Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Strona główna
Bogdan Góralczyk: Pozycja Chin w Afryce. Czerwona książeczka czekowa Drukuj Email
( 7 głosów)




Bogdan Góralczyk   
02.11.2009.

Jak długo Chińczykom uda się utrzymać wizerunek przyjaznego partnera, a nie machającego książeczką czekową bogacza, stawiającego twarde własne żądania? O to, chociaż przede wszystkim o surowce, toczy się ta gra. Warto ją obserwować, bo jest to nowy fenomen, na niespotykaną dotychczas skalę.

REKLAMA

Chińska Republika Ludowa (ChRL), niedawno z takim entuzjazmem obchodząca 60. urodziny, długo nie ruszała w świat. Po dziesięcioleciach wojen domowych i po „stuletnim poniżeniu” (bainian guochi) ze strony wielkich mocarstw i kolonizatorów, komunistyczne Chiny najpierw musiały zająć się sobą, a ponadto już w niecały rok po proklamowaniu swego istnienia ChRL pogrążyła się, jako strona, w niezwykle kosztownej wojnie koreańskiej (1950-53). Chociaż dyplomacja chińska odniosła spektakularny sukces na naradzie narodów pokolonialnych (wkrótce zwanych niezaangażowanymi) w Bandungu w 1955 roku, również i po tym sukcesie trzeba było odłożyć do lamusa „sny o potędze” na arenie międzynarodowej. Chiny bowiem – z poduszczenia niekwestionowanego wodza, Mao Zedonga – już w 1958 roku pogrążyły się w „lewackim odchyleniu” – i trwały w nim aż do śmierci Mao i idącego szybko w ślad za nią upadku lewaków, tzw. bandy czworga, jesienią 1976 roku. Dopiero po grudniu 1978 roku Chiny, tym razem pod wodzą pragmatycznego Deng Xiaopinga, porzuciły „walkę klasową jako kluczowe ogniwo”, a marzenia o wielkiej rewolucji proletariackiej na całym globie zastąpiły pragmatyczną pogonią za realizacją własnych interesów. Ideologia została odsunięta na bok, na plan pierwszy wysunęły się trzeźwe kalkulacje, podporządkowane nowej nadrzędnej strategii – budowie statusu wielkiego mocarstwa. Ten etap trwa do dziś i – jak widzimy – przynosi Chinom coraz więcej sukcesów.
 
Na wstępie: rewolucja i bosonodzy lekarze

ImageJednym ze spektakularnych przejawów tej nowej, mocarstwowej już roli Chin na arenie międzynarodowej, o którym – niestety – mówi się zbyt mało, jest wejście Chińskiego Smoka na Czarny Ląd. [1]

Chiny wkraczały do Afryki powoli. Pierwszą podróż po tym kontynencie premier Zhou Enlai odbył dopiero na przełomie 1963 i 1964 roku. Odwiedził wówczas aż dziesięć państw afrykańskich, a ponieważ było to w czasach „lewackiego odchylenia”, proponował tamtejszym partnerom wzniosłe hasła i rewolucję, jak też radził im, by czytać „Czerwoną książeczkę” Mao, program ten uzasadniającą. Tym niemniej, mimo wybuchu niesławnej „rewolucji kulturalnej” w 1966 roku udało się Chinom we wrześniu roku następnego podpisać porozumienie na budowę kolei łączącej Tanzanię z Zambią, tzw. TANZAM, a budowa – trwająca do 1975 roku – tego liczącego 1870 km odcinka kolei była najbardziej spektakularnym, obok wysyłania tam sporadycznie własnych „bosonogich lekarzy”, dowodem chińskiej obecności na kontynencie afrykańskim. Inaczej mówiąc: prawie jej nie było.

Niewiele zmieniło się pod tym względem po uruchomieniu programu reform (gaige) i otwarcia na świat (kaifang) w grudniu 1978 roku. Co prawda w 1983 roku ówczesny premier Zhao Ziyang odwiedził kilka państwach afrykańskich, ale i wówczas słowa nie przełożyły się jeszcze na czyny. Chiny za bardzo były zajęte reformowaniem samych siebie, by ruszać w tak dalekie strony.

Etap drugi: Chiny idą w świat, w tym do Afryki

Przełom nastąpił po tzw. drugim otwarciu Chin na świat, czyli po podróży w początkach 1992 roku Deng Xiaopinga na południe kraju, tam gdzie rezultaty reform były najbardziej widoczne. Deng wezwał wówczas (jak się okazało, był to jego polityczny i publiczny testament) do „pogłębienia i poszerzenia” reform. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Już w roku następnym, ChRL po raz pierwszy w swych dziejach zamieniła się z eksportera w importera ropy naftowej, a rozpędzona gospodarka biegła już nie tyle rytmem nadawanym przez reformy „realnego socjalizmu”, jak było w latach 80., lecz tempem dalekowschodnich gospodarczych „tygrysów” (Singapuru, Hongkongu, Tajwanu i Korei Płd.), do których Chiny świadomie w latach 90. zaczęły się upodabniać. Rozwijały się wówczas szybko, ale rosło też ich zapotrzebowanie, przede wszystkim na surowce i nowe rynki. Wtedy poważniej zainteresowały się obcymi rynkami, w tym tak odległymi jak afrykańskie.

Ówczesne kierownictwo państwa, prezydent Jiang Zemin oraz liberalny premier Zhu Rongji, przyjęło strategię „pójścia w świat” (zou chuqu). W jej ramach poczesne miejsce przypadło Afryce. Pierwszorzędną rolę w tym procesie nadano, powołanemu z chińskiej inicjatywy, dwustronnemu Chińsko-Afrykańskiemu Forum Współpracy. To ono doprowadziło do zwołania dwóch konferencji na szczeblu ministrów spraw zagranicznych (w październiku 2000 roku w Pekinie i w grudniu 2003 roku w Addis Abebie), a następnie spektakularnego i bezprecedensowego szczytu Chiny–Afryka w Pekinie w dniach 2-5 listopada 2006 roku. Uczestniczyło w nim – i to na najwyższych szczeblach, premierów i prezydentów – aż 48 delegacji państw afrykańskich, bowiem Chinom udało się w tym czasie „wypchnąć” z tego kontynentu przedstawicieli Tajwanu (dzisiaj uznają Tajwan tylko 4 mało znaczące państwa afrykańskie; kluczowa pod tym względem RPA uznała ChRL w 1996 roku, a w ostatnich latach uznały ją takie państwa jak Senegal, Czad i Malawi).

W ramach „przygotowywania terenu” Chiny opublikowały – w styczniu 2006 roku – pierwszą tego typu, własną strategię postępowania wobec Czarnego Lądu, uzasadniającą ekspansję na tamtejsze intratne rynki surowcowe, tak bardzo potrzebne modernizującym się Chinom. W jej ramach zaakceptowano – realizowaną skutecznie od 2002 roku – tradycję dorocznych wizyt i spotkań na najwyższym szczeblu, czego dowodem był szczyt w Pekinie, jak też podróże chińskich przywódców po Afryce, ostatnio niemal coroczne.

Etap trzeci: Chiny podbijają Czarny Ląd

Te wizyty zwracają uwagę tym, że za każdym razem marszruta jest nieco inna i dopasowana do nowych kontraktów, jak też inwestycji. Ich zestawienie jest imponujące. W ruch poszła kolejna „czerwona książeczka”, tyle że czekowa. W ostatnich latach ChRL zaangażowała się w budowę ponad 800 projektów infrastrukturalnych na terenie Afryki. W Somalii, Gambii, Gwinei, Demokratycznej Republice Kongo i Sierra Leone zbudowała stadiony. W Angoli, Mozambiku, Erytrei i Ugandzie, a ostatnio Rwandzie wybudowała siedziby ministerstw spraw zagranicznych. W Gabonie oddała już do użytku siedzibę rządu, w Kongo i Zimbabwe pałace prezydenckie, w Ugandzie budynek parlamentu, a obecnie buduje w Lagos siedzibę Unii Afrykańskiej. W RPA chińskie firmy budują… tamtejszy Disneyland. Znana już także poza Chinami tamtejsza państwowa spółka telekomunikacyjna Huawei wygrała przetargi i buduje sieci telefonii komórkowej w Nigerii, Angoli, Gwinei Równikowej, Liberii i Kenii, a Nigerii – jednemu z ważniejszych państw kontynentu – użyczono w 2007 roku rakiety na wystrzelenie satelity telekomunikacyjnego. Nie zważając na skomplikowaną sytuację wewnętrzną w Sudanie, ChRL buduje lotnisko w Chartumie, już oddała tam do użytku wielką salę kongresową, zwaną „Halą Przyjaźni”, a obecnie stawia zaporę wodną na Nilu. Mówiąc krótko: nic, nawet wojny i konflikty wewnętrzne, nie odstraszają Chińczyków, a ich zaangażowanie (handlowe, kapitałowe, inwestycyjne, nawet technologiczne) jest coraz bardziej urozmaicone.

Na mocy ustaleń szczytu chińsko–afrykańskiego z listopada 2006 roku obroty handlowe Chin z partnerami afrykańskimi postanowiono zwiększyć z 40 mld dolarów w roku 2005, do 100 mld dolarów na koniec dekady. Tymczasem już w ubiegłym roku obroty te sięgnęły 106 mld dolarów, a w tym roku ulegną kolejnemu zwiększeniu, mimo notowanego kryzysu na rynkach światowych. Chiny zwiększają też wyraźnie pomoc rozwojową dla Afryki (z 44 mln dolarów w roku 2005, do sumy podwojonej w roku bieżącym), budują w Afryce pięć nowych stref gospodarczych, utworzyły specjalny fundusz w wysokości 5 mld dolarów (już mówi się o jego zwiększeniu) na rzecz wspierania chińskich firm i kompanii inwestujących w Afryce, a podobną sumę przeznaczono już na pożyczki i kredyty dla tamtejszych partnerów. Ekspansja jest zakrojona na tak szeroką skalę, że w Chinach kształci się nawet afrykańskich specjalistów (ok. 15 tys. osób z Afryki skorzystało z chińskich stypendiów rządowych), buduje drogi i koleje (Angola, Nigeria), szpitale, szkoły, zapory wodne (wspomniany Sudan), wspiera tamtejsze rolnictwo i projekty w zakresie irygacji. Chińskie domy towarowe, a nawet „pchle targi” z tanim towarem i metką Made in China stały się już częścią afrykańskiego krajobrazu. W chwili obecnej Chiny są już trzecim, po USA i Francji, partnerem handlowym Afryki, a lada chwila mogą być nawet pierwszym.

Jaki jest podstawowy motyw tej chińskiej, niespotykanej ekspansji? Odpowiedź jest dość prosta: głód surowców. Najwięcej ropy naftowej Chiny importują ostatnio z Angoli, gdzie zaangażowały się także w inwestycje na tamtejszych polach naftowych. W efekcie kraj ten stał się ostatnio najważniejszym na kontynencie partnerem handlowym ChRL. Niewiele w tyle pod tym względem pozostaje wielka i bogata w surowce Nigeria. Z RPA Chiny importują miedź, chrom, uran, drewno (to także z Liberii i Gabonu), rudę żelaza. Metali (i ropy) dostarcza Chinom Wybrzeże Kości Słoniowej i Zimbabwe (platyna). Tanzania dostarcza im sizal i bawełnę. Kenia i Zambia mają zdominowany przez Chińczyków przemysł tekstylny. Lecz najważniejsza, tego Pekin nie kryje, jest dla strony chińskiej ropa i gaz, którą – obok największych, Angoli i Nigerii – dostarczają im jeszcze: Algieria, Gwinea Równikowa, Gabon, Demokratyczna Republika Kongo i – także ważny pod tym względem, choć targany konfliktami – Sudan. Ostatnio dołączyła do nich Kenia, Etiopia, Republika Konga i Madagaskar, gdzie już rozpoczęto pierwsze chińskie odwierty.

Jaki będzie etap czwarty?

Na czym polega ten chiński nieprawdopodobny wprost sukces? Na ten temat, tak w Afryce, jak poza nią, toczą się i pewnie będą toczyły się nadal spory. Przynajmniej w kilku kwestiach pojawia się w tych debatach konsensus. Chiny odnoszą w Afryce sukcesy, bowiem: 1) nie stawiają rządom i władzom żadnych warunków wstępnych przed podpisaniem kontraktu (poza ustaleniem kwoty własnych specjalistów, jacy mają być zaangażowani w ich realizację); 2) nie pytają o sytuację wewnętrzną i nie narzucają nikomu swego modelu rozwojowego; 3) prezentują się – jak dotąd – jako państwo (szybko) rozwijające się, podobnie jak Afryka ciężko doświadczone kolonializmem, sugerując tym samym, że obie strony mają podobne (antykolonialne) korzenie i dziedzictwo; 4) ustawiają kontrakty tak, by obie strony miały poczucie korzyści z nich płynących (win-win situation); 5) są pragmatyczne, a zarazem skuteczne w działaniu: podpisany kontrakt musi być zrealizowany, bez względu na okoliczności, czy trudne uwarunkowania.

Jak wynika z analizy ciekawej strony internetowej afrykańskich intelektualistów Pambazuka, bezprecedensowa obecność Chin budzi już tam pierwsze emocje i kontrowersje. Spory powstają wokół chińskich centrów handlowych, wypierających rodzimych handlowców i producentów, jak też niektórych inwestycji, prowadzonych bez należytego rozeznania i uwagi na przykład z punktu widzenia ochrony środowiska naturalnego. Choć powoli, przedmiotem kontrowersji staje się również fakt, że chińskie firmy, a obok nich przestępcze syndykaty z Hongkongu, angażują się często także w działania nielegalne, a co najmniej na granicy łamania prawa, takie jak wyrąb lasu, czy poszukiwanie towarów w Chinach bardzo pożądanych, a trudno dostępnych i zanikających, jak mahoń, kość słoniowa, czy smakołyk chińskiej kuchni, jakim są płetwy rekina.

Afrykańskie elity polityczne są jednak, jak dotąd, z chińskiego zaangażowania zadowolone – gdyż Chińczycy o nic nie pytają. Nie stawiają, jak Zachód, warunków dotyczących demokratyzacji, przepisów państwa prawa, przestrzegania praw mniejszości, a nawet standardów ekologicznych. To się w Afryce podoba. Są nowe inwestycje, są kolejne środki, a nikt nie pyta o styl i jakość rządzenia, nie wtrąca się w tamtejsze sprawy wewnętrzne. Stąd dyktator Zimbabwe, Robert Mugabe, zaprowadził już u siebie nowe rozwiązania, polegające na tym, że powołał specjalne „wydziały chińskie” w ministerialnych gabinetach, a nawet w policji. Nie wiadomo czy Chińczycy tym samym mają być wyjęci spod prawa, czy tylko odrębnie traktowani?

Państwo Środka, jak dotąd, jest skuteczne. Prezentuje się w Afryce jako siła neutralna, przyjazna, gotowa do współpracy. Przy każdej możliwej okazji przypomina ono, że kiedyś, w XVI stuleciu dotarł do wybrzeży Afryki „chiński Kolumb”, admirał Zheng He, który nie kolonizował i nie brał niewolników, za to rozdawał chińską porcelanę i tkaniny oraz wymieniał dary z miejscowymi wodzami. Jak długo te argumenty przetrwają? Kiedy Afrykańczycy naprawdę uświadomią sobie, że za pozorami chińskiego „miękkiego podejścia” kryją się w istocie twarde interesy i dość bezpardonowa walka o wpływy? Innymi słowy – jak długo uda się Chińczykom utrzymać wizerunek przyjaznego partnera, a nie machającego książeczką czekową bogacza, stawiającego twarde własne żądania? O to, chociaż przede wszystkim o surowce, toczy się ta gra. Warto ją obserwować, bo jest to nowy fenomen, na niespotykaną dotychczas skalę.

Przypisy:

Z dość obszernej już na świecie międzynarodowej literatury na ten temat polecam następujące prace i opracowania: Chris Alden, China in Africa, London 2007; tom African perspectives on China in Africa, Ed. By Firoze Manji and Stephen Marks, Cape Town-Nairobi-Oxford 2007; raport China in Africa wydany przez Nordiska Afrikainstitutet, Uppsala 2007; rozdział „China’s Post-Cold War Strategy in Africa: Examining Bejing’s Methods and Objectives”, napisany przez Joshua Eisenmana, w tomie China and the Develoiping World.. Beijing’s Strategy for the Twenty-first Century, London 2007. Podstawowy dokument chiński to tzw. Biała Księga nt. polityki tego państwa na kontynencie afrykańskim, wydana w styczniu 2006 r. i dostępna w Internecie jako China’s African Policy. Ważny jest również niemiecki raport, sporządzony przez Helmuta Asie i Margot Schüller, China’s Engagement in Africa: Opportunities and Risks for Development, Hamburg 2008.

Tekst ukazał się pierwotnie w „Komentarzu Międzynarodowym Pułaskiego”. Przedruk za zgodą autora i Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.

Drukuj Email
 
Powiązane tagi:

Panstwa:  Chiny - Chińska Republika Ludowa  
Region:  Afryka  
Temat jest nie tylko bardzo ciekawy, ale też niezmiernie istotny. Chiny coraz szybciej wyrastają na najpewniejszego pretendenta do hegemonii nad światem po upadku tejże w wykonaniu Stanów Zjednoczonych. Znajdujemy się w podobnej sytuacji jak nasi przodkowie sto lat temu; na powrót dawnych, dobrych czasów, związanych z przewagą mocarstwa w sumie jednak bliskiego nam duchem i obliczalnego nie mamy co liczyć. Nie znaczy to oczywiście jeszcze, że za ileś tam lat otworzy się przed nami (żółta) przepaść. Myślę, że przywódcy ChRL tak jak nauczyli się być pragmatyczni, tak z czasem staną się też przynajmniej w miarę sprawiedliwi.
Gwarkowski, 2009/11/02 01:35
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

W trakcie nieformalnego spotkania Rady Europejskiej w Brukseli (23.05) przywódcy państw UE nie znaleźli porozumienia w sprawie środków koniecznych do osiągnięcia wzrostu gospodarczego w Europie.
więcej...
Unia Europejska zaskarżyła Argentynę przed Światową Organizacją Handlu (WTO), zarzucając krajowi z Ameryki Południowej stosowanie niedozwolonych ograniczeń w imporcie.
więcej...
Fala kryzysu finansowego, która w 2009 roku przelała się ze Stanów Zjednoczonych na kontynent europejski uderzyła w najsłabsze punkty gospodarek państw Unii Europejskiej, pogarszając sytuację w sektorze bankowym i/lub powodując zadłużenie finansów publicznych ponad progi...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny