Roman Kuźniar: Genialny de Guibert
-
Roman Kuźniar
Gdyby nie madejowe łoże łamania „Polski Zbrojnej”[gdzie pierwotnie ukazał się tekst, red.], które ogranicza długość tytułu felietonu, powinien on brzmieć: „opinia publiczna, głupcze”.
Ta prawda została przypomniana w niedawnym wywiadzie Stephena Larrabee’go dla „Gazety Wyborczej” na temat udziału Polski w projekcie systemu antyrakietowego. Przypomnijmy, że Larrabee wniósł wielki wkład w zmianę stosunku USA do rozszerzenia NATO o Polskę w latach 90. Był jednym z czołowych analityków RAND. Wspólnie z Asmusem i Kuglerem opublikowali słynny raport ze stwierdzeniem: „NATO must go out of area, or it will go out of business”. W rozmowie na łamach „GW” Larrabee mówi: „Z tarczą to nie jest łatwa sprawa. Był to czysto ideologiczny pomysł Busha. Z początku w ogóle nie myślano, by broniła ona Europy, tylko USA”. To akurat było oczywiste, choć może nie dla wszystkich, zwłaszcza w Polsce. Ale w tej rozmowie pojawia się coś być może ciekawszego. „Donald Rumsfeld nie myślał też o woli narodów Polski i Czech, uważał, że się po cichu dogada z waszymi elitami i tarczę postawi. Nie rozumiał, że Polska i Czechy są demokratyczne i że tak się nie da”, zwraca uwagę Larrabee. I mówi prawdę.
Gorzej jednak, że podobnie myślały poprzednie polskie rządy. One także nie chciały brać pod uwagę głosu społeczeństwa oraz niezależnych ekspertów. Wystarczyły opinie dworskich potakiewiczów. Sprawa jest poważna. Rozumiał to bardzo dobrze Jacques de Guibert już pod koniec XVIII wieku. Genialny młody francuski teoretyk strategii (na jego pracach wychowywał się Napoleon Bonaparte) pisał, że z nastaniem państw republikańskich czytaj: demokratycznych) interesy rządzonych i rządzących stały się zbieżne. W monarchiach to nie miało znaczenia. Dwór nie reprezentował ani interesów, ani woli ludu. Zdaniem de Guiberta, oznaczało to konieczność zaznajamiania opinii publicznej ze sprawami obronności państwa. Jeśli naród ma bronić swego kraju, musi być ich świadomy, musi także mieć na nie wpływ. Dzisiaj, gdy rząd coś ukrywa przed opinią publiczną, zawsze ma to złe skutki. Prawda i tak w końcu wychodzi na jaw, a społeczeństwo karze rządzących w kolejnych wyborach. Wcześniej jednak jest wokół tego dużo złej atmosfery.
Na życzenie naszych amerykańskich partnerów poprzednie polskie rządy utrzymywały w tajemnicy sprawę bazy systemu antyrakietowego, choć rząd winien jest lojalność wobec własnego społeczeństwa, zwłaszcza gdy chodzi o bezpieczeństwo. O tym, czy to będzie radar, czy wyrzutnia rakiet i w jakim miejscu, dowiadywaliśmy się ze strony internetowej Pentagonu, a nie od rzecznika MSZ. Dobrze się stało, że obecny rząd zmienił podejście do udziału Polski w systemie antyrakietowym USA, że stało się ono pragmatyczne, a nie ideologiczne. Zwłaszcza że opinia publiczna od rządu dowiaduje się szczegółów tego projektu i nie musi już szukać informacji, jak wójt Radzikowa, w Waszyngtonie, może je uzyskać w Warszawie. Efektem jest także spokojniejsze traktowanie tej sprawy przez opinię publiczną. A tak przy okazji, dobrze, że „Polska Zbrojna” stała się pismem dla wszystkich Polaków, a nie tylko dla żołnierzy i wtajemniczonych. W ten sposób realizuje misję, o której mówił przed ponad dwustu laty Jacques de Guibert, niestety nieznany w Polsce teoretyk strategii francuskiego oświecenia. Uwzględnianie opinii publicznej nie jest wbrew nadto oświeconym” politykom ani populizmem, ani ustępowaniem przed „dyktatem ulicy”, jak nieraz mówią owi nadto „oświeceni”. Jest zwyczajnym realizowaniem konstytucyjnej zasady. Bo konstytucję należy czytać i wykonywać tak, jak jest ona napisana.
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.
Przedruk za zgodą redakcji Polska Zbrojna
| |


Stefan Bratkowski nie żyje.
Prezydenci chcą zacieśnić współpracę polsko-słowacką