|
Prezydent Gruzji zapowiedział, że w kraju nie ma lidera politycznego, który mógłby mu zagrażać. Dodał, że opozycja nie potrafi przeprowadzić skutecznej akcji - on obaliłby obecny rząd w trzy miesiące. Czy to słuszna ocena gruzińskiego polityka czy zaklinanie rzeczywistości? REKLAMA
Strona 1 z 2 W taki sposób Micheil Saakaszwili opisał sceną polityczną w swoim kraju w wywiadzie udzielonym kilka dni przed Nowym Rokiem dla New York Times. Warto zastanowić się, na ile ocena prezydenta jest trafiona, biorąc pod uwagę miniony rok w tym południowo kaukaskim państwie. Podwójne wybory Gruzja ma za sobą trudny rok zarówno pod względem sytuacji wewnętrznej jak i polityki zagranicznej. Podczas ostatnich 12 miesięcy odbyły się wybory prezydenckie i parlamentarne, z których władzy tylko częściowo udało się wyjść obronną ręką. Pierwsze, które miały miejsce w styczniu 2008 roku, potwierdziły poparcie prezydenta Saakaszwilego (zdobył ok. 52 proc. głosów i tym samym wygrał w pierwszej turze), jednak trudne do pominięcia są uwagi odnośnie samego sposobu przeprowadzenia wyborów. Nie tylko gruzińska opozycja, lecz również obserwatorzy międzynarodowi wskazują na częściowe naruszenia prawa wyborczego (w tym m.in. brak pełnego dostępu obywateli do informacji). Podobnie zostało ocenione drugie głosowanie, które także zapewniło partii prezydenta - Zjednoczonemu Ruchowi Narodowemu - większość konstytucyjną w parlamencie. Warto jednak podkreślić, że wspomniane ugrupowanie dysponowało w pierwszej połowie roku poparciem znacznej części społeczeństwa. Oba zwycięstwa wyborcze ekipy Rewolucji Róż nie ograniczyły działań Zjednoczonej Opozycji, która pod przywództwem Lewana Gaczecziladze konsekwentnie organizowała protesty w różnych częściach stolicy oraz odmówiła uczestnictwa w pracach legislatywy. Nie bez znaczenia pozostały też wydarzenia w listopadzie 2007 r., kiedy doszło do starć demonstrantów z policją oraz w konsekwencji wprowadzono stan wyjątkowy. Jak zapowiedziała władza, wyciągnięto wnioski z tego błędu – próby stłumienia działań opozycji siłą – i niemożliwym jest powtórzenie takiej sytuacji. Opozycja jednak przez cały rok wykorzystywała to wydarzenie jako argument na rzecz wprowadzania autorytaryzmu przez władzę. Nadzieje na MAP W wymiarze zewnętrznym próbą przekucia porażki w sukces były oba szczyty NATO, podczas których Tbilisi liczyło na przyznanie MAP (Plan Działania na rzecz Członkostwa). Zarówno w kwietniu, jak w grudniu (z uwagi na pogorszoną sytuację wewnętrzną i regionalną w wyniku sierpniowej wojny) nie doszło do spełnienia gruzińskich nadziei. Sojusz zadecydował o wprowadzeniu rocznych planów, dzięki którym będą monitorowane reformy polityczne i gospodarcze, by dorównać standardom krajów członkowskich. O ile podczas pierwszego szczytu – w Bukareszcie – gruzińskie społeczeństwo było przekonane o realnej szansie otrzymania MAP, o tyle w grudniu decyzja członków NATO nie była dla nikogo zaskoczeniem. Pozytywem na arenie międzynarodowej może być zwiększenie zaangażowania Unii Europejskiej w regionie i w samej Gruzji, w tym objęcie jej programem Partnerstwa Wschodniego (grudzień 2008 roku), a co się z tym wiąże przeznaczenie dodatkowych środków finansowych na pomoc w przeprowadzeniu reform w kraju. Trudno jednak stwierdzić, że jest to bezpośrednio wynikiem aktywności dyplomacji gruzińskiej, bardziej konsekwencją rozwoju polityki Brukseli i poszczególnych państw członkowskich oraz trudną sytuacją po sierpniu. Wojna i jej konsekwencje Analizując drugą połowę roku w tym kraju, należy stwierdzić, że wszystkie wydarzenia są pośrednio lub bezpośrednio konsekwencją sierpniowej wojny rosyjsko-gruzińskiej. O samych wydarzeniach, jak i procesie pokojowym napisano już wiele, można jednak zastanowić się nad jego skutkami zarówno dla społeczeństwa jak i Ruchu Narodowego oraz rządu. Pierwszą podnoszoną także przez przeciwników politycznych kwestią jest utrata części terytorium przez Gruzję (głównie odnosi się to do okolic Perewi i Achalgori) oraz przerwanie procesu pokojowego z Południową Osetią oraz Abchazją (zarówno na szczeblu rządowym i władzy lokalnej jak i działalności organizacji pozarządowych). Co więcej, w wyniku działań zbrojnych doszło do dużych zniszczeń zarówno budynków wojskowych jak i cywilnych (w części wsi przy granicy z Osetią stan jedynie kilku domów pozwolił właścicielom na powrót po wycofaniu się Rosjan), szlaków transportowych oraz przyrody (w tym spalenie unikalnych lasów w okolicach Borżomi). Kolejną kwestią jest problem uchodźców (szczególnie osób, które mieszkały na obszarach obecnie nie będących pod kontrolą Tbilisi), którzy do grudnia przebywali w szkołach i przedszkolach w stolicy. Następnie zostali przeniesieni do specjalnie wybudowanych osiedli – większość z nich znajduje się przy trasie Tbilisi-Gori – lub wyremontowanych dawnych baz wojskowych. Należy również wskazać na problemy różnych gałęzi gospodarki, w tym m.in. budownictwa (większość inwestycji została wstrzymana na czas konfliktu, często później nie kontynuowana ze względy na deficyt materiałów na rynku) oraz stopniowe wycofywanie się części inwestorów (przykładem może być zawieszenie rozmów o linii kolejowej BTK czy działanie KazTransGazu). W zewnętrznym wymiarze można wskazać na utratę tworzonej pozycji lidera w regionie Południowego Kaukazu oraz wizerunku względnie stabilnego (działającego zgodnie z zachodnimi wartościami) kraju na obszarze byłego ZSRR.
|