|
Ubiegły tydzień w polityce nie obfitował raczej w wydarzenia przełomowe. Najwięcej uwagi przyciągały dyskusje o problemach, które na swoje rozwiązanie będą musiały jeszcze poczekać. Należały do nich na pewno sprawa pomocy finansowej dla Grecji, struktura przyszłego europejskiego korpusu dyplomatycznego oraz kwestia reprezentacji Wspólnoty na najbliższym szczycie G20. REKLAMA
Palącym problemem dla całej strefy euro jest znalezienie metody na wyciągnięcie Hellady z kryzysu. Nad najlepszym rozwiązaniem trwa dość intensywna debata. W zeszłym tygodniu doprowadziła ona do odkurzenia idei powołania europejskiego funduszu, który miałby być alternatywą dla MFW. Sądząc po wypowiedziach kluczowych postaci w tej sprawie – szefa KE Jose Manuela Barroso i kanclerz Niemiec Angeli Merkel, wiatr poglądów chyba jednak zmienia kierunek. Barroso przypomniał, że „zarówno Grecja, jak i wszystkie kraje Unii Europejskiej, są członkami MFW”. A co łatwo można policzyć, są one także największymi kontrybutariuszami do jego budżetu. Mimo to, choć Ateny spełniają kryteria otrzymania środków pomocowych z MFW, 18 marca w Brukseli premier Giorgios Papandreu stwierdził, że „europejskie rozwiązanie byłoby milej widziane”. Palcem grozi Angela Merkel, która proponuje zmiany w traktatach europejskich. Miałyby one umożliwić wyrzucenie ze strefy wspólnej waluty kraju, który świadomie i długotrwale narusza zasady wspóllnej polityki pieniężnej. Pani kanclerz zaczyna również przychylać się do koncepcji ratowania greckiej gospodarki przez MFW. Trudno nie rozumieć jej podejścia, zwłaszcza że alternatywą dla międzynarodowej pomocy byłaby w dużej mierze zapomoga z kasy Berlina. A do tego trudno byłoby kogokolwiek w stolicy Niemiec przekonać – Merkel już teraz zapowiada w Bundestagu, że nie ma alternatywy dla programu oszczędnościowego w Grecji. Innym ważnym problemem jest kształt przyszłego serwisu dyplomatycznego, obsługującego Wysokiego Przedstawiciela UE ds. Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Zagranicznej, Catherine Ashton. Wg strony niemieckiej, służba dyplomatyczna w zbyt dużym stopniu opiera się na modelu francuskim. Miałoby to oznaczać, że sekretarz generalny Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych cieszyć się będzie zbyt niezależną pozycją. W tym kontekście należy przywołać informację o rzekomo niewielkich szansach niemieckiego kandydata, obecnego doradcy kanclerz Merkel, Christopha Heusgena na stanowisko sekretarza generalnego ESDZ. Jest to związane z obsadzeniem przez Niemców wysokich stanowisk przy Hermanie Van Rompuy’u i staraniem się o zmienienie Francuza Jean-Claude’a Tricheta na stanowisku szefa Europejskiego Banku Centralnego. Faworytami zaś są w tym wyścigu…Francuzi – były ambasador Paryża przy ONZ Pierre Sellal i obecny ambasador w Waszyngtonie – Pierre Vimont. Wątpliwości budzi także przewaga w przyszłym urzędzie ilości doradców wojskowych nad cywilnymi. Poglądy takie wyrażone zostały przez liberalnego eurodeputowanego Alexandra Graffa Lambsdorfa, związanego ze środowiskiem niemieckiego ministra spraw zagranicznych, Guido Westerwellego. Natomiast ten ostatni w mijającym tygodniu odwiedził Amerykę Południową, zamiast udać się Laponii, gdzie jego fiński kolega Alexander Stubb urządził elitarne spotkanie dla MSZ z najważniejszych państw członkowskich UE. Jego celem miało być rozkucie lodów wokół Catherine Ashton i wyrażenie poparcia dla jej działań i wspólnej polityki Wspólnoty. Część z zaproszonych –jak wspomniany Westerwelle, czy jemu odpowiedni z Wielkiej Brytanii, Danii i Norwegii – nie skorzystała z oferty, część – jak zaaferowany prakampanią praprezydencką p. Radosław Sikorski – w ogóle na spotkanie nie została zaproszona. I to podobno dokładnie z tego powodu, że polski minister i tak by odmówił, skoro nie miał czasu nawet pokazać się na spotkaniu w Kordobie tydzień wcześniej. Poza gospodarzem, zainteresowani rozmową z Wysoką Przedstawiciel byli goście z Francji, Włoch, Hiszpanii, Estonii, Szwecji, a także gościnnie zaproszonej Turcji. Zapowiedzią przyszłych gorących debat jest chyba oświadczenie o podwójnej, czy też łączonej, reprezentacji UE na międzynarodowych szczytach, takich jak G20. Serwis EUobserver podaje, że Jose Barroso i Herman Van Rompuy doszli w tej sprawie do konsensusu, który zasadza się na podziale kompetencji. Gdy jakaś sprawa będzie leżeć bardziej w kompetencji Komisji, głos zabierać będzie jej szef, gdy zaś leżeć będzie bardziej w obrębie zainteresowań Rady Europejskiej, mówić będzie Belg. A gdy zakresy obu instytucji będą się bardziej lub mniej pokrywać, wówczas panowie po dżentelmeńsku uzgodnią, który z nich się wypowie. Cóż, a ja jestem z Polski i możecie sobie, Drodzy Czytelnicy, wyobrazić, z jakim entuzjazmem podchodzę do tak zarysowanego podziału kompetencji. Jedyne, co mogę w tej chwili zrobić, to pozwolić skomentować sytuację rzeczniczce Komisji Europejskiej, pani Pii Ahrenskilde-Hansen: „Te praktyczne ustalenia zapewnią pełną koherentność, komplementarność i klarowność w sposobie, w jaki podchodzimy do międzynarodowych spotkań…” Taaaa… Na koniec kilka pomniejszych wydarzeń z omawianego tygodnia, ze szczególnym uwzględnieniem Holandii, która wyjątkowo często pojawiała się w kategorii: „ciekawostki” Szybki rajd zaczniemy jednak od Luksemburga, w którym mieści się siedziba Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Wizytę tę zawdzięczamy rozpoczęciu przez UE ratyfikacji Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, co oznacza, że pojawi się możliwość zaskarżenia tej organizacji do Trybunału. Proszę nie pytać: w jakim trybie, kto i za co będzie mógł składać skargę? Na odpowiedź na te pytania przyjdzie nam jeszcze poczekać, gdyż, powtarzając za hiszpańskim eurodeputowanym, Ramonem Jauregui Atondo, proces negocjacji i ratyfikacji zajmie ok. 1,5 roku. Czy z ochroną praw człowieka ma coś wspólnego wieść, która dopłynęła z Holandii i zwiastuje możliwość legalnej eutanazji każdej osoby powyżej 70. roku życia? Faktem jest, co podaje serwis Dziennik.pl, że odkąd zalegalizowano eutanazję w Holandii, w Amsterdamie pozostały już tylko 2 ośrodki opieki paliatywnej. Po prostu nie ma potrzeby, aby było ich więcej, gdyż wiele osób decyduje się na legalne samobójstwo… Aby jednak podsumowanie tygodnia zakończyć optymistycznie, wspomnieć należy o sukcesie zanotowanym przez okręt HNLMS Tromp, należący do holenderskiej marynarki wojennej na Oceanie Indyjskim. Otóż na początku tygodnia somalijscy piraci byli najwyraźniej w gorszej formie, gdyż pomylili statek handlowy z okrętem wojennym i próbowali go przejąć. Gdy zorientowali się, że ich cel to nie całkiem to, co sobie wyobrażali, rozpoczęli ucieczkę. Tromp zdołał jednak przechwycić zarówno grupę abordażową, jak i statek-matkę. Czekamy na dalsze znaczące sukcesy Europy w nadchodzącym tygodniu! |