|
Varanasi, święte miasto Sivy, znane także pod nazwą Benares lub Kashi, urzeka niezwykłą atmosferą mistycyzmu i duchowości tak rzadkiej dziś w Zachodnim świecie. Tam, nad brzegiem Gangesu, gdzie przez całą dobę palą się na stosach ludzkie zwłoki, warto usiąść na chwilę i zadumać się nad życiem, śmiercią, przemijaniem. REKLAMA
Strona 1 z 34 To była moja czwarta podróż do Indii, o tyle wyjątkowa, że tym razem wybrałam się w nią sama. Przed wyjazdem trochę się tego obawiałam ale na miejscu okazało się, że zupełnie niepotrzebnie.
Indie to „trudny” kraj dla zwykłego turysty ale zarazem całkiem bezpieczny dla osób, które nie boją się niewygód a pragną zobaczyć świat niesamowicie różnorodny, zarówno fascynujący i piękny jak i okrutny i brutalny, nowoczesny i zacofany, chaotyczny i uporządkowany, przede wszystkim jednak „prawdziwy”. Moje ukochane Indie, to Indie Południowe, ale tym razem ze względu na brak czasu udałam się na północ. Od wielu osób słyszałam, że będąc w tamtym regionie nie wolno pomiąć Varanasi, świętego miasta hinduizmu. Mogę to teraz potwierdzić. Varanasi to niesamowite miejsce, magiczne, mistyczne, tajemnicze. Według mnie to także miasto śmierci, którą odczuwa się na każdym kroku, w powietrzu (wszędzie fruwający popiół z ludzkich ciał i drewna), w wodzie (pływające w Gangesie resztki zwłok i nie tylko:) oraz w ludzkich oczach (wyraz skupienia, modlitwy, zadumy). Nie jest to jednak negatywne uczucie, wręcz przeciwnie, to miejsce napełnia nadzieją, że śmierć nie jest końcem a tylko kolejnym etapem naszej egzystencji. Pozwólcie, że zabiorę Was na przejażdżkę łodzią po Gangesie, a później na zwiedzanie starego miasta, wędrówkę po Varanasi od świtu do zmierzchu.  autor: Skarbimir Ruciński świt, puszczam ofiarną lapkę na wody Gangesu
|