Filip Topolewski: Janosik nie pomoże
-
Filip Topolewski
Ogłoszona dziś (2 marca 2004 r.) decyzja koreańskiego koncernu Hyundai rozwiała resztki nadziei niepoprawnych optymistów liczących na przełamanie niekorzystnego trendu (!?) w relacjach Polski z dużymi inwestorami zagranicznymi. Kolejny już raz (po Toyocie i PSA Peugeot – Citroen) przegrała Polska wyścig o inwestycję, kolejny raz pocieszyć się musi srebrnym medalem (choć marna to pociecha, bowiem w tej konkurencji panuje zasada, że zwycięzca bierze wszystko) Porażka jest tym bardziej bolesna, iż inwestycja stanowić miała poważny zastrzyk kapitału (przeszło miliard dolarów) – rzecz ważna dla kraju cierpiącego na chroniczny jego brak oraz obiecywała stworzenie przeszło 4 tysięcy miejsc pracy (plus wielokrotnie więcej u poddostawców) – szczegół nie bez znaczenia w kraju z 20% stopą bezrobocia. Niestety Koreańczycy nie kierowali się listą potrzeb kraju przyjmującego, a swoim dobrze pojętym i słusznym interesem. Okazało się, że interes nie leży w podwrocławskich Kobierzycach, a w Słowackiej Żylinie. Dlaczego trzeci raz z rzędu oferta Polski zostaje odtrącona? Gdy straciliśmy Toyotę mówiono o bliskości Czech z Europą Zachodnią i rozwiniętej sieci poddostawców. Policzek od Francuzów tłumaczono politycznym tłem wyboru F-16 zamiast francuskich Mirage. Czy i tym razem usłyszymy równie pokrętne tłumaczenia. Fakty mówią same za siebie. Przyjrzyjmy się im.
Fakt 1. – Autostrady O znaczeniu szybkiej i sprawnej sieci dróg dla współczesnej gospodarki napisano opasłe tomy, jednakże widocznie nie dość wiele by przekonać kolejne rządy w kraju nad Wisłą. Jak smutno śpiewał Kazik Staszewski „przez 7 lat zbudowano w Polsce 19 kilometrów autostrady” W tym samym czasie nasi południowi sąsiedzi zdołali bez zbędnego szumu stworzyć wcale solidną sieć autostrad. Podczas gdy prezes PAIiIZ Andrzej Zdebski pokazywał koreańskim inwestorom plany przebiegu przyszłej wspaniałej wielopasmówki Słowacy zaprosili go po prostu na przejażdżkę.
Fakt 2. – Związki zawodowe Swego czasu wicepremier Balcerowicz określił Polskę jak kraj rządzony przez związki zawodowe. Nie rozprawiając nad słusznością tej tezy warto przywołać z pamięci obrazy górników atakujących Ministerstwo Gospodarki, rolników paraliżujących ruch uliczny (jakby nie wystarczył brak autostrad!), kolejarzy wstrzymujących pociągi (gdyby komuś przyszedł do głowy transport koleją), czy niedawne wydarzenia z fabryki kabli w Ożarowie. Czyż można mieć pretensje, że inwestor dwa razy pomyśli nim narazi swoje pieniądze na straty z powodu opóźnionych dostaw, niedotrzymanych terminów wobec klientów, utraty u nich reputacji, czy w końcu narazi się na ryzyko strat w związku ze strajkiem we własnej fabryce? Czy może wybierze kraj, gdzie w ciszy i spokoju nie niepokojony przez nikogo będzie mógł produkować i pracować, jak np. Słowację?
Fakt 3. – Koszty pracy. Choć każdy zaczepiony rodak na pytanie ile zarabia odpowie: „Za mało” to okazuje się, że i tak praca Polaka droższa jest od pracy Czecha, czy Słowaka. Nie ma w tym winy wygórowanych żądań pracowników, lecz kosztów pozapłacowych, czyli wszelkich składek i podatków. Praca w Polsce obciążona jest na niespotykaną skalę, a co gorsze obciążenia miast maleć – rosną. Z ostatnich posunięć wymienię tylko zamrożenie progów podatkowych, czy wzrost składek na ubezpieczenie zdrowotne (od 1 stycznia 2004 r.). Pełny obraz zyskujemy dodając do tego sztywny kodeks pracy (broniony zresztą zaciekle przez związki zawodowe – patrz fakt nr 2). Od czasu do czasu pojawia się propozycja obniżki podatków (biała księga Balcerowicza, ostatecznie zawetowana przez Prezydenta Kwaśniewskiego), czy obecnie plan Hausnera. I znowu, gdy wicepremier mógł opowiadać inwestorom o planie i perspektywach, szukaniu parlamentarnej większości itd., itp. Słowacy po prostu pokazali im PIT-a – jedna prosta stawka 19%.
Fakt 4. – Podatki Mimo, iż problem poruszony został w poprzednim punkcie warto powrócić do niego raz jeszcze, tym razem koncentrując się nie na opodatkowaniu pracy, a samych przedsiębiorców. W Polsce inwestor może liczyć na podatek w wysokości 22% - obiektywnie rzecz biorąc średniej wysokości. Na Słowacji – 19%.
Fakt 5. – Mały może więcej Przykłady państwa takich jak Irlandia, Węgry, Czechy, czy Słowacja wskazują na tezę, że państwa małe są często sprawniejsze w konkurowaniu o inwestycje zagraniczne z państwami wielokrotnie większymi. Wynika to z prostego faktu, iż każda inwestycja ma dla takiego państwa niewspółmiernie większe znaczenie (porównajmy wspomniane 4 tys. miejsc pracy w Polsce i te same 4 tysiące miejsc pracy na Słowacji). W związku z tym państwa te są w stanie nie tylko nadać polityce przyciągania inwestycji zagranicznych priorytetowe znaczenie dla rozwoju kraju, ale również traktować bardzo poważnie (łącznie z umożliwieniem kontaktu z najwyższymi władzami w kraju) pojedynczych inwestorów. Taka koncentracja zasobów i wysiłków aparatu państwowego państwowego w przypadku Polski nie jest możliwa.
Wymienione powyżej punkty nie przekreślają kandydatury Polski. W końcu i tym razem Polska nalazła się na krótkiej liście dwóch państw rozgrywających ostateczny bój o inwestycję. Jeżeli jednak sytuacja ma się zmienić, a Polska w końcu zejść z ringu w glorii zwycięstwa to wyszczególnione mankamenty należy jak najszybciej usunąć. Pytanie nie brzmi czy, a kiedy. Bowiem, pomimo ogromnej życzliwości naszych południowych sąsiadów na Janosika nie mamy co liczyć.


Stefan Bratkowski nie żyje.
Prezydenci chcą zacieśnić współpracę polsko-słowacką