|
Paweł Świeżak: Na ile ukraiński jest rosyjski? Scenka z filmiku reklamowego bloku Natalii Witrjenko: dziewczynka w szkole podstawowej prosi nauczycielkę o pozwolenie na wyjście z klasy (po rosyjsku). Nauczycielka odpowiada upominającym tonem (po ukraińsku): „Używaj języka państwowego!”. REKLAMA
Strona 1 z 4 Wprawdzie zdecydowana większość obywateli Ukrainy najprawdopodobniej uznałaby tę wyborczą reklamówkę za rzecz w najwyższym stopniu żenującą i niesmaczną, tym niemniej pewna część społeczeństwa zgodziłaby się zapewne z twierdzeniem, że problem używania języka rosyjskiego istnieje realnie. A nawet nie tyle używania, co oficjalnego statusu mowy Puszkina. Jeszcze za czasów istnienia ZSRR (28 października 1989 roku) na Ukrainie przyjęto ustawę o językach, w której stwierdzono między innymi, że jedynym językiem oficjalnym jest ukraiński. Powyższe rozwiązanie potwierdzono w konstytucji uchwalonej w 1996 roku, której artykuł 10-ty stanowi, że język ukraiński jest jedynym „językiem państwowym”. Konsekwentnie, linię tę kontynuowano też w kolejnych orzeczeniach Sądu Konstytucyjnego. Co istotne, wspomniany artykuł ustawy zasadniczej zagwarantował również swobodny rozwój języków mniejszości narodowych (w tym rosyjskiej) – i co ważne, faktycznie było to i jest przestrzegane. Pomimo uznania ukraińskiego za jedyny język oficjalny nie słyszy się o prześladowaniu mniejszości językowych na Ukrainie, choć może niektóre grupy – jak na przykład Tatarzy krymscy – nie są specjalnie rozpieszczane przez władze. Należy jednak stwierdzić jasno i wyraźnie: realnych problemów osoba używająca konkretnie języka rosyjskiego w życiu codziennym raczej na Ukrainie nie napotka. Pojawiają się więc dwie kwestie: 1. Po co walczyć jeszcze o nadanie rosyjskiemu statusu języka państwowego? 2. Czy walkę tę prowadzą rosyjskojęzyczni obywatele Ukrainy, czy raczej jest ona inspirowana przez tych polityków, którzy rozgrywają niebezpieczną kartę w celu zyskania kilku głosów więcej w wyborach? 1. Rosyjski na Ukrainie: straszy widmo Małorosji Spróbujmy odpowiedzieć po kolei na dwa powyższe pytania. Czy w ogóle są podstawy do postawienia na wokandzie kwestii „podwyższenia” statusu rosyjskiego? Według spisu powszechnego z 2001 roku, spośród 48,5 milionów mieszkańców Ukrainy 17,3 proc. stanowią Rosjanie, którzy w rubryce „język ojczysty” niemal bez wyjątku zaznaczają „rosyjski”. Dominujący w państwie etniczni Ukraińcy (77,8 proc.) podają w tym wypadku przeważnie „ukraiński” (czyni tak nieco ponad 85 proc. z nich, podczas gdy pozostali uznają za ojczysty rosyjski). Ale kwestia nie jest taka prosta, co zauważył omawiając powyższe wyniki znawca tematu Tadeusz A. Olszański: „W sumie 67,5% ludności Ukrainy uznało za język ojczysty ukraiński (wzrost o 2,8% w porównaniu z 1989 r.), a 29,6% - rosyjski (spadek o 3,2%). Wzrostu deklaracji innych języków (o 0,4%) wiąże się głównie z napływem Tatarów krymskich. Niestety, wciąż niedostępne są dane o tym, jaki odsetek mieszkańców Ukrainy zna biegle, obok swego języka ojczystego, ukraiński, a jaki - rosyjski, co przybliżyłoby nas do oszacowania rzeczywistych rozmiarów rosyjskojęzyczności na Ukrainie (zgodnie z danymi z 1979 r. 49,8% Ukraińców, którzy uznali ukraiński za ojczysty, swobodnie władało rosyjskim; późniejsze dane są niedostępne). Skądinąd wiadomo, że językiem rosyjskim posługuje się na co dzień znaczna część mieszkańców Ukrainy, a na wschodzie i południu kraju - przytłaczająca większość”. Tak czy inaczej, statystycznie rzecz biorąc, zapewne argumenty dla nadania rosyjskiemu statusu państwowego możnaby znaleźć. Tym bardziej, że według badań z kwietnia 2005 roku 47,4 proc. obywateli popiera używanie w szkołach rosyjskiego w takim samym wymiarze co ukraińskiego; z sondażu przeprowadzonego w grudniu 2005 roku wynika natomiast, że 37 proc. Ukraińców opowiada się za zrównaniem pozycji obu dominujących w państwie języków, 35 proc. chce zachowania status quo (czyli ukraińskiego jako języka państwowego, z zagwarantowaniem prawa do używania rosyjskiego „na co dzień”), a 20,3 proc. zgadza się na nadanie rosyjskiemu statusu języka oficjalnego w niektórych regionach, tych zdominowanych przez ludność rosyjskojęzyczną. Inne dane mówią nawet o ponad 50-cioprocentowym poparciu dla idei nadania rosyjskiemu statusu języka państwowego. Powiedzmy sobie w tym miejscu szczerze, że dwujęzyczność (czy szerzej: dwuetniczność) jest czymś, z czym kiepsko radzą sobie nawet „doświadczone” demokracje, przynajmniej te zachodnie. Państwa z tego kręgu kulturowego powstały jako organizmy reprezentujące jeden naród polityczny, rozumiany także językowo-etnicznie. Eksperymenty w rodzaju wielonarodowych Austro-Węgier nie przeszły pomyślnie historycznego egzaminu i przepadły w zawierusze dziejów, a separatystyczne tendencje pojawiają się także i obecnie z różnym natężeniem w Belgii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Francji. Nawet w Polsce alergiczne reakcje wywołuje choćby samo wspomnienie o narodowości śląskiej (jest to często traktowane jako wstęp do jakże niepożądanej germanizacji, a może i utraty tego regionu). Sprawa obrony własnego państwa nabrała dużego znaczenia szczególnie w krajach Europy Środkowej i Wschodniej (o Ukrainie da się powiedzieć, że należy do obu tych regionów naraz), które dopiero niedawno zyskały możliwość w pełni suwerennego decydowania o własnym losie. A przypadek ukraiński nawet i na tym tle się wyróżnia swoja specyfiką. Choć bowiem Ukraińcy posiadają bogatą własną historię, to jednak ich szczególnie bliskie wielowiekowe związki z Rosją sprawiają, że istnieje potencjalnie zagrożenie „zatracenia się” etnosu ukraińskiego w morzu „ruskiego narodu”. Ukraińcy i Rosjanie (z Białorusią na dokładkę) dzielą wspólny „mit założycielski” (wszystkie trzy państwa odwołują się do tradycji Rusi Kijowskiej z wieków IX-XII), łączy ich też religijny prawosławny obrządek, znaczne podobieństwo wykazują języki. Od 1654 roku Ukraina Lewobrzeżna, a od końca XVIII-ego stulecia także i prawobrzeżna (za wyjątkiem Galicji) znalazły się w granicach Imperium Rosyjskiego. Związki pomiędzy Rosją a jej guberniami ukraińskimi, zwanymi Małorosją, były skomplikowane i niejednoznaczne: dla jednych stanowiły przykład kolonialnego wyzysku, dla innych – wspaniałą i w znacznej mierze wykorzystaną szansę rozwoju ludności i ziem ukraińskich. Rosjanie traktowali przy tym Ukraińców mniej więcej tak, jak Polacy Górali czy Wielkopolan: jako swoich, negując generalnie ich odrębność narodową (podobnie czynili zresztą w stosunku do Ukraińców Polacy). O tym historycznym bagażu nie można zapomnieć, przyglądając się dzisiejszym zawirowaniom wokół języka rosyjskiego na Ukrainie. W Kanadzie od czasu do czasu straszy władze centralne widmo oddzielenia się Quebecu. Także i Ukraina ma swój Quebec, a nazywa się on Autonomiczna Republika Krym.
|