Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Strona główna
Przemysła Furgacz: O demonizowaniu Iranu Drukuj Email
( 5 głosów)




Przemysław Furgacz   
24.06.2009.
 1 2 3 4 >>>
Dokładnie w 1979 r. został obalony znienawidzony przez większość mieszkańców Iranu reżim szacha Rezy Pahlawiego. Czyżby po 30 latach historia miała się powtórzyć, tyle że w odmiennych okolicznościach i z innymi aktorami w rolach głównych?

REKLAMA
W ostatnich dniach uwagę światowej opinii publicznej przykuwają burzliwe wydarzenia w Iranie. Wybory prezydenckie w Islamskiej Republice Iranu, a przede wszystkim to, co ma miejsce po ogłoszeniu ich wyników jest bez wątpienia niezwykle ważne nie tylko dla samego Iranu czy regionu Bliskiego Wschodu, ale wręcz dla całego świata. Protesty i demonstracje dziesiątek tysięcy ludzi w Teheranie i w innych dużych irańskich miastach, największe od 30 lat, wskazują, że mamy do czynienia z przełomowym i niebezpiecznym punktem w historii kraju i całego regionu. Sytuacja w Iranie coraz bardziej przypomina sytuację na Ukrainie w listopadzie 2004 r., kiedy to tysiące mieszkańców Kijowa oraz miast Ukrainy środkowej i zachodniej wyszło na ulice w proteście przeciwko sfałszowaniu wyborów. Demonstracje irańskie zdają się być przynajmniej dla niektórych swoistym déjà vu. Wielu komentatorów zwraca uwagę, że rozruchy w Iranie bardzo przypominają początki rewolucji islamskiej.

Od lat zachodnie media i wpływowi politycy w dosyć niekorzystnym świetle przedstawiają Iran, oskarżając państwo o agresywne zamiary, łamanie praw obywatelskich i praw człowieka, dążenia do hegemonii w regionie, prowadzenie awanturniczej polityki zagranicznej. Częściowo te zarzuty są słuszne, jednakże wiele z nich jest wyolbrzymionych i przesadzonych. Ponadto, odnoszę wrażenie, że bardzo często Zachód, szczególnie zaś USA, w odniesieniu do Iranu kieruje się moralnością Kalego i stosuje podwójne standardy.

„Oś zła”

Były prezydent USA George W. Bush w swoim słynnym orędziu o stanie państwa ze stycznia 2002 r. zaliczył Iran do państw „osi zła”, umieszczając go w tym samym worku co Irak i Koreę Północną. Dziennikarze natychmiast podchwycili to sformułowanie i zaczęli nader często się nim posługiwać. Takie ujęcie sprawy wydaje się jednak sporym nadużyciem. Iran nie jest państwem w pełni demokratycznym (w europejskim rozumieniu tego słowa), ale nie jest też klasyczną dyktaturą. Wydaje się, że bliżej prawdy będzie określenie tego państwa jako półdemokratycznego i półautorytarnego. Przyrównanie Iranu do Iraku czasów Saddama Husajna czy do Korei Północnej, to tak jakby niedemokratyczną II Rzeczpospolitą po zamachu majowym z 1926 roku przyrównać do III Rzeszy czy Związku Sowieckiego. II RP za rządów sanacji nie była państwem demokratycznym, lecz autorytarnym. Wybory parlamentarne były w przedwojennej Polsce fałszowane, co bardziej aktywni politycznie krytycy rządów sanacji byli więzieni, a nawet torturowani w Berezie Kartuskiej czy Brześciu Litewskim. Co więcej, zdarzały się nawet uprowadzenia i skrytobójstwa, które obciążają konto „sanatorów” (vide przypadek gen. Włodzimierza Zagórskiego). Sanacja (zwłaszcza po śmierci Piłsudskiego) przyjęła ostry kurs w stosunku do mniejszości narodowych, przede wszystkich niemieckiej i ukraińskiej, wykazujących silne tendencje separatystyczne. Te mniejszości były dyskryminowane. Niektóre posunięcia sanacji (jak np. palenie cerkwi na Chełmszczyźnie) należy uznać wręcz za prześladowanie mniejszości religijnych. II Rzeczpospolita była pod każdym względem państwem dalekim od doskonałości, ale i tak łamała prawa człowieka w o wiele mniej poważny sposób i na znacznie mniejszą skalę niż hitlerowska III Rzesza czy stalinowski Związek Sowiecki. Była też państwem o wiele bardziej demokratycznym od swoich dwóch wielkich sąsiadów. Tam jakakolwiek opozycja kończyła się w obozie koncentracyjnym, w łagrze lub przed plutonem egzekucyjnym. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w przypadku Iranu. W Iranie ostatnie manifestacje są możliwe, tylko dlatego, że jest to państwo o wiele bardziej demokratyczne niż jego sąsiedzi. W Korei Północnej nigdy nie doszło do podobnych demonstracji (chyba że poparcia dla władz), bo jest to państwo tak sterroryzowane, że ludzie boją się nawet o tym pomyśleć, a co dopiero wykonać. W Iraku tego typu wyraz dezaprobaty wobec rządów Saddama Husajna skończyłby się natychmiastową krwawą i bezlitosną pacyfikacją. Podobne demonstracje nie trwałyby tam nawet jednego dnia. Zakres swobód w Islamskiej Republice Iranu jest nieporównanie większy niż w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej, podobnie jak wolność słowa. Stawianie Iranu obok Iraku Saddama Husajna czy Korei Północnej jest według mnie sporym nadużyciem.

Nasi demokratyczni przyjaciele i nasi niedemokratyczni wrogowie


Islamska Republika Iranu jest najbardziej demokratycznym państwem Bliskiego Wschodu po Izraelu i ewentualnie Turcji. Należy to stanowczo podkreślić. W całym regionie dominują autorytarne, opresyjne reżimy, takie jak w Arabii Saudyjskiej, Syrii czy Egipcie. Jeśli wierzyć oficjalnym wynikom wyborów prezydenckich w Egipcie to rządzący tym krajem od 1982 r. Hosni Mubarak cieszy się niesłabnącym poparciem społeczeństwa sięgającym regularnie ponad 99%. Nic tylko pozazdrościć. Podobna sytuacja ma miejsce od wielu dekad w Syrii prezydenta Hafeza al-Assada, a później jego syna i następcy na urzędzie Baszara al-Assada. W Egipcie nawet krąży wielce wymowny dowcip o naturze rządów w tym kraju. Otóż szef gabinetu prezydenta Mubaraka mówi doń: - „Panie Prezydencie! Naród mówi czas odejść.” Po czym Mubarak mu odpowiada: - „A gdzież to naród się wybiera?”.

W państwach na Półwyspie Arabskim nawet nie mamy wyborów, bo to w większości klasyczne monarchie absolutne, czasami, jak w Arabii Saudyjskiej, w połączeniu z drakońskim systemem prawnym i oficjalną ideologią państwową opartą na skrajnym i nietolerancyjnym odłamie islamu, jakim jest wahhabizm. Co znamienne, większość z tych dyktatur jest mocno wspieranych przez Waszyngton, który przecież nieustannie (niezależnie od rządzącej administracji) deklaruje, że dąży do rozprzestrzeniania, wspierania i umacniania demokracji na całym świecie (a szczególnie na Bliskim Wschodzie). Taki na przykład Egipt Hosniego Mubaraka co roku otrzymuje od wielu lat ok. 1 mld USD pomocy finansowej ze strony USA na zakup broni i uzbrojenia w ramach programu Foreign Military Financing. [1] Również relacje autorytarnych reżimów Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, Omanu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru i Bahrajnu z Waszyngtonem i amerykańskimi koncernami naftowymi czy budowlanymi są zaskakująco bliskie. W Pakistanie od dziesięcioleci wspieranym przez Waszyngton mamy do czynienia z dość regularnie występującym schematem: krótkotrwałe rządy demokratyczne – zamach stanu (niekiedy za wiedzą i cichym poparciem Waszyngtonu) – długotrwałe rządy dyktatorskie – demokratyzacja – krótkotrwałe rządy demokratyczne, itp. [2] Irak – zachodni sąsiad Iranu – formalnie jest państwem demokratycznym. Rządzić mają tam demokratycznie powołane parlament, rząd i prezydent, a kluczowe decyzje dotyczące przyszłości tego kraju mają zapadać w Bagdadzie. Jeśli istotnie zapadają one w Bagdadzie, to należałoby dodać, że w tzw. zielonej strefie – tej części Bagdadu, gdzie urzędują amerykańscy dyplomaci, wojskowi i oficerowie służb specjalnych. Dopóki 150 tysięcy amerykańskich żołnierzy i jeszcze większa liczba amerykańskich najemników będzie stacjonować w Mezopotamii, dopóty Irak nie będzie państwem w pełni demokratycznym, samodzielnym i niepodległym. Nawet Turcja – państwo demokratyczne i aspirujące do Unii Europejskiej – pod pewnymi względami ustępuje w „demokratyczności” Iranowi. Z pewnością rola wojskowych i ich wpływ na życie polityczne w Turcji jest dużo większy niż ich irańskich kolegów w Iranie.

Spójna polityka?

Jak zatem rozumieć tak twarde stanowisko Waszyngtonu wobec Teheranu, skoro jest to państwo o wiele bardziej demokratyczne niż większość amerykańskich sojuszników na Bliskim Wschodzie? Najczęściej tłumaczy się to irańskim programem nuklearnym. Z pozoru wydaje się to dobrze tłumaczyć modus vivendi Waszyngtonu, ale po bliższym przyjrzeniu się sprawie należałoby to wytłumaczenie odrzucić. Po pierwsze, podejście USA do Iranu było nieprzyjazne i dość ostre już od 1979 r., a więc również przez całe lata 80. i 90., kiedy jeszcze Iran w ogóle nie prowadził programu nuklearnego. [3] Po drugie, niektórzy sojusznicy USA na Bliskim Wschodzie mają w swoich arsenałach bronie masowego rażenia i jest to tajemnica poliszynela. Mimo to Waszyngton nie podnosi głosu w tej sprawie. Niektórzy arabscy sojusznicy USA mają duże zapasy śmiercionośnej broni chemicznej i biologicznej, które gotowi są użyć w razie wojny. Przykładem niech będzie Egipt. [4] Państwo to nigdy nie podpisało konwencji o broni chemicznej, natomiast konwencję o broni biologicznej i toksynach podpisało, ale do tej pory nie ratyfikowało (i prawdopodobnie już nie ratyfikuje). Konwencje owe zakazują produkowania, magazynowania, rozpowszechniania i używania broni chemicznej i biologicznej. Mimo to Waszyngton nie naciska na Kair w tej sprawie. Na osobną uwagę zasługuje casus Izraela. Państwo to nigdy nie przystąpiło do konwencji zakazujących wytwarzania, posiadania i stosowania broni nuklearnej, biologicznej i chemicznej. Jest powszechnie wiadome, że Izrael dysponuje sporymi zapasami broni masowej zagłady. Co więcej, same USA potajemnie pomogły Izraelowi wejść w posiadanie broni nuklearnej i być może pozostałych rodzajów broni masowego rażenia. Może więc w takim razie problemem nie jest broń chemiczna czy biologiczna, ale nuklearna. Gdyby Iran dążył do posiadania broni chemicznej bądź biologicznej, to Waszyngton machnąłby na to ręką, ale broń nuklearna, to już co innego. Myślę, że to wyjaśnienie również jest naciągane. Broń biologiczna potrafi być równie śmiercionośna i niebezpieczna dla ludzkości jak broń nuklearna. Historia pokazuje, że morowe powietrze potrafi zabić więcej ludzi niż jakiekolwiek inne nieszczęście nękające ludzkość. Co więcej, skutki użycia broni jądrowej można w dużej mierze przewidzieć i kontrolować, natomiast nie da się tego powiedzieć o broni biologicznej. Jeśli raz wypuści się śmiertelnie groźne zarazki i wywoła zarazę, to nie można być do końca pewnym, ile osób zginie.

Wielce wymowny jest też przykład Korei Północnej. Otóż państwo to parę lat temu oficjalnie przyznało się do posiadania i wytwarzania broni jądrowej. Co więcej, w październiku 2006 r. przeprowadziło podziemną eksplozję jądrową odnotowaną przez stacje sejsmiczne w całej Azji, co dodało wiarygodności temu oświadczeniu. Mimo to Korea Północna nie spotkała się z uderzeniem ze strony USA. Jakże odmiennie postąpiono w przypadku Iraku, który USA oskarżyły o posiadanie broni masowej zagłady (nawet nie nuklearnej, tylko chemicznej i biologicznej), po czym najechały. Z kolei Iran najprawdopodobniej takie uderzenie niedługo spotka, tyle że ze strony Izraela. Owszem po eksplozji nuklearnej w październiku 2006 r. były głosy oburzenia i potępienia, zużyto kolejne tony papieru na różnego rodzaju deklaracje, nawet trochę zaostrzono wymierzone w Koreę Północną sankcje, ale generalnie rzecz biorąc sprawa szybko ucichła i nie nastąpiła żadna poważna reakcja ze strony USA. Czemu Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna nie została zaatakowana, a Irak został? Według mnie można to wytłumaczyć na 4 różne sposoby:
  1. USA nie zaatakowały Korei Północnej, bo uważają ją za chińską strefę wpływów i obawiają się bardzo negatywnej reakcji ChRL na ewentualną interwencję zbrojną na Półwyspie Koreańskim;
  2. USA nie zaatakowały Korei Północnej, bo nie ma tam żadnych pokaźnych złóż ropy naftowej, gazu ziemnego, czy innych strategicznych surowców, a takie są w Iraku czy Iranie;
  3. USA nie zaatakowały Korei Północnej, bo to państwo nie zagraża Izraelowi, natomiast Irak zagrażał, a Iran nadal zagraża. Japończycy czy mieszkańcy Korei Południowej nie mają zaś takich wpływów w USA, jak mają Żydzi;
  4. USA nie zaatakowały Korei Północnej, gdyż państwo to już dysponuje bronią jądrową i na ewentualny atak mogłoby odpowiedzieć jej użyciem, co pociągnęłoby za sobą ofiary liczone w setkach tysięcy ludzi. Z drugiej strony, należy jednak zauważyć, że jeśli w istocie to wyjaśnienie jest prawdziwe, to takie postępowanie USA wręcz zachęca różnej maści dyktatorów do jak najszybszego wyprodukowania broni masowej zagłady, bowiem gwarantuje to, że ich państwa nie zostaną najechane przez USA, a oni sami nie zostaną w wyniku takiego najazdu obaleni. Polityka USA mająca więc oficjalnie na celu powstrzymywanie rozprzestrzeniania się broni masowego rażenia na świecie byłaby w tym ujęciu kontrproduktywna, bowiem powoduje skutki dokładnie przeciwne do zamierzonych. [5]
Wreszcie należy powiedzieć sobie, czy takie państwa jak Izrael czy USA mają moralne prawo domagać się od Iranu zaprzestania prac nad bronią nuklearną, skoro same taką broń posiadają? Czy ktoś, kto jest nałogowym palaczem ma moralne prawo potępiać innego palacza za to, że pali papierosy i domagać się od niego, by rzucił palenie, bo to szkodliwe dla niego samego i dla jego otoczenia?
 


Drukuj Email
 
Powiązane tagi:

Miasta:  Teheran  
Panstwa:  Stany Zjednoczone   Państwo Izraela   Iran - Islamska Republika Iranu  
Inne:  Wybory  
Bardzo ciekawy, wciągający artykuł. Jednak wkradła się pomyłka, Iran nie graniczy z Gruzją, tylko z Armenią, a Armenię trudno nazwać proamerykańską, prędzej prorosyjską.
Apostata, 2009/07/11 11:09
Bardzo fajny artykuł, wprawdzie nie o samych protestach - jak miałem nadzieję - ale raczej o charakterze współczesnej (i nie tylko) polityki, którego przecież doświadczamy i na własnym podwórku (w Iranie aresztowano po zamieszkach 700 osob. U nas 741 osob aresztowano po bijatyce 30 kibicow z policja). To co sie dzieje w Iranie mocno przypomina Ukraine (gdyby tam faktycznie wszedl Spec Naz, moglby odegrac role islamskich milicji) - zwlaszcza jezeli spojrzymy na charakter reformatorow (to co sie dzieje z Ukraina pod rzadami Tymoszenko - to po prostu tragedia). Miejmy nadzieje ze lud Iranu dopnie swego, nie tracac zbyt wielu pobratymcow. Bo na koniec dnia, to ich zdanie powinno nas obchodzic najbardziej.
Marcin, 2009/06/26 12:55
"bedzie wtedy bardziej przejzysty i spojny" Nie czepiaj się, piękno artykułu odwraca uwagę od braku jego wartości. A takich pełno w serwisach w sieci stąd ich popularność bo są ładnie podane. Powyższa publikacja bardzo interesująca.
ufal, 2009/06/25 06:54
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

W trakcie nieformalnego spotkania Rady Europejskiej w Brukseli (23.05) przywódcy państw UE nie znaleźli porozumienia w sprawie środków koniecznych do osiągnięcia wzrostu gospodarczego w Europie.
więcej...
Unia Europejska zaskarżyła Argentynę przed Światową Organizacją Handlu (WTO), zarzucając krajowi z Ameryki Południowej stosowanie niedozwolonych ograniczeń w imporcie.
więcej...
Fala kryzysu finansowego, która w 2009 roku przelała się ze Stanów Zjednoczonych na kontynent europejski uderzyła w najsłabsze punkty gospodarek państw Unii Europejskiej, pogarszając sytuację w sektorze bankowym i/lub powodując zadłużenie finansów publicznych ponad progi...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny