbliżają się więc do granicy tzw. stresu wodnego (1700 m3 wody na osobę), co pozwala zakwalifikować je do grupy krajów ubogich w to dobro. Sytuację komplikuje bardzo nierównomiernie rozmieszczenie omawianego surowca w obrębie kraju: zamieszkane przez 54,1% ludności i posiadające 36,0% powierzchni ziem uprawnych Chiny Południowe mają do dyspozycji aż 81% ogólnokrajowych zasobów wody. W rezultacie, o ile chińskie Południe boryka się z jej nadmiarem (wyspa Hainan: 5564 m3 na osobę), to Północ cierpi na jej dotkliwe braki (Pekin: 124 m3 na osobę). Do tego dochodzi jeszcze nierównomierny w czasie rozkład opadów atmosferycznych, będący konsekwencją cyrkulacji monsunowej – w Pekinie niemal 75% opadów przypada na trzy miesiące lata. Jakby i tego było mało, rozległe tereny Chin regularnie nawiedzają powodzie i susze, powodujące ofiary w ludziach i olbrzymie straty materialne, jak chociażby katastrofalne wezbranie w dorzeczu Jangcy w 1998 r., które kosztowało życie ponad 3700 osób i wyrządziło szkody w wysokości 26 mld dolarów, czy też tegoroczna susza w prowincji Shandong. Naukowcy wskazują, że te anomalie mają związek z postępującymi zmianami klimatycznymi i – co gorsza – że należy spodziewać się ich intensyfikacji w przyszłości. Scenariusze zmian klimatycznych przewidują m.in. postępujące zmniejszanie się opadów w suchej, północnej części kraju, nasilenie się zjawisk wezbraniowych w części południowej, a także zanik lodowców górskich, stanowiących podstawowe źródło zaopatrzenia w wodę oaz w Xinjiangu.
Chiński smok potrzebuje wody
Największym konsumentem wody w Państwie Środka jest rolnictwo. W 2009 r. aż 62,4% z 596,52 km3 wykorzystanej wody przypadło właśnie na ten sektor gospodarki, 23,3% na przemysł, 12,6% na potrzeby komunalne, a 1,7% na tzw. potrzeby ekologiczne. Niestety, bazujące w przeważającej części na sztucznym nawadnianiu zalewowym (intensywne parowanie) rolnictwo zużywa jej zbyt wiele. Podobnie chiński przemysł, w którym produkcja pochłania 10-krotnie więcej wody niż w krajach wysoko rozwiniętych. Ocenia się, że straty wody wynikające z nieszczelności sieci wodociągowej sięgają 20% w przypadku potrzeb komunalnych i aż 50% w przypadku potrzeb przemysłowych [11]. Do oszczędzania nie zachęcają niskie ceny za jej zużycie, np. w Pekinie metr sześcienny wody kosztuje odbiorcę indywidualnego 4 yuany (ok. 0,44 euro), a jeszcze do końca 2009 r. cena ta była o 1/3 niższa. Przestarzała infrastruktura i nieodpowiednie zarządzanie sprawiają, że ponad 2/3 z 655 chińskich miast cierpi na jej niedobory [3]. Konsekwencją jest drastyczne zmniejszanie się wody ilości w rzekach. Skrajnym tego przypadkiem były występujące w latach 1972-1997 jej całkowite zaniki w dolnym odcinku Rzeki Żółtej: w 1997 r. aż przez 226 dni można było przejść suchą stopą na drugi brzeg „Rzeki-Matki Chin” [10].
Poważnym problemem jest także zanieczyszczenie wód. Według oficjalnych danych [1], w 2009 r. aż 41,1% chińskich rzek miało co najwyżej IV klasę czystości (w pięciostopniowej skali), z czego 19,3% nie nadawało się do celów użytkowych (poniżej V klasy). Najgorsza pod tym względem sytuacja występuje w położonym w północno-wschodniej części kraju, gęsto zaludnionym, a do tego uprzemysłowionym i intensywnie użytkowanym rolniczo dorzeczu rzeki Hai, gdzie w 2009 r. aż 51,5% wód nie mieściło się w żadnej klasie czystości. Z kolei stosunkowo najmniejsze zanieczyszczenie mają nadal rzeki Chin Południowo-Zachodnich, tj. Mekong, Saluin, Rzeka Czerwona oraz tybetański odcinek Brahmaputry; 61,7% ich wód ma I i II klasę czystości wobec 2,6% wód pozaklasowych. Te same dane mówią aż o 40,8% powierzchni badanych jezior w Chinach mających wody co najwyżej IV klasy czystości, w tym w 14,0% pozaklasowe. Wszystko to przekłada się na jakość wody płynącej z chińskich kranów. Jak donosi agencja Xinhua [13], w 2007 r. około 300 mln mieszkańców Państwa Środka nie miało dostępu do czystej wody pitnej.
Wbrew powszechnie panującej opinii, to nie przemysł, a właśnie rolnictwo jest głównym sprawcą zanieczyszczenia wody w Chinach. Na ten kraj przypada 24% światowych zbiorów zbóż i aż 35% globalnego zużycia nawozów. Według raportu opublikowanego przez Greenpeace i Szkołę Gospodarki Rolnej i Rozwoju Wiejskiego Uniwersytetu Renmin w Pekinie, Chiny powinny ograniczyć zużycie nawozów sztucznych o 50%. W wyniku zbyt intensywnego nawożenia co roku do wód dostaje się około 10 mln ton chemikaliów, co prowadzi do skażenia rzek i jezior [9], okresowych „zakwitów” wód jeziernych i tworzenia się stref beztlenowych, powodujacych zanik życia biologicznego, jak np. w jeziorze Tai w 2007 r.
Duży udział w zatruwaniu wody ma jednak też przemysł. Co jakiś czas lokalne i światowe media informują o awariach przemysłowych, których rezultatem jest skażenie rzek i jezior. Jako przykład można podać wybuch w zakładach chemicznych w mandżurskim Jilinie w listopadzie 2005 r., w efekcie którego do Sungari przedostało się około 100 ton pochodnych benzenu. Zanieczyszczenie rzeki zmusiło wówczas do wstrzymania poboru wody nie tylko przez miasta chińskie, jak Harbin, ale także rosyjski Chabarowsk położony nad Amurem, odbierającym wody Sungari.
Mimo realizowanych od kilkunastu lat kosztownych planów budowy oczyszczalni ścieków do chińskich rzek nadal trafiają znaczne ilości zanieczyszczeń komunalnych: według danych za 2003 r., tylko 7% ścieków odprowadzonych przez miasta położone w zlewni rzeki Liao w Chinach Północno-Wschodnich zostało uprzednio oczyszczonych, głównie mechanicznie [14]; dla ścieków miejskich w zlewni rzeki Sungari odsetek ten wyniósł 8,6% [2]. W 2009 r. w znajdującej się w obrębie Mandżurii i zamieszkanej przez ponad 43,2 mln osób prowincji Liaoning działało 46 oczyszczalni ścieków, wobec 20 oczyszczalni w prowincji Jilin (27,4 mln ludności) i 20 w prowincji Heilongjiang (38,3 mln ludności) [7].
Drastyczne pogarszanie się jakości wód powierzchniowych zmusza do sięgania po zasoby wód podziemnych, co przy rosnącym w szybkim tempie popycie na to dobro prowadzi do powstawania rozległych lejów depresyjnych, szczególnie widocznych w obrębie wielkich aglomeracji miejskich. Przykładowo, od lat 70. XX w. zwierciadło wód podziemnych pod Pekinem obniża się średnio o 1,5-2 metry na rok, głębokość leja depresyjnego sięga obecnie 30-40 metrów, a jego powierzchnia 1000 km2. Naturalną konsekwencją obniżania się poziomu wód podziemnych jest m.in. stopniowe osiadanie gruntu; w niektórych miejscach stolicy Chin przekracza ono 0,5 metra [11].
|