Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Serge Halimi: Opatrznościowy dług...

Serge Halimi: Opatrznościowy dług...

19 grudzień 2009
A A A
Dzięki obfitym zastrzykom grosza publicznego banki znów nabrały rumieńców. Wychodzą z kryzysu finansowego jeszcze większe i potężniejsze. Podczas najbliższej burzy tym bardziej więc będą skłonne czynić z państw swoich „zakładników”. w takiej właśnie chwili rządy zachodnie i banki centralne ponownie biją na alarm z powodu państwowego długu publicznego.

Widmo upadłości państwa, chytrze przemilczane, gdy trzeba było wypłacać ogromne sumy, spiesząc na ratunek Goldman Sachsowi, Deutsche Bankowi czy BNP-Paribas, zaczęło w końcu wyzierać wraz z inwazją logiki rentowności rynkowej na te sfery działalności gospodarczej, które przed nią chroniono. Ciężar zadłużenia zwiększył się wskutek kryzysu i raz jeszcze jest to znakomity pretekst do rozbiórki osłon socjalnych i usług publicznych. Rok temu ogłaszano, że liberałowie znaleźli się w stanie śpiączki, a tymczasem powtarzające się raz po raz deklaracje, że „kasy są puste”, pozwalają im politycznie zmartwychwstać.

Liberałowie nie popuszczają. w Berlinie nowa koalicja rządząca obiecała dodatkowe ulgi podatkowe na sumę 24 miliardów euro, choć w przyszłym roku niemiecki deficyt osiągnie prawie 6,5% PKB (i ponad dwukrotnie przekroczy maksymalną stopę, którą dopuszcza unijny Pakt Stabilności i Wzrostu). We Francji po wyborze Nicolasa Sarkozy’ego na prezydenta prawica kolejno zniosła opodatkowanie godzin nadliczbowych, wzniosła „puklerz finansowy” wokół dochodów z kapitału i obniżyła podatek od spadków. Postanowiła znieść tzw. podatek zawodowy – podatek bezpośredni ściągany przez samorządy terytorialne z przedsiębiorstw i osób prowadzących stałą działalność gospodarczą; przysparzał on tym samorządom połowę zasobów fiskalnych.

Kiedyś konserwatyści do tego stopnia troszczyli się o równowagę w rachunkach, że przyzwalali na podwyżki podatków. Natomiast od prawie 30 lat deficyty publiczne są ich świadomym wytworem, który ma paraliżować zapędy interwencyjne samorządów. Praktykę tę, amputującą podatki, dubluje katastroficzny dyskurs, który pozwala ciąć wydatki państwa opiekuńczego.

„Reagan udowodnił, że deficyty się nie liczą” – w 2002 r. amerykański wiceprezydent Richard Cheney tak odpowiedział swojemu sekretarzowi skarbu, którego zaniepokoiła nowa obniżka podatków bezpośrednich. Cheney rozumiał przez to, że deficyty budżetowe niekoniecznie szkodzą temu, kto o nich decyduje, ponieważ Ronalda Reagana ponownie wybrano w 1984 r. – i to dużą większością głosów – choć w okresie swojej pierwszej prezydentury potroił deficyty. Spotęgowana presja budżetowa ciąży wówczas na następcach – przede wszystkim tych, których podejrzewa się o rozrzutność tylko dlatego, że nie są prawicowi… Tak więc Barack Obama, chcąc mieć choćby minimalną szansę na uchwalenie przez Kongres reformy systemu ochrony zdrowia, musiał najpierw zobowiązać się, że do długu publicznego nie dorzuci ani jednego centa. Ciekawe, kiedy takim samym warunkiem obwaruje się awantury wojenne?

Ostatnio rząd francuski, dzieląc przez trzy VAT uiszczany przez właścicieli kawiarni i restauracji, zrezygnował z wpływów fiskalnych na sumę 2,4 miliarda euro. w kilka tygodni później, pod pretekstem, że jest to „sprawiedliwe”, odzyskał 150 milionów euro opodatkowując dzienne zasiłki dla ofiar wypadków przy pracy. Choć na tym polu bardzo chce doścignąć Reagana, ma jeszcze przed sobą spory kawał drogi, bo ten obniżył podatki najbogatszym, a następnie, gdy trzeba było zmniejszyć deficyty budżetowe, które właśnie sam pogłębił, kazał szkolnym stołówkom zaliczać do warzyw keczup, gdy oceniają wartość odżywczą posiłków wydawanych uczniom.

To w Kalifornii, stanie, w którym gubernatorem był Reagan, zaczęła się w 1978 r. kontrrewolucja fiskalna, która następnie przetoczyła się przez cały świat. Kasy są tam obecnie zupełnie puste (deficyt osiągnął 26 miliardów dolarów). 17 listopada 2009 r. tamtejszy uniwersytet publiczny podniósł więc wpisowe na studia o 32%. Wcześniej zlikwidował 2 tys. miejsc pracy.

tłum. Zbigniew M. Kowalewski

Artykuł ukazał się pierwotnie w miesięczniku Le Monde diplomatique. Przedruk za zgodą redakcji.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.