Przejeżdżając przez bogate dzielnice Dakki (np. Gulshan) lub oglądając miejscową telewizję ciężko uwierzyć, że znajdujemy się w jednym z najbiedniejszych krajów na świecie. Zagraniczne firm, eleganckie restauracje, zadbane ulice, kolorowe reklamy i teledyski nie różnią się zbytnio od tego co można oglądać w innych miastach świata. Wystarczy jednak wyłączyć telewizor i wyjść poza Gulshan by odkryć fascynujący i (niestety) przygnębiający obraz codziennego życia w Bangladeszu.
Rozpoczynając od ulic wypełnionych rachitycznymi straganami, znajdujących się w stanie permanentnego niedokończenia budynków, poprzez chaos wypełnionej rikszami ulicy po nadbrzeże czarnej od ścieków rzeki wypełnionej setką małych łódek, szybko zdajemy sobie sprawę, że informacje o biedzie tego kraju nie są bynajmniej przesadzone. Szczególnie smutny jest widok żebrzących dzieci, które często śpią praktycznie na gołej ziemi. Na każdym większym skrzyżowaniu w Dace można spotkać dzieci, które mogłyby być bohaterami filmu Slumdog. Najmłodsze sprzedają popcorn, kwiaty i żebrzą. Nieco starsze zaczynają już ciężką pracę jako czyściciele butów, pomocnicy budowlani, robotnicy w fabrykach. Mimo tego, że w ostatnich latach sytuacja w zakresie edukacji dzieci (zarówno chłopców jak i dziewczynek) znacznie się poprawiła, nadal pozostawia ogromne pole do poprawy.
Czytaj wiecej »
Bangladesz to jedno z najgęściej zaludnionych państw na świeci. Na obszarze dwukrotnie mniejszym niż Polska żyje ponad 150 milionów ludzi. To co uderza od pierwszego momentu pojawienia się w Bangladeszu to olbrzymia liczba rowerowych riksz. Według szacunków w samej stolicy (Dakka) jest ich ponad 600 tys.
Każda z nich jest pomalowana i/lub przystrojona co razem z równie barwnie ozdobionymi ciężarówkami i autobusami (rzadziej) daje niesamowitą tęczę barw. Riksze służą zarówno do przewozu osób jak i towarów. Zmotoryzowana wersja rikszy to CNG lub baby-taxi. Po mieście możemy poruszać się również taksówkami, busami lub autobusami (które zazwyczaj są przepełnione do granic możliwości).
Ponieważ zasady ruchu ulicznego nie są delikatnie mówiąc zbyt jasno określone, w każdym zakątku Dakki od mniej więcej 5 rano do 2 w nocy słychać ciągłe trąbienie, dzwonienie i pokrzykiwanie. Już po pierwszej podróży taksówką zrozumiałem dlaczego przewodniki porównują próby samodzielnego prowadzenia samochodu w Bangladeszu do prób samobójczych. Mimo tego, że ruch jest lewostronny nie ma jasnej zasady z której strony mija się wyprzedzane pojazdy. Po prostu należy trąbić. Głośność klaksonu, która jest dosyć ściśle skorelowana z wielkością pojazdu wskazuję osobie jadącej z przodu, że ma ustąpić miejsca lub przynajmniej nie wykonywać gwałtownych manewrów. Włączenie się do ruchu, zawracanie czy skręt wymaga niesamowitej odwagi i refleksu (szczególnie od prowadzących riksze). Szukając najkrótszej możliwej trasy, kierowcy często tworzą przy poboczu ekstra pas jadących „pod prąd" pojazdów (zawracanie przy kolejnym zjeździe i wracanie się zgodnie z kierunkiem jazdy raczej nie jest praktykowane). Pół biedy gdy takiego manewru dokonują riksze, trochę gorzej gdy tego samego próbuje kierowca ciężarówki.
Czytaj wiecej »