Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Michał Wallner: Polityczne i cywilizacyjne granice Europy - miedzy otwartością a tożsamością

Michał Wallner: Polityczne i cywilizacyjne granice Europy - miedzy otwartością a tożsamością

01 czerwiec 2006
A A A

Gdzie leży Europa? Dokąd rozpościerają się jej granice? Gdzie zaczyna i kończy się europejskość? Na tak sformułowane pytania nie ma prostych odpowiedzi. Precyzyjne umiejscowienie Europy w przestrzeni terytorialnej jest zadaniem o ile potrzebnym, o tyle w praktyce niewykonalnym. Jak bowiem pisał T. Judt w swoim Eseju o Europie: "Istnieje [...] wiele <<Europ>>; każda z nich może słusznie domagać się prawa do tego tytułu, żadna do monopolu". Wytyczając granice Starego Kontynentu trzeba więc zarówno uwzględniać roszczenia wszystkich "prawdziwych Europejczyków" jak i tych, którzy chcą dopiero nimi zostać. Nie wolno też pominąć tej Europy, która - można by powiedzieć za Wolterem - "chce stać się wiedząca", a więc świadoma swojej przynależności cywilizacyjnej.

Dodatkowych trudności nastręcza fakt, iż Europę można rozumieć jako pojęcie geograficzne, cywilizacyjno-kulturowe i polityczne, przy czym każde z tych podejść w różny sposób lokalizuje ją na mapie świata. Innymi słowy granice geograficzne Europy nie pokrywają się z cywilizacyjnymi, a te z kolei z politycznymi. Ażeby sprawę jeszcze bardziej skomplikować można dodać, że nie bez znaczenia jest tu również percepcja osób, którym przyszło zmierzyć się z problemem określenia zasięgu Europy. Przedstawiając to obrazowo: czy na przykład antropolog z Paryża, historyk z Kijowa, publicysta z Nowego Jorku, politolog z Moskwy i polityk z Ankary będą w stanie osiągnąć w tej sprawie konsensus? Pytanie wydaje się retoryczne.

W tym miejscu należy uwzględnić jeszcze jedną istotną kwestię, otóż ciężko jest opisywać zjawiska dynamiczne, pozostające w ruchu, zmienne, a takim są niewątpliwie europejskie granice. Rzecz jasna chodzi tu o granice geograficzne, a w jeszcze większym stopniu polityczne, bo kulturowe pozostają względnie najtrwalsze. Co do tych pierwszych, ostatnie spektakularne przesunięcie granicy geograficznej Europy - z Donu (znanego w starożytności i średniowieczu pod nazwą "Tanais") na Ural - zawdzięczamy szwedzkiemu oficerowi Strahlenbergowi.

Dużo bardziej niejednoznaczne i "ruchliwe" są natomiast polityczne granice Europy, dla opisu których najwłaściwsza pozostaje "pływowa teoria" oksfordzkiego profesora W. H. Parkera, zgodnie z którą granice kontynentu europejskiego na zmianę cofają się i przesuwają do przodu jak fale przypływu i odpływu. Znamienne, że kierunek tych fal jest głównie równoleżnikowy, stąd linie podziału występujące w Europie dzielą subkontynent przede wszystkim na część wschodnią i zachodnią, natomiast - jak zauważa N. Davies - całkowicie ignorowany jest "silnie ugruntowany historyczny rozdział między Północą i Południem." Tak więc, Europa "wlewa się" głównie do Azji (bądź cofa się pod naporem fali ze Wschodu), nie przybierając zasadniczo południkowego kierunku "ekspansji".

Na specyfikę politycznych granic Europy składają się jeszcze przynajmniej dwa czynniki. Po pierwsze, jest to brak granic wewnętrznych w tzw. obszarze Schengen, którego podstawowym założeniem jest zwiększenie otwartości Unii Europejskiej poprzez realizację zasady swobody przemieszczania się osób. Istotne jest, iż powyższa zasada obowiązuje niezależnie od narodowości, czyli obejmuje również obywateli państw trzecich, osoby starające się o azyl i legalnych imigrantów już przebywających na terenie UE. Po drugie, zewnętrzne granice polityczne Europy sięgają daleko poza jej ramy kulturowe i geograficzne. Na poparcie tej tezy podaję kilka przykładów. Oto niewielka wyspa Cypr, geograficznie przynależąca do Azji jest członkiem Unii Europejskiej, choć ta ostatnia, formułując warunki nabycia członkostwa (art. 49 Traktatu z Maastricht) zastrzegła, iż kandydat musi być państwem europejskim. Wynika stąd, że UE definiuje Europę właśnie w kategoriach politycznych. Podobną egzemplifikację stanowi obecność państw zakaukaskich i środkowoazjatyckich oraz USA i Kanady w OBWE jak też Turcji w Radzie Europy, choć obie te organizacje międzynarodowe w samej swojej nazwie akcentują europejski rodowód.

Nie mniej kontrowersji i sporów budzi przebieg cywilizacyjnych granic Europy. Można przy tym zauważyć, iż najżywsze dyskusje wywołuje temat granicy wschodniej. Ponadto, trzeba podkreślić, że kulturowe archetypy Europy zawsze były definiowane w sposób negatywny, czyli poprzez zestawienie przeciwieństw (antynomie: helleńska Europa - azjatycki Wschód; rzymska Europa - barbarzyńska Północ; chrześcijańska Europa - Bizancjum, islam, pogaństwo; Europa demokracji i praw człowieka - świat innych wartości). Ta manichejska optyka zachowała swoją aktualność i nadal pełni funkcje integrujące w Europie, gdyż budowanie jedności i świadomości "my" odbywa się w opozycji do "obcych", poprzez kontrast, co naturalnie nie sprzyja otwartości Starego Kontynentu. Niezależnie od tego czy byli to Arabowie, Mongołowie, Turcy osmańscy, ZSRR, czy obecnie muzułmanie bliska obecność konkurenta (wroga) sprzyjała procesom integracyjnym w Europie. W tym kontekście najważniejsze wydaje się, aby zastąpić motywacje negatywne integracji europejskiej (jedność przed), które mogą prowadzić do izolacjonizmu, motywacjami pozytywnymi (jedność dla).

{mospagebreak} 

Brak powszechnej zgody co do zasięgu cywilizacji europejskiej znajduje wyraz w istnieniu kilkunastu konkurencyjnych teorii na ten temat. Część z nich, powtarzanych jako stereotyp, jest oczywiście błędna, jak ta, która zawęża Europę do jej części zachodniej, przyjmując jako kryterium wyróżniające stabilność polityczną i dobrobyt materialny. Z kolei inna koncepcja definiuje Europę w sposób poszerzający, odpowiadający w zasadzie granicom geograficznym. Ten punkt widzenia prezentuje m.in. N. Davies i Jan Paweł II, który traktuje cywilizację łacińską i prawosławną jako dwa komplementarne "płuca Europy". Najbardziej znaną jest jednak teoria, zgodnie z którą cywilizacyjny kres Europy wytycza rzymski limes, a więc zasięg kultury łacińskiej. Zdaniem niektórych autorów linia ta przebiega wzdłuż ostatnich katedr łacińskich i miast samorządowych na Wschodzie. S. Huntington lokalizuje tę granicę w zachodniej Białorusi i Ukrainie.

Przy odtwarzaniu cywilizacyjnych granic Europy niezbędne jest odwołanie się do sfery aksjologii, bowiem cywilizacja sięga tam, gdzie wyznawane są jej konstytutywne wartości. Najczęściej przyjmuje się, że wartości kultury europejskiej mają swoje źródła w filozofii greckiej, prawie rzymskim i etyce chrześcijańskiej. Teza o jedności cywilizacji europejskiej ma wielu zwolenników, którzy - tak jak E. Burke - twierdzą, że "żaden Europejczyk nie może stać się całkowitym uchodźcą w żadnej części Europy", albo jak R. Coudenhove-Kalergi, iż "naród europejski jest jak jedno wielkie drzewo o jednym pniu i wielu gałęziach". Paradoksem kultury europejskiej jest jednak to, że jest ona jednocześnie homogeniczna i heterogeniczna.

Odmienne w tej kwestii stanowisko zajmuje P. Manent, całkowicie negujący kulturę Europy. Pisze on, iż "kultura europejska to abstrakcja, jeśli kiedykolwiek coś takiego zaistnieje - to kultura, którą stworzy europejskie ciało polityczne, kiedy wreszcie powstanie". Zdaniem tego francuskiego filozofa i historyka idei "kultura bez swojej politycznej matrycy to nawet nie zapach z pustego naczynia, to zapach z naczynia rozbitego na kawałki". Zatem dopiero wówczas, gdy z nowego europejskiego porządku politycznego narodzi się cywilizacja europejska granice polityczne Europy pokryją się z granicami kulturowymi.

Stosunek Europy do własnych granic jest kluczowy z punktu widzenia dalszego poszerzania i pogłębiania integracji międzynarodowej. Sukces jednej z trzech głównych koncepcji integracyjnych - federalizmu, konfederalizmu lub funkcjonalizmu będzie implikował przyszły kształt Europy. Wybór jednej z tych dróg nie jest oczywisty, gdyż stają naprzeciwko siebie dwie fundamentalne wartości: tożsamość, ceniona wysoko przez konfederalistów i otwartość (rozwój), na który stawiają federaliści i funkcjonaliści. Najważniejsza teza tej pracy brzmi: tożsamość i otwartość nie powinny być traktowane jako alternatywy, optymalnym wyjściem dla Europy jest koegzystencja obu tych wartości, czyli szacunek dla własnej tradycji, przeszłości i jednocześnie rozwój, jako funkcja otwartości i dyfuzji międzykulturowej.

Wybór między otwartością a tożsamością jest podstawowym dylematem państw w Unii Europejskiej i sprowadza się do starcia dwóch sprzecznych strategii rozwoju. Pierwsza z nich, którą za Z. J. Pietrasiem można nazwać adaptacją pasywną, zakłada, iż "tożsamość państwową kładzie się na ołtarzu przyspieszonego wzrostu", czyli uznaje wyższość otwartości nad tożsamością. W tej strategii, którą K. Krzysztofek określa też jako integrację kosmopolityczną, nowoczesność dominuje nad tradycją. Jej przeciwieństwem jest adaptacja aktywna, polegająca na odrzucaniu wpływów środowiskowych i dążeniu do sukcesów w oparciu o rozwój endogenny. Strategii tej, uznającej prymat tożsamości nad otwartością, może towarzyszyć zjawisko idealizacji własnej przeszłości, co czasem prowadzi do postaw izolacjonistycznych. Ani adaptacja pasywna, ani aktywna nie wydają się właściwe, gdyż pierwsza z nich może prowadzić do kryzysu tożsamości, druga do autarkii i zacofania.

Najlepszą strategią rozwoju dla Unii Europejskiej jest zatem wypadkowa dwóch poprzednich - czyli adaptacja kreatywna, której istotę stanowi próba konwergencji dwóch różnych systemów wartości: modernizacji i tradycji. Zakłada ona - jak pisze Z. J. Pietraś - "filtrowanie wpływów płynących ze środowiska międzynarodowego, w taki sposób, aby przyjmować z niego to co pobudza rozwój, a odrzucać to co zagraża narodowej tożsamości". Chińczycy określili tę strategię tak: "otwierając okno zawieś w nim siatkę przeciwko komarom". Przyglądając się na ogromny sukces gospodarczy ChRL, które zachowało przy tym swoje tradycyjne instytucje, potencjalna recepcja takiego wzorca do Europy nabiera jeszcze większej atrakcyjności.

{mospagebreak} 

Realizacja adaptacji kreatywnej zakłada eliminację zagrożeń dla narodowej tożsamości z równoczesną promocją otwartości i rozwoju. Przekładając tę formułę na język praktyki - wymaga ona od Unii Europejskiej starannie przygotowanego, pod względem instytucjonalnym i budżetowym, dalszego pogłębiania i poszerzania integracji międzynarodowej.

Największym wyzwaniem dla Europy jest ewentualne członkostwo Turcji i Ukrainy w Unii Europejskiej. W tym kontekście pojawiają się opinie o cywilizacyjnej nieprzystawalności tych państw do struktur europejskich. Zwolennicy determinizmu kulturowego są przekonani o nieuchronnym "zderzeniu cywilizacji". Już F. Koneczny twierdził, że cywilizacje są wręcz skazane na rywalizację, a S. Huntington dostrzega wzrost wpływu kultury, a zwłaszcza religii na stosunki międzynarodowe, określając to zjawisko jako Revanche de Dieu (Zemsta Boga). Ten ostatni utrzymuje, że "organizacje międzynarodowe oparte na wspólnocie kulturowej, jak Unia Europejska, mają o wiele większe szanse powodzenia niż te, które usiłują przekraczać kulturowe granice". Zdaniem Huntingtona, UE nie powinna więc dalej rozrastać się pod względem terytorialnym o państwa obce cywilizacyjnie a akces Rumunii i Bułgarii ocenia w kategoriach błędu politycznego. Unia Europejska grupuje obecnie państwa należące wyłącznie do cywilizacji zachodniej, a perspektywa członkostwa Ukrainy i Turcji prowadziłaby do spotkania w jednym organizmie politycznym aż trzech cywilizacji - zachodniej, prawosławnej i islamskiej.

W podobnym tonie wypowiadają się też F. Fukuyama i R. Kagan, dla których "wejście nowych państw do organizmu, który trzeszczy w posadach, może tylko pogorszyć jego stan […]" i "zaostrzy problem z tożsamością". Obaj politolodzy amerykańscy dodają jednak po chwili, że "ze względów geostrategicznych" są zdecydowanymi zwolennikami przyjęcia Turcji.

Ukraina i Turcja określane są często jako państwa "rozszczepione", "na rozdrożu", które są jakby "jedną nogą" w Europie, a drugą w Azji. Jeśli Unia Europejska odwróci się o nich, to Ukraina - zgodnie z tezą Huntingtona o "instynktownym łączeniu się w grupy przez kraje o tej samej tożsamości kulturowej" - zacznie ciążyć ku Rosji, a Turcja ku republikom Azji Środkowej, w których ludność posługuje się językami tureckimi. Europa nie może do tego dopuścić. Proces poszerzania jej granic politycznych powinna traktować jak historyczną konieczność i moralny obowiązek. Od otwartości Unii Europejskiej zależeć będzie bowiem  przyszłość nie tylko Ukrainy, państw bałkańskich czy Turcji, ale będzie ona pozytywnie oddziaływać na globalny stan stosunków międzynarodowych. Przyczyni się do powiększenia obszaru stabilności i bezpieczeństwa w Europie, który będzie promieniował na sąsiednie regiony (co jest szczególnie pożądane dla niestabilnego Bliskiego Wschodu i obszaru WNP). Doprowadzi też do zwiększenia przewidywalności stosunków międzynarodowych w Europie i zwiększy gwarancje utrzymania pokoju.

Przyjęcie nowych państw do Unii Europejskiej nie powinno również generować zagrożeń dla tożsamości europejskich (lokalnych, regionalnych czy narodowych), a wręcz przeciwnie - może przyczynić się do ich renesansu. Dialog kultur - rzeczywisty, spontaniczny, oddolny - zawsze bowiem prowadzi do ich wzbogacania i rozwoju. Natomiast izolacja - jak głosi Deklaracja Meksykańska z 1982 roku - prowadzi do tego, że kultura "więdnie i ginie". Europa musi więc jednoznacznie opowiedzieć się za liberalną proliferacją wzorców i wartości kultury, odrzucając konserwatywną inercję i narcyzm.

Ponadto, spotkanie czy nawet współistnienie z odmiennymi cywilizacyjnie państwami nie byłoby niczym nowym dla Europy, gdyż od zawsze była otwarta na wpływy z zewnątrz jak i wewnętrzne ścieranie poglądów. E. Morin uważa, że kultura europejska "bez przerwy od wieku XV jest w stanie wrzenia - jest antagonizmem między europocentryzmem a tendencją do uniwersalizmu otwartego na wszystkie kultury". W cywilizacji europejskiej ważne są nie tylko idee przewodnie (chrześcijaństwo, rozum, humanizm, nauka), ale także ich antyidee. Stąd tylko "zapładniające spotkanie rozmaitości, komplementarności, konkurencji" jest w stanie wytworzyć nową jakość i zmianę, tak potrzebne współczesnej Europie.

Autor daleki jest jednak od naiwnego optymizmu i dostrzega konieczność przedstawienia również "ciemnych stron" i zagrożeń dla tożsamości europejskich, wynikających z otwartości subkontynentu. W tym kontekście najczęściej powtarzaną obawą jest możliwość "rozsadzenia" ram Unii Europejskiej przez nie-asymilujących się muzułmanów i zakłócenie równowagi sił w Europie i na świecie. Problem gett i enklaw islamskich jest szczególnie widoczny we Francji, z kilkumilionową społecznością arabską i w RFN zamieszkałej przez niemniejszą liczebnie ludność turecką i kurdyjską. Co ciekawe, według S. Huntingtona jest to również największe wyzwanie, przed jakim stoją obecnie Stany Zjednoczone, z tą jednak różnicą, że odnosi się to do Latynosów.

Niekontrolowany napływ ludności islamskiej do Europy może przyczynić się do rewitalizacji nacjonalizmów i powstania nowych konfliktów na tle etnicznym, czego dowodem jest zjawisko neofaszyzmu, m.in. w Niemczech, Francji i Holandii. Inna kwestia, że napływowa ludność muzułmańska funkcjonuje zazwyczaj na peryferiach goszczącego społeczeństwa, parając się często działalnością kryminalną - narkobiznesem, handlem bronią a w skrajnych przypadkach również aktywnością terrorystyczną.

Niepokojący jest  fakt, że przyrost naturalny wśród emigrantów muzułmańskich jest kilkakrotnie wyższy od tego, jaki notuje się w starzejących się społeczeństwach europejskich. Z czasem więc, Europa będzie stawać się coraz mniej "europejska", a proces ten będzie wzmacniany przyzwalającą postawą samych Europejczyków, wymuszoną perspektywą drastycznego spadku liczby osób w wieku produkcyjnym i krachu systemów emerytalnych. Aby Europa zachowała wysoką dynamikę rozwoju i mogła skutecznie rywalizować na polu gospodarczym z USA i Japonią, potrzebne są jej ręce do pracy i "świeża krew", i wiele nie poradzi na to, że będą to "islamskie", a przynajmniej "nieeuropejskie" ręce i krew.

Pojawia się również kwestia przyszłego członkostwa Turcji w Unii Europejskiej. Według prognoz demograficznych, za kilkanaście lat byłaby ona największym pod względem liczby mieszkańców krajem Unii, przed Niemcami i Francją. Przyjęty we Wspólnotach system decyzyjny, biorący pod uwagę liczbę ludności państw, czyniłby z Turcji kraj o największej sile głosu w instytucjach i organach unijnych. Uważa się, że argument o niekompatybilności cywilizacyjnej Turcji do Europy jest tylko "zasłoną dymną", a prawdziwa przyczyna veta dla Turcji w UE wynika z tego, jaką siłą decyzyjną dysponowałaby Ankara w poszerzonej Unii.

{mospagebreak} 

Błędem byłoby jednakże redukowanie zagrożeń dla tożsamości Europejczyków wyłącznie do czynników egzogennych (emigracji odmiennej kulturowo ludności, napływu obcych wzorców i wartości). Kryzys tożsamości jest też bowiem, jak zauważa francuski badacz M. Dobry, pewnym rozrachunkiem z samym sobą, chwilą prawdy o starym systemie wartości, która wydobywa jego najgłębszą istotę. W tym ujęciu kryzys ma podłoże wewnętrzne i może być w kontekście naszych rozważań łączony z takimi zjawiskami jak: dosyć powszechna laicyzacja i atomizacja społeczeństw europejskich, co znalazło wyraz w świadomym odcięciu się Europy od korzeni chrześcijańskich w projekcie Traktatu konstytucyjnego.

Na koniec można zastanowić się, czy Europa rzeczywiście znajduje się w sytuacji decyzyjnej i dokonuje wyboru między otwartością a tożsamością. Moim zdaniem nie jest ona władna podejmować takiej decyzji, a wybór został już niejako "narzucony". Otwartość Europy jest bowiem "wymuszona" przez system międzynarodowy, tzn. wynika z oddziaływania obiektywnie istniejących procesów międzynarodowych. Wśród najważniejszych z nich należy wymienić procesy: uniwersalizacji, internacjonalizacji, współzależności międzynarodowych i przede wszystkim - globalizacji. Podatność na te procesy wzrasta wraz z poziomem rozwoju państwa, a UE należy do najlepiej rozwiniętych regionów na świecie. Trzeba więc poddać analizie wpływ globalizacji na charakter granic w Europie i tożsamość Europejczyków.

Zdaniem M. Pietrasia, w dobie globalizacji nie jest zasadna nostalgiczna koncepcja absolutnej suwerenności państw, a co za tym idzie na znaczeniu tracą również granice państwowe. Stają się one coraz bardziej przepuszczalne, a informacja, kapitał, wartości kulturowe i zagrożenia ekologiczne przecinają je tak, jak gdyby one nie istniały. Część życia społecznego przenoszona jest do transnarodowej (albo, jak pisze J. N. Rosenau, "postsuwerennej") przestrzeni społecznej, np. cyberprzestrzeni. Stąd, O' Brien, parafrazując tytuł znanej książki F. Fukuyamy, stwierdził, że nastąpił swoisty "koniec geografii". Inni autorzy posługują się terminem "odterytorialnienie" (deterritorialization) zjawisk i procesów społecznych.

Globalizacja wprawdzie osłabia stare granice, ale jednocześnie wytycza nowe, innej natury. Jak pisze K. Krzysztofek "gdy granice stają się symbolicznymi liniami na mapie, to do głosu dochodzą znaki kulturowe, symbole, jako linie papilarne, jako coś, co ma się na własność i co nie zlewa się w jedną globalną magmę". Innymi słowy, globalizacja unieważnia struktury formalne, takie jak granice polityczne, rekompensując tę stratę przez struktury kulturowe w postaci granic cywilizacyjnych.

Ciężko natomiast jednoznacznie wskazać, jak globalizacja wpływa na tożsamość, czy ją osłabia, czy też wzmacnia. Wynika to z dialektycznego charakteru procesów globalizacji, które napędzają zarówno integrację jak i dezintegrację. Ta wewnętrzna sprzeczność znajduje odzwierciedlenie w stosowanych przez wielu autorów określeniach opisujących to zjawisko: fragmegracja (fragmentacja + integracja - B. Buzan), fragtegracja (D. Held), glokalizacja (globalizacja + lokalność - R. Robertson), fraglizacja (fragmentacja + globalizacja). Zaletą tych oksymoronów jest ukazanie ambiwalencji skutków globalizacji.

Spójrzmy na ten problem z perspektywy Europy. Tutaj również dochodzi do starcia sprzecznych tendencji, mających swe źródło w globalizacji. Z jednej strony wydaje się, że tryumfuje otwartość Europy, że "kultura globalna zastąpiła narodowe kultury zasadnicze w funkcji dostarczyciela wzorów, wartości i instytucji" (F. Gaebner). Globalizacja jest utożsamiana wtedy z amerykanizacją i "mcdonaldyzacją" i może stanowić zagrożenie dla tożsamości europejskich. Dochodzi do homogenizacji postaw i zachowań konsumpcyjnych, a rozwój oparty jest na wzajemnym uczeniu się i inspirowaniu międzysystemowym. Europa dąży więc do całkowitej jednorodności (kohezji), prowadzącej do zanikania wszelkich granic (również kulturowych) i powstania jednej, wspólnej tożsamości "globalnej".

Z drugiej jednak strony, globalizacja wywołuje reakcje przeciwstawne, nakierowane na ochronę kultur narodowych i tożsamości lokalnych. Bunt antyglobalizacyjny wyraża się w partykularyzacji czy wręcz "retrybalizacji" (K. Krzysztofek), czyli wizji świata jako rzeszy plemion. Problem ten dostrzegł zespół studiów prospektywnych Komisji Europejskiej, który w swym raporcie z 2000 roku, wymienił go jako jeden z możliwych wariantów rozwoju integracji europejskiej (scenariusz "stu kwiatów"). W takim ujęciu, globalizacja nie zagraża tożsamości Europejczyków, a wręcz przeciwnie - "pomnaża tożsamości, gdyż każdy chce zachować twarz, po której jest rozpoznawany" (K. Krzysztofek). Europa dąży więc do całkowitej różnorodności (entropii), które to dążenie wyraża się w powrocie do korzeni i renesansie lokalności, zaś granice cywilizacyjne ulegają wzmocnieniu.

{mospagebreak} 

Konkludując, można stwierdzić, iż Europa nie jest skazana na alternatywę rozłączną - albo otwartość albo tożsamość. Paradoksalnie, im bardziej będzie otwarta tym silniejsze będą tożsamości europejskie. Niezależnie od tożsamości lokalnych, regionalnych czy narodowych równolegle kształtuje się wspólna europejska tożsamość ponadnarodowa, pozostająca aktualnie jedynie tożsamością prospektywną. Ważną rolę w tym procesie odgrywa unifikująca rola prawa wspólnotowego, instytucji obywatelstwa europejskiego oraz Unii Gospodarczej i Walutowej.

Logika integracji międzynarodowej wskazuje na to, iż jest to proces postępujący i nieodwracalny. Trudno ocenić, czy Unia Europejska osiągnęła już optimum ekonomicznej integracji i czy z tego punktu widzenia racjonalne jest jej dalsze poszerzanie. Abstrahując jednak od racjonalności ekonomicznej, granice polityczne Europy będą się dalej przesuwać na wschód i południe. Co zaś się tyczy granic cywilizacyjnych w Europie, to UE (EWG) już dawno je przekroczyła, przyjmując w swój poczet Grecję, państwo którego "historię nowożytną kształtowały doświadczenia świata prawosławnego pod rządami Turków osmańskich" (N. Davies).

Głównym wyzwaniem, przed którym staje obecnie UE jest konieczność opanowania sztuki odnajdywania zmiennego punktu równowagi między poszerzaniem organizacji a utrzymaniem jej wewnętrznej spoistości. Zbyt szybkie i niewystarczająco przygotowane rozszerzenie grozi "rozwodnieniem" organizacji i nadmiernym rozciągnięciem jej obowiązków (imperial overstretch), jak również powstaniem Europy kilku prędkości lub zmiennej geometrii.

Poszukiwanie "złotego środka" lub "pomysłu na Europę" wiedzie do konkluzji, że tylko otwartość połączona z szacunkiem dla własnej tożsamości może być gwarantem sukcesu. W przeciwnym razie Europa nie dotrzyma kroku dynamicznie rozwijającym się Stanom Zjednoczonym i tygrysom azjatyckim i wypadnie z pierwszej ligi światowych graczy. Pierwsze symptomy degradacji UE w społeczności międzynarodowej są niestety aż nazbyt widoczne…