|
 Wobec wzrastającego napięcia na linii Islamabad-New Delhi Barack Obama będzie zmuszony zmodyfikować swoją strategię wobec regionu, uwzględniającą tym razem nie tylko potrzebę stabilizacji Afganistanu, ale także przygotowanie planu rozwiązania konfliktu o Kaszmir. REKLAMA
Strona 1 z 2 Zamachy bombowe w Bombaju po raz kolejny udowodniły, iż największy potencjał zapalny na świecie istnieje na tak zwanym „łuku niestabilności” [1] – określanym przez Zbigniewa Brzezińskiego mianem „globalnych Bałkanów” [2] – gdzie szczególną rolę, ze względu na złożoność i nieprzewidywalność stosunków, odgrywa trójkąt Indie-Pakistan-Afganistan. System naczyń połączonych między New Delhi, Islamabadem a Kabulem powoduje, iż żadnego z tych konfliktów nie da się rozwiązać bez kompleksowej strategii wobec całego regionu. Uwaga opinii światowej, skoncentrowana dotychczas na wydarzeniach w Afganistanie i na pograniczu pakistańsko-afgańskim, odsunęła w ostatnim czasie w cień problem napiętych stosunków między Indiami i Pakistanem, z tlącym się permanentnie w tle konfliktem o Kaszmir. Precyzyjnie, z punktu widzenia taktycznego, przygotowane ataki terrorystyczne spowodowały przeniesienie ciężaru zainteresowania politycznego z powrotem na relacje Islamabad-New Delhi, co tym samym czasowo ogranicza możliwość manewru na linii Pakistan-Afganistan.
Niezależnie od tego kto stoi za zamachami, sytuacja w regionie wymknęła się całkowicie spod kontroli, co w najbliższym okresie zdecydowanie przysłuży się wszystkim organizacjom o podłożu terrorystyczno-fundamentalistycznym, niezależnie od proweniencji religijnej. Największym przegranym, już na starcie, jest administracja prezydenta-elekta Baracka Obamy, dla którego uregulowanie sytuacji w Azji Południowej stanowi jedno z kluczowych założeń nowej polityki zagranicznej USA. [3] Zamachy bombowe w jednym z najważniejszych ośrodków gospodarczych Indii należy tym samym rozpatrywać dwuwymiarowo. Przede wszystkim kwestią centralną staje się dalszy rozwój stosunków na linii Pakistan-Indie, gdzie w ostatecznym rozrachunku niewykluczone jest użycie siły zbrojnej między oboma państwami atomowymi. Nierozerwalnie powiązanym aspektem jest także dalszy los misji NATO w Afganistanie i konieczność wypracowania przez Baracka Obamę zmodyfikowanej strategii wobec regionu.
Stosunki pakistańsko-indyjskie
Począwszy od 1947 roku Pakistan i Indie stoczyły ze sobą trzy wojny, których podłożem był przede wszystkim nierozstrzygnięty konflikt o Kaszmir. Tym samym, odwołując się do doświadczeń historycznych obu stron sporu, nie trudno zauważyć, iż zbudowanie stabilnych i przyjaznych relacji między jedynymi mocarstwami atomowymi w regionie wydaje się być zadaniem karkołomnym. Początkowo wielu ekspertów wiązało spore nadzieje z objęciem przez Asifa Zardariego fotela prezydenta Pakistanu, jako że nie upatrywano w nim kontynuatora ambiwalentnej w wielu aspektach polityki zagranicznej generała Perveza Musharrafa. [4] W jednym ze swoich przemówień nowy prezydent Pakistanu podkreślił, iż „Pakistan nigdy nie użyje jako pierwszy broni atomowej” [5], co spotkało się z ostrą i zdecydowanie krytyczną reakcją ze strony pakistańskiej armii. Choć generał Musharraf miał pewne zasługi w zbliżeniu pakistańsko-indyjskim, szczególnie jeśli chodzi o próbę rozwiązania kwestii kaszmirskiej, niemniej jednak nigdy by na taką deklarację się nie zdecydował.
Ataki terrorystyczne na cywilne obiekty w Bombaju przekreśliły w zasadzie ostatecznie niedawne wysiłki rekoncyliacyjne prezydenta Zardariego, tym bardziej iż według wstępnych ustaleń indyjskich służb specjalnych, część zamachowców miała bliskie powiązania z ugrupowaniami wspieranymi pośrednio przez Pakistan, w tym przede wszystkim przez wywiad ISI. [6] Głównym oskarżonym jest islamskie ugrupowanie Lashkar-e-Taiba [7] z Kaszmiru, które ponosi już odpowiedzialność za przeprowadzony w 2001 roku zamach na indyjski parlament, co było bezpośrednią przyczyną, iż oba państwa znalazły się na skraju wojny. [8]
Asif Zardari w pełni zdaje sobie sprawę z faktu, iż jeśli rzeczywiście udowodniony zostanie udział „czynnika pakistańskiego” w zamachach, w tym przede wszystkim popierającego fanatyczne ugrupowania islamskie skrzydła wywiadu ISI [9], Islamabad znajdzie się w niezwykle trudnej sytuacji zarówno politycznie, jak i gospodarczo. Wyniszczona ostatnim kryzysem ekonomicznym gospodarka Pakistanu, której kondycja zależy w sporej mierze od wymiany handlowej z Indiami, w wyniku nadchodzącego znacznego „ochłodzenia” stosunków dwustronnych z New Delhi, może znaleźć się w krótkim czasie w sytuacji krytycznej, co z kolei z pewnością doprowadzi do intensyfikacji wewnętrznych niepokojów społecznych i osłabienia cywilnych władz Pakistanu. [10] Pomimo licznych w ostatnim czasie wysiłków ze strony rządu i prezydenta aby zmienić istniejące status quo – do których należy zaliczyć chociażby próbę usunięcia z ISI ludzi powiązanych z organizacjami terrorystycznymi – w Pakistanie wciąż kluczową rolę odgrywa armia i to na niej będzie spoczywać w największej mierze odpowiedzialność za rozwój dalszych relacji z Indiami. Reakcja New Delhi na zamachy, które w prasie zyskały miano „indyjskiego 9/11” [11], przynajmniej jeśli chodzi o politykę zagraniczną była stanowcza, co zdecydowanie kontrastowało z wewnętrznym chaosem podczas próby opanowania kryzysu. Najważniejszym pytaniem jakie należy postawić sobie w kontekście ostatnich wydarzeń jest kwestia taktyki, jaką przyjmie indyjski rząd i armia w odpowiedzi na ataki.
Oczywiście najbardziej pożądanym scenariuszem byłoby zakończenie konfliktu na drodze dyplomatycznej, prowadzącej do wznowienia rozmów pokojowych dotyczących spornego Kaszmiru. Niemniej jednak, zarówno ze względu na skalę zamachów, jak i na wzmożoną aktywność ugrupowań terrorystycznych, opcja w pełni pokojowa jest w zasadzie niemożliwa. Z drugiej jednak strony należy również wykluczyć możliwość otwartego konfliktu zbrojnego na linii Islamabad-New Delhi, jako że regionalna wojna przyniosłaby Indiom nie tylko znaczny uszczerbek na wizerunku międzynarodowym, ale mogłaby także przyczynić się do naruszenia kruchego wewnętrznego indyjskiego ładu, opartego na sekularyzmie i wielokulturowości. [12]
Pomimo faktu, iż Indie nie są typowym przykładem klasycznego mocarstwa opartego na „hard power”, jakim po zamachach z 11 września stały się Stany Zjednoczone, celem New Delhi będzie z pewnością udowodnienie Pakistanowi, iż można opanować rozprzestrzenianie się fanatyzmu islamskiego oraz wzrost znaczenia ugrupowań terrorystycznych przy użyciu wybiórczych środków militarnych. Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem stają się indyjskie naloty lub ataki rakietowe na wybrane cele w Kaszmirze, a także blokada morska pakistańskiego wybrzeża. [13] Nie można jednak wykluczyć, iż przeciw kaszmirskim terrorystom zostaną również użyte lądowe siły specjalne, co może zostać odebrane w Islamabadzie jako klasyczny pokaz siły. Tym samym pakistańskie siły zbrojne, w celu zapewnienia bezpieczeństwa na granicy z Indiami, zostałyby przeniesione z zachodu na wschód Pakistanu, zaprzestając jednocześnie walk z Talibami na obszarze Terytoriów Plemiennych Administrowanych Federalnie (FATA). Jak podkreśla prasa pakistańska, ugrupowania islamskie z rejonu FATA przedstawiły już Islamabadowi propozycję wstrzymania walk na wypadek otwartego konfliktu zbrojnego z Indiami. [14] Wpływ konfliktu na operację NATO w Afganistanie oraz politykę USA w regionie
Głównym założeniem strategii amerykańskiej w Azji Południowej było przekonanie Pakistanu do wzmożenia wysiłków na rzecz walki z Al-Kaidą i Talibami na obszarze FATA, co jest warunkiem sine qua non powodzenia misji NATO w Afganistanie. Zrealizowanie tego postulatu było możliwe jedynie w przypadku zaniechania przez Pakistan postrzegania Indii, jako głównego przeciwnika w regionie. Drastyczne zaostrzenie konfliktu między Indiami a Pakistanem najprawdopodobniej całkowicie przekreśli możliwość realizacji tego założenia. Ponadto sami Amerykanie utwierdzali Pakistańczyków w przekonaniu, iż Indie rosną w siłę i stają się regionalną potęgą polityczną i wojskową, podpisując z New Delhi w październiku br. umowę dotyczącą cywilnego programu nuklearnego.
|