Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Adam Kirpsza: Kulturowe przyczyny klęsk Afryki

Adam Kirpsza: Kulturowe przyczyny klęsk Afryki

26 marzec 2006
A A A
Ekonomiści unikają kultury w swoich koncepcjach, traktując jednostkę jako tylko racjonalną, a więc dążącą do maksymalizacji własnej korzyści. Jak jednak pokazują powyższe rozważania, jednostka nie jest wyłącznie racjonalna, jej sposób działania jest mocno uwarunkowany przez kulturę w jakiej żyje.

Patrząc na sytuację polityczną i gospodarczą państw Afryki, trudno oprzeć się twierdzeniu o stagnacji, jeśli nie regresji gospodarczo-społecznej tego obszaru. Afryka stała się dla nas wielkim problemem globalnym, nad którym od długiego czasu bez skutku pochyla się społeczność międzynarodowa. Wszelkie działania światowych instytucji w celu polepszenia losu Afrykanów i ich aktywizacji gospodarczo-politycznej kończą się fiaskiem. Pomoc finansowa Banku Światowego jest przeznaczana przez tamtejsze rządy na rozbudowę armii, zadłużenie Afryki mimo redukcji długów przez G8 dla 14 najbiedniejszych państw "Czarnego Lądu" dalej rośnie, wysyłanie ekspertów ekonomicznych nie wpływa na wzrost udziału Afryki w produkcji światowej, która oscyluje wokół 2 proc. Jeśli dodamy do tego fakt, że około 600 milionów ludzi zamieszkujących tereny położone na południe od Sahary żyje w ubóstwie, połowa dorosłej populacji w 13 krajach to analfabeci, średnia długość życia nie przekracza 60 lat, a w Sierra Leone wynosi 37, stosunek umieralności dzieci do narodzonych wynosi 100 do 1000 (Sierra Leone 335 do 1000) - buduje się iście katastrofalny krajobraz. O problemach Afryki powiedziano już wiele. Dodam tylko, że w uznawanym za najbardziej obiektywny przelicznik HDI (Human Development Index), ilustrującym możliwość "życia długo i zdrowo, bycia wyedukowanym i posiadania przyzwoitego standardu życia", państwa afrykańskie zajmują ostatnie miejsca.

Beznadziejna sytuacja narysowana przez różne dane statystyczne nasuwa pytanie: Dlaczego świat nie może znaleźć sposobu na jej poprawę? Co jest więc główną przyczyną tego stanu i jak tę sytuację można rozwiązać? Jak dotychczas najlepszych odpowiedzi dostarczali ekonomiści, widząc rozwiązania w działaniach prorynkowych, w użyciu instrumentów walutowych i ekonomicznych, czy w pomocy finansowej. Próby te jednak przynoszą tylko minimalną poprawę. Nie tak dawno jednak pojawiła się nowa koncepcja tłumacząca kryzys afrykański, wywodząca się od kulturalistów, a więc przedstawicieli nurtu widzącego we wszelkich elementach kulturowych główny motyw życia polityczno-gospodarczego społeczeństwa. Kulturalizm podkreśla rolę badań nad kulturą, szukania tych norm i rysów kulturowych, które hamują rozwój gospodarczy, jak i mu sprzyjają. Taka analiza społeczeństwa pozwala im wyjaśnić przyczyny kryzysu, a następnie znaleźć rozwiązanie w postaci właściwie przeprowadzonej zmiany kulturowej. Szkoła ta jest jednak krytykowana szczególnie zażarcie przez antropologów. Traktuje się ją jako nurt nie uznający różnorodności kultur, odrzucający tradycję boasowskiego relatywizmu. Zdaniem antropologów badania kulturalistów wartościują kultury, dzielą je na dobre i złe, podczas gdy te dobre kojarzone są z wartościami prozachodnimi. Tymczasem relatywizm pozwolił ludzkości na szanowanie odrębności kulturowych i odrzucenie wartościowania na rzecz opisywania.

Polityczna poprawność, która stała się dzieckiem relatywizmu jest główną przeszkodą dla idei kulturalistów, przez co w debacie o kryzysie afrykańskim szkoła ekonomiczna jest wciąż dzisiaj preferowana. Warto się jednak przyjrzeć poglądom tego krytykowanego nurtu. Być może w nich tkwi rozwiązanie kwestii afrykańskiej.

Jednym z najbardziej znanych naukowców optującym za uznaniem wpływu kultury na życie gospodarcze i społeczne jest Ronald Inglehart. Organizuje on tzw. Światowy Sondaż Wartości, na podstawie którego wyciąga ciekawe wnioski. Efektem jego badań przeprowadzonych w latach 1995-1998 jest poniższy wykres:

Kliknij TUTAJ aby zobaczyć w powiększeniu.

The Inglehart Values Map

Od razu zauważalna jest pozycja społeczeństw afrykańskich. Zgodnie z przeprowadzonymi w tych krajach sondażach, Afryka wyznaje wartości tradycyjne oraz nastawione na przetrwanie. Jak z tego wynika społeczeństwa afrykańskie pragną bezpieczeństwa ekonomicznego i fizycznego, nie cechują się natomiast swobodną ekspresją, dążeniem do subiektywnego szczęścia oraz jakości życia, skupiając się wyłącznie na stabilizacji. Inglehart podkreśla, że skierowanie na wartości tradycyjne związane jest z dużą rolą religii, silnymi więzami rodzinnymi, naciskiem na konformizm, szukaniem bardziej konsensu niż załatwiania sporów na drodze konfliktu oraz cenieniem posłuszeństwa wobec władzy. Natomiast społeczeństwa wyznające wartości nastawione na przetrwanie charakteryzują się "niskim poziomem indywidualnej satysfakcji, wykazują niewielkie zaufanie w stosunkach międzyludzkich, są relatywnie nietolerancyjne wobec obcych, cenią wartości materialistyczne, niewiele robią w kwestiach związanych z ochroną środowiska i relatywnie dobrze znoszą dyktaturę". Jak wynika z wykresu społeczności afrykańskie są umiejscowione bardzo blisko siebie, a więc mają podobne wartości i tworzą spójny obszar kulturowy. Będzie to miało olbrzymie znaczenie, jeżeli stworzy się drugi wykres, na którym państwa zostaną przedstawione pod względem PNB per capita.:

Kliknij TUTAJ aby zobaczyć w powiększeniu.


Wnioski nasuwają się same. Po pierwsze, istnieje olbrzymia korelacja między miejscem obszaru kulturowego na wykresie nr 1 a jego PNB per capita, po drugie zauważalne jest, że społeczeństwa wyznające wartości tradycyjne i nastawione na przetrwanie cechują się najniższym PNB. Prowadzi to do stwierdzenia, że to kultury danego obszaru, decydują o sytuacji ekonomicznej państwa/społeczeństwa. A zatem rozwój gospodarczy jest silnie uwarunkowany przez kulturę, konstytuujące ją elementy decydują o sytuacji ekonomicznej jednostki. Wydaje się, że to właśnie tutaj tkwi rozwiązanie dla Afryki, bez zmiany kulturowej, a więc bez przyjęcia sposobu myślenia polegającego na odejściu od wartości tradycyjnych na rzecz wartości świecko-racjonalnych i możliwości swobodnej ekspresji, nie zmienimy Afryki. Być może dokona tego narastająca globalizacja kulturowa, której państwa zatrzymać nie mogą, ważne jest jednak podkreślenie znacznego wpływu kultury, a nie tylko ekonomicznych rozwiązań w debacie na temat kryzysu afrykańskiego.

Aby bliżej przyjrzeć się elementom kulturowym wyznawanym przez Afrykanów, wymieńmy główne cechy tych społeczeństw.

W pracy D. Bollingera i G.Hofstede  "Les differences culturelles dans le mangement" znajdujemy tezę, że kraje klimatu międzyzwrotnikowego cechują się dużym dystansem hierarchicznym. Definiowany jest on jako stopień pionowości społeczeństwa, czyli zależności i wzajemnego podporządkowania jednostek. Badania autorów książki wykazały, że społeczeństwa o dużym dystansie hierarchicznym są z reguły statyczne, nastawione na wartości przetrwania i stabilizacji. Prowadzi to do kontroli zasobów narodowego bogactwa przez wąska elitę, a więc do braku jego redystrybucji pomiędzy obywatelami. Odmiennie wyglądają społeczeństwa o niskim dystansie. Mają one charakter dynamiczny, system polityczny jest zdecentralizowany, prawo góruje nad przemocą. Społeczeństwa afrykańskie Bollinger i Hofstede kwalifikują do tych bardziej pionowych. Podwładni uważają swoich zwierzchników za osoby cieszące się przywilejami, siła uzyskuje dominację nad prawem, a zmiana ustroju może nastąpić tylko za pomocą zamachu stanu. To tłumaczyłoby nam trudną sytuację polityczną wielu państw afrykańskich. Nastawienie na przetrwanie, jak wynika z wykresu Ingleharta, powoduje stagnację gospodarczą, nienadążanie za zmianami technologicznymi. Duży stopień zależności jednostek buduje model feudalnej struktury społecznej, a jej owocem staje się uprzywilejowanie pewnych grup. Są one skutecznym narzędziem powiększającym dystans hierarchiczny, a więc multiplikującym statyczność i bezczynność społeczną.

Z nastawieniem na przetrwanie i bezpieczeństwo wiąże się kolejna cecha społeczeństw afrykańskich, mianowicie dominacja grupy nad jednostką. Jak mówi Etounga-Manguelle "mentalność afrykańska odrzuca wizerunek jednostki będącej autonomiczną i odpowiedzialną istotą". Stąd społeczeństwo oparte jest na silnych więziach rodzina-jednostka. Jednostka czuje się w tym systemie stosunków bezpiecznie, nie chce zachować swojej wolności, nie walczy o indywidualizm, nie widzi bowiem powodów do krytyki rządzących. Wynika to z niezmienności systemu przekonań, który stanowi scentralizowaną strukturę raz ustanowioną, od której odejście jest niemożliwe, bo prowadzi do chaosu. Co więcej brak jest w tych strukturach pojęcia odpowiedzialności. Ta cecha towarzyszy tylko wodzowi, jednostka nie może być odpowiedzialna, bo po pierwsze, nie chce jej przyjąć ze względów bezpieczeństwa, po drugie odpowiedzialny oznacza "wódz", a wszyscy wodzami być nie mogą, bo to prowadzi do interpersonalnych konfliktów. A przecież dla Afryki konflikt jest czymś niepożądanym, choć paradoksalnie najbardziej charakterystycznym dla tego kontynentu.

Czas i przestrzeń jest dla przeciętnego Afrykanina pojedyńczym bytem. Społeczeństwa maja własną rachubę czasu, żyją odmiennym, lecz charakterystycznym dla nich rytmem. Czas urasta zatem do symbolu mającego podłoże kulturowe, tworzy zamknięty sposób życia oparty na tradycyjnych zasadach stworzonych przez przodków. Nie ma od nich odstępstwa, stąd gloryfikacja przeszłości przez te społeczeństwa. Zdaniem Jean-Jacques Servana-Schreibera Afrykanin wierzy niezachwianie, że przeszłość będzie powtarzać się w nieskończoność, nie ma więc sensu zajmować się przyszłością. Ta koncepcja czasu zakłada, że zjawiska można przeżywać wiele razy, tworzą one bowiem cykle, co jakiś czas się powtarzające. Pogląd ten krytykują jednak naukowcy pokroju Francisa Fukuyamy. 

Fukuyama uważa, że taka postawa prowadzi tak naprawdę do zapomnienia historii i degeneracji osiągnięć, aby cykl mógł zacząć się na nowo. Jest to myślenie błędne, ponieważ o kierunkowości historii decyduje wiedza naukowa, która nie ma charakteru powtarzalnego. Nauka wciąż się rozwija, a więc nie cofa się, nie powraca do stanu początkowego. Rozumienie historii jako cyklów jest zatem błędne, neguje bowiem całą wiedzę, doświadczenia i naukę na której się opiera historia świata. W żaden sposób ludzkość nie może powrócić do swojego punktu wyjścia.(oprócz globalnego kataklizmu), zrezygnować z całego swego dorobku, aby na nowo rozpocząć cykl. Ten niepoprawny sposób percepcji czasu oparty na tkwieniu w przeszłości prowadzi zatem do naukowego zastoju, podczas gdy świat posługujący się czasem w sposób linearny ucieka Afryce.

Przedstawiona powyżej cykliczność, której hołdują Afrykanie, ma katastrofalne skutki. Po pierwsze, życie jednostki nie ulega zmianom i pozytywnym przekształceniom, albowiem harmonogram codziennych zajęć jest ustalony przez tradycję przeszłości i przez to niezmienny. Po drugie, brak percepcji przyszłości prowadzi do niepodejmowania ryzyka, odrzucenia planowania w oparciu o strategię i aktywnego wpływania na przyszły bieg wydarzeń. Bez tych elementów gospodarka funkcjonować nie potrafi. Racjonalne wykorzystanie czasu staje się zatem potrzebą społeczeństwa afrykańskiego i głównym elementem zmiany kulturowej. Bez tego każdy następny dzień wygląda tak, jak poprzedni.

Zdaniem Daniela Etounga-Manguelle Afrykanin pracuje, aby żyć, ale nie żyje, aby pracować. Szczęście czerpie z licznych uroczystości, które stają się radosnym elementem jego monotonnego życia. Okazji ku świętowaniu jest wiele, co tworzy przekonanie, że społeczeństwo afrykańskie jest zbudowane wokół przyjemności. Pośredni związek z tym ma towarzyskość Afrykanów. Mieszkaniec Czarnego Lądu uważa każdego napotkanego człowieka za przyjaciela. Afrykanin ufa ludziom, lecz w relacjach z nimi przekłada sympatie nad treść i konkret. Rozmowy nie mogą się zaczynać od omówienia interesów, do sedna należy przechodzić stopniowo. Ten model komunikacji nastawiony na długość przekazu informacji oraz niską jego merytoryczność wywierają znaczny wpływ na powolne działania gospodarcze Afrykańskich społeczeństw. Koszty prowadzenia interesów i transakcji są tutaj ogromne, załatwienie jakiejkolwiek sprawy urzędowej długie. Stąd bierze się niska wydajność biurokracji afrykańskiej. Interesant woli osobiście spotkać się z urzędnikiem w swojej sprawie, niż wysyłać pismo, uważa bowiem, że uniknie oschłości w korespondencji i zdobędzie nowego przyjaciela.

Etounga-Manguelle podkreśla także, że w Afryce silne jest dążenie do pokoju społecznego poprzez odrzucenie konfliktu społecznego. Konflikt jest traktowany jako coś złego, czego należy za wszelką cenę uniknąć. W konsekwencji prowadzi to do utajnienia działań wymiaru sprawiedliwości, wymierzania kar w ukryciu, pozbawienia sądów funkcji stania na straży sprawiedliwości. Dobrym przykładem jest tutaj kameruńska wioska Bamileke, w której sądy odbywają się nocą, a ich członkowie noszą maski, aby uniknąć identyfikacji. Ekonomiści wyraźne dostrzegą, że taki status sądów nie sprzyja bezpieczeństwu transakcji gospodarczych oraz wolności rynku. 

Także odrzucenie konfliktu ma znaczenie, jego rolę szczególnie podkreślał np. Ralf Dahrendorf. Jego zdaniem rywalizacja jest nieodłącznym elementem społeczeństwa, stanowi pozytywne zagrożenie przyczyniając się do pluralizmu idei. Dzięki konfliktowi ulegają one konkretyzacji, pozwalają zachować otwartość społeczeństwa, pobudzają jego dynamikę i przede wszystkim prowadzą do ciągłych zmian o charakterze pozytywnym. Sięgając do Kanta można powiedzieć, że to właśnie "nietowarzyska towarzyskość", czyli konflikt, a nie współpraca skłania ludzi do rozwijania tkwiących w nich możliwości.

Kolejnym elementem mającym zdaniem kulturalistów znaczenie w wyjaśnieniu kryzysu Afryki jest irracjonalizm społeczny. Przejawia się on w  uznawaniu czarów, guseł, magii wywołujących strach i moralny chaos. Czary stanowią narzędzie zarówno społecznego przymusu (który podtrzymuje lojalność jednostki), jak i środka eliminowania opozycji. Afryka to tygiel różnych sekt opartych na swoich mesjańskich prorokach głoszących "prawdę". W samym Beninie, kolebce voodoo, liczba wyznań wynosi 92, w Kenii zaś wylicza się około 1200 sekt. Samozwańczy mesjasze uzyskują znaczne wpływy w społeczeństwach afrykańskich, a wynika to z wiary ich członków w zjawiska irracjonalne, w przeznaczenie, które kieruje ich życiem, jak i z naiwnego ufności wobec proroków o rzekomych zdolnościach uzdrowicielskich. Owi "czarodzieje" mają ponadto olbrzymi wpływ na władców. Nie zdajemy sobie nawet sprawy, że w wielu państwach afrykańskich istnieje urząd nadwornego czarownika. Jego rola polega na ostrzeganiu przed przyszłymi oponentami w celu ich neutralizacji takiej, aby rządzący utrzymali się jak najdłużej przy władzy. Dzięki tak silnej pozycji mag ma większą władzę niż sam prezydent, a oparcie polityki na czarach jak wiadomo przynosi katastrofalne konsekwencje. Jak mówi Karl Popper historii do przodu pisać się nie da, a czarownicy nadają sobie właśnie tę zdolność, jakże cenioną wśród społeczeństw afrykańskich. To właśnie oni stają się ostoją bezpieczeństwa, stąd tak wielkie do nich zaufanie. Aby tylko czuć się bezpiecznym, Afrykanie są zdolni do oddania swojej wolności każdemu, jakby powiedział Erich Fromm.

Problemem jest również silne przekonanie o  równości formalnej i materialnej jednostki. Społeczeństwa afrykańskie opierają się na zasadzie radykalnej równości, nikt nie może wyjść poza określony status materialny, każdy musi być równy w ubóstwie. Prowadzi to do hamowania wszelkich indywidualnych inicjatyw, kto bowiem zaczyna się bogacić lub wyróżniać na tle społeczeństwa, uważany jest za przykład niegodziwca, chcącego złamać ustaloną przez tradycję strukturę społeczną. Taką osobę szybko dotykają sankcje społeczne. Tę sytuację najlepiej wyjaśniają słowa D.Etoungi-Manguelle: "Od środka afrykańskie społeczeństwa przypominają drużynę piłkarską, w której na skutek osobistych animozji i braku zespołowego ducha nie podają sobie nawzajem piłki w obawie, że któryś strzeli gola. W naszych republikach ludzie spoza etnicznego "cementu" (...) w tak niewielkim stopniu identyfikują się z narodem, że samo istnienie państwa zakrawa na cud.(...) Jednocześnie wszelka inicjatywa spotyka się z potępieniem jako znak osobistego sukcesu (...) Nie należą do rzadkości przypadki, gdy rodzina otrzymuje zakaz mieszkania w nowo wybudowanym domu."

Przedstawione powyżej elementy kulturowe cechujące społeczeństwa afrykańskie pokazują jaki wpływ na życie ich członków ma kultura. Choć nie są z pewnością one spotykane we wszystkich krajach, to jednak można o pewnych z nich powiedzieć, że są powszechne dla Afryki. Być może zatem mają rację kulturaliści: trzeba się najpierw pochylić nad próbami zmiany kulturowej, a dopiero później stworzyć warunki dla rozwoju gospodarczego. Ekonomiści unikają kultury w swoich koncepcjach, traktując jednostkę jako tylko racjonalną, a więc dążącą do maksymalizacji własnej korzyści. Jak jednak pokazują powyższe rozważania, jednostka nie jest wyłącznie racjonalna, jej sposób działania jest mocno uwarunkowany przez kulturę w jakiej żyje. Wydaje się zatem, że neoklasyczna szkoła ekonomii musi wprowadzić do swojej metodologii czynnik kultury, a debata o kryzysie afrykańskim winna uwzględnić wnioski kulturalistów. Inaczej Afryka wciąż będzie pogrążona w "kulturze ubóstwa" i "pozornego szczęścia".