|
To co obecnie najbardziej łączy Islandię i Czechy to silny odwrót od dużych partii. REKLAMA
Jon Gnarr to telewizyjny komik, który wraz z innymi satyrykami założył Najlepszą Partię, obiecując wyborcom z Reykjaviku darmowe ręczniki przy każdym gejzerze i wprowadzenie zakazu stosowania narkotyków na terenie parlamentu od roku 2020. W wyborach regionalnych jego obóz zdobył prawie 35 procent, zwyciężył i otrzymał sześć z piętnastu mandatów. W tyle zostają najwięksi dotąd gracze: Partia Niepodległości, socjaldemokraci i zielonii. Nieco niżej na mapie Europy też odbyły się ostatnio wybory. Nie lokalne, jak w Islandii, lecz parlamentarne – najważniejsze w Czechach, bo o tym kraju mowa. Nasi południowi sąsiedzi postąpili podobnie jak Wyspiarze – ukarali estblishment, stawiając krzyżyk przy mniejszych partiach. Pierwszego klapsa otrzymał, typowany do niedawna na nowego szefa rządu, Jirzi Paroubek – polityk zwinny, zręcznie unikający zderzenia z jajkiem. Tego typu atak, jaki miał miejsce niedawno w Radzie Najwyższej Ukrainy, lider socjaldemokratów przerabiał niejednokrotnie. Jawna ignorancja, którą zbyt często przejawiał wobec zasług innych polityków sprawiła, że sympatia jaką wyborcy darzą Paroubka jest dość ograniczona. Stracił on kilka ważnych punktów procentowych podczas głosowania a po ogłoszeniu wyników podał się do dymisji. Jego miejsce zajął pierwszy wiceprzewodniczący socjaldemokracji Bohuslav Sobotka. Obywatelska Partia Demokratyczna (ODS), czyli druga noga czeskiej polityki również kuleje. Skompromitowana licznymi skandalami korupcyjnymi została ukarana głównie przez młodych wyborców. Zapewne sporym dla niej zaskoczeniem okazali się rosnący w siłę konkurenci - TOP 09 i Sprawom Publicznym. Oto młode partie, które poważnie zagrażają hegemonii ODS po prawej stronie sceny, okazując się poważnymi konkurentami, z którymi partia Petra Neczasa musi zacząć się liczyć. Pierwsza, zwana „Topką”, powstała zaledwie rok temu a na jej czele stanął były minister spraw zagranicznych Karel Schwarzenberg. To jej lista zdobyła tak dużą popularność podczas minionego weekendu, co prawdopodobnie przekreśli szanse socjaldemokratów na przejęcie pałeczki. Sprawy Publiczne (VV), bardziej centrowe, starają się unikać wpisania w podział lewica-prawica, budując swój wizerunek wokół propozycji jak dotąd nieznanych scenie czeskiej. Zaoferowali na przykład koncepcję demokracji bezpośredniej, która wykorzystując internet, pozwoli wyborcom, zapisanym do odpowiedniego portalu, głosować w konkretnych kwestiach programu. Petr Neczas uznał słabe zwyciestwo socjaldemokratów za sytuację, w której Vaclaw Klaus powinien od razu pozwolić mu stworzyć rząd, ponieważ konkurenci z przeciwnego bieguna raczej temu nie podołają. Potencjalni koalicjanci lidera ODS zapowiedzieli jednak, że czeski prezydent musi dać szansę Sobotce, wobec tego z budową centroprawicowej koalicji trzeba poczekać. Inna opcja – wielka koalicja dwóch kolosów - raczej nie wchodzi w grę. Obie partie są zbyt słabe i skłócone, a wyborcy zdecydowanie wskazali drogę, którą powinna podążyć czeska polityka w najbliższych miesiącach. Najprawdopodobniej powstanie rząd, na czele którego stanie Neczas, jednak nowi koalicjanci będą mieli sporo do powiedzenia w zasadnicznych kwestiach. Czescy wyborcy, podobnie jak ci z Islandii, powiedzieli „dość”. Zmęczeni ciągłymi walkami na górze odhaczyli tych, którzy potrafili zejść nieco niżej. Wyspiarze, oddając głos na komików, dali wyraz niezadowolenia z polityki głównych aktorów, którzy zapomnieli po co właściwie zostali wybrani. Podobnie nasi sąsiedzi znad Wełtawy. Odwracając się od dwóch gigantów skierowali swoje nadzieje w kierunku nowej fali. Trudno przewidzieć czy takie posunięcie rozwiąże problemy trawiące Czechy i Islandię, istotne jest coś innego. Główni gracze, jeśli chcą takimi pozostać, muszą poszukać nowej wizji i przypomnieć sobie o istnieniu obywateli, którzy są po to aby ich rozliczać. Decyzja wyborców będzie podobna w każdym innym kraju, w którym istnieje świadomość istoty demokracji. Problem w tym, czy znajdą się politycy, będący w stanie zastąpić dotychczasowych polityków. Niebawem do urn pójdą Holendrzy i Słowacy a w ich państwach również panuje ogólne zmęczenie sytuacją. Czy wezmą przykład z Wyspiarzy i Czechów? |