|
Rok 2002 okazał się wielkim sukcesem francuskiej prawicy. Najpierw Jacques Chirac wygrał wybory prezydenckie, pokonując w drugiej turze z olbrzymią przewagę Jean-Marie Le Pena, a następnie świeżo utworzona partia neogaullistowska UMP ("Unia na rzecz Większości Prezydenckiej", po wyborach przemianowana na "Unię na rzecz Ruchu Ludowego") zdobyła bez problemów absolutną większość w Zgromadzeniu Narodowym (niższej izbie francuskiego parlamentu). Nowym premierem został Jean-Pierre Raffarin, a okres kohabitacji, czyli współrządzenia przez prezydenta i rząd z różnych obozów politycznych, dobiegł końca. Cała władza przeszła w ręce prawicy, ta jednak stosunkowo szybko zaczęła tracić zaufanie Francuzów. REKLAMA
Premier Raffarin nie zdobył nigdy silnej pozycji, a jego jowialność i bezpośredni styl bycia nie zapobiegły raptownej utracie popularności, spowodowanej przede wszystkim nieustającymi problemami gospodarczymi. Bezrobocie we Francji pozostaje na wysokim poziomie, oscylując wokół 10%, a wzrost gospodarczy należy do najniższych w strefie euro. Rośnie za to nieustannie dług publiczny, a deficyt budżetowy Francji w ostatnich latach wyraźnie przekracza 3%, łamiąc w ten sposób notorycznie zasady Paktu Stabilizacji i Wzrostu. Raffarin został poważnie osłabiony klęska UMP w wyborach lokalnych w 2004 r., gdy w prawie wszystkich regionach Francji władzę utrzymała bądź przejęła lewica. Ostatecznym ciosem dla premiera okazało się referendum nad "Traktatem ustanawiającym konstytucję dla Europy", który Francuzi 29 maja 2005 r. odrzucili większością 55% głosów. Chirac zdecydował się poświęcić Raffarina, by za pomocą nowego rozdania uchronić swój obóz przed porażką w podwójnych wyborach (prezydenckich i parlamentarnych) 2007 roku.
Kluczowymi postaciami w systemie władzy Francji są obecnie trzej politycy z obozu neogaullistowskiego. Obok prezydenta Chiraca na plan pierwszy wysuwają się premier Dominique de Villepin oraz minister spraw wewnętrznych, a zarazem przywódca UMP, Nicolas Sarkozy. Dla wszystkich wyznacznikiem jest perspektywa wyborów prezydenckich 2007 roku. Wszyscy również prowadzą dziś wyrafinowaną grę, choć do wyborów pozostało jeszcze półtora roku.
Prezydent Chirac, rządzący nieprzerwanie od 1995 r., przez długi czas miał nadzieję na trzecią z rzędu kadencję. Jednak jego położenie wydaje się dziś nadzwyczaj niekorzystne z wielu względów. Klęską Chiraca było przede wszystkim referendum europejskie, przed którym zaangażował się w kampanię na "tak", będąc początkowo pewnym wygranej. Odrzucenie Traktatu konstytucyjnego znacznie osłabiło jego pozycję i pogłębiło kryzys zaufania Francuzów do swego prezydenta. Propagandową porażka głowy państwa było z pewnością również niepowodzenie Paryża w wyścigu o organizację letnich igrzysk olimpijskich w 2012 r. Wreszcie Chirac postrzegany jest także jako główny odpowiedzialny za mizerny stan gospodarki i wysokie bezrobocie. Choć wielokrotnie zapowiadał liczne inicjatywy i programy, nie zdołał odnowić kraju i pobudzić jego rozwoju. Na jego wizerunek niekorzystnie wpłynął kryzys związany z rozruchami na francuskich przedmieściach, podczas którego bardzo długo nie występował publicznie. Całości zmartwień Chiraca dopełniają jego problemy ze zdrowiem, wymagające niedawno hospitalizacji. Prezydent, który ma 73 lata, obecny jest na francuskiej scenie politycznej już od końca lat 60. Choć tak długa kariera we Francji nie jest czymś wyjątkowym, wszystko wskazuje dziś jednak na to, że dobiega ona nieuchronnie końca. Sondaże są dla Chiraca bezlitosne - bardzo niewielu Francuzów deklaruje poparcie dla niego, gdyby zdecydował się kandydować na urząd głowy państwa w 2007 r. Sam Chirac z pewnością ma jeszcze nadzieje na odwrócenie niekorzystnego trendu, ale ta nadzieja zapewne z każdym dniem maleje.
Dominique de Villepin jest politykiem należącym do kręgu najbardziej zaufanych współpracowników Chiraca. W przeciwieństwie do prezydenta, de Villepin nigdy dotąd nie startował w żadnych wyborach, a wszystkie stanowiska piastował z nominacji. Kluczowym dla rozwoju jego kariery momentem było sprawowanie funkcji ministra spraw zagranicznych w latach 2002-04, czyli podczas wojny w Iraku. De Villepin, prezentując twardą antywojenną retorykę Paryża na forum Rady Bezpieczeństwa NZ, zdobył wówczas wielkie uznanie we Francji, jak i w innych krajach, niechętnych polityce amerykańskiej. Wykorzystał znakomicie swoje atuty - wielką erudycję, umiejętność rzeczowej argumentacji, płynną znajomość angielskiego. Po dymisji Raffarina de Villepin został nowym premierem, któremu Chirac powierzył niezmiernie trudną misję, polegającą na odbudowie zaufania Francuzów do prawicy. W pierwszym półroczu swych rządów nowy premier wykazał się olbrzymią aktywnością, ogłaszając za swój główny cel zwiększenie miejsc pracy. Jest dziś politykiem znacznie popularniejszym od Chiraca, choć równocześnie wciąż brakuje mu spektakularnych sukcesów. Jego związki z prezydentem pozostają bardzo ścisłe, co wzmaga spekulacje, że w przypadku rezygnacji z kandydowania Chirac udzieli właśnie jemu poparcia w wyborach prezydenckich.
Nicolas Sarkozy należy do najbarwniejszych postaci francuskiej sceny politycznej. Nigdy nie ukrywał swoich olbrzymich ambicji, pnąc się powoli po szczeblach kariery. Sarkozy zdołał po dymisji Raffarina, zresztą ku niezadowoleniu Chiraca, skupić w swoich rękach dwie bardzo ważne funkcje. W rządzie de Villepina piastuje stanowisko ministra spraw wewnętrznych, a ponadto jest przewodniczącym rządzącej we Francji UMP. O ile jednak de Villepin pozostaje wciąż lojalnym współpracownikiem Chiraca, to relacje między Sarkozym a prezydentem są znacznie bardziej skomplikowane. Choć obaj należą do tego samego obozu, trudno im ukryć wzajemną niechęć. Chirac widział przez długi czas w Sarkozym potencjalnego rywala w wyborach prezydenckich 2007, a Sarkozy za wszelką cenę ogranicza wpływy Chiraca w UMP. Obecny minister spraw wewnętrznych z pewnością marzy o zwycięstwie w najbliższych wyborach prezydenckich i przygotowuje grunt do poparcia swej kandydatury przez własną partię. Poważnym sprawdzianem dla Sarkozy'ego okazała się fala przemocy, jak ogarnęła w listopadzie francuskie przedmieścia. Wśród protestujących jest on uosobieniem wszelkiego zła, a jego bardzo radykalne sformułowania pod adresem uczestników rozruchów wywołały różne reakcje we Francji, Większość Francuzów jednak twardą politykę Sarkozy'ego i jego hasła walki z przemocą za wszelką cenę ("zero tolerancji") uznała za słuszne. W ten sposób poprawiły się nieco jego notowania, nadszarpnięte z pewnością problemami z życia rodzinnego ministra (romans żony), szeroko opisywanymi przez prasę.
Sondaże publikowane we Francji nie przynoszą jasnej odpowiedzi na pytanie, który z polityków miałby jako kandydat prawicy większe szanse w najbliższych wyborach prezydenckich. O ile wszystkie badania przedstawiają dziś Chiraca jako całkowitego outsidera, to zarówno de Villepin, jak i Sarkozy mogą realnie myśleć o kandydowaniu. Politykiem bardziej wyrazistym, prezentującym się jako stróż prawa i gwarant poprawy bezpieczeństwa jest Sarkozy. Ma on jednak równocześnie znacznie większy elektorat negatywny niż de Villepin, który stara się swą aktywnością budować wizerunek męża stanu, zatroskanego codziennymi problemami Francuzów. Największym zagrożeniem dla premiera wydaje się być wciąż niekorzystny bilans w polityce gospodarczej. Oficjalnie zarówno de Villepin, jak i Sarkozy deklarują, że prawica musi wystawić jednego kandydata w najbliższych wyborach. Choć obaj pamiętają, jaką klęską skończyły się poprzednie wybory dla podzielonej wówczas lewicy, która nie wprowadziła żadnego kandydata do drugiej tury, to jednak poskromienie dla któregoś z nich ambicji z pewnością nie okaże się łatwe.
Osobną kwestią są szanse prawicy na zwycięstwo w kolejnych wyborach. Jej dotychczasowe rządy karzą z pewnością spoglądać w przyszłość z obawą. Czynnikiem pozytywnym jest natomiast sytuacja po lewej stronie francuskiej sceny politycznej. Partia socjalistyczna bardzo powoli wydobywa się z marazmu, a rany po referendum europejskim, gdy niektórzy prominentni politycy wbrew stanowisku szefostwa nawoływali do głosowania na "nie", wciąż się do końca nie zagoiły. Aby jednak realnie myśleć o sukcesie obóz negaullistowski musi przede wszystkim wyłonić, najlepiej jeszcze w 2006 roku, jednego kandydata, za którym cała partia UMP stanie zjednoczona. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się to możliwe, choć bardzo trudne.
|