|
Muzułmanie zamieszkują w Niemczech w większej liczbie od niemalże wieku. Jednakże znaczna część obecnie mieszkających w Niemczech wyznawców islamu zaczęła napływać w czasie „niemieckiego cudu gospodarczego” po II wojnie światowej. Przybysze byli werbowani na potrzeby rozwijającej się dynamicznie gospodarki, której brakowało rąk do pracy. Początkowo imigranci muzułmańscy (obecnie jest ich ok. 1 mln w całych Niemczech), głównie Turcy, funkcjonowali w zamkniętych wspólnotach, kierując się w życiu wyłącznie własnymi zasadami religijnymi i prawem zwyczajowym. Wynikało to nie tylko z wyobcowania z europejskiego społeczeństwa, ale także z tego, że przybysze wcale nie zamierzali zostawać na Zachodzie na stałe, a tylko zarobić i wrócić. REKLAMA
Strona 1 z 2 Dopiero następne pokolenia, urodzone już w Europie, stanęły przed problemem asymilacji. Spora grupa obserwatorów podkreśla, że muzułmański izolacjonizm jednak trwa. Wielu muzułmanów urodzonych już na emigracji żyje życiem tylko swojego środowiska, pielęgnuje tradycje i często nie zna wcale języka kraju, w którym mieszka, albo zna go bardzo powierzchownie. Znamienny w tym kontekście wydaje się być casus Nadrenii-Westfalii, której rząd postanowił pójść muzułmanom na rękę i zaproponował wprowadzenie na swój koszt lekcji islamu w 37 szkołach, w języku niemieckim. Władze zakładały, że w ten sposób dzieci szybciej będą się asymilować. Eksperyment miał być dopełnieniem finansowanej przez państwo wieczorowej edukacji religijnej, która tylko na terenie Zagłębia Ruhry miałaby objąć 240 tysięcy uczniów. W tym wypadku zajęcia są prowadzone po turecku, często przez nauczycieli sprowadzanych w tym celu z Turcji. Jednak tylko 11 tysięcy młodych ludzi skorzystało z rządowej oferty. Dlaczego? Otóż działająca w Niemczech Centralna Rada Muzułmańska i Rada Islamska sprzeciwiły się inicjatywie władz. Zaskarżyły ją nawet w sądzie w Düsseldorfie. Organy te nie życzą sobie bowiem jakiejkolwiek edukacji religijnej kontrolowanej przez państwo, rodzice też wolą posyłać swoje pociechy na niezależne lekcje religii. Oznacza to, że w Niemczech, w innych krajach jest zresztą podobnie, państwo nie ma wpływu (albo ma bardzo niewielki) na kształtowanie się osobowości młodego muzułmanina. Postawy młodych i dorosłych muzułmanów kształtują głównie meczety (jest ich obecnie 66, dalsze 30 powstaje) oraz działające przy nich centra religijno–kulturalne. Żyjąca u naszego zachodniego sąsiada społeczność islamska, złożona głównie z Turków, nie identyfikuje się w ogóle, lub tylko w małym stopniu, z goszczącym ją państwem. Jednym z efektów tej postawy jest unikanie przez muzułmanów, w razie konfliktu lub zagrożenia, poszukiwania pomocy w organach państwowych. Tu można z kolei przytoczyć przypadek kurdyjskiej partii komunistycznej. W ciągu ostatnich lat kurdyjska partia komunistyczna (PKK) porwała, jak wyliczył tygodnik Focus, w Niemczech 87 dzieci i wcieliła je do swoich szeregów. Rodzice nie złożyli nawet skargi na policji. Uznali, że to nie sprawa Niemców i trzeba ją rozstrzygnąć we własnym gronie. Taka postawa ułatwia organizacjom terrorystycznym, takim jak PKK, i grupy fundamentalistyczne, swobodne werbowanie nowych członków oraz ściąganie haraczu od europejskich muzułmanów. Młodzi muzułmanie Europy nie tylko grasują po ulicach i przyswajają sobie zasady islamu w szkółkach koranicznych, ale także, pod wpływem indoktrynacji lub wręcz przymusu, sięgają po broń (przypadek terrorystów z Hamburga biorących udział w ataku na WTC). Na szczęście, na razie głównie poza Europą. I choć zdecydowana większość wyznawców islamu w Niemczech nie ma nic wspólnego z terroryzmem, liczne badania wskazują jednak na gwałtowny wzrost wpływów radykalnych ugrupowań islamskich Turcy – „największa mniejszość” Turcy stanowią najliczniejszą wśród mniejszości narodowych społeczność w Niemczech. Ich obecność zaznaczyła się jeszcze przed I wojną światową, w efekcie współpracy Rzeszy z Imperium Osmańskim (m.in. w 1916 r. utworzono w Berlinie Związek Niemiecko-Turecki). Po II wojnie światowej, wraz z zaistnieniem "niemieckiego cudu gospodarczego" w RFN i podpisaniem "Porozumienia w sprawie rekrutacji” w 1961 r. do Niemiec rozpoczął się napływ pracowników z półwyspu anatolijskiego. Podobnie jak inni Gastarbeiterzy wielu założyło na miejscu rodziny i poszukiwało stałej pracy. Na największe trudności ze znalezieniem pracy napotkali ludzie wykształceni, np. lekarze. Chętnie natomiast zatrudniano Turków do zajęć, których nie bardzo chcieli wykonywać Niemcy. W owym czasie środowisko tureckie nie było zintegrowane, ze względu na perspektywę powrotu do ojczyzny. Wraz z ograniczeniami w „imporcie pracowników” zmieniała się struktura społeczności tureckiej. Przed zahamowaniem napływu pracy do Niemiec przybywali głównie młodzi mężczyźni, natomiast w późniejszym okresie osiedlały się tam całe rodziny. Przedłużał się też czas ich pobytu. W 1997 więcej niż 60% Turków mieszkało w Niemczech ponad 10 lat. Z Gastarbeiterów przekształcili się w prawdziwych imigrantów, których stać było na budowę lub kupno domu.
|