Poprzedzone ogólnoniemieckimi strajkami rozmowy przyniosły skutek. Studenci za Odrą będą mogli odtąd więcej czasu poświęcać na naukę własną i mniej stresować się egzaminami.
Kilka miesięcy temu pisałem jak to tygodniowy strajk moich niemieckich kolegów utrudniał normalne funkcjonowanie Freie Universitat w Berlinie. Jednak muszę uderzyć się w pierś i przyznać, iż moje ówczesne spostrzeżenia okazały się krótkowzroczne i pozbawione wizji.
Wychodząc na ulice niemieckich miast młodzi ludzie starali się w sposób jednoznaczny przekonać do swoich racji pozostałą część społeczeństwa. Demonstracje i oficjalne debaty na uniwersytetach były najspokojniejszymi formami protestu. Często dochodziło jednak do okupowania sal wykładowych gdzie po jakimś czasie musiała interweniować policja. Summa summarum środki zastosowane przez niemieckich żaków przyniosły zamierzony skutek. Władze odpowiedzialne za kształcenie akademickie, dotąd pozostające nieugięte w kwestii zmiany warunków studiowania, poszły na znaczące ustępstwa. Wszyscy wydają się zadowoleni.
Obchody dwudziestej rocznicy upadku muru berlińskiego są okazją do zamanifestowania wspólnego sukcesu byłych krajów zza żelaznej kurtyny. Obecność w Berlinie Wałęsy i Buzka będą tego dobrym przykładem.
Podobnie jak w Polsce każdy wie, co robił w dniu wyboru Karola Wojtyły na papieża, tak każdy Berlińczyk pamięta jak spędzał wieczór i noc 9 listopada 1989 roku. By uczcić tamten nastrój euforii, szczęścia i nadziei większości mieszkańców podzielonego miasta, za kilkanaście dni do Berlina zjadą przywódcy czterech mocarstw: USA (reprezentowane przez Hillary Clinton), Rosji, Wielkiej Brytanii i Francji. Właśnie te państwa miały specjalny status mocarstw sprawujących zwierzchnictwo nad Berlinem. Bez ich zgody zjednoczenie Niemiec mogłoby się potoczyć zupełnie inaczej.
Niemiecka Republika Demokratyczna (DDR) przetrwała czterdzieści lat. Swoje ostatnie urodziny obchodziła bardzo hucznie w gronie zacnych gości. Szczególnie jednego.
Gorbaczow, bo o nim mowa, nie był szczególnie lubianą postacią w Niemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności (SED). Jego reformy całkowicie burzyły porządek tworzony z mozolną precyzją przez Stasi i partyjnych towarzyszy od momentu założenia DDR 7 października 1949 roku. Honeckerowi oraz pozostałym krzewicielom komunizmu nie mieściło się w głowie by móc coś przebudowywać i to w otoczeniu jawności.
Czy prawo uczniów do okazywania swoich uczuć religijnych w szkole dotyczy wszystkich w takim samym stopniu? Jak połączyć wymagania muzułmanów z niemieckim prawem gwarantującym rozdział państwa od kościoła? W tym tygodniu na te pytania spróbuje odpowiedzieć sąd.
Berlińską dzielnicę Gesundbrunnen od wielu lat zamieszkują w znacznym stopniu imigranci, bądź osoby, których rodzice pochodzili z Turcji, Rosji czy krajów bałkańskich. W tamtejszych szkołach odsetek uczniów z pochodzeniem migracyjnym jest większy niż w pozostałych dzielnicach. Tworzy to nowe sytuacje, z którymi Niemcy wcześniej nie musieli się konfrontować.
W listopadowe południe 2007 roku w gimnazjum Diesterweg, dyrektorka placówki Brigitte Burchardt, zauważyła jak na jednym z korytarzy ośmioro uczniów modli się na prowizorycznych dywanach głowami zwróconymi w stronę Mekki. Dookoła grupki modlących stała przypatrująca się uczniowska gawiedź. Po kilkuminutowej modlitwie nauczycielka zabroniła dalszych takich praktyk na terenie szkoły. W następnych dniach na lekcjach poruszano temat rozdziału państwa od kościoła.
Dobiegająca końca wizyta prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, przebiega na bardzo wysokim szczeblu. Jest to bowiem wizyta państwowa. Niestety więcej płynie z niej gestów propagandowych, aniżeli zapowiedzi realnych poczynań i skutecznych działań.
Dziś mija 48. rocznica budowy muru berlińskiego. Poniżej prezentuję fragmenty wspomnień Willego Brandta dotyczące tamtych wydarzeń.
Zacznę jednak od cytatu z „Podróży z Herodotem" Ryszarda Kapuścińskiego, który tak pisze o murze:
„Najgorszą stroną muru jest to, że u wielu ludzi wyrabia on postawę obrońcy muru, tworzy typ myślenia, w którym przez wszystko przebiega mur dzielący światy na zły i niższy - ten na zewnątrz, i dobry i wyższy - ten wewnątrz. W dodatku wcale nie trzeba, aby taki obrońca był fizycznie przy murze obecny, może on być daleko od niego, wystarczy, żeby nosił w sobie jego obraz i hołdował regułom, które logika muru narzuca."
Najnowsza berlińska linia U-Bahna jest pod wieloma względami wyjątkowa. Dość powiedzieć, iż zaledwie trzy stacje są najbardziej kontrowersyjnymi przystankami w całej długiej linii berlińskiego metra.
Odległość od dworca głównego (Hauptbahnhof) do Bramy Brandenburskiej wynosi zaledwie 1,8 km. Najprościej ten odcinek pokonać pieszo wśród tzw. Regierungsviertel, czyli rządowych budynków w centrum stolicy RFN, podziwiając Reichstag oraz Tiergarten. Jednak dla wygody turystów oraz parlamentarzystów (kolejność w zasadzie dowolna) postanowiono czternaście lat temu o zbudowaniu linii U55, która połączy dworzec z jednym z symboli Berlina. Kilka lat później ówczesny burmistrz stolicy, Klaus Wowereit (SPD) stwierdził, iż miasto nie może pozwolić sobie na budowę tej linii metra. Jednak z pomocą państwa udało się kontynuować projekt.
Przechodząc wczoraj wieczorem koło Bundestagu zauważyłem fragment muru. Pomyślałem, że to pewnie kolejny symbol obalenia bariery dzielącej dwie części miasta. I generalnie miałem rację.
Ceglany prostokąt stoi blisko fundamentów Bundestagu. Z pozoru wygląda na części starego Reichstagu z 1933 roku lub kawałek muru berlińskiego z początków jego budowy. Jednak gdy przyjrzymy się z bliska, zauważymy na nim tabliczkę informującą nas w dwóch językach, iż jest to oryginalny fragment muru ze Stoczni Gdańskiej. Czytając dalej dowiemy się, iż to właśnie dzięki Solidarności był możliwy upadek muru berlińskiego i w jego następstwie zjednoczenie Niemiec.
Miało być o byłym prezydencie USA Reaganie, jednak musi on ustąpić miejsca niemieckim studentom, którzy postanowili w tym tygodniu zastrajkować.
Przychodząc dziś na zajęcia na Freie Universität w Berlinie całkowicie zapomniałem o zapowiadanym już wcześniej strajku. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy próbując wejść napotkałem na opór barykad przypominających te z 14 lipca 1789 roku z Paryża. Widok szczelnie tamujących przejście krzeseł, ławek, biurek i opasających wszystko flag związków studenckich i transparentów w pierwszej chwili spowodował u mnie odruch śmiechu, zmieszania oraz samoczynnego szukania innego wejścia. Przecież nie mogli sparaliżować całego wydziału, tłumaczyłem sobie. A jednak, nie znałem możliwości moich niemieckich przyjaciół. Otóż wszystkie wejścia zostały w podobny sposób przystrojone. Dostać się do środka nie dało rady.
Ktoś mógłby zapytać co jest powodem tak intensywnej formy strajku? Odpowiedź jest zadziwiająca, ale gdy przyjrzymy się jej uważniej można ją logicznie wytłumaczyć. Niemieccy studenci chcą mniej stresu na uczelni! Ciągłe egzaminy, zbieranie punktów, listy obecności na zajęciach to zdecydowanie za dużo. Do tego dochodzi zmiana systemu studiowania w Niemczech na dwustopniowe (dyplomowe i magisterskie). W zasadzie pełna zgoda.
Wystawy, szereg imprez towarzyszących oraz ogromny plakat w centrum stolicy Niemiec przypominają w dwudziestolecie upadku systemu komunistycznego o polskim wkładzie w jego obalenie.
Na moim blogu chciałbym przybliżać i prezentować stolicę naszych przyjaciół zza Odry. Jednocześnie postaram się rozjaśniać zawiłości polityczne i społeczne Niemiec, które mają duży wpływ także na nasze zachowania. Zapraszam do wspólnej wyprawy nad Sprewę.