|
Największą wadą Ujgurów i Tybetańczyków jest to, że są Ujgurami i Tybetańczykami. REKLAMA
Jednego Chinom zarzucić z pewnością nie można – wojen religijnych. Problem ten Państwa Środka nigdy zbyt mocno nie dotknął, a przynajmniej nie w takim stopniu jak inne kraje. Nie było jedynej słusznej religii, która wywierała wpływ na państwo, i której państwo było sługą. Oczywiście, był maoizm i kult Mao Zedonga, które urosły do rangi religii wyznawanej w sposób fanatyczny, ze wszystkimi tego straszliwymi konsekwencjami, także pod postacią swoistej Świętej Inkwizycji. Ale o innych bogów się nie spierano, przynajmniej nie krwawo i nie w skali masowej. Religie były obok, państwo się nimi nie zajmowało. Przynajmniej tak długo, jak długo nie okazywały się konkurencyjne wobec państwa i nie stawały do wyścigu o władzę, także nad duszami. Zainteresowania ze strony państwa chińskiego doświadczyli w bolesny sposób wyznawcy sekty Falun Gong, którym zabroniono praktyk religijnych (polegających notabene na wspólnych publicznych medytacjach i ćwiczeniach fizycznych), gdy władze doszły do przekonania, że Falun Gong staje się alternatywą, a de facto autorytetem większym niż władze partyjne i państwowe. Ujgurzy są jedną z wielu narodowości gigantycznego społeczeństwa chińskiego. W swej rodzinnej prowincji Sinkiang stanowią około 40 procent ludności, mniej więcej tyle samo co napływowi rdzenni Chińczycy narodowości Han. Wyznają islam. Ale nie to jest ich największą wadą. Tybetańczycy wciąż jeszcze są w Tybecie najliczniejszą grupą narodowościową. Wyznają buddyzm. W ich przypadku również nie to jest największą wadą. W stolicy Sinkiangu, mieście Urumczi, doszło do znanych, straszliwych zdarzeń. Podobno w jednym z miast prowincji ludzie Han dokonali samosądu na dwóch Ujgurach podejrzewanych o gwałt na kobiecie Han. W Urumczi zebrał się tłum Ujgurów, w tym kilka tysięcy studentów, który bezskutecznie oczekiwał na sprawiedliwość ze strony władz. Zamiast niej doczekał się brutalnej akcji policji i wojska. A potem wszystko poszło jak w klasycznym scenariuszu. Ujgurzy mordowali Hanów, Hanowie Ujgurów. Siły bezpieczeństwa strzelały ostrą amunicją i kłuły bagnetami. Źródła oficjalne mówią o ponad 180 zabitych. Ujgurskie – o kilkuset. Meczety, w obawie przed jeszcze większymi zamieszkami, są otwarte. Zgromadzenia zakazane. Oficjalna propaganda mówi o zagranicznej inspiracji i ujgurskiej odpowiedzialności. Największą wadą Ujgurów i Tybetańczyków jest to, że są Ujgurami i Tybetańczykami. To znaczy, że czują i okazują swoją odrębność. W związku z tym pragną czegoś własnego. Pekin, jak wszystkie totalitaryzmy, widzi w tym groźbę wypowiedzenia posłuszeństwa władzy centralnej. A władza autorytarna jest przecież niepodzielna. Oddanie choćby małego skrawka to początek oddania całości. Rada najprostsza brzmi tak – można być Ujgurem w Chinach, jeśli się zrezygnuje z ujgurskości, jeśli się będzie pokornym poddanym, jeśli nie będzie nawet cienia podejrzeń, że śni się o choćby najmniejszej niezależności. Artykuł ukazał się w Polska Zbrojna . Przedruk za zgodą Redakcji. |