Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie List z Wilna

List z Wilna


25 październik 2010
A A A

Specjalnie dla Polityki Zagranicznej: analiza aktualnych stosunków polsko- litewskich pióra Rajmunda Klonowskiego. Autor jest redaktorem Kuriera Wileńskiego i przedstawicielem polskiej mniejszości na Wileńszczyźnie. Dzięki jego uprzejmości Polityka Zagraniczna będzie zamieszczać jego autorskie komentarze dotyczące problemów Polaków na Litwie i relacji bilateralnych Polski i Litwy.

Relacje Polski i Litwy: nowa jakość



W ciągu ostatnich dni pojawiło się w polskich mediach mnóstwo publikacji, dotyczących wzajemnych stosunków Polski i Litwy. Takie nasilenia uwagi, poświęcanej relacjom Polski z Litwą, miały miejsce już w przeszłości, jednak tym razem różnią się od poprzednich znacząco. Praktycznie nikt nie usprawiedliwia już zachowania władz Litwy.



Jedni twierdzą, że minister Sikorski „daje Litwinom nauczkę”, inni, że to „nowa karta” w polityce Polski względem Litwy. O ile pierwsze twierdzenie trudno jest komentować, to o tyle z drugim można się zgodzić tylko częściowo. Owszem, pojawiła się nowa jakość w relacjach polsko-litewskich — polegająca na mówieniu prawdy.



W kontekście omawianych obecnie w mediach problemów należy zdać sobie sprawę z podstawowej kwestii — żaden z nich nie jest problemem nowym. Asymilacyjna polityka wobec polskiej mniejszości na Litwie trwa nieprzerwanie od momentu odzyskania przez Litwę niepodległości. Problemy „Orlenu” pojawiły się wraz z zakupem rafinerii w Możejkach i wciąż nie są rozwiązywane. Od kilkunastu lat dwa razy do roku zbiera się Zgromadzenie Poselskie Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i Sejmu Republiki Litewskiej, i od kilkunastu lat są na nim poruszane wciąż te same problemy. Jednak jeszcze rok temu mówiono o „najlepszych w historii” relacjach między dwoma państwami, a dziś mówi się, że są „najgorsze w Europie”. Co w nich pękło?



Jeszcze do niedawna w Polsce wierzono, że litewska polonofobia to po prostu bolączka młodego państwa, któremu trzeba dać cukierka i możliwość się wyszaleć, a w żadnym wypadku go nie strofować, na przykład przypominając o mniej chlubnej historii, takiej jak Zbrodnia Ponarska — zresztą przemilczanie drażliwych wydarzeń historycznych miało być swego rodzaju niepisanym gwarantem dobrych stosunków. Dlatego też na Zgromadzeniu starano się nie akcentować zbytnio problemów litewskich Polaków, a skupiać się na współpracy zbrojnej i gospodarczej. Zresztą, politycy litewscy byli tego samego zdania — na sugestie, że być może trzeba by już rozwiązać problem pisowni nazwisk (który nie jest zresztą problemem podstawowym — o wiele ważniejsze są problemy oświatowe czy de facto urzędowy zakaz używania języka polskiego w miejscach publicznych), zaraz odpowiadali, że Litwa jak najprędzej potrzebuje, na przykład, mostu energetycznego.



Dziś natomiast jest jasne, że podstawowym hamulcem w drodze ku dobrym stosunkom i współpracy wcale nie jest polska mniejszość na Litwie — tylko litewska większość. Budowa mostu energetycznego nie ruszyła z miejsca nie ze względu na opieszałość władz Polski (co litewscy politycy i media zawsze im zarzucali w odpowiedzi na zarzuty o nierozwiązywanie problemów polskiej mniejszości), tylko dlatego, że litewskie władze nie uzgodniły jej z mieszkańcami miejscowości, przez które most ma przebiegać. Nie rozwiązano problemów logistycznych „Orlen Lietuva” (litewskie koleje państwowe rozebrały „na remont” tory kolejowe z rafinerii do portu na Łotwie, stosują wobec „Orlenu” wyższe taryfy przewozowe etc.), Polacy na Litwie są szykanowani już nie tylko w mediach, ale też finansowo (kary pieniężne za używanie języka polskiego — obok litewskiego — w napisach na sklepach, autobusach etc.), a w Seimasie już czeka projekt nowelizacji Ustawy o Oświacie, który działacze polskich organizacji społecznych na Litwie określają jako „niszczący polskie szkolnictwo”. Nadal też Polacy z Wilna i podwileńskich miejscowości bezskutecznie ubiegają się o zwrot ziemi, zagrabionej im przez bolszewików, kiedy na tejże ziemi rosną domy litewskich osadników. W podwileńskim starostwie Awiżenie w ciagu pięciu lat ilość mieszkańców wzrosła dwukrotnie — i teraz w niegdyś polskim starostwie prawie połowę ludności stanowią Litwini.



A litewscy politycy także poczynają sobie coraz śmielej. 10 października miała miejsce konferencja, poświęcona „90. rocznicy podpisania i złamania Umowy Suwalskiej” (odnośnik do http://kurierwilenski.lt/2010/10/22/konferencja-poswiecona-%e2%80%9e90-rocznicy-podpisania-i-zlamania-umowy-suwalskiej/), na której wystąpił europarlamentarzysta Vytautas Landsbergis i poseł na Seimas RL Gintaras Songaila. Impreza, poświęcona „polskiej okupacji Wilna” miała jednoznacznie antypolski wydźwięk. W sobotę podczas spotkania Rady rządzącej na Litwie Partii Chrześcijańskich Demokratów Litwy Landsbergis również apelował do partyjnych towarzyszy, by nie zwracali uwagi na zobowiązania, wynikające m. in. z Traktat Między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Litewską o Przyjaznych Stosunkach i Dobrosąsiedzkiej Współpracy. Zresztą, ignorowanie założeń Traktatu zapowiadał już niejednokrotnie także w wywiadach dla polskich mediów („Nasi politycy obiecali, ale nie wiedzieli, że to niezgodne z Konstytucją”). Co gorsza, jako instrument do ataków na Polskę, Litwini wciągają także litewską mniejszość w Polsce. (odnośnik do http://kurierwilenski.lt/2010/10/19/%e2%80%9epolen-raus%e2%80%9d/)



Z tych kilku przykładów można wywnioskować, że relacje polsko-litewskie były w ciągu tych dwudziestu lat relacjami jednostronnymi. Polska pomagała Litwie przy akcesji do NATO i UE, dyskretnie milczała o zaszłościach historycznych i realizowała zobowiązania, podjęte w międzynarodowych i dwustronnych umowach. Tymczasem władze Litwy cynicznie kontynuowały politykę ukierunkowaną na wynarodowienie polskiej mniejszości, a każdy uczeń litewskich szkół wie, że Polak — to okupant Wilna i złodziej korony Witolda.



Dlatego trudno mówić o jakiejkolwiek zmianie relacji polsko-litewskich. Pojawiła się w nich po prostu nowa jakość — polegająca na mówieniu prawdy. Bez tej jakości w ciągu dwudziestu lat nic się faktycznie nie zmieniło — Litwa, na wyrost okrzyknięta „partnerem strategicznym”, się w niego nie przeobraziła, ani też nie stała się państwem Polsce przyjaznym. Bez prawdy bowiem nie może być ani przyjaźni ani partnerstwa, a tylko poklepywanie się po plecach i pocałunki przed kamerami, bardziej przypominające epokę Breżniewa, niż XXI wiek.



Rajmund Klonowski